Articles for the Month of Wrzesień 2016

W poszukiwaniu sprawiedliwości, czyli jeszcze raz o VW CC

Nie spodziewałem się, że wspomniany przeze mnie w ubiegłym miesiącu Volkswagen CC pojawi się na blogu po raz kolejny tak szybko, ale uświadomiłem sobie po prostu, że choć starałem się oddać temu modelowi sprawiedliwość, to jednak napisałem za mało. Dziś naprawiam to zaniedbanie kolejnym wpisem z modelem CC w roli głównej.

VW Passat CC (Comfort Coupe) debiutował w 2008 roku i prawdę mówiąc nie do końca rozumiem, dlaczego koncern zdecydował się na taką nazwę dla opisywanego modelu (kliknij). Sam Passat miał już na rynku na tyle stabilną pozycję, że nie potrzebował dodatkowego wsparcia, a z kolei próba wypromowania limuzyny na modelu kojarzonym jednoznacznie z „autem dla ludu” z góry była skazana na porażkę.

grafitowy vw passat cc po liftingu

Szkoda, że kilka lat trwało, zanim ktoś o odpowiedniej mocy decyzyjnej zdał sobie z tego sprawę, bo wizerunek CC bardzo na tym ucierpiał. Co ciekawe, nie tyle ze strony kierowców, tylko raczej „fachowych” recenzentów, którzy czasem nawet na siłę porównywali modele zbudowane wprawdzie na tej samej płycie podłogowej (B6) i mające wiele wspólnych podzespołów, ale jednak należące do innych segmentów, inaczej stylizowane i tworzone z myślą o innym kliencie.

Podkreślę raz jeszcze, że zarówno VW CC, jak i nowy CC, czyli wersja po liftingu z 2012 roku, to jednak auto radykalnie się różniące od zwykłego Passata. I nie chodzi mi tylko o wygląd, bo choć stylistyka karoserii jest w przypadku CC ewidentnie dynamiczniejsza niż ma to miejsce w „pasku”, to jednak różnice sięgają znacznie dalej. Przede wszystkim chodzi o jakość wykonania: VW Passat CC już w pierwotnej wersji (tej z 2008 roku) był autem o wiele bardziej dopracowanym i dopieszczonym, w którym nie było mowy o jakichś luzach czy niespasowaniu elementów, które w standardowym Passacie jednak się od czasu do czasu zdarzały. CC to limuzyna. Owszem, należąca do dosyć kontrowersyjnego (zwłaszcza dla niektórych dziennikarzy motoryzacyjnych) nurtu czteromiejscowych limuzyn typu fastback, ale jednak limuzyna, która w pełni zasługuje na to miano i która od zwykłego Passata różni się tak bardzo, że tylko najwięksi ignoranci próbują ze sobą porównywać te dwa modele.

Gdzie kupować używane samochody osobowe?

Z przyjemnością zauważam, że na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat sporo się w naszym kraju zmieniło na lepsze pod względem tego, jakie auta kupujemy. Mam na myśli fakt, że choć używane samochody osobowe (sprawdź) nadal stanowią spory odsetek tego, w co zaopatrują się polscy kierowcy, żeby poruszać się po drogach, to jednak zdecydowanie wzrosła też liczba aut kupowanych bezpośrednio w salonach albo zamawianych poza granicami kraju wprost od producenta (to dotyczy zwykle marek co bardziej egzotycznych albo modeli nieprzeznaczonych na polski rynek).

stary czerwony chevrolet, samochód osobowy

Z korzystną sprzedażą takiego klasyka zwykle nie ma problemu (źródło grafiki: pixabay)

W kontekście zachodzących w świadomości kierowców zmian bardzo ciekawym trendem jest wspominana przeze mnie już kilka razy możliwość zakupienia bezpośrednio od autoryzowanego dystrybutora danej marki używanego samochodu osobowego (często poleasingowego). Kompleksowa diagnostyka i wymiana zużytych oraz niesprawnych części na nowe i oryginalne to jedna z największych zalet tego typu ofert, choć nie jedyna.

Trzeba bowiem pamiętać, że kupując auto na giełdzie najczęściej nie wiemy niczego o jego prawdziwej historii, nie znamy też realnego przebiegu. To pozwala nieuczciwym handlarzom na dowolną modyfikację parametrów licznika, a także na bezkarne fałszowanie książek serwisowych – o ile w ogóle są dołączane do sprzedawanych aut. Jeśli tak, to przeważnie handlarz na giełdzie zażąda za samochód „z książką” wyższej ceny, choć informacje w niej zawarte nie będą miały pokrycia w rzeczywistości.

W przypadku używanych samochodów osobowych sprzedawanych przez autoryzowane punkty mamy stuprocentową pewność, że przebieg na liczniku jest autentyczny, a samo auto było serwisowane wyłącznie w ASO. Biorąc pod uwagę fakt, że ceny są najczęściej konkurencyjne, a przebiegi niewielkie, warto szukać samochodu dla siebie właśnie w jednym z takich miejsc.

Minus jest tylko jeden: z tego, co wiem, nie każdy producent zdecydował się uruchomić taką sieć dystrybucji używanych samochodów osobowych w Polsce, ale z miesiąca na miesiąc zwiększa się nie tylko liczba poszczególnych punktów (najwięcej jest póki co w Warszawie, ale pojawiają się również w innych dużych miastach, np. w Radomiu, Katowicach, Krakowie, Gdańsku czy Poznaniu), ale również gama dostępnych marek. Moim zdaniem to właśnie jest przyszłość handlu używanymi samochodami.

Jak sprzedać auto bez problemów?

Dziś postanowiłem nieco rozwinąć wątek podjęty (czy w zasadzie raczej zasygnalizowany) przeze mnie wcześniej we wpisie na temat tego, gdzie kupować używane samochody. Chodzi mianowicie o kwestię sprzedaży samochodu – najlepiej bezproblemową, szybką i przynajmniej do pewnego stopnia opłacalną. Niestety, w naszym kraju nie jest to takie proste.

zadowolona kobieta w samochodzie jedzie na sprzedaż samochodu

Zadowolenie z zakupionego auta to podstawowa sprawa (źródło grafiki: pixabay)

Największym kłopotem jest nieopłacalność sprzedaży na własną rękę. Jeśli wybierzemy się na giełdę, to nawet jeśli mamy wszystkie papiery, dokumentację historii auta i książkę serwisową, to i tak przez wielu potencjalnych kupujących będziemy traktowani jak oszust albo naciągacz. To wynika z długiej i niechlubnej tradycji giełdziarskiej, w tym punkcie jesteśmy zatem skazani na porażkę – nie sprzedamy auta korzystnie.

Znacznie lepsze propozycje uzyskamy bez dwóch zdań w sieci, ale wystawienie ogłoszenia na wielu portalach (bo tylko wtedy mamy jakąś szansę przebić się ze swoją ofertą do potencjalnych zainteresowanych) jest czasochłonne, wymaga również stałego nadzoru z naszej strony, krótko mówiąc jest więc czymś, na co nie każdy może sobie pozwolić. Rzecz jasna jeśli mamy czas, problem znika – wcześniej czy później znajdziemy zainteresowanego zakupem i sprzedaż samochodu zostanie sfinalizowana (kliknij).

Jeżeli jednak brakuje nam czasu, to istnieje opcja o wiele prostsza i zdecydowanie atrakcyjniejsza. Portal Das WeltAuto zajmuje się nie tylko sprzedażą samochodów używanych, ale również ich skupem. Wystarczy wybrać się do nich, umówić na darmową wycenę, a gdy okaże się, że zaproponowana cena nas satysfakcjonuje, dokończenie wszystkich niezbędnych formalności będzie szybkie i bezproblemowe.

Dla tych, którzy planują uzyskane ze sprzedaży samochodu środki przeznaczyć na zakup kolejnego, Das WeltAuto ma bardzo ciekawą propozycję: istnieje możliwość zamiany sprzedawanego samochodu na nowszy z ich oferty. Dokładne warunki takiej zamiany są oczywiście ustalane indywidualnie w oparciu o rzeczywistą wartość sprzedawanego samochodu, ale najważniejsze jest to, że da się przyjechać do Das WeltAuto starym autem, a wyjechać nowszym – wygodnie, przy minimum formalności i ze stuprocentową pewnością, że kupiony samochód jest w pełni sprawny i posłuży nam przez dłuższy czas.

Jak Ford zobaczył 5 gwiazdek, czyli o nowym Rangerze

Są samochody na tyle ikoniczne, że próba zmiany ich charakteru czy wyglądu kończy się zwykle dość tragicznie dla danego producenta. Czasem jednak to działa i tak właśnie stało się w przypadku bohatera dzisiejszego wpisu, czyli starego, dobrze wszystkim znanego Forda Rangera. Tyle tylko, że tak naprawdę ani starego, ani tak dobrze znanego, bo gama zmian w najnowszej odsłonie tego modelu jest naprawdę niemała.

Przez wiele, wiele lat wystarczyło powiedzieć „pickup”, a przed oczami pojawiał się z miejsca Ford Ranger (sprawdź), czyli ikoniczny wręcz przedstawiciel gatunku. Z nie do końca dla mnie jasnych przyczyn projektanci nowej generacji Rangera postanowili złamać dotychczasową konwencję stylistyczną i zaproponowali nadwozie zdecydowanie mniej „pickupowe” w charakterze, za to zdecydowanie bardziej nawiązujące do współczesnych trendów designerskich.

niebieski ford ranger w wodzie

Tak obecnie wygląda Ford Ranger (źródło grafiki: ford.pl)

Niektórzy narzekają, że teraz Ford Ranger to już nie żaden pickup o zacięciu terenowym, tylko zwykłe auto osobowe, ale to nieprawda. Nowy Ranger może i na zewnątrz jest grzeczniejszy i bardziej zaokrąglony, ale nadal jest maszyną mającą prześwit pozwalający na przejechanie po dowolnym zbiorniku wodnym o głębokości do 80 centymetrów. Proszę mi teraz pokazać auto osobowe, które potrafi zrobić to samo…

Na tym nie koniec. Przeprojektowana deska rozdzielcza (czyli kolejny punkt na liście malkontentów) moim zdaniem jedynie zyskała na czytelności i przejrzystości, jest też bardziej ergonomiczna. Można oczywiście narzekać, że nowy Ford Ranger „przestał być taki surowy, jak kiedyś”, że „jest naszpikowany elektroniką” albo że „nie daje takiego poczucia kontroli, jak starsze generacje”, ale jeśli ktoś lubi się umartwiać, to jego sprawa.

Znakomita większość kierowców woli jednak mieć w aucie tempomat, wspomaganie kierownicy czy silniki o całkiem niemałej mocy (130-200 KM), dzięki którym spalanie jest niskie oraz wiele innych ułatwiających życie systemów (jak np. ESC czy HSA), których obecność sprawia, że samochód zostaje uznany za najbezpieczniejszego pickupa w testach Euro NCAP. Tam nie dają 5 gwiazdek za nic. Mnie osobiście nowy Ford Ranger się bardzo podoba i kropka.

Jaka nawigacja się najbardziej opłaca?

W przeszłości wspominałem niejednokrotnie o tym, że nawigacja w samochodzie to bardzo przydatna sprawa: szczególnie kierowcom, którzy nie mają wyjeżdżonych dziesiątek albo tysięcy kilometrów po Polsce i nie tylko. Nie chodzi nawet o to, że łatwiej trafić w dane miejsce, do którego trasy się nie zna (bo to rzecz oczywista), tylko o możliwość zaoszczędzenia niemałych ilości czasu, nerwów i pieniędzy – ale tylko pod określonymi warunkami.

nawigacja samochodowa starego typu narysowana

Po pierwsze i najważniejsze, nie ma co sobie głowy zawracać zakupem nawigacji starego typu (takiej, która jest tylko nawigacją i niczym więcej). Te kilkaset złotych można zainwestować znacznie rozsądniej, wykupując sobie na przykład wybrany abonament nawigacyjny w ramach aplikacji oferowanych na smartfony. Takie oferty mają nie tylko producenci tradycyjnych systemów nawigacyjnych, ale też i dostawcy usług telefonicznych (na przykład Orange).

Najważniejszą zaletą tego rodzaju nawigacji jest to, że smartfona z zainstalowaną aplikacją mamy przy sobie w trasie praktycznie zawsze, nie zaśmiecamy więc samochodu zupełnie zbędnymi urządzeniami. Nie da się też pominąć milczeniem tego, że zestawy map do aplikacji mobilnych są aktualizowane znacznie, znacznie częściej, niż oprogramowanie dla nawigacji tradycyjnych.

Tu dochodzimy do kwestii numer dwa, czyli do stopnia aktualności informacji. Jeśli są one zgodne ze stanem faktycznym, będziemy w stanie ominąć wszelkie ewentualne utrudnienia czy korki na danej trasie, znaleźć najbliższą stację benzynową czy przydrożny hotel oraz zaplanować trasę przejazdu po drogach realnie istniejących w danym momencie. I choć ta ostatnia sprawa może się wydawać absurdalna, to jednak z doświadczenia (nie zawsze miłego!) wiem, jak to jest ważne – zwłaszcza na odcinkach dróg, które są w tej chwili przebudowywane, poszerzane czy po prostu budowane od zera. W takich miejscach sytuacja potrafi się zmienić diametralnie w ciągu doby albo dwóch.

Na koniec kwestia trzecia: nie dajmy się wpuścić w maliny. Nawigacja (kliknij), na którą się ostatecznie zdecydujemy, powinna spełniać przede wszystkim nasze własne wymagania i oczekiwania – nie ma sensu kupować pakietu map na całą Europę, jeśli od urodzenia nie byliśmy za granicą i nie zamierzamy wyjeżdżać z kraju w przewidywalnej przyszłości. Szkoda pieniędzy na funkcjonalności, z których nie skorzystamy – lepiej środki zainwestować w kolejny miesiąc abonamentu na nawigację. Szerokiej drogi!

Volvo XC90: najbezpieczniejszy SUV na świecie

Kilka miesięcy temu pisałem o Volvo XC90, że była to inwestycja w przyszłość firmy, a sam samochód nazwałem królem szos. W obu tych kwestiach zdania nie zmieniłem, ale postanowiłem dziś napisać nieco więcej o samym samochodzie i podać choćby garść parametrów istotnych z perspektywy przeciętnego (choć w przypadku akurat tego modelu to słowo jest wyjątkowo nieadekwatne) użytkownika. Przejdźmy więc do meritum.

Nowe XC90 jest nieco większe od swego poprzednika z pierwszej generacji – dokładniej rzecz ujmując jest o 14 cm dłuższe i ma o 2 centymetry większą szerokość. Różnica z pozoru jest nieznaczna, ale przekłada się między innymi na to, że bagażnik standardowo ma 651 litrów pojemności, natomiast po rozłożeniu tylnej kanapy przestrzeń bagażowa zwiększa się do 1950 litrów. Dodam, że mowa o wersji pięcioosobowej, bo w przypadku doposażenia XC90 w trzeci rząd foteli sprawa wygląda nieco inaczej: wtedy mamy do dyspozycji nominalnie 291 litrów ładowności, czyli i tak całkiem niemało.

czarne volvo xc90 na ulicy

Volvo XC90 drugiej generacji – tak właśnie wygląda najbezpieczniejszy SUV na świecie (źródło grafiki: volvocars.pl)

Jest to też obecnie najbezpieczniejszy SUV na świecie: tak przynajmniej uważają zagraniczni recenzenci modelu. Trudno im nie wierzyć, bo liczba systemów bezpieczeństwa jest naprawdę niemała, a dodatkowo do tego Volvo XC90 wyposażone zostało w dwie premierowe technologie, czyli system unikania i łagodzenia skutków kolizji z innymi pojazdami na skrzyżowaniach oraz dodatkową ochronę kierowcy i pasażera przedniego siedzenia w przypadku zjechania auta z drogi.

Na uwagę zasługuje szczególnie druga z wymienionych funkcji, która działa na bardzo prostej zasadzie: w chwili, gdy XC90 zjedzie z drogi, przednie pasy bezpieczeństwa są dodatkowo napinane, aby utrzymać pasażerów na swoich siedzeniach. Ponadto w celu zmniejszenia ryzyka uszkodzenia kręgosłupa zastosowano w siedzeniach (a dokładniej na styku fotela i ramy) unikalną technologię absorpcji energii w przypadku „twardego lądowania” w terenie.

Na koniec wspomnę jeszcze, że w standardzie nowe Volvo XC90 (sprawdź) ma na przykład takie ciekawostki, jak czterostrefową klimatyzację automatyczną, system wykrywania pieszych w nocy (!), system automatycznego parkowania czy aktywny radar. Tę listę można byłoby znacznie bardziej rozwinąć, rzecz jasna – a później dodać do niej także i to, co Volvo oferuje jako wyposażenie opcjonalne swojego najnowszego SUV-a…