Nawigacja w końcu i tak Cię dosięgnie…

nawigacjaLubicie liczyć przede wszystkim na siebie i drogę do celu wyznaczacie sami, czy może macie wiernego, precyzyjnego i niezawodnego kompana?

Teraz samej ciężko mi w to uwierzyć, jednak pamiętam, jak siedem lat temu, byłam jedną z niewielu, a może nawet jedyną osobą lubiącą warszawskie korki. Oczywiście nie mam na myśli tych na trasie łazienkowskiej, czy siekierkowskiej, dla których powinno stworzyć się oddzielną klasyfikację, lecz kilka zmian świateł przy Polach Mokotowskich (niezależnie o której ich stronie mówimy) lub zjeździe z trasy na Most Gdański. To właśnie owe powolne toczenie czterech kół pomagało mi być twardym przeciwnikiem nawigacji (kliknij). Książkowa mapa stolicy przygotowana na fotelu pasażera była znakomitym pilotem moich wycieczek w nieznane warszawskie zakątki. Po jakimś miesiącu toczenia przyszedł czas, by przejść na wyższy poziom. Czytanie mapy musiało następować szybciej, bowiem po dżungli wąskich uliczek pozwalających na omijanie korków trzeba było poruszać się sprawnie.
Jaka jednak jest wartość zaprzeczania potrzebie posiadania nawigacji, jeżeli jej propagator korzysta  z aplikacji, by trafić na rowerze do oczka wodnego oddalonego o 800 metrów. Na domiar wszystkiego poruszaliśmy się po świętokrzyskich lasach, w których spędzaliśmy swoje dzieciństwo. Jedynym usprawiedliwieniem jest naprawdę spora ilość ścieżek, co bywalcy najstarszych w Europie gór z pewnością potwierdzą.

Po co jednak rezygnować z nawigacji, jeżeli znanego nam wszystkim zbójnickiego komunikatora drogowego i tak nie możemy sobie odpuścić.
Gdzie w dzisiejszych czasach jest solidarność kierowców? W telefonach. Nie pamiętam kiedy ostatnio jakiś kierowca zasygnalizował światłami kontrolę prędkości lub kiedy któryś zrozumiał, dlaczego mignęłam mu „długimi” (a na swojej trasie do pracy niemalże codziennie mijam „Misiaki”). Na szczęście nie dotyczy to autorów żargonu drogowego – kierowców ciężarówek, którzy dzielnie dowożą nam niezbędne do życia dobra.
Przyznaję zatem, że skapitulowałam w obu obszarach. Choć dzielnie się broniłam, od kilku miesięcy do domów mieszkańców świętokrzyskich miasteczek dość często doprowadza mnie nawigacja, a życzliwym kierowcom z naprzeciwka jest mechaniczny komunikator.

A wśród Was jest jeszcze ktoś, kto nie złożył broni? 🙂

Leave a reply