Następca lubianego suva

t-prime

fot. autobild.de

W październiku przypadkiem trafiłam na festiwal wzornictwa, który odbywał się w mieście historycznie ściśle związanym z tą dziedzina naszego życia, czyli nasze wspaniałe miasto Łodź. Choć moim skromnym zdaniem, a bywam tam tylko przejazdem, w obecnych czasach ponownie zaczyna być polską stolicą wzornictwa. Na festiwal zawitałam zupełnie z innej przyczyny niż motoryzacyjne ciekawostki lub nowości, lecz by zainspirować się nowymi trendami architektów wnętrz.

Jednym z prelegentów był Pan Kamil Łabanowicz, który opowiadał o architekturze samochodu, oczywiście nie mogłam opuścić takiego wydarzenia, przecież to o samochodach. Ciekawie opowiadał o projekcie, nad którym pracował w ostatnim czasie, całkowicie elektrycznym suvie i wtedy przypomniał mi się koncept samochodu prezentowany na Salonie Samochodowym w Pekinie, przełamujący dotychczasowy konserwatyzm marki VW. Dlaczego akurat w tym momencie? Z bardzo prostego powodu. Pan Kamil pracuje dla tego koncernu (choć innej marki), opowiadał o innowacyjnym wzornictwie suva, a właśnie w Pekinie VW zaprezentował T-Prime Concept GTE. Dużego suva, który miał zastąpić, przynajmniej w teorii, VW Touarega, którego bardzo polubiłam ze względu na wyczyn z samolotem, o którym mogliście poczytać jakiś czas temu. Zaprezentowany T-Prime miał wygląd zewnętrzny zbliżony do innych samochodów z nowej linii VW, ale imponował mi odważnym wnętrzem. Wszystkie wskaźniki oraz przełączniki zastąpiono ekranami dotykowymi oraz systemami sterowania za pomocą głosu i gestu. Wszyscy przecież to znamy z telefonów komórkowych i tabletów. Według mnie jest to bardzo dobry zabieg, ponieważ produkcja samochodów może być przez to tańsza, co powinno znacząco obniżyć cenę samochodów i wprowadzić znacznie więcej luksusu.

Niestety wskaźniki analogowe w samochodach wcześniej czy później muszą odejść do lamusa, przez znacznie bardziej skomplikowaną konstrukcję i mniejsze możliwości zróżnicowania. Dlatego właśnie, gdy wsiadamy do różnych samochodów, nawet różnych marek lecz tego samego koncernu, zauważamy te same przełączniki, zegary itp. W T-Prime udało się pójść jeszcze dalej i zastosowano zakrzywiony ekran, co mogło dawać kierowcy uczucie, że to on jest najważniejszy, a szklany walec zmiany biegów, drewniane wstawki i przeszycia na skórzanych fotelach dopełnił dzieła idealnego wzornictwa samochodu. Czego chcieć więcej? Oczywiście dobrego silnika, co przy całej aferze ze spalaniem było bardzo potrzebne i tym razem VW także nie zawiódł. Okazało się, iż ekolodzy mogą chętnie sięgnąć po suva. Konsumpcja silnika hybrydowego o łącznej mocy 381KM i 699Nm oraz przyspieszeniu 0-100km/h w 6s, może wynosić 2,7 l/100km, ale oczywiście przy najbardziej ekonomicznej jeździe. Tym bardziej imponujący jest ten wynik, ponieważ VW Touareg wymiary ma mniejsze, a spalanie przy najbardziej ekonomicznym silniku to około 10,5 l/100km (sprawdź).

Przyznaję, iż nie sądzę bym przy moim trybie jazdy, kiedykolwiek osiągnęła tak niskie spalanie, ale miałabym przynajmniej taką możliwość 😉 Więc czekałam na premierę seryjnego samochodu, chodź serce chciało inaczej, rozum podpowiadał nie doczekasz się. Niestety nie zastosowano takich innowacji w nowym Touaregu, postawiono jednak na konserwatywnych klientów marki, co mnie wcale nie dziwi. Chodź troszkę żałuję, całkowicie rozumiem, patrząc przez pryzmat statystyk potencjalnych klientów marki, a wiadomo że statystyki zawsze wygrają z awangardowym wzornictwem.

Leave a reply