System coming home, czyli co tak naprawdę jest potrzebne w samochodzie?

Przyznaję szczerze, że jeszcze do niedawna uważałem sporą część co bardziej wymyślnych i przydających się jedynie w określonych sytuacjach systemów montowanych w samochodach za niepotrzebny balast. W mojej opinii były to takie „zapchajdziury”, którymi producenci kompensowali brak czegoś, co naprawdę wyróżniłoby dany model na tle konkurencji albo po prostu dodawali coś na siłę tylko po to, żeby lista funkcji wyglądała bardziej imponująco. Z doświadczenia wiem też, że podobne przekonanie ma niemała liczba polskich kierowców, ale spieszę z informacją, że ja już zdanie w tej materii zmieniłem. I wcale nie trzeba było jakichś powalających argumentów albo dyskusji z szanowanym na świecie autorytetem motoryzacyjnym – wystarczyła zwykła kałuża o średnicy około 50 cm, głęboka tak mniej więcej do kostki…

samochód oświetlający drogę w nocy

System coming home potrafi oszczędzić wielu problemów – szczególnie, jeśli w okolicy nie ma innych źródeł dobrego oświetlenia (źródło obrazka: pixabay.com)

Pewnego wieczoru najzwyczajniej w świecie nie zauważyłem takiego zbiornika wodnego tuż po wyjściu z auta, a ponieważ się mocno spieszyłem na ważne spotkanie biznesowe, to nie zawracałem sobie głowy detalami w rodzaju wyciągnięcia telefonu i świecenia sobie latarką pod nogi. Było ciemno, bo latarnie nie świeciły, ale ponieważ był też chodnik, to automatycznie założyłem, że jest bezpiecznie. Niestety, nie było, bo akurat spory kawałek tego chodnika był w remoncie i po niedawnym deszczu w miejscach, z których wyjęto płytki, powstały dość głębokie kałuże. Ta „moja” po ciemku była praktycznie nie do uniknięcia.

Na spotkanie się wprawdzie nie spóźniłem, ale przez cały czas siedziałem spięty zastanawiając się, czy bardzo widać, że prawą nogawkę spodni prawie do pół łydki mam utytłane w błocie i co sobie o mnie pomyśli potencjalny wspólnik. Jak się później okazało nie zwrócił na to uwagi (zapytałem, kiedy już doszliśmy do porozumienia w interesach), ale mnie dyskomfort pozostał. I wtedy właśnie zacząłem doceniać te „niepotrzebne” systemy.

Gdyby w moim samochodzie była zainstalowana funkcjonalność coming home (albo leaving home, nazewnictwo zależy od konkretnego producenta), zauważyłbym kałużę od razu i ominąłbym ją, bo przez dobrych kilkanaście sekund auto doświetlałoby mi drogę. Niby drobiazg, ale jednak bardzo przydatny (sprawdź). A kiedy szukając opcji zamontowania w swoim aucie jakiegoś gotowego systemu coming home trafiłem na setki postów dotyczących tego, jak sobie samemu takie coś złożyć, doszedłem do słusznego chyba wniosku, że nawet jeśli taki system przydaje się tylko raz na miesiąc, to i tak warto. Koszt niewielki, a wygoda ogromna. I odkąd korzystam z tej funkcji regularnie (bo już ją mam), to nie mam pojęcia, jak mogłem się bez niej obyć wcześniej…

Leave a reply

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.