Filtr cząstek stałych, czyli jak dbać o zdrowie

Nie po raz pierwszy okazuje się, że to, co w założeniu i teorii miało być oszczędne, ekologiczne i przyjazne dla człowieka, w praktyce okazuje się nie być nawet w połowie tak cukierkowe, jak to się nam przez wiele lat przedstawiało. I co najgorsze media o takim stanie rzeczy milczą, dlatego właśnie dziś postanowiłem nieco bardziej przybliżyć jakże dobrze znany wielu polskim kierowcom problem obecności (lub nieobecności, ale o tym we właściwym czasie) w ich autach filtra cząstek stałych.

filtr czastek stałych

Tak wygląda filtr cząstek stałych zamontowany w samochodzie – filtr jest w głębi (źródło grafiki: Pinterest)

Od 2005 roku normy Unii Europejskiej wymagają, by silniki Diesla spełniały określone kryteria czystości emitowanych spalin. Najogólniej rzecz biorąc chodzi o emisję dwutlenku węgla, ale przede wszystkim cząstek stałych, czyli sadzy. Zasada działania takiego filtra jest bardzo prosta: sadza wytwarzana w procesie spalania paliwa gromadzi się w filtrze, po czym w odpowiednim momencie (czyli gdy filtr jest niemal pełny) jest wypalana przy pomocy paliwa – polega to na rozgrzaniu filtra do około 600 stopni Celsjusza, w której to temperaturze sadza spala się do dwutlenku węgla i pary wodnej.

W praktyce jednak cały system działa nie tak stabilnie, jak powinien, czego efektem jest zwykle konieczność regeneracji lub wymiany filtra. To generuje niemałe koszty – około 500-800 złotych w przypadku oczyszczania byłoby do przełknięcia, ale kilka lub nawet ponad 10 000 złotych za wymianę na nowy to koszt nie do przyjęcia dla przeciętnego polskiego kierowcy. I tu dochodzimy do wspomnianych w tytule kwestii zdrowotnych, jakie bowiem nasi pomysłowi rodacy znaleźli remedium na istnienie filtrów cząstek stałych? Najprostsze: usunąć, a potem oszukać komputer pokładowy, że filtr jest na swoim miejscu.

Problem w tym, że spaliny z silników Diesla i tak są o wiele bardziej szkodliwe od spalin generowanych przez klasyczne „benzyniaki” (o LPG nawet nie wspominając), a usunięcie filtra cząstek stałych tylko pogarsza ten stan rzeczy. W efekcie Polska jest na mapie Unii Europejskiej swoistą oazą fatalnego dla ludzkiego zdrowia powietrza. Badania publikowane w USA pokazują bardzo wyraźnie, że spaliny z Diesli są równie szkodliwe jak dym tytoniowy wdychany przez biernych palaczy, a wśród osób narażonych na kontakt z tymi spalinami (czyli przede wszystkim wśród mieszkańców miast – głównie większych) jest zdecydowanie więcej zachorowań na raka płuc i inne schorzenia układu oddechowego.

Najbardziej zaś przerażające jest to, że wycięcie filtra cząstek stałych z samochodu nie grozi absolutnie niczym, ponieważ policja nie ma możliwości technicznych, by sprawdzić zatrzymane do kontroli auto pod tym kątem. Mało tego: nawet w serwisach, które teoretycznie (ale tylko teoretycznie) mogłyby to zrobić, także się takich kontroli w przypadku aut osobowych nie przeprowadza, bo… nie ma takiego przepisu! Co ciekawe, auta benzynowe są badane pod kątem składu spalin, ale odpowiednia aparatura dla Diesli jest znacznie droższa od swojego benzynowego odpowiednika. W efekcie wycinka filtrów trwa, a kosztami jesteśmy obciążani wszyscy. Szkoda tylko, że płacić przychodzi najcenniejszym, co mamy, czyli zdrowiem.

Leave a reply

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.