Czy warto kupować używaną Toyotę?

Toyota jako marka cieszy się wśród polskich kierowców bardzo dobrą opinią – szczególnie podkreślana jest niezawodność i bezawaryjność japońskich konstrukcji, zwłaszcza zaś tych nieco starszych. Sprawa jest o tyle łatwa do zweryfikowania, że po naszych drogach jeździ wiele aut co najmniej kilkuletnich, ale tych kilkunastoletnich. Albo jeszcze starszych, ale raczej niezbyt dużo – a jeśli już, to większość z nich to właśnie jest Toyota. Dlaczego?

Odpowiedź jest banalnie wręcz prosta: dlatego, że japoński producent stawia sobie za cel dostarczanie aut maksymalnie niezawodnych, bezpiecznych i wytrzymałych, a proces produkcji jest w świecie motoryzacji w zasadzie wzorcowy. Na tyle, że identyczny albo niemal taki sam stosują praktycznie wszyscy pozostali producenci samochodów na świecie. To chyba mówi samo za siebie…

szara używana toyota corolla na drodze

Toyota Corolla – jeden z najpopularniejszych wśród polskich kierowców modeli japońskiego producenta (źródło obrazka: toyota.pl)

Nie tylko zresztą polscy kierowcy są zadowoleni z Toyot – u naszych zachodnich sąsiadów każdego roku publikowany jest raport awaryjności TÜV, w którym od dobrych kilkunastu lat japońska marka zajmuje najwyższe lokaty, przeznaczone dla najmniej awaryjnych aut. Co bardzo ciekawe, w najnowszym raporcie nawet w pierwszej czterdziestce „od dołu” rankingu, obejmującej samochody najbardziej awaryjne, nie znajduje się żadna Toyota. I to we wszystkich grupach wiekowych!

To właśnie dlatego używane Toyoty tak dobrze trzymają cenę i są tak poszukiwane przez kierowców chcących kupić samochód nieprzysparzający problemów. Zainteresowani takim zakupem na pewno ucieszą się z faktu, że Das WeltAuto ma w ofercie także i używane Toyoty – dzięki temu można z pewnego źródła kupić dobrego „japończyka”, pozbawionego ukrytych wad i ze znaną historią serwisową.

Osobiście uważam, że nawet jeśli uda się znaleźć gdzieś ofertę bardziej atrakcyjną cenowo, to nie warto szukać oszczędności za wszelką (!) cenę – kupując z drugiej reki nigdy nie otrzymamy żadnej gwarancji, a tym bardziej nie będziemy w stanie udowodnić, że sprzedano nam auto niesprawne technicznie. W Das WeltAuto nie dość, że jest gwarancja, to na dodatek każdy samochód przed wystawieniem na sprzedaż przechodzi gruntowne badania techniczne i remont, jeśli zachodzi taka potrzeba. W mojej opinii jest to warte znacznie więcej, niż kilkaset potencjalnie zaoszczędzonych złotych… (sprawdź)

Hamulec niebezpieczeństwa

Dziś chciałbym się podzielić kilkoma refleksjami dotyczącymi kwestii, do której według mnie mało który kierowca przykłada należytą wagę, a która ma niebagatelny wpływ na poziom bezpieczeństwa na drogach. Wymiana płynu hamulcowego, a konkretniej o to, że wymieniamy go zbyt rzadko – zdecydowanie zbyt wielu kierowców nie zdaje sobie sprawy z tego, jak ważne jest, by znajdujący się w układzie hamulcowym płyn miał odpowiednie właściwości (sprawdź).

stary hamulec bębnowy

Utrzymywanie układu hamulcowego w dobrej kondycji jest bardzo ważne (źródło obrazka: Pixabay)

Jeszcze kilka lat temu nie znałem nikogo, kto wymieniałby płyn hamulcowy tak, jak się powinno to robić, czyli góra co dwa lata albo co każde przejechane 60 tysięcy kilometrów. Mało tego: sam tak nie robiłem. Tyle tylko, że ja się przekonałem na własnej skórze, na czym dokładnie polega różnica pomiędzy płynem świeżym i o pełnych właściwościach, a takim, który dociera do kresu swej żywotności. Szczęśliwie dla mnie skończyło się tylko na dużej ilości strachu, ale od tamtej pory wymieniam płyn hamulcowy regularnie – tym bardziej, że koszty zarówno płynu, jak i samej usługi są minimalne albo nawet zerowe.

Największym zagrożeniem dla płynu hamulcowego jest ich higroskopijność (wynikająca z zastosowania glikolu): średnio przyjmuje się, że każdy 1% zawartości wody w płynie hamulcowym obniża jego temperaturę wrzenia o około 15%. W praktyce przekłada się to na znaczące wydłużenie drogi hamowania (albo nawet na niemożność zahamowania w ogóle), a to z kolei oznacza, że w sytuacji krytycznej możemy zwyczajnie nie zdążyć zatrzymać się na czas.

Tu dochodzimy do sprawy ekstremalnie ważnej: wymieniać płyn samemu czy w serwisie? Z mojej perspektywy samodzielna wymiana jest stratą czasu, a oprócz tego nie mamy gwarancji, że usunęliśmy z układu cały stary płyn. Dotyczy to zwłaszcza nowych samochodów, w których standardowe „pompowanie” hamulcem jest zdecydowanie niewystarczającą metodą. W warsztacie spece zrobią to szybciej i sprawniej. A jeśli ktoś nie wie, gdzie najlepiej się udać, to polecam bardzo przydatne narzędzie do wyszukiwania różnego rodzaju usług motoryzacyjnych – zajrzyjcie na serwis autobooking.com. Ja z niego korzystam nie tylko do wymiany płynu hamulcowego…

System coming home, czyli co tak naprawdę jest potrzebne w samochodzie?

Przyznaję szczerze, że jeszcze do niedawna uważałem sporą część co bardziej wymyślnych i przydających się jedynie w określonych sytuacjach systemów montowanych w samochodach za niepotrzebny balast. W mojej opinii były to takie „zapchajdziury”, którymi producenci kompensowali brak czegoś, co naprawdę wyróżniłoby dany model na tle konkurencji albo po prostu dodawali coś na siłę tylko po to, żeby lista funkcji wyglądała bardziej imponująco. Z doświadczenia wiem też, że podobne przekonanie ma niemała liczba polskich kierowców, ale spieszę z informacją, że ja już zdanie w tej materii zmieniłem. I wcale nie trzeba było jakichś powalających argumentów albo dyskusji z szanowanym na świecie autorytetem motoryzacyjnym – wystarczyła zwykła kałuża o średnicy około 50 cm, głęboka tak mniej więcej do kostki…

samochód oświetlający drogę w nocy

System coming home potrafi oszczędzić wielu problemów – szczególnie, jeśli w okolicy nie ma innych źródeł dobrego oświetlenia (źródło obrazka: pixabay.com)

Pewnego wieczoru najzwyczajniej w świecie nie zauważyłem takiego zbiornika wodnego tuż po wyjściu z auta, a ponieważ się mocno spieszyłem na ważne spotkanie biznesowe, to nie zawracałem sobie głowy detalami w rodzaju wyciągnięcia telefonu i świecenia sobie latarką pod nogi. Było ciemno, bo latarnie nie świeciły, ale ponieważ był też chodnik, to automatycznie założyłem, że jest bezpiecznie. Niestety, nie było, bo akurat spory kawałek tego chodnika był w remoncie i po niedawnym deszczu w miejscach, z których wyjęto płytki, powstały dość głębokie kałuże. Ta „moja” po ciemku była praktycznie nie do uniknięcia.

Na spotkanie się wprawdzie nie spóźniłem, ale przez cały czas siedziałem spięty zastanawiając się, czy bardzo widać, że prawą nogawkę spodni prawie do pół łydki mam utytłane w błocie i co sobie o mnie pomyśli potencjalny wspólnik. Jak się później okazało nie zwrócił na to uwagi (zapytałem, kiedy już doszliśmy do porozumienia w interesach), ale mnie dyskomfort pozostał. I wtedy właśnie zacząłem doceniać te „niepotrzebne” systemy.

Gdyby w moim samochodzie była zainstalowana funkcjonalność coming home (albo leaving home, nazewnictwo zależy od konkretnego producenta), zauważyłbym kałużę od razu i ominąłbym ją, bo przez dobrych kilkanaście sekund auto doświetlałoby mi drogę. Niby drobiazg, ale jednak bardzo przydatny (sprawdź). A kiedy szukając opcji zamontowania w swoim aucie jakiegoś gotowego systemu coming home trafiłem na setki postów dotyczących tego, jak sobie samemu takie coś złożyć, doszedłem do słusznego chyba wniosku, że nawet jeśli taki system przydaje się tylko raz na miesiąc, to i tak warto. Koszt niewielki, a wygoda ogromna. I odkąd korzystam z tej funkcji regularnie (bo już ją mam), to nie mam pojęcia, jak mogłem się bez niej obyć wcześniej…

Auto prawie idealne, czyli Ford Focus kombi po liftingu

Zdaję sobie dość dobrze sprawę z tego, że wciąż dla wielu polskich kierowców nazwa Ford Focus kombi jest czymś w rodzaju motoryzacyjnego oksymoronu – Focus ma przecież być mały i miejski, a wszystkie inne wersje to po prostu herezja. Na szczęście od pewnego czasu to myślenie się zmienia w naszym kraju, a najnowsza odsłona Focusa właśnie w odmianie kombi to najlepszy dowód na to, że na globalnym rynku jest wystarczająco duże zapotrzebowanie na ten model (sprawdź).

Trudno się zresztą dziwić, bo Ford Focus kombi jest sprzedawany w niemal stu pięćdziesięciu krajach na świecie i chyba nigdzie nie został źle przyjęty. To głównie zasługa świetnych właściwości jezdnych, którymi Focus charakteryzował się od chwili wprowadzenia do sprzedaży w 1998 roku i które dziś są już cechą wyróżniającą tego modelu. Nie ma co jednak ukrywać, że pod względem stylistycznym najnowsza generacja wyglądała dość kiepsko – zbyt masywnie, zbyt ciężko, zbyt nieproporcjonalnie… Niedawny lifting zlikwidował wszystkie te bolączki bardzo skutecznie, dodając Focusowi lekkości, wysmuklając sylwetkę i sprawiając, że nawet wersja kombi wygląda bardzo dynamicznie. Za to u mnie Ford ma dużego plusa.

błękitny ford focus kombi na drodze w mieście

Tak się prezentuje Ford Focus kombi po liftingu – zmiany były spore, ale wszystkie na plus (źródło obrazka: ford.pl)

Sporo zyskała także ergonomia wnętrza nowego Focusa: przede wszystkim na desce rozdzielczej jest zauważalnie mniej przycisków, co w ogólnym rozrachunku jest rozwiązaniem dobrym, bo pomaga się nie rozpraszać w trakcie jazdy. Oprócz tego sam panel też zyskał na przejrzystości z uwagi na zamontowanie w nim dużego ekranu dotykowego, który jest bardzo intuicyjny w obsłudze.

Ford Focus kombi ma ponadto całkiem interesującą gamę systemów wspomagających (w tym np. Lane Assist, Active Park Assist oraz Active City Stop), został także wyposażony w adaptacyjne reflektory biksenonowe, system auto-start-stop, kilkanaście jednostek napędowych do wyboru i (co najważniejsze) jest dostępny w dobrej cenie. Jedyne, czego brakuje, to jego obecności w garażach większej liczby Polaków…

Skoda Octavia kombi, czyli nowe oblicze klasyki

Zupełnie niedawno pisałem o Skodzie Octavii kombi w kontekście wyboru tego modelu jako bazy dla floty firmowej i nadal uważam, że to dobry wybór. Dziś jednak postanowiłem przyjrzeć się bliżej nowej odsłonie rodzinnej Octavii z perspektywy przeciętnego Kowalskiego, który chciałby kupić dla swojej rodziny samochód, ale nie jest do końca przekonany do żadnego dostępnego na rynku modelu. Dlaczego więc właśnie Octavia kombi powinna wzbudzić szczególne zainteresowanie naszego Kowalskiego?

brązowa skoda octavia kombi w wersji laurin & klement zaparkowana na chodniku

Skoda Octavia kombi jest także dostępna w ekskluzywnej wersji wyposażeniowej Laurin & Klement (źródło obrazka: skoda-auto.pl)

Jednym z najważniejszych powodów będzie bez wątpienia przestronność i ergonomia tego auta. Nowa Skoda Octavia kombi ma bardzo pojemny bagażnik (610 litrów), który pomieści wszystkie potrzebne rzeczy, a jeśli miejsca zabraknie, to wystarczy złożyć tylną kanapę i mamy o ponad 1000 litrów więcej przestrzeni ładunkowej. 1740 litrów to naprawdę dużo. A przy tym żadna z podróżujących Octavią kombi osób nie będzie narzekać na brak miejsca – wnętrze jest ergonomicznie zaprojektowane i bardzo wygodne. Rozstaw osi wynoszący niemal 2,7 metra ma niemały udział w poziomie komfortu jazdy tym autem.

Skoda Octavia kombi w najnowszej wersji modelowej to również auto bardzo bezpieczne – najuboższe wyposażenie obejmuje między innymi 7 poduszek powietrznych, ABS, ESP, komputer pokładowy i światła do jazdy dziennej. Sporą ciekawostką jest dostępny także w standardzie hamulec antykolizyjny (Multi-Collision Brake), który uruchamia się w chwili, gdy już dojdzie do kolizji i auto wpada w niekontrolowany poślizg będący jej wynikiem. Zadaniem hamulca antykolizyjnego jest jak najskuteczniejsze i jak najszybsze wyhamowanie auta, by nie dochodziło do kolizji wtórnych.

Silników do wyboru jest bardzo szeroka paleta, obejmująca również ekologiczne silniki CNG, dzięki czemu nasz Kowalski będzie mógł wybrać dla siebie i swojej rodziny taki, który najbardziej odpowiada ich potrzebom. Chciałbym też podkreślić to, o czym pisałem już wcześniej, a mianowicie fakt, że po liftingu nowa Skoda Octavia kombi prezentuje się nie tylko bardziej elegancko, ale też bardziej drapieżnie (sprawdź). I choć może sam w sobie nie jest to wystarczający powód, żeby się na Octavię przesiąść, to wymienione wcześniej zalety auta powinny Kowalskiego przekonać. Zwłaszcza, że niecałe 68 tysięcy złotych to całkiem przystępna cena…

Gdzie kupować używane samochody osobowe?

Z przyjemnością zauważam, że na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat sporo się w naszym kraju zmieniło na lepsze pod względem tego, jakie auta kupujemy. Mam na myśli fakt, że choć używane samochody osobowe (sprawdź) nadal stanowią spory odsetek tego, w co zaopatrują się polscy kierowcy, żeby poruszać się po drogach, to jednak zdecydowanie wzrosła też liczba aut kupowanych bezpośrednio w salonach albo zamawianych poza granicami kraju wprost od producenta (to dotyczy zwykle marek co bardziej egzotycznych albo modeli nieprzeznaczonych na polski rynek).

stary czerwony chevrolet, samochód osobowy

Z korzystną sprzedażą takiego klasyka zwykle nie ma problemu (źródło grafiki: pixabay)

W kontekście zachodzących w świadomości kierowców zmian bardzo ciekawym trendem jest wspominana przeze mnie już kilka razy możliwość zakupienia bezpośrednio od autoryzowanego dystrybutora danej marki używanego samochodu osobowego (często poleasingowego). Kompleksowa diagnostyka i wymiana zużytych oraz niesprawnych części na nowe i oryginalne to jedna z największych zalet tego typu ofert, choć nie jedyna.

Trzeba bowiem pamiętać, że kupując auto na giełdzie najczęściej nie wiemy niczego o jego prawdziwej historii, nie znamy też realnego przebiegu. To pozwala nieuczciwym handlarzom na dowolną modyfikację parametrów licznika, a także na bezkarne fałszowanie książek serwisowych – o ile w ogóle są dołączane do sprzedawanych aut. Jeśli tak, to przeważnie handlarz na giełdzie zażąda za samochód „z książką” wyższej ceny, choć informacje w niej zawarte nie będą miały pokrycia w rzeczywistości.

W przypadku używanych samochodów osobowych sprzedawanych przez autoryzowane punkty mamy stuprocentową pewność, że przebieg na liczniku jest autentyczny, a samo auto było serwisowane wyłącznie w ASO. Biorąc pod uwagę fakt, że ceny są najczęściej konkurencyjne, a przebiegi niewielkie, warto szukać samochodu dla siebie właśnie w jednym z takich miejsc.

Minus jest tylko jeden: z tego, co wiem, nie każdy producent zdecydował się uruchomić taką sieć dystrybucji używanych samochodów osobowych w Polsce, ale z miesiąca na miesiąc zwiększa się nie tylko liczba poszczególnych punktów (najwięcej jest póki co w Warszawie, ale pojawiają się również w innych dużych miastach, np. w Radomiu, Katowicach, Krakowie, Gdańsku czy Poznaniu), ale również gama dostępnych marek. Moim zdaniem to właśnie jest przyszłość handlu używanymi samochodami.

Jak finansować niespodziewane zakupy?

Przychodzi czasem chwila, kiedy musimy nagle zorganizować większą gotówkę. Jakaś okazja „last minut” lub promocja „za pół darmo”. Przeważnie taka sytuacja zdarza się wtedy, gdy konto świeci już pustkami, a przyjaciele, też przysłowiowym „groszem nie śmierdzą”. Dodatkowo w banku, dowiadujemy się, że akurat w tym miesiącu pożyczki nie dostaniemy. Naturalnie nasuwającym się rozwiązaniem jest pożyczka ratalna w jakiejś firmie chwilówkowej. Jednak zanim się na taki krok zdecydujemy, warto się poważnie zastanowić nad wszystkimi plusami i minusami takiej decyzji.

sześć banknotów o nominale 100 PLN

Wzięcie chwilówki trzeba zawsze dokładnie rozważyć (źródło grafiki: Pinterest)

Przyjęło się na przykład uważać, że firmy udzielające pożyczek pozabankowych sprawdzają zdolność kredytową klientów znacznie mniej dokładnie niż banki. W dzisiejszych realiach to już przeszłość – szczególnie w przypadku firm zrzeszonych w Związku Firm Pożyczkowych. Jednym z głównych punktów swego statutu mają rzetelną weryfikację możliwości finansowych osób ubiegających się o pożyczkę.

Do zdecydowanych plusów trzeba zaliczyć długość procesu weryfikacyjnego oraz błyskawiczny przekaz pieniędzy na konto w przypadku pozytywnej decyzji kredytowej (od 15 minut do kilku godzin od rozpatrzenia wniosku).

Trzeba także pamiętać o spełnieniu określonych wymagań do uzyskania pożyczki. W większości przypadków sprowadzają się one do kryterium wiekowego, polskiego obywatelstwa oraz nie figurowania w żadnym ogólnopolskim rejestrze dłużników. Jednak pomimo podobieństw zawsze trzeba zapoznać się z wymaganiami bezpośrednio w danej udzielającej pożyczki firmie.

Więcej informacji na temat wymagań udzielania pożyczki ratalnej, można znaleźć na stronie Zaplo.

Bezpieczeństwo jazdy samochodem w rękach technologii

Bezpieczne auto rodzinne

źródło: pl.Pinterest.com

Za kilka lat nikt nie będzie miał wymówki mającej zniechęcić do zakupu nowoczesnego technologicznie samochodu. Postęp związany z elektroniką w autach osobowych każdego roku jest coraz większy i co istotne tańszy od strony zakupu. Nowe technologie udowadniają także, że są faktycznie przydatne na drodze. A zmiany technologiczne mające ograniczyć spalanie czy emisję dwutlenku węgla do atmosfery nie szkodząc wydajności i mocy silnika jak niegdyś uważano.

Pierwszy na świecie podwodny samochód

W najśmielszych nawet marzeniach nie przypuszczałem, że uda mi się dożyć czasów, kiedy tym samym pojazdem będzie można normalnie poruszać się po drogach oraz po wodzie, a nawet pod jej powierzchnią. Tymczasem Frank Rinderknecht, szef szwajcarskiego studia designerskiego Rinspeed, udowodnił, że coś, co wcześniej oglądaliśmy jedynie w filmach, można urzeczywistnić. Sam Rinderknecht przyznał zresztą wprost, że główną inspiracją do stworzenia samochodu sQuba był… James Bond i jego auto z filmu „Szpieg, który mnie kochał” z 1977 roku.

O ile jednak sekwencja podwodnych zdjęć z Bondem była tylko sprytnym fotomontażem, o tyle sQuba naprawdę potrafi się poruszać pod wodą. Dodajmy, że nie po dnie – samochód Rinderknechta „unosi się” w wodzie na głębokości maksymalnie 10 metrów. Napęd jest zapewniany przez trzy silniki elektryczne, z których jeden pracuje wyłącznie podczas jazdy po drodze na lądzie (maksymalna prędkość wynosi 120 km/h, a przyspieszenie od 0-100 km/h zajmuje 7,1 sekundy), a dwa pozostałe odpowiadają za pracę silników strumieniowych w zanurzeniu. Na powierzchni wody maksymalna prędkość wynosi 6 km/h, natomiast pod wodą 3 km/h.

samochód squba na powierchni wody i w zanurzeniu

sQuba czuje się w wodzie jak ryba, doskonale sprawdza się także na lądzie (źródło grafiki: Pinterest)

sQuba jest celowo zaprojektowany na bazie sportowego Lotusa Elise w wersji cabrio, dzięki czemu konstruktor miał o wiele łatwiejsze zadanie projektując system zanurzania się (wóz waży tylko 920 kilogramów), zwiększyło to także bezpieczeństwo pasażerów, którzy z łatwością mogą opuścić pojazd w razie sytuacji awaryjnej – zamknięta kabina mogłaby to uniemożliwić. Kolejną ciekawostką jest fakt, że sQuba jest w pełni odporny na słoną wodę, dzięki czemu można nim „nurkować” nie tylko w zbiornikach śródlądowych, ale także w morzach i oceanach.

Powietrze dla pasażerów jest dostarczane przy pomocy zbiorników zamontowanych na pokładzie auta – przed zanurzeniem należy założyć aparat tlenowy identyczny z tymi używanymi przez nurków. W razie opuszczenia pojazdu przez pasażerów sQuba automatycznie się wynurza, choć zdecydowanie bardziej godnym podziwu faktem jest to, że samochód ten potrafi się poruszać całkowicie samodzielnie po drogach dzięki bardzo zaawansowanemu technologicznie systemowi laserów firmy Ibeo.

Jeśli chodzi o cenę, to zbudowanie funkcjonalnego prototypu, który został zaprezentowany podczas Targów Samochodowych w Genewie w 2008 roku kosztowało ponad 1,5 miliona dolarów amerykańskich, choć Rinderknecht zapowiadał, że jeśli pojazd wejdzie do produkcji, to jego cena będzie niższa niż Rolls-Royce’a. Dokładniejszych danych na temat ceny pierwszego na świecie podwodnego samochodu nie udało mi się niestety zdobyć, ale pewne jest, że seryjna produkcja nie ruszyła – sQuba pozostanie więc bardzo ciekawą zabawką dla naprawdę bogatych.

Jak sobie radzić z chorobą lokomocyjną?

O tym, jak bardzo dokuczliwą dolegliwością jest choroba lokomocyjna, wiedzą tak naprawdę jedynie te osoby, których ona bezpośrednio dotyka – według szacunkowych danych co dziesiąty dorosły człowiek na nią cierpi, a wśród dzieci jest zjawiskiem zdecydowanie bardziej powszechnym. Podstawowy kłopot z kinetozą (bo tak się ją również określa) jest taki, że nie da się jej leczyć, ale ponieważ nie zagraża ona życiu, brak lekarstwa czy szczepionki nie stanowi realnego problemu. Nie znaczy to jednak, że nie istnieją sposoby, aby w znaczącym stopniu złagodzić najbardziej uciążliwe dolegliwości związane z chorobą lokomocyjną: poniżej przedstawiam garść najskuteczniejszych i sprawdzonych porad, dzięki którym podróż przestanie być koszmarem.

pofałdowana droga asfaltowa

Choroba lokomocyjna nie zagraża życiu, ale potrafi zamienić każdą podróż w prawdziwy horror (źródło grafiki: Pinterest)

– jeśli tylko istnieje taka możliwość, należy podróżować dużym, przestronnym autem, które ma twarde zawieszenie (dzięki temu będzie mniej kołysać, zwiększy się także poczucie przestrzeni)
– zawsze należy siadać przy uchylonym oknie, przodem do kierunku jazdy
– wzrok skupiajmy na linii horyzontu lub na bardzo odległych detalach krajobrazu
– jeśli pozwalają na to warunki podróży, dobrze jest się położyć lub ułożyć się w pozycji półleżącej
– ostatni posiłek przed wyruszeniem w podróż należy zjeść najpóźniej na godzinę przed wyjazdem, przy czym powinien on być lekki i pozbawiony napojów gazowanych oraz soli
– w przypadku pojawienia się bólu brzucha, nudności lub zawrotów głowy pomaga zamknięcie oczu, wzięcie kilku-kilkunastu głębokich oddechów, a jeśli objawy nie ustępują, należy w miarę możliwości zatrzymać się i na kilka minut wysiąść z auta
– wbrew rozmaitym obiegowym opiniom czytanie książek czy korzystanie z laptopa lub innych urządzeń elektronicznych nie pomagają, a wręcz przeciwnie: najlepszym rozwiązaniem jest włączenie jakiejś spokojnej muzyki i zajęcie się rozmową ze współpasażerami
– w niektórych przypadkach pomagają zimne okłady na czoło i kark
– dobrym rozwiązaniem jest też ssanie cukierków imbirowych lub przyjmowanie opartych na imbirze preparatów: imbir nie powoduje otępienia, natomiast skutecznie łagodzi nudności oraz zmniejsza zawroty głowy.

Więcej na ten temat przeczytasz pod tym adresem: http://www.nabolbrzucha.pl/bol-i-skurcze-brzucha/przyczyny.html