Articles for the Month of Grudzień 2016

Wiedza kluczem do oszczędności

Pod koniec każdego roku kalendarzowego motoryzacyjny światek ogarnia prawdziwe szaleństwo: producenci starają się sprzedać samochody z poprzedniego roku modelowego za możliwie najlepszą cenę, klienci próbują uzyskać duże upusty na „stare” modele, dziennikarze donoszą o coraz to nowych zakamuflowanych prototypach wypatrzonych gdzieś na trasie… W całym tym chaosie można jednak znaleźć pewne prawidłowości, o których warto pamiętać szukając dla siebie samochodowej okazji zakupowej pod koniec roku.

samochody na parkingu

Co roku na wyprzedaże roczników trafiają tysiące aut (źródło obrazka: pixabay.com)

Przede wszystkim trzeba mieć na uwadze, że jeśli dany producent oferuje spore upusty od razu i w salonach nie ma większych problemów z negocjacją ceny w dół (oczywiście tylko do pułapu założonego uprzednio przez daną firmę), to najprawdopodobniej nowa generacja danego modelu pojawi się już w przyszłym roku. Jeśli to jakiś leciwy staruszek (a jest na rynku kilku takich), to bardziej może się opłacać wyczekanie do dnia premiery – nowa konstrukcja będzie nie tylko nowocześnie zaprojektowana, ale też będzie wyposażona w najnowsze dostępne na rynku technologie, a cena w porównaniu do generacji poprzedniej jakoś drastycznie się nie zmieni.

Jeśli natomiast producent niespecjalnie jest skłonny do obniżania ceny, to wedle wszelkiego prawdopodobieństwa jedyna nowość, jakiej doczeka się dany model, będzie polegać na liftingu. Rzecz jasna zakres zmian może być różny (od drobnych, czysto kosmetycznych detali po całkowite przeprojektowanie wnętrza) i to głównie od niego uzależniona jest chęć albo niechęć producenta do schodzenia z ceny.

Planując zakup samochodu w ramach zimowej wyprzedaży rocznika warto brać pod uwagę zasygnalizowane powyżej kwestie, bo może nam to nie tylko ułatwić ewentualną decyzję zakupową, ale też oszczędzić sporo pieniędzy. Trzeba tylko spróbować nie dać się zwariować natłokiem „promocji” i „jedynych okazji”, a na pewno uda się znaleźć dobry samochód w dobrej cenie – nawet jeśli na jego zakup trzeba będzie poczekać jeszcze kilka dodatkowych miesięcy…

Czy warto kupować używaną Toyotę?

Toyota jako marka cieszy się wśród polskich kierowców bardzo dobrą opinią – szczególnie podkreślana jest niezawodność i bezawaryjność japońskich konstrukcji, zwłaszcza zaś tych nieco starszych. Sprawa jest o tyle łatwa do zweryfikowania, że po naszych drogach jeździ wiele aut co najmniej kilkuletnich, ale tych kilkunastoletnich. Albo jeszcze starszych, ale raczej niezbyt dużo – a jeśli już, to większość z nich to właśnie jest Toyota. Dlaczego?

Odpowiedź jest banalnie wręcz prosta: dlatego, że japoński producent stawia sobie za cel dostarczanie aut maksymalnie niezawodnych, bezpiecznych i wytrzymałych, a proces produkcji jest w świecie motoryzacji w zasadzie wzorcowy. Na tyle, że identyczny albo niemal taki sam stosują praktycznie wszyscy pozostali producenci samochodów na świecie. To chyba mówi samo za siebie…

szara używana toyota corolla na drodze

Toyota Corolla – jeden z najpopularniejszych wśród polskich kierowców modeli japońskiego producenta (źródło obrazka: toyota.pl)

Nie tylko zresztą polscy kierowcy są zadowoleni z Toyot – u naszych zachodnich sąsiadów każdego roku publikowany jest raport awaryjności TÜV, w którym od dobrych kilkunastu lat japońska marka zajmuje najwyższe lokaty, przeznaczone dla najmniej awaryjnych aut. Co bardzo ciekawe, w najnowszym raporcie nawet w pierwszej czterdziestce „od dołu” rankingu, obejmującej samochody najbardziej awaryjne, nie znajduje się żadna Toyota. I to we wszystkich grupach wiekowych!

To właśnie dlatego używane Toyoty tak dobrze trzymają cenę i są tak poszukiwane przez kierowców chcących kupić samochód nieprzysparzający problemów. Zainteresowani takim zakupem na pewno ucieszą się z faktu, że Das WeltAuto ma w ofercie także i używane Toyoty – dzięki temu można z pewnego źródła kupić dobrego „japończyka”, pozbawionego ukrytych wad i ze znaną historią serwisową.

Osobiście uważam, że nawet jeśli uda się znaleźć gdzieś ofertę bardziej atrakcyjną cenowo, to nie warto szukać oszczędności za wszelką (!) cenę – kupując z drugiej reki nigdy nie otrzymamy żadnej gwarancji, a tym bardziej nie będziemy w stanie udowodnić, że sprzedano nam auto niesprawne technicznie. W Das WeltAuto nie dość, że jest gwarancja, to na dodatek każdy samochód przed wystawieniem na sprzedaż przechodzi gruntowne badania techniczne i remont, jeśli zachodzi taka potrzeba. W mojej opinii jest to warte znacznie więcej, niż kilkaset potencjalnie zaoszczędzonych złotych… (sprawdź)

Flota AD 2017

Kwestie związane z utrzymaniem i finansowaniem firmowej floty samochodowej pojawiały się na łamach tego bloga przynajmniej kilka razy w ciągu tego roku, uważam bowiem, że na ten temat mówi się stanowczo za mało. Dziś chciałbym po raz ostatni w 2016 roku wrócić do kwestii aut flotowych – w kontekście bieżącej oferty Skody.

Od października tego roku zmieniło się w sumie niezbyt wiele (wtedy pisałem o nowej odsłonie Octavii), ale udało mi się pominąć milczeniem sprawę dosyć ważną, czyli kwestię zdobycia przez czeski koncern prestiżowej nagrody „Pojazd Flotowy 2016” podczas Wielkiego Testu Flotowego w kwietniu 2016. Dlaczego to takie ważne?

Powód jest całkiem prosty: zwykle auta flotowe od Skody kojarzymy z bardzo popularną (zwłaszcza ostatnio) Octavią lub Fabią, a tymczasem w kwietniowym plebiscycie fleet managerowie i dziennikarze zdecydowali, że tytuł w segmencie B+ otrzyma Skoda Rapid. I to nie w byle jakiej kategorii – Rapid został uznany za „Najlepszy samochód flotowy dla pracownika”.

niebieska skoda rapid sedan, auto flotowe

Skoda Rapid – zwycięzca tegorocznego plebiscytu na najlepsze auto flotowe w segmencie B+ (źródło obrazka: skoda-flota.pl)

Według mnie to tylko potwierdza, że firmy decydujące się na Skodę jako dostawcę aut flotowych, dokonują właściwego wyboru – ceny są atrakcyjne, samochody spełniają wszelkie normy bezpieczeństwa (nie ma obecnie w ofercie modelu, który miałby mniej niż 5 gwiazdek w testach Euro NCAP), a standardowe wyposażenie niejednokrotnie bije na głowę konkurencję (sprawdź). O dogodnych sposobach finansowania czy ofertach dodatkowych w postaci np. darmowych pakietów serwisowych nawet nie wspominam, bo to temat na oddzielny wpis…

Wszystko wskazuje na to, że Skoda i w tym roku będzie liderem pośród wszystkich dostawców aut flotowych w Polsce – konkurencja nadal musi się od Czechów wiele nauczyć, szczególnie jeśli chodzi o relację cena-jakość. Pod tym względem naprawdę nie ma się do czego przyczepić: osobiście uważam, że za podobne pieniądze nie da się znaleźć innych samochodów tak dobrze zaprojektowanych, wszechstronnych, mających tyle przemyślanych, przydatnych rozwiązań i tak dobre właściwości jezdne.

A już tak zupełnie na marginesie, to mam też nieodparte wrażenie, że Skoda niedługo po 1. stycznia 2017 zaprezentuje coś nowego, choć oczywiście to tylko moje podejrzenia…

Hamulec niebezpieczeństwa

Dziś chciałbym się podzielić kilkoma refleksjami dotyczącymi kwestii, do której według mnie mało który kierowca przykłada należytą wagę, a która ma niebagatelny wpływ na poziom bezpieczeństwa na drogach. Wymiana płynu hamulcowego, a konkretniej o to, że wymieniamy go zbyt rzadko – zdecydowanie zbyt wielu kierowców nie zdaje sobie sprawy z tego, jak ważne jest, by znajdujący się w układzie hamulcowym płyn miał odpowiednie właściwości (sprawdź).

stary hamulec bębnowy

Utrzymywanie układu hamulcowego w dobrej kondycji jest bardzo ważne (źródło obrazka: Pixabay)

Jeszcze kilka lat temu nie znałem nikogo, kto wymieniałby płyn hamulcowy tak, jak się powinno to robić, czyli góra co dwa lata albo co każde przejechane 60 tysięcy kilometrów. Mało tego: sam tak nie robiłem. Tyle tylko, że ja się przekonałem na własnej skórze, na czym dokładnie polega różnica pomiędzy płynem świeżym i o pełnych właściwościach, a takim, który dociera do kresu swej żywotności. Szczęśliwie dla mnie skończyło się tylko na dużej ilości strachu, ale od tamtej pory wymieniam płyn hamulcowy regularnie – tym bardziej, że koszty zarówno płynu, jak i samej usługi są minimalne albo nawet zerowe.

Największym zagrożeniem dla płynu hamulcowego jest ich higroskopijność (wynikająca z zastosowania glikolu): średnio przyjmuje się, że każdy 1% zawartości wody w płynie hamulcowym obniża jego temperaturę wrzenia o około 15%. W praktyce przekłada się to na znaczące wydłużenie drogi hamowania (albo nawet na niemożność zahamowania w ogóle), a to z kolei oznacza, że w sytuacji krytycznej możemy zwyczajnie nie zdążyć zatrzymać się na czas.

Tu dochodzimy do sprawy ekstremalnie ważnej: wymieniać płyn samemu czy w serwisie? Z mojej perspektywy samodzielna wymiana jest stratą czasu, a oprócz tego nie mamy gwarancji, że usunęliśmy z układu cały stary płyn. Dotyczy to zwłaszcza nowych samochodów, w których standardowe „pompowanie” hamulcem jest zdecydowanie niewystarczającą metodą. W warsztacie spece zrobią to szybciej i sprawniej. A jeśli ktoś nie wie, gdzie najlepiej się udać, to polecam bardzo przydatne narzędzie do wyszukiwania różnego rodzaju usług motoryzacyjnych – zajrzyjcie na serwis autobooking.com. Ja z niego korzystam nie tylko do wymiany płynu hamulcowego…