Smartfon w trasie, czyli o problemach z prądem

W poprzednich miesiącach pisałem o zaletach posiadania w samochodzie dobrej i aktualnej nawigacji, nie wspomniałem natomiast o kwestii niezwykle w tym kontekście istotnej, a mianowicie o tym, że nawet najlepsze smartfony nie mają aż tak wytrzymałej baterii, żeby w długiej trasie wytrzymać obsługę nawigacji i się całkowicie nie rozładować. Rzecz jasna rozwiązanie jest banalnie proste: niezbędna jest porządna ładowarka samochodowa o wystarczająco wysokim natężeniu generowanego prądu i nawet najdłuższa trasa nie „zamęczy” nam telefonu.

Problem w tym, że dość często kuszą nas niedrogie ładowarki dostępne na stacjach benzynowych, zwykle jednak najlepszym wyjściem jest unikanie ich jak ognia. Zasadniczy problem polega na tym, że bardzo często nie generują one nawet połowy deklarowanego na opakowaniu prądu, co w praktyce oznacza, że zamiast ładować baterię naszego smartfona, w najlepszym razie jedynie spowolnimy proces jej rozładowywania. Dodam od siebie, że to scenariusz optymistyczny – sam kiedyś kupiłem taką najtańszą ładowarkę i skończyło się to dosyć dramatycznie, bo choć ładowała ona telefon, to grzała się przy tym tak bardzo, że w końcu jej obudowa stopiła się i zaspawała mi gniazdo zapalniczki w aucie na amen. Niezbędna była wizyta w serwisie i wymiana całego gniazda na nowe, co nauczyło mnie, że na osprzęcie do samochodu naprawdę nie warto oszczędzać.

ładowarka samochodowa sony an401

Dokładnie taką ładowarkę samochodową sobie kupiłem w dwóch egzemplarzach – bardzo, bardzo ją polecam! (źródło grafiki: eshop.sonymobile.com)

Nauczony tym niespecjalnie miłym doświadczeniem postanowiłem znaleźć ładowarkę dedykowaną pod mój smartfon (a przynajmniej taką, którą rekomendowałaby wystarczająco duża liczba internautów). Po dość krótkich poszukiwaniach trafiłem na ładowarkę samochodową Sony o realnej wydajności rzędu 1200 mA model AN401 (sprawdź), czyli więcej niż wystarczająco, żeby mojego smartfona bez problemu naładować i kupiłem od razu dwa egzemplarze tak na wszelki wypadek. Bardzo mi się spodobało to, że ładowarka ta ma w komplecie dedykowany kabel podłączeniowy, dzięki czemu nie muszę się martwić o to, że coś źle dobrałem i mam straty prądu na kablu. Od tamtej pory moje problemy z ładowaniem smartfona w trasie skończyły się całkowicie, a ja po dziś dzień używam nadal pierwszej ładowarki – druga leży sobie spokojnie w schowku na wypadek, gdyby jednak ta postanowiła odmówić posłuszeństwa…

Leave a reply

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.