Blondynka sprzedaje Mustanga – odcinek 2.

Ford Mustang

OKAZJA Mustang V6 3,7 z 2011 – atrakcyjny tytuł ogłoszenia? Z całą pewnością, ale dla taczek. Ponieważ żadnego sprzętu budowlanego nie sprzedawałam, konieczne było znalezienie optymalnego miejsca na ogłoszenie.

Alternatywą, która zdecydowanie ułatwiłaby sprzedaż Mustanga był komis specjalizujący się w sprzedaży amerykańskich samochodów. Jako, że takowych w stolicy nie ma wiele, poszukiwania nie trwały długo. Wraz ze wsparciem mającym dodać mi w komisie powagi w postaci mężczyzny, dumnie wysiedliśmy z fury. Nasze zjawienie na parkingu nie zostało zarejestrowane przez sprzedawców, przez co pojawienie się w biurze nie poderwało ich z krzeseł. Zupełnie nie do poznania stali się, gdy padło słowo „Mustang”. Aż trudne do wyobrażenia było, co stanie się, gdy padnie rok produkcji.

W każdym razie w ciągu kilkunastu sekund z pospolitych klientów awansowaliśmy do poziomu premium. Po krótkim sprawdzeniu stanu samochodu otrzymaliśmy doskonałe warunki współpracy. Coś jednak nie grało. Co mi po doskonałych warunkach, kiedy zamiast cieszyć się z ostatnich chwil posiadania Mustanga, będę go podziwiała za siatką ogrodzenia. Ponadto miałam wątpliwości do cechy, która padła w poprzednim odcinku – zaufanie.

Sympatyczny sprzedawca niemogący do ostatniej chwili uwierzyć, że amerykańskie auto skrywające pod maską 305 koni, należy nie do przystojnego mężczyzny, a wyglądającej na maturzystkę blondynki. I tak przez cały czas ignorowania mojej osoby słyszałam kierowane do siedzącego obok „męskiego wsparcia”: „zadzwonię do pana”, „tu ma pan moją wizytówkę”, „gwarantujemy panu”. Miarka przebrała się w chwili, gdy moje pytanie o warunki współpracy przerwał dzwoniący telefon. Pan Sprzedawca odebrał, szybko zakończył rozmowę, po czym zwrócił się „Przepraszam, zaczął pan o coś pytać”, do wiemy kogo. Hmmm, a może bywam niewidzialna… Niezależnie od tego, czy w oczach pana z komisu miałam na palcu pierścień Saurona, instrumentalne podejście upewniło mnie w przekonaniu, że nie chcę oddać swojego auta handlarzom. Dałam sobie dwa tygodnie. Postanowiłam, że w razie braku zainteresowania, samochód ponownie wjedzie na plac komisu. Z tą różnicą, że wyjechałby stamtąd już nie ze mną, lecz z nowym właścicielem.

I tak po wykreśleniu komisu głównym kanałem komunikacji z potencjalnymi klientami ponownie stał się internet. Jednym słowem wróciłam do punktu wyjścia. Tym razem jednak wszystko, co pojawiło się w wirtualnym świecie miało być „wyglancowane”. Szanse na sukces? Google podpowiadał, że internetowa strategia ma potencjał. Zapytań związanych z Mustangiem wujek Google ma bowiem co najmniej 19 000 miesięcznie.  Nawet jeśli  1% z nich podyktowany jest chęcią zakupu to jest to satysfakcjonujący wynik. Co więcej znaczna część zapytań napływa z Warszawy.

Mój entuzjazm ostygł, gdy uświadomiłam sobie kluczową przewagę, jaką ma nade mną komis. Gwarancja podanych informacji – przede wszystkim brak stłuczek, czy jakiegokolwiek udziału w kolizjach. Temu aspektowi da się jednak zaradzić, dzięki miernikowi grubości lakieru. To niewielkie i jakże pomocne przy sprzedaży samochodu urządzenie można kupić już za 120 zł.

Po tej krótkiej chwili załamania znów pełna nadziei zaczęłam szukać dodatkowych kanałów wspierających sprzedaż Mustanga, które równocześnie nie generowałyby dużych kosztów. Do rozpowszechnienia informacji wykorzystałam ogłoszenie w popularnym polskim serwisie aukcyjnym. Wielką inwencją się nie popisałam. By dać szansę na zakup tak fantastycznego auta naszym zachodnim sąsiadom w przygotowaniu było również tłumaczenie, które miało znaleźć się na największym niemieckim portalu aukcyjnym. W moich planach było także forum Mustanga, udział w imprezach dla miłośników Mustanga, no i oczywiście wsparcie znajomych z Facebook’a 😉

W poniedziałkowy wieczór siadłam więc przed kartką papieru (jak przystało na dziennikarza tradycjonalistę) i zaczęłam skrobać treść ogłoszenia. Sprzedaż Mustanga zaczęła się na dobre.

 

W następnym odcinku:

Ford Mustang 2011

Jak napisać ogłoszenie sprzedaży samochodu. Na co zwrócić uwagę, jakiego użyć języka, gdzie zrobić efektywne zdjęcia.

Leave a reply