Articles

Mondeo dla każdego, czyli parę słów o wersji Mk5

Na najnowszą odsłonę Forda Mondeo w kraju nad Wisłą przyszło czekać naprawdę bardzo długo – samochód, który miał premierę w roku 2012 w Stanach Zjednoczonych (tam jako Ford Fusion) do Polski trafił dopiero pod koniec 2014 roku. Przy czym pierwsze egzemplarze dostarczono klientom na początku roku 2015. Już sama strategia przyjęta przez Forda wzbudziła wśród potencjalnych klientów wiele kontrowersji, ja jednak osobiście uważam, że naprawdę było na co czekać. Dlaczego tak uważam?

Jednym z najważniejszych powodów jest sama stylistyka nadwozia – Ford Mondeo Mk5 nawet zaparkowany wygląda tak, jakby gnał z wielką prędkością po szosie. Dynamiczny, przemyślany design z całkiem agresywnym przodem i raczej stonowanym tyłem oraz płynnym przejściem z jednego w drugie daje bardzo ciekawy efekt. Mnie osobiście ten pomysł się podoba, bo lubię takie niecodzienne rozwiązania. Niemniej jednak karoseria to jedynie „opakowanie” dla tego, co w każdym samochodzie jest najistotniejsze…

czerwony Ford Mondeo Mk5

Nowy Ford Mondeo Mk5 jest naprawdę piękny

Pod tym względem Ford Mondeo Mk5 również mnie nie zawiódł, bo standardowe wyposażenie nawet najbiedniejszej wersji jest co najmniej imponujące – wymienię choćby system audio z radioodtwarzaczem CD/mp3 wyposażony w wejście USB, poduszki bezpieczeństwa (czołowe, boczne, kurtynowe i kolanowe – wszystko w pakiecie podstawowym), systemy ABS, ESP, IPS, EBD, jest też kontrola trakcji, wspomaganie stabilności w zakrętach, wspomaganie dla ruszania na wzniesieniach czy elektryczny hamulec postojowy. Krótko mówiąc: na bogato. A można sobie do tego dobrać na przykład dwustrefową klimatyzację automatyczną (w standardzie jest manualna), innowacyjne LED-owe reflektory adaptacyjne, elektryczne otwieranie bagażnika albo także elektrycznie regulowaną kolumnę kierownicy posiadającą możliwość zapisywania konkretnych ustawień.

Jeśli chodzi o osiągi, to też jest więcej niż przyzwoicie, tu jednak rozpiętość wyników jest spora, bo i gama dostępnych jednostek napędowych jest naprawdę wielka – najkrócej rzecz biorąc każdy znajdzie coś dla siebie, bo najmniejszy silnik to słynny EcoBoost o pojemności 1 litra, natomiast najpotężniejsza jest bez dwóch zdań benzynowa jednostka o pojemności 2 litrów i mocy 240 koni mechanicznych.

Jeśli chodzi na przykład o kwestię wygody, to miejsca w Fordzie Mondeo Mk5 jest całkiem sporo i chyba tylko koszykarze lub siatkarze mogliby narzekać na ciasnotę – ale z drugiej strony dla tak wysokich osób praktycznie każde względnie standardowe auto będzie niewygodne. Tu o niewygodzie dla osób o raczej standardowym wzroście mowy nie ma, a bagażnik nominalnie oferuje 500 litrów pojemności. Po rozłożeniu tylnej kanapy robi się z tego 1605 litrów, czyli więcej niż wystarczająco na potrzeby przeciętnego użytkownika.

Gdybym miał pokusić się o krótkie i zwięzłe podsumowanie tego modelu, stwierdziłbym, że nowe Mondeo to bardzo dobry samochód w naprawdę dobrej cenie i jeśli kogoś stać na zakup auta w salonie, to na pewno jest to dobra opcja – wygodne, bezpieczne i ekonomiczne auto za rozsądne pieniądze to wciąż rzadkość na naszym rynku. Nowe Mondeo wypełnia tę lukę dość skutecznie.

Prawie 5 metrów długości, czyli konsekwencja według Volvo

Dokładnie pół dekady trzeba było czekać na premierę kolejnego kombi marki Volvo, a jeśli wziąć pod uwagę fakt, że nowo zapowiedziane kombi należy do klasy wyższej, to do podanej liczby można doliczyć kolejne trzy lata, ponieważ aż osiem lat temu debiutowało Volvo V70, które ma zastąpić nowa konstrukcja. Czy nowa platforma będzie godnym następcą trzeciej generacji popularnych „siedemdziesiątek”? Z ujawnionych do tej pory informacji wynika, że najprawdopodobniej tak, choć oczywiście jest spora liczba sceptyków uważających, że najnowsze Volvo to już nie będzie prawdziwe Volvo.

Jeśli chodzi o samą definicję, to nowe Volvo V90 bez szczególnego wysiłku (choć ledwie o przysłowiowy włos) mieści się w definicji auta spod znaku szwedzkiego giganta. Czemu? Bo jednym z bazowych założeń Volvo jest deklaracja, że żadne produkowane przez tę firmę auto nie będzie mieć więcej niż 5 metrów długości. V90 ma powstać na platformie mierzącej 495 milimetrów i mającej rozstaw osi wynoszący 289 milimetrów, czyli zmieści się w wyznaczonym lata temu limicie, przy okazji będąc największym kombi wyprodukowanym przez Szwedów.

żółte Volvo V90

Tak będzie prezentować się Volvo V90

Z tego, co się nieoficjalnie mówi, V90 będzie najprawdopodobniej mieć bagażnik o maksymalnej pojemności około 1850 litrów, czyli naprawdę niemało, choć do rekordu Volvo ustanowionego przez model 245, w którym było aż 2150 litrów przestrzeni bagażowej, nadal jeszcze bardzo daleko. Jeśli chodzi o ewentualne silniki, to wiadomo tylko tyle, że żaden z nich nie będzie mieć więcej niż cztery cylindry, natomiast pod względem mocy najpotężniejsza dostępna jednostka ma generować 400 koni mechanicznych – ta wersja będzie najprawdopodobniej hybrydą. Również i pod tym względem V90 będzie rekordzistą, bo póki co żadne Volvo nie miało aż takiego zapasu mocy pod maską.

Co ciekawe wszystkie te nowinki techniczne oraz sam rozmiar samochodu nie wpłyną negatywnie na masę całego pojazdu, bo V90 ma ostatecznie ważyć o około 100 kilogramów mniej niż V70 – samo w sobie jest to niemałe osiągnięcie, ale na szacunek zasługuje fakt, że specjaliści Volvo osiągnęli ten cel bez przesadnego korzystania z materiałów superlekkich. Około 40% masy samochodu będzie stanowić najwyższej jakości stal, belka wzmacniająca ma być natomiast aluminiowa. Powstaje więc naprawdę solidna, bezpieczna rama – to duży plus.

Wiadomo także, że w droższych wersjach wyposażeniowych Volvo V90 będzie mieć aktywne pneumatyczne zawieszenie o kilku predefiniowanych profilach (między innymi ekologicznym i dynamicznym), ale będzie również możliwość zdefiniowania konkretnych ustawień i zapisania ich przez kierowcę.

Wszystko wskazuje na to, że w świecie Volvo szykuje się całkiem spora rewolucja – zmianie ulegnie nie tylko logo marki (nowe V90 będzie mieć już nowe), ale też w ciągu kilku lat od premiery mają ulec wymianie na nowe wszystkie stosowane obecnie platformy podwoziowe dla aut szwedzkiego producenta. Jak się to sprawdzi w praktyce? Postaram się informować na bieżąco…

Nowa Honda Civic Type R – superszybki hot hatch

Zaprezentowana w marcu tego roku na Targach Samochodowych w Genewie czwarta już generacja modelu Civic Type R stanowi bardzo udane połączenie nowoczesności z klasyką. Pod względem wyglądu to moim zdaniem najbardziej agresywnie zaprojektowane nadwozie spośród wszystkich dotychczasowych premier motoryzacyjnych (mam na myśli auta produkowane masowo, rzecz jasna) i choć niektórym może się nie podobać relatywnie duży tylny spojler, to warto pamiętać, że w najnowszym Civicu nie pełni on roli wyłącznie dekoracyjnej – jego głównym zadaniem jest zapewniać docisk na tylnej osi przy dużych prędkościach.

Honda Civic Type R 2015 wersja koncepcyjna

Tak prezentuje się koncepcyjna wersja Hondy Civic Type R – od modelu produkcyjnego różni się kilkoma drobnymi detalami (źródło grafiki: Pinterest)

A trzeba przyznać, że osiągi nowy Type R ma zdecydowanie nieprzeciętne, co osiągnięto dzięki zastosowaniu potężnego, turbodoładowanego silnika benzynowego o pojemności 2 litrów (należącego do serii Earth Dreams Technology), który generuje 310 koni mechanicznych mocy i 400 Nm momentu obrotowego. Pozwala to przyspieszyć od 0-100 km/h w zaledwie 5,7 sekundy, a maksymalna prędkość nowego Civica została elektronicznie ograniczona do 270 km/h (dopływ paliwa jest odcinany także przy osiągnięciu 7000 obr./min.). Dodajmy jeszcze jako swego rodzaju ciekawostkę, że wersja przedprodukcyjna (różniąca się kilkoma detalami wyglądu) osiągnęła na torze Nurburgring czas 7:50,86 sekundy – to najlepszy na tym torze czas auta z napędem na przód.

Jak przystało na sportowe auto, nowy Civic Type R został wyposażony w manualną skrzynię biegów – jest ona jednosprzęgłowa i sześciobiegowa, a jeżeli kierowca stwierdzi, że jedzie mu się zbyt „niesportowo”, to ma do dyspozycji przycisk oznaczony „+R”. Po wciśnięciu go amortyzatory staję się o 30% twardsze, pedał gazu czulszy, a kierownica mniej „miękka”: wszystko po to, by jeszcze bardziej zwiększyć frajdę z jazdy.

Myliłby się jednak ten, kto uznałby, że Civic Type R czwartej generacji jest zbyt sportowy, by być praktyczny – miejsca dla kierowcy i pasażera z przodu jest więcej niż wystarczająco, osoby siedzące na tylnej kanapie także nie mogą narzekać na brak miejsca, a deska rozdzielcza została zaprojektowana tak, by przede wszystkim zapewniać łatwość obsługi i ergonomię. Mamy też dosyć spory bagażnik: w wersji bazowej ma on pojemność 475 litrów, ale po złożeniu tylnych siedzeń przestrzeń ta zwiększa się aż do 1400 litrów.

Jest to wynikiem pewnego sprytnego zabiegu konstrukcyjnego, polegającego na przeniesieniu zbiornika paliwa pod przednie fotele, nie bez znaczenia jest także oparcie tylnego zawieszenia o belkę skrętną, zajmującą dość mało miejsca. Tak prosta konstrukcja ma też jeszcze jedną zaletę: zdecydowanie niższe koszty eksploatacji oraz większą niezawodność. W aucie tej klasy to niewątpliwie atut, choć i tak końcowa cena nie należy do najniższych – ponad 140 tysięcy złotych to niemało, ale i osiągi nowej Hondy Civic Type R plasują ją w zdecydowanej czołówce w klasie GTI. Jeśli ktoś szuka dynamicznego i wyróżniającego się stylistycznie hot-hatcha, to przednionapędowy Civic Type R jest bardzo dobrym wyborem.

Audi RS 3 Sportback – potwór w kompaktowej skórze

Póki co w segmencie aut kompaktowych najnowsze Audi RS 3 Sportback jest bez dwóch zdań najpotężniejszym samochodem, choć według nieoficjalnych doniesień już niedługo ten prymat się skończy, bo inżynierowie Mercedesa pracują nad projektem, który zmiecie Audi z piedestału. Jeśli nawet do tego dojdzie, RS 3 Sportback nadal będzie deklasować niemal całą konkurencję – wszystko dzięki ogromnej jednostce napędowej, która wydaje się nawet nieco zbyt potężna jak na tak niewielki wóz.

Czerwone Audi RS 3 Sportback 2015 podczas jazdy

Przyznać trzeba, że karoseria nowego Audi RS 3 Sportback jest zaprojektowana bardzo ładnie (źródło grafiki: Pinterest)

Przyjrzyjmy się zresztą jej nieco bliżej: pięć cylindrów, 2,5 litra pojemności, 367 koni mechanicznych mocy, turbodoładowanie oraz wgniatający w fotele moment obrotowy 465 Nm (dostępny w bardzo szerokim zakresie obrotów – od około 1600 do ponad 5500!) zapewniają nie tylko bardzo sportowe wrażenia z jazdy, ale przede wszystkim rewelacyjne przyspieszenie. RS 3 Sportback potrzebuje tylko 4,4 sekundy, aby przyspieszyć od 0-100 km/h, a maksymalna prędkość tego monstrum na kółkach wynosi aż 280 km/h (nominalnie ogranicznik jest ustawiony na 250 km/h, ale za dopłatą w wysokości ponad 8300 zł da się go przesunąć na 280 km/h).

Rzecz jasna tego rodzaju osiągi mają swoje konsekwencje w postaci wysokiego zużycia paliwa – wprawdzie dane producenta mówią o średnim spalaniu rzędu 11,6 litra w mieście i 6,5 litra na trasie, realnie jednak jest ono wyższe i wynosi odpowiednio 13,4 litra oraz 8,7 litra. Krótko mówiąc, nie jest to samochód dla oszczędnych. Nie zmienia to jednak faktu, że RS 3 Sportback jest autem bardzo wygodnym, stabilnym w zakrętach i dynamicznym. Pomimo ewidentnie sportowego charakteru jednostki napędowej auto prowadzi się łatwo i przyjemnie, choć przy napotkaniu poprzecznych uskoków na drodze lub „śpiących policjantów” trzeba bardzo mocno zwalniać.

Do niewątpliwych mankamentów tego modelu należy malutki bagażnik, standardowo mający 280 litrów pojemności, który nawet po rozłożeniu tylnej kanapy jest nadal mały – 1120 litrów to w mojej opinii niewystarczająco w czteroosobowym aucie przeznaczonym do codziennego użytku (tak Audi RS 3 Sportback jest reklamowany). Zastanawia mnie też, dlaczego producent w ogóle nie przewidział opcji dokupienia koła dojazdowego, ale faktem jest, że się tego nie da zrobić. W bagażniku miejsce normalnie zajmowane przez koło zapasowe wypełnione jest elementami systemu audio (grającego bardzo przyjemnie, muszę to przyznać).

Największym jednak minusem jeśli chodzi o nowe Audi RS 3 Sportback jest jego absurdalna cena – w Polsce najtańsza wersja wyposażeniowa (całkiem bogata, ale to oddzielna kwestia) kosztuje ponad 257 000 złotych! To zdecydowanie za dużo jak za auto tej klasy i sytuacji wcale nie poprawia fakt, że w Niemczech ten wóz jest tańszy o kilkadziesiąt tysięcy złotych – i tak ceny zaczynają się sporo powyżej 200 000 złotych. W połączeniu z wysokim spalaniem i niemałymi cenami wyposażenia opcjonalnego inwestycja w ten model Audi wydaje się być pomysłem chybionym.

Kiedy opłaca się przedłużyć gwarancję na samochód?

Od pewnego czasu niemal wszystkie produkty, które mogą ulec awarii, są dostępne z opcją dokupienia dodatkowego ubezpieczenia – najczęściej dzieje się tak w przypadku sprzętu RTV i AGD, jednak w branży samochodowej podobne rozwiązania także są powszechnie spotykane. Przed zakupem tego rodzaju ubezpieczenia (choć najczęściej sprzedawane jest ono pod nazwą „przedłużona gwarancja”) warto się jednak zastanowić i na spokojnie rozważyć wszelkie za i przeciw.

mechanik naprawiający układ jezdny samochodu

Przed wykupieniem dodatkowego ubezpieczenia warto skalkulować koszty (źródło grafiki: Pinterest)

Jeśli kupujemy w salonie nowy samochód, dla którego producent przewiduje w standardzie dwu- lub trzyletni pakiet gwarancyjny, możemy zakładać, że mniej więcej na taki okres zakładana jest żywotność najbardziej awaryjnych podzespołów auta. W takim przypadku dodatkowe ubezpieczenie może się okazać bardzo dobrym wyborem, ponieważ uchroni nas przed wydatkami związanymi z naprawami auta w relatywnie niedalekiej przyszłości – szczególnie w kontekście faktu, że kupując samochód z gwarancją u dealera najprawdopodobniej nabywamy go z nadzieją użytkowania dłużej, niż obowiązuje podstawowy pakiet gwarancyjny.

Nieco inaczej sytuacja przedstawia się dla aut używanych: tutaj trzeba wziąć pod uwagę kilka czynników dodatkowych. Najważniejsza jest ilość już przejechanych kilometrów oraz przebieg – żaden ubezpieczyciel nie doubezpieczy nam samochodu, jeśli ma on ponad 7 lat lub ma przejechane ponad 150-170 tysięcy kilometrów, bo taki wóz będzie dla ubezpieczyciela jedynie obciążeniem finansowym. To właśnie z tego względu praktycznie wszystkie towarzystwa wolą ubezpieczać nowe samochody z gwarancją niż auta intensywnie użytkowane.

Kolejna sprawa to kwestia samych kosztów, bo to od nas zależy, jaki pakiet ubezpieczenia dodatkowego sobie dokupimy. Trzeba jednak pamiętać, że im szerszy pakiet, tym wyższa jego cena, warto więc skalkulować potencjalne oszczędności na naprawie poszczególnych podzespołów i porównać z kosztem usług u zaprzyjaźnionego mechanika. Oczywiście obowiązuje tu zasada, że w droższym pakiecie darmowych usług jest znacznie więcej niż w podstawowym.

Na koniec zaś sprawa najważniejsza: niezależnie od tego, czy mamy najbogatsze ubezpieczenie dodatkowe, czy też pakiet najmniejszy, pamiętajmy, że wymianie w jego ramach podlegają jedynie części, które uległy nieoczekiwanej awarii – podzespoły, które się normalnie zużywają (dobrym przykładem są klocki hamulcowe lub elementy zawieszenia), musimy zawsze wymieniać na własny koszt.

Więcej informacji o dostępnych pakietach gwarancyjnych znajdziesz TU.

Samochód na miarę XXI wieku – nowy Ford Mustang

Pierwszy kwartał 2015 roku już za nami, pozostaje więc jeszcze trochę uzbroić się w cierpliwość w oczekiwaniu na chwilę, w której zapowiadane przez wielu producentów nowe samochody osobowe trafią do salonów. Bez wątpienia jedną z najbardziej oczekiwanych przez wielu entuzjastów premier tego roku jest Ford Mustang szóstej już generacji, który od pozostałych premier motoryzacyjnych przewidzianych na ten rok różni się tym, że po raz pierwszy w historii trafi normalnie do sieci dealerskiej w Europie. Oznacza to, że nowy Mustang będzie też dostępny dla klientów Forda w Polsce.

samochody osobowe Ford

Tak prezentuje się nowy Ford Mustang z profilu (źródło grafiki: ford.com)

To jednak nie jedyna „pierwsza w historii” właściwość najnowszego Mustanga – otóż projektanci i inżynierowie zajmujący się tym modelem postanowili dla tej odsłony popularnego modelu nie wykorzystywać żadnych części ani rozwiązań stosowanych już w innych modelach Forda. Krótko mówiąc nowy Mustang był projektowany całkowicie od zera. Efekty tego podejścia są generalnie rzecz ujmując niewiarygodne, choć dosyć oczywistą konsekwencją jest pewien wzrost ceny. W tym jednak przypadku można śmiało stwierdzić, że auto jest warte nie tylko swojej ceny, ale każdej ceny.

Zasadniczym powodem jest rewelacyjny design połączony z bardzo interesującymi opcjami jeśli chodzi o jednostkę napędową. Do dyspozycji będziemy mieć bowiem bazowo trzy silniki: czterocylindrową jednostkę o pojemności 2,3 litra EcoBoost (ten silnik opracowano specjalnie na potrzeby rynku europejskiego) z turbodoładowaniem i bezpośrednim wtryskiem, generującą moc 309 KM, jednostkę 3,7 litra w układzie V6 i deklarowanej mocy ponad 304 KM oraz prawdziwe monstrum (przynajmniej według standardów europejskich), czyli silnik o pojemności 5 litrów, w układzie V8 o mocy ponad 425 KM. I choć producent nadal nie ujawnił nawet przybliżonych osiągów poszczególnych jednostek, należy się spodziewać, że będą one co najmniej przyzwoite w obrębie tej klasy auta. A wedle wszelkiego prawdopodobieństwa będą po prostu porażające.

Spece z Forda nie byliby jednak sobą, gdyby nie zamontowali w swoim najnowszym cudeńku kilku ekstrawaganckich systemów, z których na pierwsze miejsce moim zdaniem zasługuje coś, co nazywa się niegroźnie „Line-Lock”, a jest ni mniej, ni więcej, tylko systemem ułatwiającym kierowcy nowego Mustanga… palenie gum! Tak, dobrze widzicie – wystarczy przełączyć auto w odpowiedni tryb, w którym samochód sam zablokuje przednie koła, a uwolni tylne, potem tylko wcisnąć gaz do dechy i po chwili za naszym Mustangiem zaczną się unosić kłęby dymu z opon. Później pozostaje tylko odblokować przednie hamulce i wystrzelić jak z procy. No i, rzecz jasna, zastanowić się nad sensem używania systemu, który z amerykańską skutecznością będzie nam niszczył nieszczególnie przecież tanie ogumienie. Ale czegóż się nie robi dla tych kilku chwil uwielbienia przez tłum gapiów…

Więcej o ofercie Forda na samochody osobowe znajdziesz pod tym adresem: http://www.ford.pl/Samochody_osobowe

Rodzinny samochód na wszystkie okazje – Nowy C-MAX

Amerykański Ford ma długą tradycję tworzenia solidnych aut dla całej rodziny. Obszerne samochody z niebieskim godłem były nazywane krążownikami szos, a wewnątrz można było pomieścić liczną gromadkę dzieci, psa i jeszcze kilkanaście walizek na dokładkę. Czy jednak we współczesnych, ekologicznych czasach, takie rozbudowane samochody mają rację bytu?

Ford C-Max

Samochód dla całej rodziny

Przestronny samochód

Nowa seria amerykańskiego producenta oznacza dwa modele – 5 osobowy Ford C-MAX i 7 osobowy Ford Grand C-MAX. Ten drugi posiada przesuwne tylne drzwi i system siedzeń, który umożliwia wygodne przechodzenie między fotelami. Docenimy to w szczególności po zapakowaniu całej familii do środka. Obie wersje posiadają elektroniczne blokady drzwi, które zabezpieczają je przed otwarciem przez dzieci, a ich wnętrza są wyłożone wytrzymałą na zabrudzenia tapicerką.

Jeżeli mamy problem ze skupieniem się na zadaniach czekających nas na drodze, choćby ze względu na rejwach towarzyszący rodzinnym przejazdom, na pewno docenimy systemy i kamery ułatwiające nam parkowanie i sterowanie, a także układ usprawniające ruszenia z miejsca na wzniesieniach. Jest to dość przydatne przy dużym załadowaniu.

fordpower

Rodzinny C-MAX

C-MAX to samochód z dużą ilością miejsca na nogi, choć pamiętajmy, że dodatkowe foteliki na pewno je ograniczą. Zawsze możemy zwiększyć przestrzeń, a przynajmniej jej poczucie za pomocą panoramicznego dachu. Niestety, nie dysponujemy opcją wbudowanych w zagłówki odtwarzaczy DVD i ekranów, które dla wielu rodziców jest niezastąpioną pomocą w uspokajaniu maluchów.

Ekologia i moc

Drugą kwestią rozważaną przy zakupie rodzinnego samochodu jest efektywność spalania. W tej dziedzinie nowy C-MAX może pochwalić się całkiem mocnymi osiągami, w wersji 1,6 litrowej dysponujemy 95 KM lub 115 KM. Sprawdza się to na dłuższych trasach, ale uwaga skupia się przede wszystkim na oszczędności paliwa. W cyklu miejskim C-MAX spala 5,4 l/100 km, zaś C-MAX Grand 5,8 l/100 km.

Pomaga w tym też system START/STOP/START, który wyłączy silnik na postoju, pozwalając jednocześnie na natychmiastowe ruszenie po naciśnięciu pedała gazu. Warto też wspomnieć o niskiej emisji substancji szkodliwych, dla osób dbających o planetę.

Co prawda kwestie wystroju oraz wygląda są spychane zazwyczaj na dalszy plan, jednak w tym wypadku należy zauważyć, że C-MAX prezentuje się dość okazale. Może nie posłuży nam jako limuzyna do zajechania po odbiór nagrody filmowej, ale na tle rodzinnych samochodów na pewno nie musi niczego wstydzić.

Nowy C-MAX łączy w sobie przydatną technologię, przestronność i wydajność silnika, oferując naprawdę dobry wybór w tym segmencie.

Źródło zdjęć: materiały producenta