Części zamienne – oryginalne czy zamienniki?

Jak znam życie (i polskich kierowców), to większość na powyższe pytanie odpowiedziałaby bez większego namysłu, że „zamienniki, bo są tańsze”. I to jest podstawowa bolączka naszych rodaków: przeliczają wyłącznie według wartości pieniężnej, natomiast nie interesują ich w ogóle realne konsekwencje stosowania tanich zamienników. Ot, na przykład taka, że narażają w ten sposób życie i zdrowie nie tylko swoje, ale tez i innych uczestników ruchu drogowego. Wydaje się komuś, że przesadzam? Wcale nie.

część samochodowa - koło łańcuchowe, część skrzyni biegów

Najlepiej i najbezpieczniej jest zawsze stosować oryginalne części zamienne (źródło obrazka: Pixabay)

Prawda jest taka, że tanie podróby często nie mają jakichkolwiek atestów, więc nie spełniają żadnych norm bezpieczeństwa i w razie ewentualnego wypadku trudno przewidzieć, jak się zachowają (a najbardziej prawdopodobne jest to, że to właśnie te tanie zamienniki będą główną przyczyną wypadku). Ale najciekawsze jest to, w jaki sposób wpływają na wartość auta przy sprzedaży…

W tamtym roku sprzedawałem paroletniego Focusa III kombi – był zadbany i bezwypadkowy, ale za to z dość wysokim przebiegiem, a ja właśnie przestałem potrzebować tak dużego auta. Ponieważ swoje bezpieczeństwo uważam za absolutny priorytet, mój Ford Focus części (sprawdź) zamienne miał zawsze oryginalne i montowane w autoryzowanym serwisie. Z perspektywy niektórych moich znajomych to było wywalanie pieniędzy w błoto, ale jak przyszło do sprzedaży, to wziąłem za ten samochód o ładnych parę tysięcy więcej niż ludzie, którzy sprzedawali swoje lepiej wyposażone „trójki” (też kombi), ale z chińskimi zamiennikami. Morał w kontekście tytułu jest chyba oczywisty…

Przydatne systemy: asystent pasa ruchu

Dziś dość krótko, ale za to treściwie. Przyszłość przemysłu motoryzacyjnego jeszcze nie jest może całkowicie określona, ale na pewno dominujące są dwa trendy: do zwiększania ekologii oraz do zwiększania bezpieczeństwa. Oba cele realizuje się dzięki opracowywaniu coraz to nowych i coraz bardziej przełomowych rozwiązań technologicznych i na pewno żaden producent nie powiedział tu ostatniego słowa.

autostrada w Polsce - widok na pasy ruchu

Asystent pasa ruchu jest szczególnie przydatny podczas jazdy po autostradzie (źródło obrazka: Pixabay)

Jednym z trudniejszych do wyeliminowania problemów jest zwyczajne, ludzkie zmęczenie – kierowca zasypiający za kierownicą nawet na kilka sekund rzadko kiedy budził się żywy. Teraz, dzięki postępowi technologicznemu, w coraz większej liczbie modeli (zwłaszcza tych droższych) montowany jest asystent pasa ruchu (tutaj), który automatycznie dba o utrzymanie auta pomiędzy wykrytymi pasami wyznaczającymi dany pas ruchu. System ten zwykle jest przewidziany do działania przy prędkości co najmniej 65 km/h, a z uwagi na to, że w Polsce jedynie autostrady i drogi ekspresowe mają bardzo konkretnie wytyczone pasy ruchu, najlepiej sprawdzi się właśnie podczas jazdy w po tego rodzaju drogach.

Ma to ten plus, że zwykle prędkości tam osiągane są w praktyce zabójcze, natomiast asystent pasa ruchu korygując tor jazdy samochodu niejednokrotnie ratuje życie kierowcy i pasażerów, którzy w innym razie byliby skazani na kolizję przy prędkości rzędu 120-140 km/h. Jeśli więc zastanawiacie się nad tym, czy taki asystent się wam przyda, odpowiedź brzmi: jak najbardziej i to niezależnie od tego, czy jeździcie dużo, czy mało, bo zmęczenie dopada wszystkich. A głupio jest zginąć tylko dlatego, że się przeszacowało swoją odporność na nie, prawda?

Silniki TSI – spalanie

O zasadzie działania silników TSI już wspominałem w marcu, postaram się więc nie powtarzać tych samych informacji jeszcze raz, uznałem jednak, że chyba najistotniejszej kwestii związanej z tego rodzaju jednostkami napędowymi nie mogę nie opisać nieco bardziej szczegółowo – chodzi oczywiście o sprawę spalania w samochodach wyposażonych w silniki TSI (tutaj). Zasadniczym problemem (jak już sygnalizowałem) nie jest sam silnik, tylko używający go kierowca. I tu dochodzimy do sedna sprawy, czyli do prawdy na temat tego, dlaczego w sieci pełno jest błędnych informacji o spalaniu jednostek TSI.

komora silnika w samochodzie osobowym

W sieci można znaleźć mnóstwo nieprawdziwych informacji na temat silników TSI i ich spalania (źródło obrazka: Pixabay)

Kłopot tkwi bowiem w tym, że silniki TSI to wynalazek całkiem nowy, natomiast znakomita większość obecnie poruszających się po drogach kierowców (mowa o osobach mających obecnie około 30 lat i więcej) uczyła się jeździć na samochodach praktycznie zabytkowych, jeśli porównać stosowane w nich rozwiązania techniczne ze współczesnymi silnikami. Niewiarygodne? Sam osobiście zdawałem egzamin na prawo jazdy 18 lat temu na „limuzynie” marki Polonez (i to nawet nie ATU!). Owszem, wyprzedzenie nim czegokolwiek poruszającego się wtedy po polskich drogach nie było może szczególnie problematyczne (bo jeździły głównie Polonezy, Duże Fiaty, Maluchy i trochę zachodnich aut o nieszczególnych osiągach), ale i tak trzeba było wdepnąć gaz w podłogę. I tak właśnie uczono jeździć całe pokolenia kierowców, którzy nie zmienili wieloletnich i utrwalonych przyzwyczajeń po zmianie samochodu na konstrukcję z nowoczesnym, wydajnym silnikiem TSI, który bez problemu generuje wystarczająco dużo momentu obrotowego i mocy nawet przy 1500 obr./min.

I to właśnie te stare, złe przyzwyczajenia trzeba zmienić, żeby silniki TSI pokazały swoją klasę – one po prostu nie zostały obliczone na to, żeby non-stop je żyłować ponad 2000 obrotów. I poniżej tej granicy są nie dość, że bardzo sprawne, to na dokładkę bardzo, bardzo ekonomiczne. Ale tylko pod warunkiem, że używane są zgodnie ze swoją specyfikacją, a nie przez zawsze najmądrzejszych polskich kierowców, którzy lepiej od konstruktorów wiedzą, jak się powinno jeździć samochodem z silnikiem TSI…

System start-stop – krótka charakterystyka

Coraz większa liczba nowo produkowanych modeli samochodów jest standardowo wyposażana w system start-stop, ale nadal wielu kierowców zastanawia się, w jaki dokładnie sposób obecność tego systemu przekłada się na pracę ich samochodu. Poniżej postaram się przynajmniej pokrótce opisać zasadę działania i korzyści wynikające z zastosowania tego rozwiązania technicznego – w sieci jest wiele nieprawdziwych albo nie do końca precyzyjnych informacji na ten temat, więc chciałbym przynajmniej niektóre wątpliwości wyjaśnić definitywnie.

zielony przycisk start i ręka w białej rękawiczce

System start-stop stosowany w nowoczesnych samochodach umożliwia sporą redukcję poziomu zużycia paliwa (źródło grafiki: sxc.hu)

Zacznijmy od zasady działania i określenia, do czego w ogóle służy system start-stop (więcej). Otóż jego najważniejszą funkcją jest redukcja zużycia paliwa w ruchu miejskim. Można spotkać się z wypowiedziami różnych „specjalistów”, według których system ten skraca żywotność silnika – to bzdura, ponieważ start-stop jest sterowany przez komputer, który na bieżąco monitoruje pracę zarówno silnika, jak i samego systemu i nie zezwoli na wyłączenie silnika, jeśli parametry pracy w danym momencie będą nieoptymalne (zbyt wysoka czy niska temperatura, zbytnio rozładowany akumulator, itp.). Nie ma więc żadnej podstawy, by się o żywotność silnika martwić.

Kolejna sprawa to ekologia: nie da się ukryć, że borykamy się z problemem nadmiernej ilości dwutlenku węgla w atmosferze, siłą rzeczy więc normy emisji spalin dla pojazdów silnikowych są coraz bardziej rygorystyczne. Dzięki zastosowaniu systemu start-stop jazda w ruchu miejskim nie tylko staje się bardziej ekonomiczna dla naszego portfela (możliwe są oszczędności w zużyciu paliwa rzędu nawet kilkunastu procent!), ale także bardziej przyjazna dla atmosfery. W przypadku setek i tysięcy samochodów codziennie emitujących spaliny każdy niewyemitowany gram dwutlenku węgla ma ogromne znaczenie i warto o tym pamiętać.

Niektórzy kierowcy starszej daty potrafią również narzekać na to, że korzystanie z systemu start-stop jest niewygodne i nieintuicyjne – możliwe, że z perspektywy osoby, która ma nawyk stania na skrzyżowaniu z wrzuconą „jedynką” (co nawiasem mówiąc jest nieprawidłową praktyką!), żeby jak najszybciej ruszyć na światłach tak to właśnie wygląda, ale prawda jest jednak inna. Start-stop aktywuje się po zatrzymaniu samochodu na skrzyżowaniu, wrzuceniu luzu i puszczeniu sprzęgła. Żeby silnik się uruchomił, wystarczy znów wcisnąć sprzęgło i tyle – korzystanie z tego systemu nie jest zatem tak uciążliwe, jak twierdzą malkontenci. Chodzi raczej o zmianę starych, złych przyzwyczajeń i korzystanie ze zdobyczy współczesnej techniki, co szczerze polecam każdemu kierowcy!

Cała prawda o silnikach TSI

Dziś chciałbym wypowiedzieć się nieco szerzej na temat silników TSI – z racji na swa specyfikę pracy jednostki tego rodzaju są coraz częściej stosowane we współczesnych samochodach, jednak na ich temat narosło sporo mitów, a Internet jest pełen nieprawdziwych lub co najmniej nieprecyzyjnych informacji na ich temat. Postaram się zatem odpowiedzieć na pytanie jak działa TSI (kliknij), dlaczego silniki te są tak popularne w nowo produkowanych autach, spróbuję też odnieść się do największych mitów na ich temat.

schemat poglądowy silnika TSI z wtryskiem bezpośrednim

Cechą rozpoznawczą jednostek TSI jest wysoki moment obrotowy dostępny już przy niskich wartościach obrotów (źródło grafiki: skoda-auto.pl)

Jak działa TSI? Zacznijmy od rozwinięcia samego skrótu: TSI oznacza Turbo Stratified Injection i dotyczy silników benzynowych, w których paliwo jest wtryskiwane bezpośrednio do komory spalania (czyli do cylindra). Dzięki bezpośredniemu wtryskowi paliwo podawane jest w idealnej, precyzyjnie dopasowanej dawce, co przekłada się w dłuższej perspektywie na ogólne niższe spalanie przy jednoczesnym zwiększeniu sprawności samej jednostki napędowej. Oczywiście aby proces spalania odbywał się w optymalnych warunkach, niezbędna jest odpowiednia ilość powietrza – za to odpowiedzialna jest turbosprężarka, która dostarcza do silnika powietrze mieszane z paliwem dopiero w komorze spalania.

Zastosowanie takiego rozwiązania technicznego skutkuje przede wszystkim znacznym zwiększeniem osiągów silnika nawet przy niskich obrotach – w jednostkach TSI nie jest niczym dziwnym wysoki moment obrotowy już przy 1500 obr./min. W silnikach wolnossących porównywalne osiągi są dostępne dopiero przy znacznie wyższych obrotach (około 3000-3500 obr./min.).

W kontekście tego jak działa TSI trudno się dziwić, że dzisiejsi producenci samochodów preferują montaż właśnie tych jednostek – są one ekonomiczniejsze, wydajniejsze i przede wszystkim niedrogie w produkcji, a z perspektywy użytkownika mają jeszcze jedną istotną zaletę: są ciche.

Jednym z największych mitów na temat silników TSI jest lansowana przez niektórych kierowców teza, że silniki TSI są paliwożerne i szybko ulegają uszkodzeniu. Kwestię wysokiego spalania podsumuję krótko: bzdura. Każdy silnik będzie spalał dużo paliwa, jeśli będziemy go „żyłować” ponad miarę i jednostki TSI nie są tu wyjątkiem – warto o tym prostym fakcie pamiętać. Kwestia ewentualnej awaryjności wiąże się bezpośrednio ze sposobem użytkowania zarówno samochodu, jak i silnika: jeśli mamy przysłowiową „ciężką nogę”, to nie spodziewajmy się niskiego spalania ani bezawaryjności – każda zbyt obciążona maszyna w końcu przecież odmówi posłuszeństwa.

Jeśli ktoś przywykł do prymitywnych silników sprzed dwóch dekad i próbuje dokładnie tak samo jeździć nowoczesnym autem, to niech się nie dziwi, że jednostka napędowa się szybciej zużywa – w takiej sytuacji to zupełnie normalna reakcja na brak umiejętności kierowcy. Nowe technologie wymagają nowego podejścia i warto mieć tę prawdę na uwadze zasiadając za kierownicą samochodu wyposażonego w nowoczesny, zaawansowany technologicznie silnik TSI…

Smartfon w trasie, czyli o problemach z prądem

W poprzednich miesiącach pisałem o zaletach posiadania w samochodzie dobrej i aktualnej nawigacji, nie wspomniałem natomiast o kwestii niezwykle w tym kontekście istotnej, a mianowicie o tym, że nawet najlepsze smartfony nie mają aż tak wytrzymałej baterii, żeby w długiej trasie wytrzymać obsługę nawigacji i się całkowicie nie rozładować. Rzecz jasna rozwiązanie jest banalnie proste: niezbędna jest porządna ładowarka samochodowa o wystarczająco wysokim natężeniu generowanego prądu i nawet najdłuższa trasa nie „zamęczy” nam telefonu.

Problem w tym, że dość często kuszą nas niedrogie ładowarki dostępne na stacjach benzynowych, zwykle jednak najlepszym wyjściem jest unikanie ich jak ognia. Zasadniczy problem polega na tym, że bardzo często nie generują one nawet połowy deklarowanego na opakowaniu prądu, co w praktyce oznacza, że zamiast ładować baterię naszego smartfona, w najlepszym razie jedynie spowolnimy proces jej rozładowywania. Dodam od siebie, że to scenariusz optymistyczny – sam kiedyś kupiłem taką najtańszą ładowarkę i skończyło się to dosyć dramatycznie, bo choć ładowała ona telefon, to grzała się przy tym tak bardzo, że w końcu jej obudowa stopiła się i zaspawała mi gniazdo zapalniczki w aucie na amen. Niezbędna była wizyta w serwisie i wymiana całego gniazda na nowe, co nauczyło mnie, że na osprzęcie do samochodu naprawdę nie warto oszczędzać.

ładowarka samochodowa sony an401

Dokładnie taką ładowarkę samochodową sobie kupiłem w dwóch egzemplarzach – bardzo, bardzo ją polecam! (źródło grafiki: eshop.sonymobile.com)

Nauczony tym niespecjalnie miłym doświadczeniem postanowiłem znaleźć ładowarkę dedykowaną pod mój smartfon (a przynajmniej taką, którą rekomendowałaby wystarczająco duża liczba internautów). Po dość krótkich poszukiwaniach trafiłem na ładowarkę samochodową Sony o realnej wydajności rzędu 1200 mA model AN401 (sprawdź), czyli więcej niż wystarczająco, żeby mojego smartfona bez problemu naładować i kupiłem od razu dwa egzemplarze tak na wszelki wypadek. Bardzo mi się spodobało to, że ładowarka ta ma w komplecie dedykowany kabel podłączeniowy, dzięki czemu nie muszę się martwić o to, że coś źle dobrałem i mam straty prądu na kablu. Od tamtej pory moje problemy z ładowaniem smartfona w trasie skończyły się całkowicie, a ja po dziś dzień używam nadal pierwszej ładowarki – druga leży sobie spokojnie w schowku na wypadek, gdyby jednak ta postanowiła odmówić posłuszeństwa…

Dlaczego nawigacja w smartfonie jest najlepsza?

O tym, jak dobrze telefony komórkowe sprawdzają się w roli nawigacji GPS wiedzą wszyscy ci, którzy kiedykolwiek spróbowali z tego rodzaju usług skorzystać. Nie ulega też wątpliwości, że w dzisiejszych realiach nawigacja jest przydatna nie tylko osobom, które nasz kraj znają raczej słabo i potrzebują wsparcia, by dotrzeć pod konkretny adres, ale także i ci kierowcy, którym bardziej od wskazówek dojazdu przydadzą się informacje o ewentualnych utrudnieniach na danej trasie.

smartfon z uruchomioną nawigacją gps

Tradycyjne nawigacje są obecnie wypierane przez smartfony z odpowiednim oprogramowaniem

Współczesne nawigacje w wersjach dla smartfonów (sprawdź) oferują bowiem takie funkcjonalności, których w standardowych nawigacjach raczej nie można znaleźć – poza wspomnianą już sytuacją na drodze możemy także mieć na przykład dostęp do informacji o komunikacji miejskiej, miejscach szczególnie niebezpiecznych, fotoradarach i punktach kontroli drogowej czy do wykazu POI (points of interest). Oprócz powyższych praktycznie każda wypuszczona na smartfon nawigacja ma także coś, czego w tradycyjnych nawigacjach przeważnie nie znajdziemy z racji ograniczeń sprzętowych, czyli automatyczną aktualizację map. Dzięki temu mapy na smartfonach są o wiele dokładniejsze i nieporównanie bardziej aktualne, a w realiach dość szybko rozbudowującej się sieci drogowej w Polsce są to informacje wprost bezcenne.

Kolejną przewagą nawigacji smartfonowych jest to, że z reguły nie musimy dokupować dodatkowych pakietów danych, aby nawigacja działała – operatorzy sieci komórkowych najczęściej nie pobierają opłat za dane nawigacji GPS, a poza tym w znakomitej większości przypadków mamy całkiem niemały pakiet transferu danych w ramach posiadanego pakietu usług od danego dostawcy.

Czy jest zatem jakikolwiek sens w kupowaniu dedykowanej nawigacji? W naszym odczuciu raczej nie, bo nawet ceny tanich nawigacji oscylują wokół kilkuset złotych, a za taką kwotę można już bezproblemowo kupić średniej klasy używany smartfon wyposażony w odbiornik GPS, który z powodzeniem będzie działać jako nawigacja. To zresztą scenariusz nieco na wyrost, bo przecież w dzisiejszych czasach praktycznie każdy kierowca ma swój własny smartfon, na którym można zainstalować odpowiednią aplikację i w ten sposób zaoszczędzić spor pieniędzy oraz stresu. Szerokiej drogi!

Smartfon kontra nawigacja – porównanie

Wydaje mi się, że nie trzeba nikogo jakoś szczególnie przekonywać o tym, że w trasie (zwłaszcza dłuższej, kilkuset kilometrowej) bardzo przydaje się porządna nawigacja. Problem w tym, że przeważnie dedykowane nawigacje samochodowe są albo dobre i drogie, albo mają przystępne ceny i kompletnie nieprzystępne menu oraz nieaktualne mapy.

Odkąd na rynku pojawiły się smartfony, dedykowane nawigacje pomału zaczęły przenosić się w elektroniczne zaświaty, ponieważ choćby nie wiem, co robili producenci tych urządzeń, nie byli, nie są i raczej nie będą w stanie przebić ofert producentów oprogramowania na telefony komórkowe. Dla przykładu jest taka usługa, która nazywa się Nawigacja Orange, a która daje dostęp do map drogowych online – według informacji na stronie Orange wystarczy, że nasz telefon ma moduł GPS (a obecnie znakomita większość standardowych telefonów komórkowych taki moduł posiada) oraz kolorowy wyświetlacz, a wspomniana nawigacja będzie działać.

Najciekawsze jest jednak to, że w ramach pakietu darmowych usług Nawigacja Orange oferuje to, co w dedykowanych nawigacjach bywa jeszcze płatne (choć w naprawdę sporadycznych przypadkach), czyli aktualizację map do najnowszej wersji, mamy także darmową transmisję danych w obrębie kraju. I tu już tradycyjne nawigacje nie nadążają za operatorami sieci komórkowych, bo w nawigacjach transfer danych jest jednak płatny.

To nadal nie koniec. Otóż w ramach jednego z trzech dostępnych pakietów (Nawigacja Orange, Nawigacja Orange Basic, Nawigacja Orange Premium) mamy także między innymi wyznaczanie trasy z pominięciem utrudnień w ruchu, aktualne na danej trasie punkty POI (Points Of Interest, czyli potencjalne miejsca, gdzie moglibyśmy się chcieć zatrzymać) czy informacje o miejscach szczególnie niebezpiecznych. Nie wszystkie nawigacje dedykowane sobie z tym radzą choćby z racji rzadszego uaktualniania map.

Posiadacze pakietu Standard (dostępnego całkowicie za darmo dla abonentów Orange w planach taryfowych Smart Plan Multi II, Smart Plan Multi II Max i Smart Plan LTE Główny) mają także dostęp do aktualizowanej na bieżąco informacji o występujących na danej trasie utrudnieniach w ruchu, fotoradarach i miejscach kontroli prędkości oraz mogą precyzyjnie określić czas dojazdu do celu w oparciu o informacje na temat utrudnień w danym dniu i o danej godzinie. W pakiecie Premium są również dostępne informacje na temat komunikacji miejskiej w danym mieście, ponadto można swobodnie przeglądać całą mapę Europy, a także wybrać inny niż standardowy głos nawigacyjny.

Jak więc widać jeśli posiadamy smartfon nawigacja do dowolnego miejsca w Polsce czy w obrębie krajów europejskich nie stanowi żadnego problemu. Dodatkową zaletą nawigacji na smartfony jest fakt, że nie musimy pamiętać o zabieraniu ze sobą dodatkowego urządzenia (bo telefon zwykle jednak mamy przy sobie), nie musimy także dokupować pakietu transferu danych (bo w naszej taryfie zapewne już taki pakiet się znajduje, a jeśli nie, to przeważnie jest tak, jak w podanym przykładzie – transfer danych nawigacyjnych jest darmowy), a przede wszystkim nie musimy wydawać ponad 1000 złotych na zakup kompletnie niepotrzebnego nam urządzenia. Miłej podróży!

Rzeczywistość kontra prawo unijne

Kiedy na terenie Unii Europejskiej po raz pierwszy zaczęły obowiązywać dość rygorystyczne normy dotyczące dopuszczalnego poziomu emisji szkodliwych dla środowiska substancji do atmosfery, nikt się chyba nie spodziewał, że z czasem normy te będą coraz to mocniej obostrzane. Założenie było proste: zminimalizować ilość emitowanych substancji szkodliwych, w tym przede wszystkim ilość dwutlenku węgla trafiającego do atmosfery. Pomysł sam w sobie ze wszech miar godny uwagi, choć (jak pokazała rzeczywistość nie tak dawno temu na przykładzie pewnego znanego koncernu) nie wszystkie sposoby na jego wdrożenie są godne naśladowania.

niebieski ford fiesta z silnikiem ecoboost

Ten Ford Fiesta jest wyposażony w legendarny silnik EcoBoost (źródło grafiki: Pinterest)

W branży motoryzacyjnej są jednak i takie firmy, które stawiają na innowacyjność i skuteczność stosowanych w swych konstrukcjach rozwiązań technicznych. Do tej grupy producentów samochodów należy Ford, którego silniki spod szyldu EcoBoost już kolejny raz z rzędu zdobywają tytuł „Międzynarodowego Silnika Roku”. I choć te trzycylindrowe, jednolitrowe jednostki napędowe są prawdziwym przełomem na rynku, to jednak stanowią one zaledwie część wielkiego spektrum technologii określanych zbiorczo jako ECOnetic.

Najkrócej rzecz ujmując chodzi o rozmaite rozwiązania techniczne, których zasadniczym celem jest zmniejszenie zużycia paliwa w autach marki Ford w sposób bezpośredni albo pośredni. Mniejsze spalanie oznacza automatycznie niższą emisję substancji szkodliwych, tak więc cel jest naprawdę szczytny.

Do technologii wspomnianych powyżej należy zaliczyć przekładnię Ford PowerShift, dzięki której możliwe jest połączenie wydajności manualnej skrzyni biegów z wygodą skrzyni automatycznej (a w konsekwencji niższe zużycie paliwa przy zachowaniu osiągów auta), system Ford Smart Regenerative Charging, umożliwiający ładowanie akumulatora przy wykorzystaniu odzyskiwanej energii (kolejna oszczędność paliwa – system działa tylko wtedy, gdy auto nie przyspiesza) czy system Ford Eco Mode, którego głównym zadaniem jest informowanie kierowcy o ekonomii jazdy.

W połączeniu z innymi nowinkami technicznymi w rodzaju wydajniejszego systemu wspomagania kierownicy, systemu Auto-Start-Stop albo wskaźnika optymalnego punktu zmiany biegu daje to możliwość jazdy tak ekonomicznej, jak jeszcze niedawno nie było to w ogóle możliwe. Trudno się w tym kontekście dziwić, że marka Ford uznawana jest przez wielu kierowców za najlepszą firmę motoryzacyjną posiadającą w ofercie naprawdę oszczędne samochody ( kliknij ), nie zaskakuje również, że cieszą się one niesłabnącą popularnością od lat…

Wymiana opon na zimowe – czy to ma sens?

Zbliżająca się wielkimi krokami zima z reguły zaskakuje polskich drogowców i to pomimo bardzo wyraźnych sygnałów jej nadejścia – pierwsze przymrozki mamy już za sobą, tak więc w każdym praktycznie momencie od teraz należy się spodziewać opadów śniegu czy zamarzającej nocą nawierzchni. Bardzo dobrym pomysłem jest odpowiednie przygotowanie samochodu na nadchodzący zimny sezon, a zacząć zawsze warto od wymiany ogumienia letniego na zimowe.

człowiek przetaczający oponę zimową

Dedykowane ogumienie zimowe zawsze będzie zimą lepsze od opon całorocznych (źródło grafiki: Pinterest)

Wielu kierowców (co najciekawsze: starych albo bardzo młodych) twierdzi uparcie, że na polskie warunki wcale nie ma co się przejmować i wystarczy mieć opony całoroczne, żeby się bezpiecznie i bezproblemowo jeździło. Nie wiem dlaczego w ludziach pokutują przekonania rodem z głębokiego PRL-u, kiedy aut na drogach było znacznie mniej, a i osiągane przez nie prędkości były nieporównywalnie niższe niż to, czym mogą się pochwalić nawet małe autka miejskie w dzisiejszych czasach. Jest to jednak bardzo niepokojący trend, który zyskuje zwolenników – a warto mieć świadomość konsekwencji poruszania się na ogumieniu całorocznym w zimie.

Brutalnie rzecz ujmując, opony całoroczne są po prostu przeciętne: nie oferują przyczepności porównywalnej do opon zimowych (przykładowo na dobrych całorocznych przy sypkim śniegu wjedziemy na wzniesienie o pochyłości do 4%, na dobrych zimówkach nawet do 13%), mają też dłuższą drogę hamowania (nawet do kilkunastu metrów – na co się to przekłada, chyba nie muszę tłumaczyć). Tak naprawdę istnieje tylko jedno względnie sensowne zastosowanie dla ogumienia wielosezonowego: małe autko miejskie, które służy do poruszania się wyłącznie po mieście (nie na trasie!). W takim przypadku opony całoroczne mogą się sprawdzić jako forma oszczędności, jednak cały czas trzeba mieć na uwadze, że osiągi, przyczepność i droga hamowania są mimo wszystko gorsze niż dla opon zimowych.

Najczęściej problemem są pieniądze, które trzeba przeznaczyć na dokonanie wymiany ogumienia – w przypadku aut z wyższych segmentów lub opon o niestandardowych rozmiarach koszty rzeczywiście potrafią być dość wysokie. W takiej sytuacji jednak niezłym rozwiązaniem jest skorzystanie z usług pozabankowej firmy pożyczkowej oferującej pierwszy kredyt za darmo ( https://www.vivus.pl ): pieniądze trafią na konto jeszcze tego samego dnia, do oddania będziemy mieć tylko to, co pożyczyliśmy (o ile oddamy pożyczkę w terminie), a przede wszystkim zyskamy spokój ducha. Życie ludzkie (nasze i innych uczestników ruchu drogowego) jest po prostu zbyt cenne, by na nim oszczędzać – miejmy tę prostą prawdę w pamięci.