Articles for the Month of Maj 2016

System start-stop: dlaczego jest tak popularny?

Spośród wszystkich nowoczesnych wynalazków montowanych standardowo w coraz większej liczbie modeli różnych producentów system start-stop wzbudził chyba najwięcej mieszanych uczuć wśród kierowców, choć moim zdaniem pojawienie się tego systemu jest naturalnym następstwem obostrzania norm emisji spalin zarówno w Unii Europejskiej, jak i na świecie. Co najciekawsze przeciwnicy start-stopu jako jeden z głównych zarzutów podają negatywny wpływ na silnik (w sensie szybszego zużycia), ale ten właśnie argument jest ich przysłowiowym ostatnim gwoździem do trumny, bo pokazuje, że nawet nie zapoznali się z zasadą działania systemu, którego są wrogami. Gdyby to bowiem zrobili, wiedzieliby, że system nie zadziała, jeśli istnieje ryzyko dla silnika. Jak zatem działa system start-stop w praktyce?

korek uliczny w dużym mieście

System start-stop doskonale zdaje egzamin w korkach – znacznie redukuje zużycie paliwa i emisję dwutlenku węgla do atmosfery (źródło obrazka: Pixabay)

Idea jest bardzo prosta: system ma wyłączać silnik wtedy, gdy jego praca jest zbędna – czyli głównie podczas stania w korkach i na skrzyżowaniach. Samochód się zatrzymuje, a system wyłącza silnik. Proste. Tyle tylko, że przeciętne auto ma jeszcze różne systemy, które potrzebują zasilania, a przy wyłączonym silniku nie działa alternator, więc zasilanie pobierane byłoby z akumulatora, co mogłoby bardzo szybko doprowadzić do jego rozładowania. Projektanci przewidzieli jednak ten kłopot: pracą systemu start-stop steruje komputer, który nie wyłączy silnika, jeśli ma on za niską albo zbyt wysoką temperaturę, podobnie zachowa się także i wtedy, gdy działają różne systemy zasilane alternatorem, a akumulator nie byłby w stanie wygenerować odpowiedniego napięcia. Same akumulatory zresztą są pojemniejsze i wytrzymalsze, a turbosprężarka (jeśli jest, a przeważnie w nowych autach już są w standardzie) ma wsparcie w postaci oddzielnej, zasilanej wyłącznie elektrycznie pompy wymuszającej obieg cieczy nawet przy zatrzymanym silniku.

Plusy? Przede wszystkim mniejsze zużycie paliwa (w mieście nawet do kilkunastu procent, rzecz jasna w zależności od stylu jazdy i wielkości korków) i co za tym idzie, niższa emisja dwutlenku węgla do atmosfery. W dłuższej perspektywie zatem dodatkowym zyskiem jest mniej destrukcyjny wpływ na warunki życia na naszej planecie, a to przecież rzecz zupełnie bezcenna.

Części zamienne – oryginalne czy zamienniki?

Jak znam życie (i polskich kierowców), to większość na powyższe pytanie odpowiedziałaby bez większego namysłu, że „zamienniki, bo są tańsze”. I to jest podstawowa bolączka naszych rodaków: przeliczają wyłącznie według wartości pieniężnej, natomiast nie interesują ich w ogóle realne konsekwencje stosowania tanich zamienników. Ot, na przykład taka, że narażają w ten sposób życie i zdrowie nie tylko swoje, ale tez i innych uczestników ruchu drogowego. Wydaje się komuś, że przesadzam? Wcale nie.

część samochodowa - koło łańcuchowe, część skrzyni biegów

Najlepiej i najbezpieczniej jest zawsze stosować oryginalne części zamienne (źródło obrazka: Pixabay)

Prawda jest taka, że tanie podróby często nie mają jakichkolwiek atestów, więc nie spełniają żadnych norm bezpieczeństwa i w razie ewentualnego wypadku trudno przewidzieć, jak się zachowają (a najbardziej prawdopodobne jest to, że to właśnie te tanie zamienniki będą główną przyczyną wypadku). Ale najciekawsze jest to, w jaki sposób wpływają na wartość auta przy sprzedaży…

W tamtym roku sprzedawałem paroletniego Focusa III kombi – był zadbany i bezwypadkowy, ale za to z dość wysokim przebiegiem, a ja właśnie przestałem potrzebować tak dużego auta. Ponieważ swoje bezpieczeństwo uważam za absolutny priorytet, mój Ford Focus części (sprawdź) zamienne miał zawsze oryginalne i montowane w autoryzowanym serwisie. Z perspektywy niektórych moich znajomych to było wywalanie pieniędzy w błoto, ale jak przyszło do sprzedaży, to wziąłem za ten samochód o ładnych parę tysięcy więcej niż ludzie, którzy sprzedawali swoje lepiej wyposażone „trójki” (też kombi), ale z chińskimi zamiennikami. Morał w kontekście tytułu jest chyba oczywisty…

Przydatne systemy: asystent pasa ruchu

Dziś dość krótko, ale za to treściwie. Przyszłość przemysłu motoryzacyjnego jeszcze nie jest może całkowicie określona, ale na pewno dominujące są dwa trendy: do zwiększania ekologii oraz do zwiększania bezpieczeństwa. Oba cele realizuje się dzięki opracowywaniu coraz to nowych i coraz bardziej przełomowych rozwiązań technologicznych i na pewno żaden producent nie powiedział tu ostatniego słowa.

autostrada w Polsce - widok na pasy ruchu

Asystent pasa ruchu jest szczególnie przydatny podczas jazdy po autostradzie (źródło obrazka: Pixabay)

Jednym z trudniejszych do wyeliminowania problemów jest zwyczajne, ludzkie zmęczenie – kierowca zasypiający za kierownicą nawet na kilka sekund rzadko kiedy budził się żywy. Teraz, dzięki postępowi technologicznemu, w coraz większej liczbie modeli (zwłaszcza tych droższych) montowany jest asystent pasa ruchu (tutaj), który automatycznie dba o utrzymanie auta pomiędzy wykrytymi pasami wyznaczającymi dany pas ruchu. System ten zwykle jest przewidziany do działania przy prędkości co najmniej 65 km/h, a z uwagi na to, że w Polsce jedynie autostrady i drogi ekspresowe mają bardzo konkretnie wytyczone pasy ruchu, najlepiej sprawdzi się właśnie podczas jazdy w po tego rodzaju drogach.

Ma to ten plus, że zwykle prędkości tam osiągane są w praktyce zabójcze, natomiast asystent pasa ruchu korygując tor jazdy samochodu niejednokrotnie ratuje życie kierowcy i pasażerów, którzy w innym razie byliby skazani na kolizję przy prędkości rzędu 120-140 km/h. Jeśli więc zastanawiacie się nad tym, czy taki asystent się wam przyda, odpowiedź brzmi: jak najbardziej i to niezależnie od tego, czy jeździcie dużo, czy mało, bo zmęczenie dopada wszystkich. A głupio jest zginąć tylko dlatego, że się przeszacowało swoją odporność na nie, prawda?

Używany to nie to samo, co zużyty!

Ta definicja na pierwszy rzut oka wydaje się być oczywista, ale dopiero od niedawna na wtórnym rynku samochodowym pojawiają się opcje, dzięki którym można kupić sobie używane auto bez obawy o jego autentyczny stan techniczny czy przebieg. To oznacza, że nieuczciwym handlarzom pomału zaczyna się palić grunt pod nogami, bo skoro oficjalni producenci zaczynają umożliwiać potencjalnym klientom zakup niefabrycznego samochodu za rozsądne pieniądze i w dobrym stanie, to znaczy, że się to najzwyczajniej w świecie opłaca.

kluczyki do używanego samochodu marki volkswagen

Czasem chęć posiadania własnego samochodu jest tak wielka, że godzimy się na zakup auta niespełniającego podstawowych norm bezpieczeństwa (źródło grafiki: Pixabay)

Ale nie tylko producenci stawiają na uczciwość: niedawno trafiłem np. na portal dasweltauto.pl, na którym są wystawione oferty samochodów wyłącznie dobrych, renomowanych marek, o dokładnie znanym przebiegu i pochodzeniu oraz zweryfikowanym stanie technicznym. Mało tego: na kupiony samochód klient dostaje gwarancję (obejmującą ryzyko związane z kupnem auta), może wymienić nabyty wóz w ciągu tygodnia od kupna na inny, można też oddać swój stary samochód w rozliczeniu.

Z czystej ciekawości sprawdziłem, ile by na tym portalu kosztował na przykład używany Volkswagen w Gdańsku (sprawdź) i powiem szczerze, że przykładowo niecałe 35 tysięcy za pięcioletniego Golfa kombi z silnikiem Diesla to moim zdaniem bardzo dobra cena, jeśli się weźmie pod uwagę, że ten samochód ma całkowicie udokumentowany przebieg wynoszący troszkę ponad 133 tysiące kilometrów i przed wypuszczeniem do sprzedania został przetestowany tak gruntownie, jak niejedno nowe auto testowane nie jest. Mam tylko nadzieję, że ten trend do autentycznego dbania o sprzedawane używane samochody się nie załamie, tylko rozwinie – wyjdzie to na dobre nie tylko gospodarce, ale przede wszystkim bezpieczeństwu na drogach, bo wszyscy wiemy, ile teraz po nich jeździ zupełnego złomu…

Silniki TSI – spalanie

O zasadzie działania silników TSI już wspominałem w marcu, postaram się więc nie powtarzać tych samych informacji jeszcze raz, uznałem jednak, że chyba najistotniejszej kwestii związanej z tego rodzaju jednostkami napędowymi nie mogę nie opisać nieco bardziej szczegółowo – chodzi oczywiście o sprawę spalania w samochodach wyposażonych w silniki TSI (tutaj). Zasadniczym problemem (jak już sygnalizowałem) nie jest sam silnik, tylko używający go kierowca. I tu dochodzimy do sedna sprawy, czyli do prawdy na temat tego, dlaczego w sieci pełno jest błędnych informacji o spalaniu jednostek TSI.

komora silnika w samochodzie osobowym

W sieci można znaleźć mnóstwo nieprawdziwych informacji na temat silników TSI i ich spalania (źródło obrazka: Pixabay)

Kłopot tkwi bowiem w tym, że silniki TSI to wynalazek całkiem nowy, natomiast znakomita większość obecnie poruszających się po drogach kierowców (mowa o osobach mających obecnie około 30 lat i więcej) uczyła się jeździć na samochodach praktycznie zabytkowych, jeśli porównać stosowane w nich rozwiązania techniczne ze współczesnymi silnikami. Niewiarygodne? Sam osobiście zdawałem egzamin na prawo jazdy 18 lat temu na „limuzynie” marki Polonez (i to nawet nie ATU!). Owszem, wyprzedzenie nim czegokolwiek poruszającego się wtedy po polskich drogach nie było może szczególnie problematyczne (bo jeździły głównie Polonezy, Duże Fiaty, Maluchy i trochę zachodnich aut o nieszczególnych osiągach), ale i tak trzeba było wdepnąć gaz w podłogę. I tak właśnie uczono jeździć całe pokolenia kierowców, którzy nie zmienili wieloletnich i utrwalonych przyzwyczajeń po zmianie samochodu na konstrukcję z nowoczesnym, wydajnym silnikiem TSI, który bez problemu generuje wystarczająco dużo momentu obrotowego i mocy nawet przy 1500 obr./min.

I to właśnie te stare, złe przyzwyczajenia trzeba zmienić, żeby silniki TSI pokazały swoją klasę – one po prostu nie zostały obliczone na to, żeby non-stop je żyłować ponad 2000 obrotów. I poniżej tej granicy są nie dość, że bardzo sprawne, to na dokładkę bardzo, bardzo ekonomiczne. Ale tylko pod warunkiem, że używane są zgodnie ze swoją specyfikacją, a nie przez zawsze najmądrzejszych polskich kierowców, którzy lepiej od konstruktorów wiedzą, jak się powinno jeździć samochodem z silnikiem TSI…

Kto uciągnie więcej?

vw touareg
Kilka dni temu, w moje ręce trafił wywiad z „Czerwonym Księciem” Andrzejem Jaroszewiczem. Uzyskał taki przydomek, przez historię, w którą wplątał go los. Pan Andrzej był synem PRL-owskiego premiera Piotra Jaroszewicza, co w tamtych czasach pozwoliło mu na o wiele więcej niż przeciętnemu zjadaczowi chleba. Oczywiście sytuacja taka miała także i ciemne strony, tyle że nie o tym chciałam pisać 😉

Wakacyjny lans nie tylko „Ogórkiem”

Objazdowy urlop z wiatrem we włosach, poczucie wolności bez luksusów, lecz z odrobiną zewu natury, no i te spojrzenia podczas powolnego mijania wczasowiczów, których nawet najnowsze, najbardziej kwieciste i najdroższe wzory japonek, czy kąpielówek matowieją przy tęczowej osobowości „Ogórka”. A co Wy na to, żeby stać się takim niepodległym wakacyjnym bytem o wiele taniej?

Jak Czesi zmienili nazwę miasta na Alasce, czyli parę słów o Skodzie Kodiaq

Najnowszy SUV czeskiej produkcji już wzbudził wiele emocji, bo choć ma pojawić się w salonach już jesienią tego roku, to nadal nie do końca wiadomo, jak tak naprawdę ten samochód wygląda – pojawiły się oczywiście zdjęcia modelu Vision S i według oficjalnych informacji należy się spodziewać, że mniej więcej 80% wyglądu tego prototypu zostanie zachowane w Skodzie Kodiaq, to jednak pozostałe 20% zostawia pole dla wyobraźni. I to spore.

Prototypowy egzemplarz modelu Skoda Vision S, na którym oparty został design Skody Kodiaq

To właśnie na tym prototypie oparta została nowa Skoda Kodiaq (źródło obrazka: moto.onet.pl, autor zdjęcia: Michał Szymaczek)

Zasadniczy powód jest dość niecodzienny: Skoda Kodiaq ma w założeniu stanowić konkurencję dla produkowanych przez inne koncerny modeli klasy premium, co oznacza w praktyce, że relatywnie niedrogi Kodiaq (szacowana cena bazowej wersji wyposażeniowej ma wynosić około 24 tysiące euro) będzie mieć lepsze wyposażenie niż inne samochody z tego samego segmentu. Dla przykładu w standardzie ma być HUD oraz cyfrowa tablica rozdzielcza, ale największą rewolucją ma być fakt, że Skoda Kodiaq będzie dostępna również w wersji hybrydowej o łącznej mocy 211 KM i zasięgu 50 km na jednostce elektrycznej. Rzecz jasna będzie także dostępna dość szeroka paleta silników standardowych, ze sztandarowym dieslem o mocy 120 KM na czele. Najmocniejszy silnik ma być napędzany benzyną i będzie generował moc 280 KM. Co ciekawe, napęd na wszystkie koła będzie opcją, a nie standardem (sprawdź).

Największym jednak zaskoczeniem jest coś zupełnie innego. Coś, co chyba jeszcze nigdy się w historii motoryzacji nie zdarzyło – otóż miasto Kodiak na Alasce z dniem 6. maja 2016 oficjalnie zmieniło nazwę na… Kodiaq! Dzięki temu to niewielkie miasteczko (zamieszkiwane przez niecałe 14 tysięcy ludzi i 3,5 tysiąca niedźwiedzi – nota bene z gatunku kodiak (!)) będzie automatycznie kojarzone z najnowszym SUV-em Skody. Proste, genialne i skuteczne…

Ubezpieczamy nowo nabyte mieszkanie

Z uwagi na to, że bardzo wiele mieszkań kupowanych przez młodych ludzi to tak naprawdę nabytki finansowane przez kredyty hipoteczne, większość właścicieli mieszkań wie doskonale, iż zasadniczy zakres wykupionej polisy musi obejmować ochronę od ognia oraz rozmaitych innych zdarzeń losowych (jak np. zalanie, pożar, powódź czy włamanie z kradzieżą). Zwykle pamiętamy również o tym, że ubezpieczyć należy nie tylko elementy stałe, ale również elementy ruchome – wyposażenie AGD, urządzenia elektroniczne, umeblowanie, itd.

kalkulator z czerwonymi klawiszami leżący na stosie dokumentów

Na ubezpieczeniu mieszkania naprawdę nie warto oszczędzać, choć oczywiście zawsze trzeba podchodzić do sprawy z rozsądkiem (źródło grafiki: Pixabay)

Wiele osób na tym etapie kończy jednak ubezpieczanie swojego nowo zakupionego mieszkania, co bywa zazwyczaj błędem, ponieważ naprawdę warto rozważyć wykupienie przynajmniej jednego jeszcze typu ubezpieczenia, a mianowicie polisy OC w życiu prywatnym. Dzięki takiej polisie mamy ochronę odpowiedzialności cywilnej zarówno osoby ubezpieczonej, jak też członków rodziny ubezpieczonego w praktycznie wszystkich typowych sytuacjach, w których możemy stać się przyczyną powstania uszkodzeń w mieszkaniu sąsiadów (np. zalanie mieszkania sąsiada wywołane uszkodzeniem instalacji lub pralki u nas czy przypadkowe wybicie szyby w oknie).

Warto także pamiętać, że na ostateczną wysokość polisy ma wpływ wiele czynników – począwszy od wartości samego mieszkania oraz jego lokalizacji (przykładowo nowe mieszkanie w dobrej dzielnicy w centrum Łodzi (sprawdź) będzie wycenione wyżej niż apartament na mniej atrakcyjnych obrzeżach tego miasta), zakres ubezpieczenia i jego czas (im dłuższa umowa tym niższa składka), aż po liczbę i rodzaj posiadanych zabezpieczeń antywłamaniowych (im więcej zabezpieczeń, tym większa zniżka). Co istotne, zniżki na składkę ubezpieczeniową nie mogą nigdy wynosić więcej niż 60%, a coraz częściej zdarza się, że ubezpieczyciel wymaga posiadania przynajmniej jednego zabezpieczenia (czyli np. drzwi antywłamaniowych wyposażonych w odpowiednie zamki), aby w ogóle zawrzeć umowę ubezpieczeniową.

Przede wszystkim zaś trzeba pamiętać, że oferta ubezpieczycieli zmienia się dosyć dynamicznie, jeśli więc chcemy znaleźć naprawdę atrakcyjną polisę, nie powinniśmy skupiać się wyłącznie na jednym czy nawet kilku towarzystwach – zawsze warto skorzystać z wyszukiwarki ubezpieczeń albo pośrednictwa jakiegoś renomowanego doradcy ubezpieczeniowego, bo daje to największą szansę na znalezienie naprawdę dobrej i taniej polisy o dopasowanym do naszych potrzeb i oczekiwań zakresie.

Polisa na życie – o czym warto pamiętać?

Terminowe ubezpieczenie na życie (zwane też popularnie polisą na życie) jest jednym ze sposobów na finansowe zabezpieczenie najbliższych osób przed konsekwencjami śmierci ubezpieczonego. W naszym kraju tego rodzaju ubezpieczenia są ciągle niezbyt popularne, choć sukcesywnie coraz większa liczba osób przekonuje się do skorzystania z polisy na życie. Jednym z ważniejszych powodów wspomnianej zmiany jest bez dwóch zdań wzrost świadomości i chęć zapewnienia godziwego bytu rodzinie w sytuacji, gdy z comiesięcznego budżetu nagle znika wkład w postaci wynagrodzenia jednego z dorosłych domowników.

czteroosobowa rodzina pod parasolem symbolizującym ubezpieczenie na życie

Polisa na życie to doskonały sposób na zabezpieczenie bytu finansowego rodziny na wypadek własnej śmierci (źródło grafiki: Pixabay)

Nie bez znaczenia jest również fakt zwiększonej dostępności ubezpieczeń na życie – są one dostępne nie tylko w towarzystwach ubezpieczeniowych zajmujących się wyłącznie sprzedażą różnego rodzaju polis, ale również w ofercie podmiotów o nieco innym głównym profilu działania. W Polsce dość dużą popularnością cieszą się polisy oferowane przez Aegon (sprawdź) – jednego z 10 największych na świecie ubezpieczycieli, który na naszym gruncie najbardziej znany jest z rozmaitych produktów inwestycyjnych (warto przy tej okazji wspomnieć, że łączna wartość portfela inwestycji Aegona jest szacowana na ponad 700 miliardów euro).

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o to, kiedy zainteresować się wykupieniem polisy na życie – kluczową kwestią jest tu tak naprawdę to, czy chcemy zapewnić rodzinie i najbliższym zabezpieczenie na wypadek naszej nagłej śmierci. Niespłacony kredyt hipoteczny czy konieczność znalezienia środków na edukację dzieci to bardzo dobre powody do tego, by wykupić polisę na życie. Co ważne, w przypadku tego typu ubezpieczeń nigdy nie należy zakładać, że jeszcze będzie czas na podpisanie umowy: z reguły życie nas zaskakuje w sposób kompletnie niespodziewany i w chwili, gdy polisa na życie naprawdę by się przydała, jest już za późno, by odpowiednią umowę zawrzeć.

Oprócz tego warto spojrzeć na sytuację z perspektywy czysto pragmatycznej – im młodsza wiekiem jest osoba ubezpieczona, tym niższe składki musi płacić, tak więc wręcz modelowo działa tu zasada mówiąca, że „im wcześniej, tym lepiej”. Polisa na życie może też być zabezpieczeniem zaciąganego w banku kredytu i trzeba powiedzieć, że jest to zabezpieczenie porównywalne pod względem jakości na przykład z nieruchomością. Warto więc zadbać o swą przyszłość i znaleźć ubezpieczenie na życie jak najszybciej, bo nigdy nie ma pewności, kiedy będzie nam ono potrzebne.