Articles for the Month of Sierpień 2016

Volkswagen CC – limuzyna z przeszłością

Cztery lata w motoryzacyjnym światku to już całkiem długo, ale jeszcze nie na tyle, żeby jakiś model uznawać za przestarzały czy niepasujący do współczesnych standardów. Volkswagen CC (bo o nim mowa) jest jednak konstrukcją tak naprawdę o kolejne cztery lata starszą – w 2008 roku zadebiutował bowiem Passat CC, którego obecna wersja to właśnie opisywany dziś model CC. W tym przypadku wszakże nie ma to większego znaczenia, ponieważ CC to wciąż świetny wybór dla kogoś, kto potrzebuje solidnej i komfortowej limuzyny w przystępnej cenie.

biały volkswagen cc

Elegancki, a jednocześnie dynamiczny – tak właśnie wygląda nowy Volkswagen CC (źródło obrazka: volkswagen.pl)

Zmiana nazewnictwa była moim zdaniem bardzo dobrym posunięciem i to nie tylko z czysto marketingowego punktu widzenia. Po pierwsze „odkleiła” VW CC od uważanego za model dla mas Passata, a po drugie pozwoliła wprowadzić w nowej wersji sporo zauważalnych i odczuwalnych zmian – między innymi zmodyfikować nadwozie tak, że stało się bardziej dynamiczne.

Zmiana jest zresztą nie tylko wizualna: najsłabsza dostępna jednostka napędowa to silnik wysokoprężny o pojemności 2 litry, generujący 140 KM mocy, najmocniejsza natomiast (benzynowa) wytwarza aż 210 KM. Oprócz tego są jeszcze dwa silniki o mocy odpowiednio 177 KM (Diesel) i 160 KM (benzyna). Wszystkie współpracują ze skrzynią biegów DSG, jest zatem z czego wybierać.

Można spotkać się z zarzutami, że CC ma standardowo tylko dwa miejsca na tylnej kanapie, a trzecie jest dostępne dopiero za dopłatą, ale bądźmy szczerzy – jak wiele osób kupuje limuzynę po to, żeby się w niej tłoczyć w piątkę? Przecież nawet w znacznie przestronniejszych minivanach potrafimy narzekać na brak miejsca, można więc spokojnie uznać, że Niemcy zwyczajnie poszli nam na rękę, choć oczywiście nie przewidzieli, że w naszym kraju zawsze uda się znaleźć powód do marudzenia…

Dla modelu CC dostępna jest także całkiem szeroka gama akcesoriów (kliknij). Spośród nich na uwagę zasługują między innymi różnego rodzaju rozwiązania transportowe dla tych, którzy bagażnik o pojemności 532 litry uznają za zbyt mały (albo osób chcących przewozić np. kajak lub rower), a także foteliki dla dzieci, segmentowane szuflady do bagażnika czy lodówka samochodowa. Osobiście uważam Volkswagena CC za konstrukcję całkiem udaną i choć może nie jest to najtańsza propozycja na rynku, to mimo wszystko warta swej ceny.

Miliony zobowiązują, czyli parę słów o Volkswagenie Jetta

VW Jetta to jeden z tych modeli, które w moim osobistym rankingu plasują się dosyć wysoko. Nie tyle nawet ze względu na słynną niemiecką jakość, ale raczej z uwagi na fakt, że z każdą kolejną generacją stawało się ono samochodem coraz lepszym. Zresztą nie jestem chyba odosobnionym przypadkiem, skoro na całym świecie od chwili debiutu Jetty w 1979 roku sprzedało się do teraz kilkanaście milionów egzemplarzy wszystkich sześciu dotychczasowych generacji. To niebagatelna liczba, która jest nie tylko dowodem sukcesu, ale również sporym zobowiązaniem dla producenta.

volkswagen jetta vi wnętrze kokpit kierowcy

Tak wygląda wnętrze najnowszej, szóstej generacji VW Jetta (źródło obrazka: volkswagen.de)

Prawdopodobnie to właśnie ze względu na to zobowiązanie ostatnia generacja Jetty (wypuszczona w 2010 roku) doczekała się dwa lata temu liftingu. Dodam od razu, że wcale nie polegającego jedynie na uwspółcześnieniu linii nadwozia (przy okazji przeprojektowano je pod kątem aerodynamiki i poprawiono ogólną wytrzymałość karoserii) czy wymianie reflektorów na nowsze. Poprawiona Jetta zyskała również w standardzie na przykład system monitoringu martwego pola (Blind Spot Detection), system ostrzegania przed kolizjami z przodu (Front Assist) czy system znacznie ułatwiający bezpieczne wyjechanie z parkingu tyłem na drogę (Rear Traffic Alert).

Zupełnie przy okazji do palety dostępnych silników trafiła czterocylindrowa jednostka wysokoprężna 2,0 TDI, generująca 150 KM mocy i zdolna rozpędzić ważącą ponad 1300 kg Jettę od 0-100 km/h w 8,9 sekundy. Ponadto jest to silnik całkiem oszczędny, bo średnie spalanie deklarowane przez producenta wynosi w cyklu mieszanym jedynie 4,9 litra na 100 km, więc nawet przy założeniu, że realne spalanie będzie nieco wyższe, jest to dobry wynik. Warto dodać, że moment obrotowy rzędu 340 Nm dostępny w zakresie 1750-3000 obrotów, więc ze sprawnym przyspieszaniem nie ma problemów.

Jako ciekawostkę dodam na koniec, że jeśli kogoś interesuje VW Jetta używane egzemplarze można w przystępnych cenach kupić za pośrednictwem wspominanego już przeze mnie w ubiegłym miesiącu portalu Das WeltAuto (tutaj). Sprawa do rozważenia o tyle, że nie kupuje się kota w worku, tylko samochód sprawdzony, sprawny technicznie i z pełną historią – a przy okazji raczej niskim i udokumentowanym przebiegiem. Ale decyzję pozostawiam oczywiście każdemu Czytelnikowi…

Samochody dostawcze w wersji Forda

Zazwyczaj kiedy mówimy o samochodach dostawczych, mamy na myśli auta o gabarytach przynajmniej vana i nie dzieje się tak bez powodu – przez wiele lat właśnie tak to wyglądało. Bez małej ciężarówki nie dało się prowadzić biznesu i dostarczać towaru, nawet jeśli wiązało się to czasem z generowaniem zbędnych kosztów. Nie zawsze przecież „pakę” ładuje się do pełna, a typowe dostawczaki mają przeważnie raczej wysokie spalanie.

Ford udowadnia jednak, że przyzwyczajenia warto co jakiś czas zmieniać, a do definicji nie ma się co przywiązywać – wszystko można bowiem zdefiniować na nowo. Doskonałym dowodem jest bieżąca oferta firmy, która proponuje jako samochody dostawcze takie modele, jak np. Ford Fiesta Van czy Ford Transit Courier (sprawdź). Z jednej strony bardzo odważnie, a z drugiej całkowicie logicznie i zgodnie z bieżącymi trendami.

srebrny ford fiesta van zaparkowany w mieście przed sklepem

Ford Fiesta Van jako samochód dostawczy – trzeba przyznać, że wygląda dość zjawiskowo… (źródło obrazka: ford.pl)

Prawda jest bowiem taka, że nie każdy współczesny biznes wymaga posiadania wielkiego auta, do którego załadujemy 10 metrów sześciennych towaru. Dla potrzeb niewielkich sklepów czy nawet kafejek albo małych restauracji najlepiej sprawdzą się właśnie samochody dostawcze o rozmiarze pozwalającym zaparkować je gdziekolwiek, a przy tym niegenerujące dużych kosztów. I te dwa założenia oba wspomniane modele (nie tylko zresztą one z oferty Forda, ale to już inna historia) wypełniają znakomicie.

Fiesta Van ma ładowność maksymalną wynoszącą 1 metr sześcienny, co jak na tak nieduże auto jest wynikiem naprawdę imponującym. Do tego spalanie rzędu 3,2 litra na 100 kilometrów w cyklu mieszanym (dla silnika TDCi ECOnetic o pojemności 1,5 litra) i aż 12 lat gwarancji na korozję perforacyjną nadwozia to naprawdę dobre argumenty za tym, żeby się poważnie nad zakupem tej wersji Fiesty zastanowić.

Transit Courier jest nieco większy, siłą rzeczy ma więc większą ładowność, wynoszącą 2,3 metra sześciennego. Cała przestrzeń ładunkowa została zresztą pomyślana tak, żeby bez problemu zmieściła się tam europaleta o standardowych rozmiarach. Jeśli złoży się przegrodę i siedzenie pasażera, co jest możliwe po dokupieniu takiej opcji, można swobodnie wozić przedmioty o długości do 2,59 metra (standardowo do 1,62 metra). Poza tym oczywiście do wyboru jest kilka oszczędnych jednostek napędowych, z których najniższe spalanie posiada silnik Duratorq – 3,7 litra/100 km.

Krótko mówiąc nowe, niewielkie samochody dostawcze Forda to ciekawy pomysł na to, by poszukać oszczędności tam, gdzie jeszcze do niedawna było to trudne lub niemożliwe. Jak dla mnie rozwiązanie rewelacyjne.

Volvo XC70 – w sam raz na polskie drogi

Zdaję sobie sprawę z tego, że nie będzie szczególnie odkrywcze w kontekście marki Volvo powtórzenie po raz kolejny, że to samochody, które w standardzie mają wszystko, a jeśli dla kogoś to za mało, może dokupić sobie więcej. Tyle tylko, że to prawda, a na dodatek takie podejście do klienta jest mimo wszystko sprawą dosyć niecodzienną na współczesnym rynku motoryzacyjnym.

Bohater dzisiejszego wpisu, czyli Volvo XC70, swego czasu był ogromnym zaskoczeniem dla wszystkich – włącznie z analitykami rynku, którzy przepowiadali uterenowionemu kombi marną przyszłość. Co najciekawsze, opinia ówczesnych kierowców (bo XC70 po raz pierwszy pojawił się w sprzedaży w 1997 roku) była diametralnie inna i tak naprawdę tylko dzięki ich zainteresowaniu tym nietypowym modelem praktycznie każdy współczesny producent aut ma w ofercie swój odpowiednik XC70.

brązowe volvo xc70 podczas jazdy w lesie

Tak prezentuje się najnowsza odsłona Volvo XC 70 (źródło obrazka: volvocars.com)

Volvo XC 70 przeszło od tamtej pory sporo modyfikacji (sprawdź), z których chyba największą był powrót do charakterystycznych dla marki „kanciastych” linii nadwozia. Trzecia generacja modelu ma naprawdę spory prześwit (21 cm.) i standardowo jest wyposażona w napęd na 4 koła, co pozwala prowadzącej ten samochód osobie nie obawiać się nawet dość nierównych szutrowych dróg. Polska zima w wersji, z jaką mamy do czynienia od dobrych kilku lat, również nie będzie stanowić wyzwania dla XC70, choć trzeba oczywiście pamiętać podczas jazdy, że jednak nie jest to rasowa „terenówka”. Niemniej jednak bije na głowę inne crossovery pod względem właściwości trakcyjnych, pozostając przy tym autem naprawdę luksusowym.

Najbardziej ten luksus jest widoczny wewnątrz – chociaż nie ma tu żadnych wizualnych fajerwerków, to wykończenia i użyte do nich materiały są gustowne i eleganckie. Jak zawsze w przypadku Volvo bardzo ważną rolę odgrywa ergonomia: Volvo XC70 zaprojektowano tak, żeby pięć dorosłych osób mogło wyruszyć w długą, wielogodzinną podróż zabierając niezbędne bagaże (standardowo bagażnik mieści 575 litrów) i nie odczuć dobrych kilkuset przejechanych kilometrów.

Gama dostępnych silników jest spora: sześć jednostek o mocy od 163 KM (najsłabszy) do 254 KM (najmocniejszy) sprawia, że można dobrać coś pod swoje potrzeby i oczekiwania. Owszem, Volvo XC70 nawet w najmocniejszej specyfikacji rakietą nie jest, ale pamiętajmy, że to nie wóz sportowy, tylko duże, ciężkie kombi, którego głównym zadaniem ma być stateczne sunięcie po drogach i co bardziej przejezdnych bezdrożach. I w tej roli sprawdza się naprawdę dobrze.