Nowe porozumienie w sprawie polisolokat

Sprawa tzw. polisolokat będzie zapewne przewijać się jeszcze przez jakiś czas w informacjach branżowych, jako że wzbudza kontrowersje, a dotyczy sporej liczby osób i niemałych pieniędzy. Według danych Rzecznika Finansowego, inwestycje w polisolokaty złożyło ok. 5 mln osób, na łączną kwotę ok. 50 mld zł. To jedna z historii, które pozostają osławione na rynku związanym z ubezpieczeniami – nawet jeśli sprawa dotyczy w większej mierze banków, niż towarzystw ubezpieczeniowych, bo to właśnie banki sprzedawały ten produkt najczęściej, ubierając go zazwyczaj marketingowo w strój zwykłej lokaty. Wątpliwości i spory dotyczyły chociażby sposobów wyliczania sumy polisy czy też osławionych opłat likwidacyjnych. W niektórych przypadkach klienci informowani byli nietrafnie o warunkach produktu i myśląc, że korzystają ze zwykłej lokaty, otrzymywali produkt na wiele lat, z którego nie mogli zrezygnować bez ponoszenia opłaty czasem sięgającej nawet 90 czy 100 procent posiadanej kwoty. Z czasem doszło do wielu ugód poszczególnych towarzystw z klientami, ale sprawa do końca nie cichnie. W grudniu pojawiały się informacje zarówno o powstaniu w Ministerstwie Sprawiedliwości specjalnego zespołu poświęconemu problemom z polisolokatami, jak i o nadchodzącej kolejnej ugodzie Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów z towarzystwami. Ugody sprzed roku dotknęły tylko część ubezpieczonych, zwłaszcza tych, którzy umowy podpisywali w 2015 roku – zdaniem prezesa UOKiK, było to ok. 600 tys. osób. Nowa ugoda ma pomóc ok. 1,4 mln klientów. Co im da?

Opłaty likwidacyjne dla polisolokat znów obniżone. Źródło: Pixabay.com.

Opłaty likwidacyjne dla polisolokat znów obniżone. Źródło: Pixabay.com.

Jak dostępność dokumentów cyfrowych wpłynie na rynek ubezpieczeń?

Rok 2017 będzie oznaczał kolejny krok codziennego życia w cyfrową rzeczywistość – i chyba można tak określić już każdy rok, ale tym razem zmiana ma dotknąć powszechnego i znaczącego dla branży ubezpieczeniowej obszaru życia Polaków, jakim są ich dokumenty. Chodzi oczywiście o projekt zaprezentowany pod nazwą mDokumenty oraz mID – czyli, w skrócie mówiąc, dowód osobisty w smartfonie. Jak wynika z prezentacji ministerstwa cyfryzacji, stopień zabezpieczeń cyfrowych na urządzeniach mobilnych uznano już za na tyle wysoki, iż dokumenty w telefonie postrzegane są jako rozwiązanie bezpieczne, a przy tym niosące dla użytkownika oczywistą wygodę. Udostępnianie publiczne tej usługi ma według planu rozpocząć się w czerwcu 2017. Aby zachować bezpieczeństwo, system działać ma podobnie jak większość podobnie istotnych usług mobilnych: telefon nie będzie przechowywał danych, ale służyć ma jedynie jako przekaźnik do informacji przechowywanych w systemie – tak samo jak podczas np. płatności mobilnych telefon nie posiada żadnych informacji, ale przesyła informacje weryfikowane przez internet. Z perspektywy użytkownika istotna ma być integracja całego systemu – na długiej liście miejsc dostępu, które mają być osiągalne za pomocą mDokumentów, wymieniane są zgłoszenia na policję, płacenie podatków, potwierdzenie swojej tożsamości i wieku, ZUS, bilety komunikacji miejskiej, a także każdego rodzaju zakupy w prywatnych sklepach. Jak wyglądać może sprzedaż ubezpieczeń, jeśli i firmy z tej branży będą mogły wykorzystywać ten system?

Tak może wyglądać dowód osobisty w przyszłości. Źródło: Pixabay.com.

Tak może wyglądać dowód osobisty w przyszłości. Źródło: Pixabay.com.

Czy warto kupować używaną Toyotę?

Toyota jako marka cieszy się wśród polskich kierowców bardzo dobrą opinią – szczególnie podkreślana jest niezawodność i bezawaryjność japońskich konstrukcji, zwłaszcza zaś tych nieco starszych. Sprawa jest o tyle łatwa do zweryfikowania, że po naszych drogach jeździ wiele aut co najmniej kilkuletnich, ale tych kilkunastoletnich. Albo jeszcze starszych, ale raczej niezbyt dużo – a jeśli już, to większość z nich to właśnie jest Toyota. Dlaczego?

Odpowiedź jest banalnie wręcz prosta: dlatego, że japoński producent stawia sobie za cel dostarczanie aut maksymalnie niezawodnych, bezpiecznych i wytrzymałych, a proces produkcji jest w świecie motoryzacji w zasadzie wzorcowy. Na tyle, że identyczny albo niemal taki sam stosują praktycznie wszyscy pozostali producenci samochodów na świecie. To chyba mówi samo za siebie…

szara używana toyota corolla na drodze

Toyota Corolla – jeden z najpopularniejszych wśród polskich kierowców modeli japońskiego producenta (źródło obrazka: toyota.pl)

Nie tylko zresztą polscy kierowcy są zadowoleni z Toyot – u naszych zachodnich sąsiadów każdego roku publikowany jest raport awaryjności TÜV, w którym od dobrych kilkunastu lat japońska marka zajmuje najwyższe lokaty, przeznaczone dla najmniej awaryjnych aut. Co bardzo ciekawe, w najnowszym raporcie nawet w pierwszej czterdziestce „od dołu” rankingu, obejmującej samochody najbardziej awaryjne, nie znajduje się żadna Toyota. I to we wszystkich grupach wiekowych!

To właśnie dlatego używane Toyoty tak dobrze trzymają cenę i są tak poszukiwane przez kierowców chcących kupić samochód nieprzysparzający problemów. Zainteresowani takim zakupem na pewno ucieszą się z faktu, że Das WeltAuto ma w ofercie także i używane Toyoty – dzięki temu można z pewnego źródła kupić dobrego „japończyka”, pozbawionego ukrytych wad i ze znaną historią serwisową.

Osobiście uważam, że nawet jeśli uda się znaleźć gdzieś ofertę bardziej atrakcyjną cenowo, to nie warto szukać oszczędności za wszelką (!) cenę – kupując z drugiej reki nigdy nie otrzymamy żadnej gwarancji, a tym bardziej nie będziemy w stanie udowodnić, że sprzedano nam auto niesprawne technicznie. W Das WeltAuto nie dość, że jest gwarancja, to na dodatek każdy samochód przed wystawieniem na sprzedaż przechodzi gruntowne badania techniczne i remont, jeśli zachodzi taka potrzeba. W mojej opinii jest to warte znacznie więcej, niż kilkaset potencjalnie zaoszczędzonych złotych… (sprawdź)

Hamulec niebezpieczeństwa

Dziś chciałbym się podzielić kilkoma refleksjami dotyczącymi kwestii, do której według mnie mało który kierowca przykłada należytą wagę, a która ma niebagatelny wpływ na poziom bezpieczeństwa na drogach. Wymiana płynu hamulcowego, a konkretniej o to, że wymieniamy go zbyt rzadko – zdecydowanie zbyt wielu kierowców nie zdaje sobie sprawy z tego, jak ważne jest, by znajdujący się w układzie hamulcowym płyn miał odpowiednie właściwości (sprawdź).

stary hamulec bębnowy

Utrzymywanie układu hamulcowego w dobrej kondycji jest bardzo ważne (źródło obrazka: Pixabay)

Jeszcze kilka lat temu nie znałem nikogo, kto wymieniałby płyn hamulcowy tak, jak się powinno to robić, czyli góra co dwa lata albo co każde przejechane 60 tysięcy kilometrów. Mało tego: sam tak nie robiłem. Tyle tylko, że ja się przekonałem na własnej skórze, na czym dokładnie polega różnica pomiędzy płynem świeżym i o pełnych właściwościach, a takim, który dociera do kresu swej żywotności. Szczęśliwie dla mnie skończyło się tylko na dużej ilości strachu, ale od tamtej pory wymieniam płyn hamulcowy regularnie – tym bardziej, że koszty zarówno płynu, jak i samej usługi są minimalne albo nawet zerowe.

Największym zagrożeniem dla płynu hamulcowego jest ich higroskopijność (wynikająca z zastosowania glikolu): średnio przyjmuje się, że każdy 1% zawartości wody w płynie hamulcowym obniża jego temperaturę wrzenia o około 15%. W praktyce przekłada się to na znaczące wydłużenie drogi hamowania (albo nawet na niemożność zahamowania w ogóle), a to z kolei oznacza, że w sytuacji krytycznej możemy zwyczajnie nie zdążyć zatrzymać się na czas.

Tu dochodzimy do sprawy ekstremalnie ważnej: wymieniać płyn samemu czy w serwisie? Z mojej perspektywy samodzielna wymiana jest stratą czasu, a oprócz tego nie mamy gwarancji, że usunęliśmy z układu cały stary płyn. Dotyczy to zwłaszcza nowych samochodów, w których standardowe „pompowanie” hamulcem jest zdecydowanie niewystarczającą metodą. W warsztacie spece zrobią to szybciej i sprawniej. A jeśli ktoś nie wie, gdzie najlepiej się udać, to polecam bardzo przydatne narzędzie do wyszukiwania różnego rodzaju usług motoryzacyjnych – zajrzyjcie na serwis autobooking.com. Ja z niego korzystam nie tylko do wymiany płynu hamulcowego…

System coming home, czyli co tak naprawdę jest potrzebne w samochodzie?

Przyznaję szczerze, że jeszcze do niedawna uważałem sporą część co bardziej wymyślnych i przydających się jedynie w określonych sytuacjach systemów montowanych w samochodach za niepotrzebny balast. W mojej opinii były to takie „zapchajdziury”, którymi producenci kompensowali brak czegoś, co naprawdę wyróżniłoby dany model na tle konkurencji albo po prostu dodawali coś na siłę tylko po to, żeby lista funkcji wyglądała bardziej imponująco. Z doświadczenia wiem też, że podobne przekonanie ma niemała liczba polskich kierowców, ale spieszę z informacją, że ja już zdanie w tej materii zmieniłem. I wcale nie trzeba było jakichś powalających argumentów albo dyskusji z szanowanym na świecie autorytetem motoryzacyjnym – wystarczyła zwykła kałuża o średnicy około 50 cm, głęboka tak mniej więcej do kostki…

samochód oświetlający drogę w nocy

System coming home potrafi oszczędzić wielu problemów – szczególnie, jeśli w okolicy nie ma innych źródeł dobrego oświetlenia (źródło obrazka: pixabay.com)

Pewnego wieczoru najzwyczajniej w świecie nie zauważyłem takiego zbiornika wodnego tuż po wyjściu z auta, a ponieważ się mocno spieszyłem na ważne spotkanie biznesowe, to nie zawracałem sobie głowy detalami w rodzaju wyciągnięcia telefonu i świecenia sobie latarką pod nogi. Było ciemno, bo latarnie nie świeciły, ale ponieważ był też chodnik, to automatycznie założyłem, że jest bezpiecznie. Niestety, nie było, bo akurat spory kawałek tego chodnika był w remoncie i po niedawnym deszczu w miejscach, z których wyjęto płytki, powstały dość głębokie kałuże. Ta „moja” po ciemku była praktycznie nie do uniknięcia.

Na spotkanie się wprawdzie nie spóźniłem, ale przez cały czas siedziałem spięty zastanawiając się, czy bardzo widać, że prawą nogawkę spodni prawie do pół łydki mam utytłane w błocie i co sobie o mnie pomyśli potencjalny wspólnik. Jak się później okazało nie zwrócił na to uwagi (zapytałem, kiedy już doszliśmy do porozumienia w interesach), ale mnie dyskomfort pozostał. I wtedy właśnie zacząłem doceniać te „niepotrzebne” systemy.

Gdyby w moim samochodzie była zainstalowana funkcjonalność coming home (albo leaving home, nazewnictwo zależy od konkretnego producenta), zauważyłbym kałużę od razu i ominąłbym ją, bo przez dobrych kilkanaście sekund auto doświetlałoby mi drogę. Niby drobiazg, ale jednak bardzo przydatny (sprawdź). A kiedy szukając opcji zamontowania w swoim aucie jakiegoś gotowego systemu coming home trafiłem na setki postów dotyczących tego, jak sobie samemu takie coś złożyć, doszedłem do słusznego chyba wniosku, że nawet jeśli taki system przydaje się tylko raz na miesiąc, to i tak warto. Koszt niewielki, a wygoda ogromna. I odkąd korzystam z tej funkcji regularnie (bo już ją mam), to nie mam pojęcia, jak mogłem się bez niej obyć wcześniej…

Auto prawie idealne, czyli Ford Focus kombi po liftingu

Zdaję sobie dość dobrze sprawę z tego, że wciąż dla wielu polskich kierowców nazwa Ford Focus kombi jest czymś w rodzaju motoryzacyjnego oksymoronu – Focus ma przecież być mały i miejski, a wszystkie inne wersje to po prostu herezja. Na szczęście od pewnego czasu to myślenie się zmienia w naszym kraju, a najnowsza odsłona Focusa właśnie w odmianie kombi to najlepszy dowód na to, że na globalnym rynku jest wystarczająco duże zapotrzebowanie na ten model (sprawdź).

Trudno się zresztą dziwić, bo Ford Focus kombi jest sprzedawany w niemal stu pięćdziesięciu krajach na świecie i chyba nigdzie nie został źle przyjęty. To głównie zasługa świetnych właściwości jezdnych, którymi Focus charakteryzował się od chwili wprowadzenia do sprzedaży w 1998 roku i które dziś są już cechą wyróżniającą tego modelu. Nie ma co jednak ukrywać, że pod względem stylistycznym najnowsza generacja wyglądała dość kiepsko – zbyt masywnie, zbyt ciężko, zbyt nieproporcjonalnie… Niedawny lifting zlikwidował wszystkie te bolączki bardzo skutecznie, dodając Focusowi lekkości, wysmuklając sylwetkę i sprawiając, że nawet wersja kombi wygląda bardzo dynamicznie. Za to u mnie Ford ma dużego plusa.

błękitny ford focus kombi na drodze w mieście

Tak się prezentuje Ford Focus kombi po liftingu – zmiany były spore, ale wszystkie na plus (źródło obrazka: ford.pl)

Sporo zyskała także ergonomia wnętrza nowego Focusa: przede wszystkim na desce rozdzielczej jest zauważalnie mniej przycisków, co w ogólnym rozrachunku jest rozwiązaniem dobrym, bo pomaga się nie rozpraszać w trakcie jazdy. Oprócz tego sam panel też zyskał na przejrzystości z uwagi na zamontowanie w nim dużego ekranu dotykowego, który jest bardzo intuicyjny w obsłudze.

Ford Focus kombi ma ponadto całkiem interesującą gamę systemów wspomagających (w tym np. Lane Assist, Active Park Assist oraz Active City Stop), został także wyposażony w adaptacyjne reflektory biksenonowe, system auto-start-stop, kilkanaście jednostek napędowych do wyboru i (co najważniejsze) jest dostępny w dobrej cenie. Jedyne, czego brakuje, to jego obecności w garażach większej liczby Polaków…

Jak wybrać bezpieczny samochód?

Za paradoks ubezpieczeń można uznać fakt, że przecież żaden klient nie zamierza ich otrzymywać. Jakkolwiek nie byłaby skonstruowana umowa, nie można się przecież raczej spodziewać, że wyrównanie szkód będzie lepsze, niż brak szkody. Zwłaszcza jeśli chodzi o zdarzenia, które zagrażają zdrowiu i życiu, takie jak wypadki samochodowe. Ich liczba spada, ale to nadal jedno z większych zagrożeń, zwłaszcza dla ludzi w młodym wieku. W roku 2015 policja zanotowała prawie 33 tysiące wypadków, w których niemal 3 tysiące ludzi zginęło, a niecałe 40 tysięcy było rannych. Co prawda wszystkie te liczby jeszcze w roku 2011 były o ok. 25-30% niższe, niemniej wraz z rozrostem sieci autostrad wzrosły też prędkości, co jest jedną z przyczyn, dla których wypadki są poważniejsze. W skrócie mówiąc – każdy, kogo na to stać, ma powody, by inwestować w samochód bezpieczny, tak by spędzać w nim tysiące godzin swojego życia mają poczucie jak najlepszej gotowości na wszelką ewentualność. Jednakże nie jest to wśród priorytetów typowego kierowcy – przykładowo, i ankiety brytyjskie (Co-Op Insurance), i polskie (Kongsberg Automotive Pruszków) wykazały, że priorytetem przy zakupie auta jest najczęściej cena, a w dalszej kolejności – marka czy moc. Za nimi zazwyczaj pojawiają się kwestie związane z komfortem i wyglądem samochodu, a bezpieczeństwo pojawia się gdzieś w dalszej kolejności. Według ankiety brytyjskiego serwisu My Car Gossip, bezpieczeństwo było uważane za istotne wśród 13% kobiet i tylko 4% mężczyzn. Jeśli jednak do nich należymy, czym warto się kierować?

Bezpieczne auto. Źródło: Pixabay.com.

Bezpieczne auto. Źródło: Pixabay.com.

Skoda Octavia kombi, czyli nowe oblicze klasyki

Zupełnie niedawno pisałem o Skodzie Octavii kombi w kontekście wyboru tego modelu jako bazy dla floty firmowej i nadal uważam, że to dobry wybór. Dziś jednak postanowiłem przyjrzeć się bliżej nowej odsłonie rodzinnej Octavii z perspektywy przeciętnego Kowalskiego, który chciałby kupić dla swojej rodziny samochód, ale nie jest do końca przekonany do żadnego dostępnego na rynku modelu. Dlaczego więc właśnie Octavia kombi powinna wzbudzić szczególne zainteresowanie naszego Kowalskiego?

brązowa skoda octavia kombi w wersji laurin & klement zaparkowana na chodniku

Skoda Octavia kombi jest także dostępna w ekskluzywnej wersji wyposażeniowej Laurin & Klement (źródło obrazka: skoda-auto.pl)

Jednym z najważniejszych powodów będzie bez wątpienia przestronność i ergonomia tego auta. Nowa Skoda Octavia kombi ma bardzo pojemny bagażnik (610 litrów), który pomieści wszystkie potrzebne rzeczy, a jeśli miejsca zabraknie, to wystarczy złożyć tylną kanapę i mamy o ponad 1000 litrów więcej przestrzeni ładunkowej. 1740 litrów to naprawdę dużo. A przy tym żadna z podróżujących Octavią kombi osób nie będzie narzekać na brak miejsca – wnętrze jest ergonomicznie zaprojektowane i bardzo wygodne. Rozstaw osi wynoszący niemal 2,7 metra ma niemały udział w poziomie komfortu jazdy tym autem.

Skoda Octavia kombi w najnowszej wersji modelowej to również auto bardzo bezpieczne – najuboższe wyposażenie obejmuje między innymi 7 poduszek powietrznych, ABS, ESP, komputer pokładowy i światła do jazdy dziennej. Sporą ciekawostką jest dostępny także w standardzie hamulec antykolizyjny (Multi-Collision Brake), który uruchamia się w chwili, gdy już dojdzie do kolizji i auto wpada w niekontrolowany poślizg będący jej wynikiem. Zadaniem hamulca antykolizyjnego jest jak najskuteczniejsze i jak najszybsze wyhamowanie auta, by nie dochodziło do kolizji wtórnych.

Silników do wyboru jest bardzo szeroka paleta, obejmująca również ekologiczne silniki CNG, dzięki czemu nasz Kowalski będzie mógł wybrać dla siebie i swojej rodziny taki, który najbardziej odpowiada ich potrzebom. Chciałbym też podkreślić to, o czym pisałem już wcześniej, a mianowicie fakt, że po liftingu nowa Skoda Octavia kombi prezentuje się nie tylko bardziej elegancko, ale też bardziej drapieżnie (sprawdź). I choć może sam w sobie nie jest to wystarczający powód, żeby się na Octavię przesiąść, to wymienione wcześniej zalety auta powinny Kowalskiego przekonać. Zwłaszcza, że niecałe 68 tysięcy złotych to całkiem przystępna cena…

Gdzie kupować używane samochody osobowe?

Z przyjemnością zauważam, że na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat sporo się w naszym kraju zmieniło na lepsze pod względem tego, jakie auta kupujemy. Mam na myśli fakt, że choć używane samochody osobowe (sprawdź) nadal stanowią spory odsetek tego, w co zaopatrują się polscy kierowcy, żeby poruszać się po drogach, to jednak zdecydowanie wzrosła też liczba aut kupowanych bezpośrednio w salonach albo zamawianych poza granicami kraju wprost od producenta (to dotyczy zwykle marek co bardziej egzotycznych albo modeli nieprzeznaczonych na polski rynek).

stary czerwony chevrolet, samochód osobowy

Z korzystną sprzedażą takiego klasyka zwykle nie ma problemu (źródło grafiki: pixabay)

W kontekście zachodzących w świadomości kierowców zmian bardzo ciekawym trendem jest wspominana przeze mnie już kilka razy możliwość zakupienia bezpośrednio od autoryzowanego dystrybutora danej marki używanego samochodu osobowego (często poleasingowego). Kompleksowa diagnostyka i wymiana zużytych oraz niesprawnych części na nowe i oryginalne to jedna z największych zalet tego typu ofert, choć nie jedyna.

Trzeba bowiem pamiętać, że kupując auto na giełdzie najczęściej nie wiemy niczego o jego prawdziwej historii, nie znamy też realnego przebiegu. To pozwala nieuczciwym handlarzom na dowolną modyfikację parametrów licznika, a także na bezkarne fałszowanie książek serwisowych – o ile w ogóle są dołączane do sprzedawanych aut. Jeśli tak, to przeważnie handlarz na giełdzie zażąda za samochód „z książką” wyższej ceny, choć informacje w niej zawarte nie będą miały pokrycia w rzeczywistości.

W przypadku używanych samochodów osobowych sprzedawanych przez autoryzowane punkty mamy stuprocentową pewność, że przebieg na liczniku jest autentyczny, a samo auto było serwisowane wyłącznie w ASO. Biorąc pod uwagę fakt, że ceny są najczęściej konkurencyjne, a przebiegi niewielkie, warto szukać samochodu dla siebie właśnie w jednym z takich miejsc.

Minus jest tylko jeden: z tego, co wiem, nie każdy producent zdecydował się uruchomić taką sieć dystrybucji używanych samochodów osobowych w Polsce, ale z miesiąca na miesiąc zwiększa się nie tylko liczba poszczególnych punktów (najwięcej jest póki co w Warszawie, ale pojawiają się również w innych dużych miastach, np. w Radomiu, Katowicach, Krakowie, Gdańsku czy Poznaniu), ale również gama dostępnych marek. Moim zdaniem to właśnie jest przyszłość handlu używanymi samochodami.

Jak działają ubezpieczeniowe fundusze kapitałowe?

Połączenie ubezpieczeń z inwestycją sprawia, że ubezpieczeniowe fundusze kapitałowe (kliknij) ciągle zyskują na popularności w naszym kraju. Funduszy tego typu jest coraz więcej, a łączne aktywa rosną. Według Analiz Online, w roku 2015 ich suma wzrosła do 55 miliardów złotych – pomimo bessy na giełdzie. Wynika to z faktu, że wpłacono niemal 5 mld zł więcej, niż wypłacono. Skąd bierze się popularność ubezpieczeniowych funduszy kapitałowych, czy jak często pisze się w branży, UFK? Po części na pewno przypisuje się to rekordowo niskim stopom procentowym, które zniechęcają do wielu innych metod inwestowania minimalnymi zyskami. Wieloletni wzrost liczby klientów sięgających po UFK wynikał też z podatku Belki, który ograniczał zyski na funduszu inwestycyjnym. UFK przy niewielkich środkach pozwalają skorzystać z szerokiej oferty funduszy, a podatek od zysku zapłacić można dopiero na koniec. Ich stopień ryzyka i zysku zależy od konkretnego rodzaju funduszu lub funduszy, z jakich będzie korzystać nasz inwestor – może to być na przykład rynek akcji, ale też ostrożny i bezpieczny funduszy rynku pieniężnego. Może być to fundusz jeden albo wiele (to drugie rozwiązanie oczywiście zazwyczaj będzie oznaczać mniejsze ryzyko, ale też mniejsze szanse na znaczący wzrost całej kwoty), z kraju lub z zagranicy.

Ubezpieczeniowe fundusze kapitałowe. Źródło: Pixabay.com.

Ubezpieczeniowe fundusze kapitałowe. Źródło: Pixabay.com.