Articles for the Month of Wrzesień 2016

Jak działa regres ubezpieczeniowy?

Wiemy powszechnie z popularnych łacińskich maksym, że nieznajomość prawa szkodzi – jednak nadal zdarza się, że przekonujemy się o tym po fakcie, bo nie znamy któregoś z rzadko stosowanych przepisów, o których nikt explicite nas nie informował, ale bywają używane w określonych przypadkach. Regres ubezpieczeniowy to dobry przykład na możliwość zaistnienia sytuacji, której większość osób się nie spodziewa i na pewno nie chce – mianowicie konieczności zapłacenia dodatkowych pieniędzy. Należą się one ubezpieczycielowi. Regres ubezpieczeniowy to należność oparta o inny rzadko omawiany mechanizm zwany subrogacją – wstąpieniu w prawa zaspokojonego wierzyciela. Ma to miejsce tylko w przypadku szkód i ubezpieczeń majątkowych, nie osobowych. Upraszczając: zakład ubezpieczeniowy wstępuje właśnie w tę rolę – typowo następuje to zawsze w momencie wypłaty ubezpieczenia poszkodowanemu. Od tego momentu ewentualne dalsze należności ubezpieczającego są przeznaczone właśnie dla towarzystwa ubezpieczeniowego. Zazwyczaj na tym sprawa się kończy i żadnych dalszych konieczności nie ma, ale zdarza się, że kwotę wpłaconą przez osobę odpowiedzialną za szkody można uznać za niewystarczającą. Kiedy przepisów o regresie używa się najczęściej?

deska rozdzielcza samochodu osobowego z wystrzelonymi poduszkami zarówno u kierowcy jak i pasażera

Wypadki samochodowe to jedna z częstszych przyczyn stosowania regresu. Źródło: Pixabay.com.

W roli głównej: Panda

fiat panda 2010 stylizowana, niebieska deska rodzielcza

fot. carsmill.xyz

Gdyby przyszło mi opisać to auto w kilku słowach, wykorzystałabym dwa przymiotniki: poczciwy i wyalienowany. Nie myślcie tylko, że mam włoskie dzieło za motoryzacyjnego gamonia. Nic podobnego, bowiem o Pandzie nie dam powiedzieć złego słowa. Eksploatuję ją na najwyższych obrotach od ośmiu miesięcy i jedyną rzeczą, która nie przetrwała do zamknięcia dystansu 80 000 km to światła mijania (kto Pandę ma, wie, że ta typowa bolączka Fiata to żadna ujma).

W poszukiwaniu sprawiedliwości, czyli jeszcze raz o VW CC

Nie spodziewałem się, że wspomniany przeze mnie w ubiegłym miesiącu Volkswagen CC pojawi się na blogu po raz kolejny tak szybko, ale uświadomiłem sobie po prostu, że choć starałem się oddać temu modelowi sprawiedliwość, to jednak napisałem za mało. Dziś naprawiam to zaniedbanie kolejnym wpisem z modelem CC w roli głównej.

VW Passat CC (Comfort Coupe) debiutował w 2008 roku i prawdę mówiąc nie do końca rozumiem, dlaczego koncern zdecydował się na taką nazwę dla opisywanego modelu (kliknij). Sam Passat miał już na rynku na tyle stabilną pozycję, że nie potrzebował dodatkowego wsparcia, a z kolei próba wypromowania limuzyny na modelu kojarzonym jednoznacznie z „autem dla ludu” z góry była skazana na porażkę.

grafitowy vw passat cc po liftingu

Szkoda, że kilka lat trwało, zanim ktoś o odpowiedniej mocy decyzyjnej zdał sobie z tego sprawę, bo wizerunek CC bardzo na tym ucierpiał. Co ciekawe, nie tyle ze strony kierowców, tylko raczej „fachowych” recenzentów, którzy czasem nawet na siłę porównywali modele zbudowane wprawdzie na tej samej płycie podłogowej (B6) i mające wiele wspólnych podzespołów, ale jednak należące do innych segmentów, inaczej stylizowane i tworzone z myślą o innym kliencie.

Podkreślę raz jeszcze, że zarówno VW CC, jak i nowy CC, czyli wersja po liftingu z 2012 roku, to jednak auto radykalnie się różniące od zwykłego Passata. I nie chodzi mi tylko o wygląd, bo choć stylistyka karoserii jest w przypadku CC ewidentnie dynamiczniejsza niż ma to miejsce w „pasku”, to jednak różnice sięgają znacznie dalej. Przede wszystkim chodzi o jakość wykonania: VW Passat CC już w pierwotnej wersji (tej z 2008 roku) był autem o wiele bardziej dopracowanym i dopieszczonym, w którym nie było mowy o jakichś luzach czy niespasowaniu elementów, które w standardowym Passacie jednak się od czasu do czasu zdarzały. CC to limuzyna. Owszem, należąca do dosyć kontrowersyjnego (zwłaszcza dla niektórych dziennikarzy motoryzacyjnych) nurtu czteromiejscowych limuzyn typu fastback, ale jednak limuzyna, która w pełni zasługuje na to miano i która od zwykłego Passata różni się tak bardzo, że tylko najwięksi ignoranci próbują ze sobą porównywać te dwa modele.

Gdzie kupować używane samochody osobowe?

Z przyjemnością zauważam, że na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat sporo się w naszym kraju zmieniło na lepsze pod względem tego, jakie auta kupujemy. Mam na myśli fakt, że choć używane samochody osobowe (sprawdź) nadal stanowią spory odsetek tego, w co zaopatrują się polscy kierowcy, żeby poruszać się po drogach, to jednak zdecydowanie wzrosła też liczba aut kupowanych bezpośrednio w salonach albo zamawianych poza granicami kraju wprost od producenta (to dotyczy zwykle marek co bardziej egzotycznych albo modeli nieprzeznaczonych na polski rynek).

stary czerwony chevrolet, samochód osobowy

Z korzystną sprzedażą takiego klasyka zwykle nie ma problemu (źródło grafiki: pixabay)

W kontekście zachodzących w świadomości kierowców zmian bardzo ciekawym trendem jest wspominana przeze mnie już kilka razy możliwość zakupienia bezpośrednio od autoryzowanego dystrybutora danej marki używanego samochodu osobowego (często poleasingowego). Kompleksowa diagnostyka i wymiana zużytych oraz niesprawnych części na nowe i oryginalne to jedna z największych zalet tego typu ofert, choć nie jedyna.

Trzeba bowiem pamiętać, że kupując auto na giełdzie najczęściej nie wiemy niczego o jego prawdziwej historii, nie znamy też realnego przebiegu. To pozwala nieuczciwym handlarzom na dowolną modyfikację parametrów licznika, a także na bezkarne fałszowanie książek serwisowych – o ile w ogóle są dołączane do sprzedawanych aut. Jeśli tak, to przeważnie handlarz na giełdzie zażąda za samochód „z książką” wyższej ceny, choć informacje w niej zawarte nie będą miały pokrycia w rzeczywistości.

W przypadku używanych samochodów osobowych sprzedawanych przez autoryzowane punkty mamy stuprocentową pewność, że przebieg na liczniku jest autentyczny, a samo auto było serwisowane wyłącznie w ASO. Biorąc pod uwagę fakt, że ceny są najczęściej konkurencyjne, a przebiegi niewielkie, warto szukać samochodu dla siebie właśnie w jednym z takich miejsc.

Minus jest tylko jeden: z tego, co wiem, nie każdy producent zdecydował się uruchomić taką sieć dystrybucji używanych samochodów osobowych w Polsce, ale z miesiąca na miesiąc zwiększa się nie tylko liczba poszczególnych punktów (najwięcej jest póki co w Warszawie, ale pojawiają się również w innych dużych miastach, np. w Radomiu, Katowicach, Krakowie, Gdańsku czy Poznaniu), ale również gama dostępnych marek. Moim zdaniem to właśnie jest przyszłość handlu używanymi samochodami.

Jak sprzedać auto bez problemów?

Dziś postanowiłem nieco rozwinąć wątek podjęty (czy w zasadzie raczej zasygnalizowany) przeze mnie wcześniej we wpisie na temat tego, gdzie kupować używane samochody. Chodzi mianowicie o kwestię sprzedaży samochodu – najlepiej bezproblemową, szybką i przynajmniej do pewnego stopnia opłacalną. Niestety, w naszym kraju nie jest to takie proste.

zadowolona kobieta w samochodzie jedzie na sprzedaż samochodu

Zadowolenie z zakupionego auta to podstawowa sprawa (źródło grafiki: pixabay)

Największym kłopotem jest nieopłacalność sprzedaży na własną rękę. Jeśli wybierzemy się na giełdę, to nawet jeśli mamy wszystkie papiery, dokumentację historii auta i książkę serwisową, to i tak przez wielu potencjalnych kupujących będziemy traktowani jak oszust albo naciągacz. To wynika z długiej i niechlubnej tradycji giełdziarskiej, w tym punkcie jesteśmy zatem skazani na porażkę – nie sprzedamy auta korzystnie.

Znacznie lepsze propozycje uzyskamy bez dwóch zdań w sieci, ale wystawienie ogłoszenia na wielu portalach (bo tylko wtedy mamy jakąś szansę przebić się ze swoją ofertą do potencjalnych zainteresowanych) jest czasochłonne, wymaga również stałego nadzoru z naszej strony, krótko mówiąc jest więc czymś, na co nie każdy może sobie pozwolić. Rzecz jasna jeśli mamy czas, problem znika – wcześniej czy później znajdziemy zainteresowanego zakupem i sprzedaż samochodu zostanie sfinalizowana (kliknij).

Jeżeli jednak brakuje nam czasu, to istnieje opcja o wiele prostsza i zdecydowanie atrakcyjniejsza. Portal Das WeltAuto zajmuje się nie tylko sprzedażą samochodów używanych, ale również ich skupem. Wystarczy wybrać się do nich, umówić na darmową wycenę, a gdy okaże się, że zaproponowana cena nas satysfakcjonuje, dokończenie wszystkich niezbędnych formalności będzie szybkie i bezproblemowe.

Dla tych, którzy planują uzyskane ze sprzedaży samochodu środki przeznaczyć na zakup kolejnego, Das WeltAuto ma bardzo ciekawą propozycję: istnieje możliwość zamiany sprzedawanego samochodu na nowszy z ich oferty. Dokładne warunki takiej zamiany są oczywiście ustalane indywidualnie w oparciu o rzeczywistą wartość sprzedawanego samochodu, ale najważniejsze jest to, że da się przyjechać do Das WeltAuto starym autem, a wyjechać nowszym – wygodnie, przy minimum formalności i ze stuprocentową pewnością, że kupiony samochód jest w pełni sprawny i posłuży nam przez dłuższy czas.

Jak decyzje UOKiK wpłynęły na opłaty likwidacyjne polis inwestycyjnych?

Jeszcze kilka lat temu polisy inwestycyjne (jak zazwyczaj skrótowo mówi się na ubezpieczenia na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym – UFK) uważane były przez wielu specjalistów za przesadnie drogie rozwiązanie na rynku inwestycji. Jednym z głównych powodów były opłaty likwidacyjne, które często oznaczały de facto, że kto zdecydował się na taką inwestycję, musiał ją doprowadzić do końca. W razie, gdyby się rozmyślił, opłaty likwidacyjne sięgały niemal całej kwoty, a więc nie miało to specjalnie sensu. Zwłaszcza dotyczyło to pierwszego roku trwania umowy. W następnych latach – opłaty likwidacyjne zazwyczaj spadały, ale nadal w niejednym towarzystwie ubezpieczeniowym stanowiły znaczącą część kapitału. Jako że ubezpieczenia z UFK szybko zaczęły mieć niemal połowę udziału w całym rynku ubezpieczeń na życie w Polsce, a oferują je 22 ubezpieczyciele, kwestia ta dotykała wielu klientów, a zainteresował się nią też Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Przez kilka lat pojawił się szereg decyzji tego organu, mających na celu ułatwienie życia klientom takich towarzystw. I tak, opłaty spadły nawet z 99% do 28% w pierwszym roku. To w przypadku obowiązujących obecnie umów. Jeśli chodzi o umowy nowe, towarzystwa za nadzorem UOKiK zdecydowały się wycofania opłat likwidacyjnych z wzorców umownych. Koszty uczestniczenia w takim przedsięwzięciu znacząco więc się zmieniły dla tych, którzy mieliby wycofać się w pierwszych latach po włożeniu kapitału. Co z tymi, którzy już zapłacili opłatę likwidacyjną i są niezadowoleni? Istnieją metody, by odzyskać tę opłatę. Można o tym więcej przeczytać w poniższym artykule, który komentuje też krążące o takich towarzystwa jak Aegon opinie: http://marciniwuc.com/jak-odzyskac-oplate-w-polise/.

Aegon opinie są pozytywne

Aegon opinie. Źródło: Pixabay.com.

Czy ubezpieczenie wielokrotne ma sens?

Pomimo wprowadzenia w 2013 roku nowelizacji ustawy mającej zakończyć taki proceder, nadal czasami, choć coraz rzadziej, zdarza się, że „Podwójne ubezpieczenie” to nie tylko tytuł kultowego filmu Billy’ego Wildera, ale i niechciana rzeczywistość dla wielu polskich kierowców. Oczywiście to samochód ubezpieczamy najczęściej, zwłaszcza w ramach OC, które jest obowiązkowe, i na tym właśnie przypadku można doskonale zobaczyć, że ubezpieczenia wielokrotne mogą być problemem. Jeśli chodzi o wymienioną sytuację, zazwyczaj kierowcy oczywiście nie chcą płacić OC dwukrotnie, zwłaszcza, że nic im to osobiście nie daje – ale czasami albo zapominają o konieczności wypowiedzenia umowy staremu ubezpieczycielowi przy zmianie, albo też nie zdają sobie sprawy, że kupili samochód z takim „obciążeniem” i kupują drugą polisę gdzie indziej. Jeśli chodzi o tę podstawową kwestię, metoda jest prosta – zawsze wiedzieć, gdzie ubezpieczony jest samochód, i ewentualnie składać wypowiedzenie przez końcem starej umowy, najpóźniej przedostatniego dnia. A ustawa z roku 2013? Pomaga o tyle, że w razie przeoczenia automatycznej kontynuacji możemy od razu złożyć wypowiedzenie i nie musimy wtedy płacić dalej – od momentu wypowiedzenia. Ta kwestia oczywiście nie odnosi się do wszystkich ubezpieczeń i wielokrotne polisy w pewnych przypadkach będą przydatne, choć nie we wszystkich.

Ubezpieczenia majątkowe. Stłuczka czerwonego i żółtego samochodu

Ubezpieczenia majątkowe. Źródło: Pixabay.com.

Jak Ford zobaczył 5 gwiazdek, czyli o nowym Rangerze

Są samochody na tyle ikoniczne, że próba zmiany ich charakteru czy wyglądu kończy się zwykle dość tragicznie dla danego producenta. Czasem jednak to działa i tak właśnie stało się w przypadku bohatera dzisiejszego wpisu, czyli starego, dobrze wszystkim znanego Forda Rangera. Tyle tylko, że tak naprawdę ani starego, ani tak dobrze znanego, bo gama zmian w najnowszej odsłonie tego modelu jest naprawdę niemała.

Przez wiele, wiele lat wystarczyło powiedzieć „pickup”, a przed oczami pojawiał się z miejsca Ford Ranger (sprawdź), czyli ikoniczny wręcz przedstawiciel gatunku. Z nie do końca dla mnie jasnych przyczyn projektanci nowej generacji Rangera postanowili złamać dotychczasową konwencję stylistyczną i zaproponowali nadwozie zdecydowanie mniej „pickupowe” w charakterze, za to zdecydowanie bardziej nawiązujące do współczesnych trendów designerskich.

niebieski ford ranger w wodzie

Tak obecnie wygląda Ford Ranger (źródło grafiki: ford.pl)

Niektórzy narzekają, że teraz Ford Ranger to już nie żaden pickup o zacięciu terenowym, tylko zwykłe auto osobowe, ale to nieprawda. Nowy Ranger może i na zewnątrz jest grzeczniejszy i bardziej zaokrąglony, ale nadal jest maszyną mającą prześwit pozwalający na przejechanie po dowolnym zbiorniku wodnym o głębokości do 80 centymetrów. Proszę mi teraz pokazać auto osobowe, które potrafi zrobić to samo…

Na tym nie koniec. Przeprojektowana deska rozdzielcza (czyli kolejny punkt na liście malkontentów) moim zdaniem jedynie zyskała na czytelności i przejrzystości, jest też bardziej ergonomiczna. Można oczywiście narzekać, że nowy Ford Ranger „przestał być taki surowy, jak kiedyś”, że „jest naszpikowany elektroniką” albo że „nie daje takiego poczucia kontroli, jak starsze generacje”, ale jeśli ktoś lubi się umartwiać, to jego sprawa.

Znakomita większość kierowców woli jednak mieć w aucie tempomat, wspomaganie kierownicy czy silniki o całkiem niemałej mocy (130-200 KM), dzięki którym spalanie jest niskie oraz wiele innych ułatwiających życie systemów (jak np. ESC czy HSA), których obecność sprawia, że samochód zostaje uznany za najbezpieczniejszego pickupa w testach Euro NCAP. Tam nie dają 5 gwiazdek za nic. Mnie osobiście nowy Ford Ranger się bardzo podoba i kropka.

Jaka nawigacja się najbardziej opłaca?

W przeszłości wspominałem niejednokrotnie o tym, że nawigacja w samochodzie to bardzo przydatna sprawa: szczególnie kierowcom, którzy nie mają wyjeżdżonych dziesiątek albo tysięcy kilometrów po Polsce i nie tylko. Nie chodzi nawet o to, że łatwiej trafić w dane miejsce, do którego trasy się nie zna (bo to rzecz oczywista), tylko o możliwość zaoszczędzenia niemałych ilości czasu, nerwów i pieniędzy – ale tylko pod określonymi warunkami.

nawigacja samochodowa starego typu narysowana

Po pierwsze i najważniejsze, nie ma co sobie głowy zawracać zakupem nawigacji starego typu (takiej, która jest tylko nawigacją i niczym więcej). Te kilkaset złotych można zainwestować znacznie rozsądniej, wykupując sobie na przykład wybrany abonament nawigacyjny w ramach aplikacji oferowanych na smartfony. Takie oferty mają nie tylko producenci tradycyjnych systemów nawigacyjnych, ale też i dostawcy usług telefonicznych (na przykład Orange).

Najważniejszą zaletą tego rodzaju nawigacji jest to, że smartfona z zainstalowaną aplikacją mamy przy sobie w trasie praktycznie zawsze, nie zaśmiecamy więc samochodu zupełnie zbędnymi urządzeniami. Nie da się też pominąć milczeniem tego, że zestawy map do aplikacji mobilnych są aktualizowane znacznie, znacznie częściej, niż oprogramowanie dla nawigacji tradycyjnych.

Tu dochodzimy do kwestii numer dwa, czyli do stopnia aktualności informacji. Jeśli są one zgodne ze stanem faktycznym, będziemy w stanie ominąć wszelkie ewentualne utrudnienia czy korki na danej trasie, znaleźć najbliższą stację benzynową czy przydrożny hotel oraz zaplanować trasę przejazdu po drogach realnie istniejących w danym momencie. I choć ta ostatnia sprawa może się wydawać absurdalna, to jednak z doświadczenia (nie zawsze miłego!) wiem, jak to jest ważne – zwłaszcza na odcinkach dróg, które są w tej chwili przebudowywane, poszerzane czy po prostu budowane od zera. W takich miejscach sytuacja potrafi się zmienić diametralnie w ciągu doby albo dwóch.

Na koniec kwestia trzecia: nie dajmy się wpuścić w maliny. Nawigacja (kliknij), na którą się ostatecznie zdecydujemy, powinna spełniać przede wszystkim nasze własne wymagania i oczekiwania – nie ma sensu kupować pakietu map na całą Europę, jeśli od urodzenia nie byliśmy za granicą i nie zamierzamy wyjeżdżać z kraju w przewidywalnej przyszłości. Szkoda pieniędzy na funkcjonalności, z których nie skorzystamy – lepiej środki zainwestować w kolejny miesiąc abonamentu na nawigację. Szerokiej drogi!

Ach ten luksus

samochody luksusowe volvocars Niegdyś największym luksusem było posiadanie kosztownych rzeczy w ogólne. Dziś to, co dawniej było ekskluzywne, otrzymało etykietę powszechnego, w niektórych przypadkach nawet pospolitego. Skoro w obecnych czasach kto żyw może wejść do sklepu i włożyć do torby z zakupami banany oraz w ciągu kilkunastu minut wybrać telewizor, który w dodatku zostanie dostarczony mu do domu, to wszyscy zdajemy się być równi. Jednacy jednak nie lubimy być, szczególnie ci poczytujący się za majętniejszych. A że dodatkowo człowiek ponoć z natury jest próżny, to najłatwiej swoją zamożność przyjdzie mu pokazać poprzez dobra materialne. Jaki przedmiot przychodzi Wam do głowy w pierwszej kolejności? Sądzę, iż nie wspomniane wcześniej banany, czy telewizor. Zapewne nie jest to w ogóle żaden owoc, czy sprzęt elektroniczny.  Obstawiam, że 92% z Was pomyślało o samochodzie.