Co warto wiedzieć o ubezpieczeniach aut sprowadzanych z Anglii?

W połowie bieżącego miesiąca weszło w życie rozporządzenie umożliwiające pozytywne przejście badań technicznych w stacjach kontroli pojazdów przez samochody posiadające kierownicę po prawej stronie, popularnie zwane „anglikami” (nazwa celowo pisana małą literą dla odróżnienia od narodowości). O ile jednak sam zakup i sprowadzenie takiego auta nie stanowią dużego obciążenia dla kieszeni przeciętnego Kowalskiego, o tyle opłacenie obowiązkowego ubezpieczenia OC może się już mu najzwyczajniej w świecie nie opłacać.

wnętrze samochodu Austin Healey z kierownicą po prawej stronie

Ubezpieczenia dla „anglików” są tak drogie, bo większość towarzystw klasyfikuje te auta jako pojazdy o specjalnym przeznaczeniu…

Powodem są drakońskie stawki za OC w znakomitej większości towarzystw – wprowadzenie tak wysokich opłat jest oficjalnie motywowane zwiększonym zagrożeniem dla innych użytkowników ruchu drogowego, jakie według ubezpieczycieli stanowią „angliki” poruszające się po polskich szosach. Na szczęście dla statystycznego Kowalskiego sytuacja jest jednak na tyle dobra, że da się znaleźć ubezpieczycieli, którzy nie żądają dodatkowych pieniędzy za OC dla samochodu z kierownicą „po drugiej stronie”. Jako kuriozum i ponurą ciekawostkę należy jednak przytoczyć fakt, że w towarzystwie Uniqua różnica w kwocie OC pomiędzy autami o identycznych parametrach technicznych posiadających kierownicę po lewej i prawej stronie wynosi aż 300% na niekorzyść „anglika”…

Jeśli więc nawet nasz Kowalski trafiłby na prawdziwą okazję i kupił auto w atrakcyjnej cenie, mogłoby się okazać, że lepiej by zrobił kupując w Polsce samochód z kierownicą po lewej stronie, bo ostateczne koszty byłyby o wiele niższe. Dodajmy jednak, że są towarzystwa ubezpieczeniowe, które nie różnicują samochodów ze względu na umiejscowienie kierownicy i OC dla „anglików” kosztuje dokładnie tyle samo, co dla „normalnych” aut – są to między innymi Warta, Aviva oraz Allianz.

Specjaliści z branży szacują, że przynajmniej przez jakiś czas sytuacja ta się niestety nie zmieni – do ubezpieczycieli muszą bowiem napłynąć odpowiednie ilości danych na temat realnej wypadkowości „anglików” na polskich drogach. Dopiero po szczegółowej analizie tych informacji towarzystwa ubezpieczeniowe będą mogły zmodyfikować swoje oferty, dostosowując je do rzeczywistej sytuacji. Tymczasem jednak Kowalski będzie zmuszony korzystać z usług wspomnianych ubezpieczycieli, o ile nie chce za OC na swojego „anglika” słono przepłacić…

Leave a reply

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.