Articles By Pawel

Wakacje z psem w aucie – da się?

Macie auto, macie psa, chcecie pojechać na wakacje. A może – chcielibyście, ale zastanawiacie się, jak to połączyć? Nie da się ukryć, że chociaż pies jest bez wątpienia najlepszym przyjacielem człowieka, to potrafi być w wielu przypadkach przyjacielem stosunkowo krnąbrnym, którego nie da rady przekonać do pewnych podstawowych zasad współżycia społecznego. Jedni za nic nie mogą przekonać swojego czworonoga do kąpieli, inni do bycia cicho, zaś jeszcze inni mogą się męczyć z podróżowaniem z nim w sposób dogodny i wygodny dla każdej ze stron: rodziny, psa i osób postronnych. Jedna sprawa to bezpieczeństwo samego psa i nasze, druga – pokojowa kooperacja, a jeszcze inną jest zachowanie się tak, by nie ucierpiało auto, wyposażenie hotelu czy inne osoby.

Psy często lubią jeziora, jeździć na nie - niekoniecznie. Źródło: Pixabay.com.

Psy często lubią jeziora, jeździć na nie – niekoniecznie. Źródło: Pixabay.com.

Dzielenie się autem – przyjmie się w Polsce?

Typowy kierowca lubi siąść za kółkiem i mieć pełną kontrolę, ale rozwój urbanizacji w Polsce na pewno skłania, by zastanowić się, na ile faktycznie kochamy jeździć – nawet najbardziej zapalonych miłośników motoryzacji. W końcu w różnorakich rankingach na najbardziej zakorkowane miasta często Warszawa, Wrocław, Kraków czy Łódź trafiają do światowej czołówki. Wraz z przeprowadzaniem się coraz większej liczby ludzi i ich całej aktywności do miast, na pewno nie można spodziewać się, że nagle miejsca będzie więcej. Dlatego też w wielu rozwiniętych krajach popularyzuje się car-sharing, a u nas obecnie usługa przeżywa prawdziwy rozkwit. Zaznaczmy na początku, jak działa car-sharing – ogólne założenie wydaje się oczywiste, ale czym się różni taka specyficzna usługa od zwykłego i dostępnego zawsze wynajmu auta? Otóż kluczową różnicą jest właśnie dostępność.

Wypożyczalnie samochodów miejskich mają działać podobnie jak z rowerami. Źródło: Pixabay.com.

Wypożyczalnie samochodów miejskich mają działać podobnie jak z rowerami. Źródło: Pixabay.com.

Napęd na cztery koła czy na wszystkie koła?

To nie tylko pewna ciekawostka, która osobom poruszającym się tylko po zadbanym mieście i jeżdżącymi adekwatnym do tego autem może się wydawać wręcz niezrozumiała. Samochód ma bez wątpienia cztery koła, czy więc napęd na wszystkie (AWD – All-Wheel Drive) może być czymś innym, niż 4WD? A jednak są różnice, które warto brać pod uwagę. Chociaż w prywatnych rozmowach ludzie często mieszają takie wyrażenia i w ten sposób można pogubić się w tym, który samochód z jakiego rozwiązania korzysta, ba, sami producenci często wcale się nie przejmują rozróżnieniem tych pojęć, to jednak w oficjalnym żargonie skróty te odnoszą się do różnorodnych podejść technologicznych do kwestii napędu na cztery koła. Ta „ciekawostka” może mieć znaczenie nie tylko dla fanów jazdy po wertepach, dzikich polnych drogach i innych odległych od cywilizacji miejscach, które zwyczajowo nam się kojarzą z 4×4. Napęd na cztery koła ma też znaczenie dla wielu „mieszczuchów” w Polsce, którzy lubią cieszyć się większym komfortem jazdy na śliskiej powierzchni – w przypadku deszczu czy śniegu. 4WD jest rozwiązaniem obecnie bardziej znanym, z kolei AWD zobaczymy częściej w nowych autach, jako że technologia ta ma być odpowiedzią na pewne problemy czy ograniczenia związane z typowym 4×4. Nie jest jednak nowe, jako że każdemu znane jest już Quattro z lat 80. Systemy te nie są lepsze czy gorsze same w sobie, ale po prostu inne. Czym się różnią?

Porządne 4x4  s-max

Porządne 4×4 może czasami być wymagane, ale AWD może oznaczać lepszą drogę np. po krętej, ośnieżonej szosie. Źródło: Pixabay.com.

Wynajem auta podczas wakacji – może nie być drogi

Nie da się ukryć – patrząc na sprawę z punktu widzenia bezpośrednich wydatków, na pewno wakacje spędzone z udziałem wypożyczonego auta nie będą kosztować tyle samo co takie, podczas których podróżujemy na piechotę. Zwłaszcza, gdy wybieramy się do krajów, gdzie rynek przyzwyczajony jest do zupełnie innych niż polskie zarobków, i adekwatne ma ceny. Niemniej – usługa ta oczywiście ma miejsce, a to dlatego, że bywa korzystniejsza, niż alternatywy. Po prostu. Daleki wyjazd własnym autem – to konieczność zarówno posiadania odpowiedniego samochodu, co darmowe bynajmniej nie jest, jak i całe wydatki na paliwo, które przy długiej jeździe może ściągnąć naprawdę sporo z naszego konta. Tanie loty mogą często skłaniać, by udać się w dalekie miejsce bez auta, ale by zwiedzić okolicę zgodnie z własnym zapatrywaniem czy udać się do położonego poza miastem terenu rekreacyjnego lub zabytkowego – wynajem auta może być rozwiązaniem optymalnym. Do tego wszystkiego dochodzi oszczędność czasu i sił, które dla wielu osób nie są warte sumy „zaoszczędzonej” na poruszaniu się w inny sposób, czy to własnym autem, czy serią pojazdów komunikacji publicznej – niekoniecznie zresztą specjalnie tańszej, niż przejazd autem, nawet wliczając cenę wynajmu. W skrócie mówiąc – powodów może być wiele, by jednak auto wynająć, ale to zależy od tego, jaką dokładnie podróż planujemy, z kim i na ile.

Niektóre tereny można zwiedzić najlepiej tylko autem, a taniej - wypożyczonym. Źródło: Pixabay.com.

Niektóre tereny można zwiedzić najlepiej tylko autem, a taniej – wypożyczonym. Źródło: Pixabay.com.

Zepsuta chłodnica – częsta przypadłość kierowcy

Upał – to na pewno wróg chłodnicy numer 1. W lecie, gdy termometr w cieniu pokazuje na przykład 30 stopni, w niektórych miastach jezdnia potrafi rozgrzać się nawet do 70 stopni Celsjusza, jeśli nie ma cienia, a na jezdniach często o niego trudno. Stanie w korku, irytująco powolne podjazdy – to wszystko nie oszczędza elementów silnika, które i na co dzień należą do najczęściej ulegających awarii. Układ smarowania i chłodzenia przechodzą wymagającą próbę podczas lata, i nie przez przypadek to właśnie w letnie upały wskaźnik wypadków na drogach jest wyjątkowo wysoki. Dlatego też o chłodnicę warto zadbać w tym momencie szczególnie. Odpowiednie jej działanie zapewnia większą szansę, że nie „pójdzie” nic innego.

Chłodnica przechodzi próbę latem. Źródło: Pixabay.com.

Chłodnica przechodzi próbę latem. Źródło: Pixabay.com.

Nowy Volkswagen to auto miejskie na sportowo

Nazywany czasem – raczej prześmiewczo – niemieckim Matizem model Volkswagena Up! doczekuje się kolejnych edycji, idących za ciosem i eksplorujących rynek małych aut stworzonych do wygodnego poruszania się po mieście samemu czy w dwie osoby. Jedna z największych marek świata przez długi czas nie mogła mówić o wysokiej pozycji na rynku aut „mini”. Początkowo była to oczywiście specjalność japońska, potem w latach 90. karierę robiło m.in. Cinquecento. W dziedzinie aut „skurczonych” Volkswagen miał oczywiście swoje polo, które zalicza się zazwyczaj oczywiście do kategorii „supermini” (czy też: autosegment B, samochody ultrakompaktowe, subkompaktowe) – aut zauważalnie większych od faktycznego mini jako się zowie, ale też poniżej rozmiaru samochodu dla rodziny. Up miał być „prawdziwym” mini i odniósł pewien sukces w swoim segmencie. O dziwo, wielu kierowców uznało, że autko radziło sobie świetnie zwłaszcza na… autostradach, dzięki wysokiemu komfortowi jazdy, cichemu działaniu oraz niskiemu spalaniu przy jeździe z bardziej stałą i większą prędkością, na którą oczywiście w mieście nie ma co liczyć. Próbując odpowiedzieć na taką specyfikę w połączeniu z reputacją autka ciekawego, ale nieco lekceważonego, niemiecki producent wypuścił po kilku latach wersję 1.0 TSI. Dużo miejsca (przynajmniej dla osób siedzących z przodu), niezły bagażnik, ładne wykonanie i przyjemna praca silnika czy zawieszenia sprawiły, że opinie z testów tego wariantu modelu były pozytywne. Stało się niedługo jasne, że producent wprowadzi też wersję sportową. Co zapowiedziano w przypadku VW Up GTI?

Miejskie auto doczekuje się nowych wariantów, także u Volkswagena. Źródło: Pixabay.com.

Miejskie auto doczekuje się nowych wariantów, także u Volkswagena. Źródło: Pixabay.com.

Rowerowy wyjazd – jak się za to zabrać?

Wraz z modą na zdrowszy tryb życia i regularną aktywność wśród przeciętnych osób wydaje się, że wyjazdy rowerowe wyglądają bardziej atrakcyjnie, niż niegdyś. Na pewno nie są niczym nowym, ale dziś informacje na temat szlaków rowerowych znaleźć jest łatwiej, a organizatorzy przestrzeni publicznej w miastach i w naturze w coraz większym stopniu dbają o dostępność dla osób pedałujących na dwóch kółkach. Zapalani rowerzyści wiedzą na pewno niemal wszystko o tym, jakie wymagania stają przed kolarzem podczas letniego wyjazdu, ale gdzie zacząć, gdy dopiero wyciągnęliśmy rower z garażu i mamy plan, by w któryś z nadchodzących weekendów zabrać go na trasę po ciekawym terenie?

Bardzo istotne na pewno jest zadbanie o sam rower. Jeśli kupujemy nowy rower, to oczywiście powinniśmy to mieć z głowy. Lista kryteriów, którymi warto się kierować podczas kupna, to oczywiście inna sprawa, ale kupując nowy jednoślad z porządnego sklepu powinniśmy mieć w każdym razie pewność, że jest w dobrym stanie technicznym. Gdy kupujemy z myślą o konkretnych wyprawach, oczywiście możemy też wybrać odpowiedni typ: rower na asfalt, na ścieżki górskie itp. Co jeśli korzystamy z roweru używanego, który gdzieś już mamy? Na pewno w pierwszej kolejności upewnić się trzeba, że sprawne są hamulce. Ponadto: sprawny układ kierowania i brak luzów we wszystkich układach, niezawodny łańcuch, działanie przerzutek, brak wykrzywień kół, ciśnienie w dętkach – choć rower może się wydawać prostym środkiem transportu, stawia pewne wymagania pod tym względem. Amatorzy powinni raczej konsultować się z warsztatem czy innym specjalistą, zanim wybiorą się w dłuższą drogę.

Spodnie nie są najważniejsze dla przygotowania rowerowej wyprawy, ale się przydają. Źródło: Pixabay.com.

Spodnie nie są najważniejsze dla przygotowania rowerowej wyprawy, ale się przydają. Źródło: Pixabay.com.

Co tworzy idealny wystrój wnętrza auta?

Wiadomo, że koneserzy samochodów doceniać mogą co prawda piękno zewnętrzne, ale najważniejsze jest dla nich to, co w środku – i tym razem nie chodzi nam o silniki oraz napędy. Wyposażenie wnętrza to ten jeden aspekt działania auta, który przy długotrwałym używaniu może stać się wręcz najistotniejszym, regularnie dostarczając przyjemności – i po prostu mniej zmęczenia podczas jazdy. Temat ten na pewno dochodzi do głosu podczas długich podróży, dlatego też auta nakierowane na takowe często będą posiadały wyjątkowo „dopasione” wnętrze względem samochodów miejskich, które służą częściej głównie do dojazdów do pracy i pod tym kątem są optymalizowane. Nie da się ukryć – im droższe auto, tym większe szanse, że kierowca zatopi się w fotelu komfortowo. Nie bez powodu w Wielkiej Brytanii na samochody o wyjątkowo przestrzennym wnętrzu (i typowo pojemności od 2 do 4 litrów) mówi się „executive car” – co można przetłumaczyć jako „auto dla szefa”. Różni producenci potrafią jednak czasem udowodnić, że ergonomia foteli, zastosowanie przyjemnych dla oka i dla ciała materiałów czy wygodna i przydatna elektronika nie muszą być ograniczone dla „executive’ów” i mogą znaleźć miejsce zarówno w sedanach, jak i hatchbackach, minivanach, pickupach czy crossoverach.

wnętrze V90cc

Styl i wygoda to podstawowe aspekty każdego detalu dobrego wnętrza. Źródło: Pixabay.com.

Prawo jazdy – dla niektórych cel niemal nie do osiągnięcia

W kwietniu po internecie rozeszła się jako ciekawostka informacja pochodząca ze strony Lublin112.pl o rzekomym mieszkańcu regionu, który podchodzić miał do egzaminu na prawo jazdy 83 razy. I nie, wcale na tym nie koniec, bo podobno biedaczek nadal męczy się z egzaminem teoretycznym. Mówi się jednak, że jest nieugięty. Na pewno reprezentuje przypadek skrajny, ale z egzaminem męczy się wiele osób – dość powiedzieć, że pewną popularność zdobyła nawet opowiastka, jakoby „pechowe” trzynaste podejście miało być bezpłatne. Oczywiście WORD-y do przesądnych nie należą i mitami się nie interesują, więc wcale takiej opcji nie zapewniają. Bulić trzeba za każdym razem, a bywa to kilka, ale i kilkanaście, a czasem nawet kilkadziesiąt razy. Oczywiście, zdanie za pierwszym razem może być powodem do dumy, ale na pewno nie ma wiele powodów, by uważać, że kto zdaje za kolejnym, będzie stanowić większe zagrożenie dla siebie i innych kierowców na drodze. Gdy brytyjska firma Continental Tires przeprowadziła badania kierowców w swoim kraju, okazało się, że najmniej problemów z prawem mają ci, którzy zdali za drugim podejściem. Być może wynika to z faktu, że egzamin nie jest wcale trudny, a ograniczającym czynnikiem jest częściej raczej stres, niż umiejętności radzenia sobie z przepisami i kierowaniem autem. Ta statystyka to jednak na pewno nie powód, by zawalać egzamin za pierwszym razem. Niektóre porady uniwersalnie przydają się tym, którzy nie są gotowi na realia tego testu.

prawo jazdy UK

Prawo jazdy dla niektórych pozostaje marzeniem. Źródło: Pixabay.com.

Czasowe wyrejestrowanie samochodu – czy przepis wejdzie w życie?

Media utrzymujące kontakt z Parlamentem donoszą, że istniejący projekt dotyczący wprowadzenia na powrót możliwości czasowego wyrejestrowania samochodu dla każdego posiadacza pojazdu nie jest obecnie rozważany. Nie wiadomo więc, czy możemy kiedykolwiek w najbliższej przyszłości spodziewać się nowelizacji Prawa o ruchu drogowym, której wejście w życie w zeszłym roku wydawało się bliskie realizacji. Obecnie podobne rozwiązanie istnieje, jednakże dotyczy tylko kilku określonych rodzajów pojazdów, używanych przez zakłady: samochodów ciężarowych, przyczep o dużym udźwigu, autobusów oraz pojazdów specjalnych. Przedsiębiorcy mogą wykorzystać taką opcję, by wyłączyć pojazd spod kosztów ubezpieczenia na okres od 2 do najwyżej 48 miesięcy. Wystarczy złożyć prosty wniosek oraz wnieść opłatę w dość niewielkiej wysokości – nawet dla maksymalnego okresu wynosi ona około 150 zł. Grupa posłów wprowadziła projekt nowelizacji, który podobne prawo rozszerzyłby na wszystkich zwyczajnych posiadaczy aut, zyskała też aprobatę Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa. Tej jednakże nie wyraziło Ministerstwo Finansów, przynajmniej jak na razie. Zdaniem ministra, samochód nieużywany do jazdy również może spowodować szkody, tak więc obowiązek ubezpieczenia ich powinien pozostać. Dlaczego wiele osób liczy na to, że przepis prędzej czy później jednakże zostanie wprowadzony?

Stare auta nieraz nie służą do jeżdżenia, ale OC płacić trzeba. Źródło: Pixabay.com.

Stare auta nieraz nie służą do jeżdżenia, ale OC płacić trzeba. Źródło: Pixabay.com.

Jedną z grup zainteresowanych możliwością wyrejestrowania auta są na przykład osoby wyjeżdżające zagranicę. Jeśli zostawiają auto, z którego przez wiele miesięcy czy lat nie korzystają, nie chcąc się go jednak pozbywać – muszą w świetle prawa ponieść koszt kontynuowanego ubezpieczenia OC. Zainteresowani przepisem byliby też na pewno kolekcjonerzy, którzy często posiadają samochód, którego do jazdy nie używają, albo też jeżdżą nim w rzadkich okazjach, by pokazać go komuś, odwiedzić zlot itp. Nie tylko profesjonalni kolekcjonerzy coraz częściej zachowują starszy pojazd, który przydać im się może sporadycznie. Do tego dochodzą auta, które przeznaczone są na specjalne okazje, np. kabriolety używane latem czy też auta terenowe używane do podróży w sezonie. Auta różnego typu bywają też oczywiście wykorzystywane do pracy. Z jakiegokolwiek powodu ktoś posiada w Polsce auto, którym nie jeździ – jak na razie musi płacić OC rokrocznie, za cały rok.