Oleje silnikowe Castrol kontra polscy kierowcy

Wystarczy wejść na dowolne forum poświęcone motoryzacji, aby niemal natychmiast natknąć się na całkiem niemałą liczbę postów dotyczących olejów silnikowych Castrol – i to zarówno wpisów pozytywnych, jak i negatywnych. Dość ciekawe w całej sytuacji jest to, że ci, którzy chwalą oleje Castrola, twierdzą, że nigdy nie mieli najmniejszych problemów ze swymi samochodami i silnikami, podczas gdy kierowcy bojkotujący tę firmę przytaczają wiele przykładów na to, jak to po przejechaniu zaledwie kilkuset (!) kilometrów uszkodzili silnik właśnie dlatego, że wlali olej produkcji Castrola. Jeszcze ciekawsze jest to, że bardzo mało jest wypowiedzi neutralnych – zastanówmy się więc przez chwilę, jak to jest naprawdę z tymi olejami i czy przypadkiem problem nie tkwi w czymś zupełnie, zupełnie innym niż jakość oleju…

Opakowanie oleju Castrol Magnatec (źródło: Pinterest)

Opakowanie oleju Castrol Magnatec (źródło: Pinterest)

O tym, że oleje silnikowe dzielimy na mineralne, półsyntetyczne i syntetyczne wiedzą wszyscy kierowcy. Jest to wiedza elementarna, która nie podlega dyskusji – przynajmniej w założeniu, ponieważ już na tym etapie możliwe są pewne kłopoty z określeniem przynależności do konkretnej grupy: są kraje, w których dany olej będzie półsyntetykiem, podczas gdy w innym państwie ten sam olej będzie klasyfikowany jako mineralny, a cały kłopot wynika z różnych norm w rozmaitych krajach. Zdarza się to jednak dość rzadko i nie to jest przyczyną problemów.

Opakowania z olejami silnikowymi zawierają zwykle dwa podstawowe oznaczenia: lepkości i jakości. Lepkość określa zakres temperatur, w których dany olej zachowuje swe właściwości (dlatego mamy oleje zimowe, letnie i całoroczne), natomiast jakość precyzuje w jakich silnikach dany olej może być bezpiecznie użyty. Normy jakościowe (czyli normy API) oznaczane są dwoma literami, z których pierwsza określa typ silnika (S – benzynowy, C – silnik Diesla), natomiast druga to tak zwana norma właściwa. Im dalej w alfabecie ta druga litera, tym nowsza norma. Faktem jest, że między normami istnieje pewna kompatybilność, ale dotyczy ona wyłącznie sąsiadujących norm i o tym właśnie nie pamiętają lub nie wiedzą polscy kierowcy. Silnik zaprojektowany do normy B niemal na pewno zostanie uszkodzony (a na pewno będzie się szybciej zużywał), jeśli użyjemy w nim oleju przeznaczonego pod silniki normy M!

Kłopot także i w tym, że mało który kierowca wie, jaką dokładnie normę spełnia silnik w jego aucie, co często skutkuje złym doborem oleju, a w konsekwencji uszkodzeniami. Sytuacji nie poprawia też to, że bardzo często wyznacznikiem jakości oleju jest dla polskich kierowców jego cena (!) na zasadzie „im droższy, tym lepszy” – ta niefrasobliwość i niewiedza sprawiają, że zamiast obarczać winą brak oleju we własnej głowie, kierowcy zrzucają odpowiedzialność na produkt, który po prostu nie jest przeznaczony do ich samochodu…

Leave a reply