Articles for the Month of Luty 2016

Polisy inwestycyjne i ich opłacalność

W ostatnich latach rozmaite media dość głośno donosiły o rozmaitych nieprawidłowościach popełnianych przez firmy zajmujące się sprzedażą produktów finansowych (a konkretniej rzecz ujmując: polis inwestycyjnych). Przez pewien czas sądy miały sporo pracy w związku z tym faktem, a liczni „nabici w butelkę” klienci firm sprzedających takie polisy zaczęli walczyć o zwrot niezgodnie z prawem naliczonych opłat administracyjnych i likwidacyjnych.

Wbrew niektórym źródłom nie znaczy to wcale, że tego rodzaju produkty są zawsze nieopłacalne i że nigdy nie można wypracować na nich zysku – jednak w kontekście naliczanych opłat (zwłaszcza likwidacyjnych) zyski są zazwyczaj zbyt małe, by skutecznie zniwelować koszty i pozostawić jakąkolwiek nadwyżkę.

kalkulator stojący na stercie monet i banknotów

Polisy inwestycyjne muszą być prowadzone w sposób świadomy, aby dawać szansę na wypracowanie zysków (źródło grafiki: pixabay.com)

Warto w tym kontekście wspomnieć jedną z najbardziej znanych firm sprzedających polisy inwestycyjne, czyli Aegon – przez dość długi czas (od 24 listopada 2014 do 8 czerwca 2015) firma ta nie naliczała żadnych opłat likwidacyjnych klientom (sprawdź), którzy chcieli przedterminowo zerwać umowę o prowadzenie polisy inwestycyjnej. To póki co jedyny przykład tego typu działań na polskim rynku.

Wróćmy jeszcze na chwilę do kwestii opłacalności lub nieopłacalności tego typu polis. Trzeba powiedzieć jasno, że im krótszy okres trwania umowy, tym mniejsze zyski. Polisy inwestycyjne mają to do siebie, że muszą być naprawdę mądrze i rozsądnie zarządzane, aby przynosić zyski zamiast strat, a w dłuższej perspektywie czasowej szansa na wypracowanie zysków staje się po prostu większa.

Zdecydowanie jednak nie jest to produkt dla przeciętnego Kowalskiego, którego interesuje jedynie znalezienie takiego produktu finansowego, dzięki któremu bez jakiejkolwiek ingerencji z jego strony pieniądze będą na siebie (i na rzeczonego Kowalskiego) pracować. W tym przypadku bowiem zdecydowanie lepiej sprawdzą się konta oszczędnościowe albo lokaty, ewentualnie przemyślane inwestycje w złoto lub waluty (ale w tych dwóch ostatnich przypadkach trzeba już jednak jakiegoś rozeznania na rynku).

Nowy Ford C-MAX: samochód głównie rodzinny

W segmencie samochodów rodzinnych praktycznie od zawsze dominują nadwozia typu kombi, jednak zdecydowanie nie jest to jedyna opcja dla osób chcących zapewnić swej rodzinie wygodny środek transportu. Posiadacze kilkorga dzieci z reguły szukają auta w rodzaju vana, żeby względnie swobodnie pomieścić w nim nie tylko wszystkich członków rodziny, ale także ich bagaże podczas rodzinnego wypadu na wakacje, ale dla tych, którzy mają tylko jedno lub dwójkę dzieci, nowy Ford C-MAX może się okazać bardzo dobrym wyborem (sprawdź).

Czerwony Ford C-MAX na parkingu

Ford C-MAX po liftingu prezentuje się naprawdę wyśmienicie (źródło obrazka: ford.pl)

Jako auto rodzinne C-MAX dobrze sprawdzi się choćby dlatego, że ma naprawdę przestronne i ergonomicznie zaprojektowane wnętrze oraz całe mnóstwo drobnych, ale przydatnych udogodnień technicznych, dzięki którym nawet długa podróż jest całkiem przyjemna. Fotele dają się bardzo łatwo konfigurować na wiele sposobów, a w sytuacji, gdy akurat potrzebujemy dużej przestrzeni ładunkowej, z pomocą przychodzi Ford Flat System (czyli system składania tylnych foteli zupełnie na płasko, dzięki czemu uzyskuje się dużą i regularną w kształtach przestrzeń bagażową.

Bardzo dobrze sprawdza się także system bezdotykowego otwierania i zamykania auta (Ford KeyFree) – zwłaszcza wtedy, gdy na przykład w jednej ręce mamy zakupy, a w drugiej trzymamy rączkę naszego dziecka, prowadząc je do samochodu. Warto przy tej okazji wspomnieć o unikalnym rozwiązaniu technicznym, polegającym na możliwości otwarcia tylnej klapy bagażnika za pomocą jednego ruchu stopą (pod tylnym zderzakiem). To niezwykle przydatne w sytuacji, kiedy w obu rękach niesiemy coś, co chcemy docelowo zapakować do bagażnika.

Dobry samochód rodzinny musi także być bezpieczny i Ford C-MAX pod tym względem nie tylko spełnia oczekiwania, ale nawet je zdecydowanie przewyższa – bądź co bądź nie w każdym aucie tego segmentu znajdziemy między innymi elektroniczny system stabilizacji toru jazdy (ESC), ramę skonstruowaną ze stali o najwyższej możliwej wytrzymałości, ABS z EBD, poduszki i kurtyny powietrzne, system Active City Stop (zapobiegający kolizjom przy małych prędkościach – do 50 km/h), system Pre-Collision Assist (pomaga uniknąć zderzenia z obiektem lub pojazdem poruszającym się z przodu prowadzonego przez nas C-MAXA samoczynnie hamując auto w razie wykrycia potencjalnego zagrożenia i jednoczesnego braku reakcji kierowcy), system TPMS (monitoring aktualnego ciśnienia w oponach), samoczynnie ściemniające się lusterko wsteczne, system kontroli pasa ruchu, a nawet wycieraczki dostosowujące prędkość swego działania do intensywności deszczu.

Rzecz jasna nowy Ford C-MAX jest też ekonomiczny – wersja wyposażona w benzynowy silnik EcoBoost 1,6 litra o mocy 125 koni mechanicznych może przy oszczędnej jeździe spalać około 6 litrów paliwa na 100 km, co jest naprawdę niezłym wynikiem.

Krótko mówiąc Ford C-MAX to dobry wybór dla każdego, kto chce zapewnić swej rodzinie podróże naprawdę bezpiecznym autem w komfortowych warunkach przy relatywnie niewielkim zużyciu paliwa.

Jak dobrze zabezpieczyć się na przyszłość?

Współczesny rynek usług finansowych obfituje w rozmaite produkty, które w założeniu mają poprawić naszą sytuację finansową po przejściu na emeryturę. Produkty te siłą rzeczy są opłacalne bardziej lub mniej, a zależne jest to nie tylko od poczynionych przez nas wyborów, ale także od sytuacji na finansowych rynkach światowych. Choćby z tego powodu warto inwestować w produkty dające gwarancję uzyskania godnej emerytury – według najnowszych statystyk po przejściu na emeryturę za 30 lat od chwili obecnej będziemy otrzymywać jedynie około 30% bieżącego wynagrodzenia.

Pewnym rozwiązaniem jest systematyczne odkładanie pieniędzy na koncie oszczędnościowym lub lokacie, jednak praktyka pokazuje, że bardzo niewielu Polaków jest w stanie wytrwać w postanowieniu wieloletniego oszczędzania dłużej niż kilka lat. Ponadto odłożone w ten sposób pieniądze dość często nie są zabezpieczone przed wpływem inflacji oraz nie pracują na siebie tak skutecznie, jak mogłyby, gdyby zostały właściwie zainwestowane.

Skarbonka-świnka, do której wrzucana jest moneta

Samo odkładanie pieniędzy nie jest dobrym pomysłem – środki powinny na siebie pracować (źródło obrazka: pixabay.com)

Z tego właśnie względu ciekawą alternatywą dla wspomnianych wyżej sposobów oszczędzania jest IKZE, czyli Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego. Dokładna forma, w jakiej będziemy gromadzić oszczędności w ramach IKZE, jest całkowicie zależna od naszej decyzji – mogą to być na przykład depozyty bankowe, papiery wartościowe czy inwestycyjne ubezpieczenie na życie.

Poza oczywistym faktem pomnażania kapitału, z którego będziemy mogli skorzystać po przejściu na emeryturę, największą zaletą IKZE jest fakt, że posiadacz tego produktu dostaje niejako w prezencie aż dwie ulgi podatkowe. Pierwsza to możliwość odpisywania każdego roku od podatku sumy rocznej składki na IKZE, drugą jest brak opodatkowania zgromadzonych oszczędności tak zwanym podatkiem Belki (czyli podatkiem od dochodów kapitałowych). Kolejną korzyścią jest bezpłatne przenoszenie oszczędności pomiędzy dostawcami przy jednoczesnym zachowaniu ochrony podatkowej oraz ciągłości produktu.

IKZE nie jest obecnie najpopularniejszym produktem, ale z perspektywy osoby, która stanie się za dwadzieścia kilka lub trzydzieści lat emerytem jest to zdecydowanie wybór godny uwagi – rzecz jasna najpierw warto zrobić dokładne rozeznanie na rynku, by zorientować się, które instytucje finansowe posiadają IKZE (sprawdź) w ofercie i na jakich dokładnie warunkach możemy mieć do niego dostęp.

Skoda Oktawia – najmniej kompaktowy kompakt w historii

Najnowsza generacja Skody Oktawii to propozycja godna uwagi ze wszech miar – nie tylko dlatego, że w standardzie oferuje znacznie więcej niż konkurencja (i więcej, niż można by się spodziewać po sedanie klasy kompaktowej). Zasadniczym powodem jest fakt, że to jedna z najlepszych (o ile nie najlepsza) propozycji na rynku, jeśli wziąć pod uwagę relację ceny do produktu. Dodajmy do tego naprawdę nowoczesny i elegancki design nadwozia oraz bardzo szeroki wybór silników oraz wyposażenia dodatkowego, a okaże się, że znalezienie oferty porównywalnej jest praktycznie niemożliwe. Przyjrzyjmy się zatem nieco dokładniej najważniejszym kwestiom, czyli wnętrzu, wyposażeniu, silnikom i ekonomii użytkowania.

Skoda Oktawia na tle budynku

Tak właśnie wygląda nowa Skoda Oktawia (źródło obrazka: skoda-auto.pl)

Słowo „przestronne” nie do końca oddaje wrażenie, jakie się odnosi po zajęciu miejsca w nowej Skodzie Oktawii – z zewnątrz to z pozoru zwykły sedan, a wewnątrz okazuje się, że jest bardzo dużo miejsca dla każdego pasażera i więcej niż dość przestrzeni bagażowej (590 litrów nominalnie, po złożeniu tylnej kanapy wartość ta rośnie do niebagatelnych 1580 litrów – mowa o sedanie, w wersji kombi te wartości wynoszą odpowiednio 610 i 1740 litrów). Dodatkowo cała przestrzeń wewnątrz auta została zaprojektowana w bardzo przemyślany i ergonomiczny sposób, a sama tylna klapa bagażnika otwiera się wraz z szybą, co w praktyce oznacza gigantyczny wręcz otwór załadunkowy.

Sam bagażnik został wyposażony w rozmaite akcesoria, których podstawową funkcją jest ułatwianie utrzymania porządku – mamy tu więc chociażby siatki na różnego rodzaju drobne przedmioty czy podgumowaną z jednej strony matę, znalazło się również miejsce na zestaw naprawczy i koło zapasowe.

Nie da się nie wspomnieć o tym, że nowa Skoda Oktawia (sprawdź) w najskromniejszej nawet wersji jest bogatsza od niejednej „full opcji” u konkurencji – posiada od razu elektrycznie sterowane szyby, regulację wysokości fotela kierowcy, podgrzewane lusterka boczne, ABS, ESP, komputer pokładowy, zaskakująco duży zestaw poduszek powietrznych (czołowe i boczne dla kierowcy oraz pasażera, kurtyny powietrzne oraz poduszka kolanowa dla kierowcy), światła do jazdy dziennej i klimatyzowany schowek. Można sobie tę listę bardzo łatwo rozszerzyć o rozmaite opcje dodatkowe, jak choćby aktywny tempomat, asystenta zmiany toru jazdy czy nawet bezkluczykowy dostęp do samochodu oraz dziesiątki innych.

Gama silników dostępnych dla najnowszej generacji Skody Oktawii może przyprawić o zawrót głowy, bo jest ich w sumie aż kilkanaście (w tym także jednostka napędzana gazem ziemnym), a pod względem ekonomii spalania są one naprawdę oszczędne – w przypadku silników benzynowych żadna jednostka napędowa nie spala średnio więcej niż 6,5 litra/100 km, przy silnikach wysokoprężnych zaś średnie spalanie potężnej, dwulitrowej jednostki generującej 184 KM mocy wynosi zaledwie 5 litrów/100 km.

Biorąc pod uwagę fakt, że Skodę Oktawię można kupić już nawet za nieco ponad 55 tysięcy złotych, wydaje się to być naprawdę opłacalna inwestycja – zwłaszcza dla tych, którzy cenią ekonomię, komfort jazdy i niebanalną stylistykę.

Dlaczego firmy wybierają Skodę?

Jeszcze w ubiegłym roku wspominaliśmy kilkakrotnie na łamach bloga o tym, że leasing coraz bardziej zyskuje na popularności między innymi z uwagi na możliwość sfinansowania zakupu floty samochodowej za pomocą niewielkiego ułamka kapitału operacyjnego firmy, sygnalizowaliśmy również, że najchętniej wybieraną przez polskich przedsiębiorców marką jest Skoda. Wyniki osiągnięte przez czeskiego producenta w roku ubiegłym (jak również w latach poprzednich, dodajmy) tylko potwierdzają nasze wcześniejsze przewidywania – w samym 2015 roku Skoda sprzedała klientom flotowym aż 30 114 samochodów, przy czym sporą część z nich stanowiła ciesząca się sporym uznaniem również wśród klientów indywidualnych Skoda Octavia (łączna liczba egzemplarzy tego modelu sprzedanych w ubiegłym roku wyniosła 14 193 aut). Siłą rzeczy w kontekście powyższych informacji ciśnie się na usta pytanie o powody tak wielkiej popularności czeskiej marki – spróbujemy na nie pokrótce odpowiedzieć poniżej.

Mężczyzna trzymający parasol z logiem Skody nad innym mężczyzną wsiadającym do białej Skody

Skoda od kilku lat jest najchętniej wybieranym dostawcą flot samochodowych w Polsce (źródło obrazka: skoda-flota.pl)

Z perspektywy praktycznie każdego przedsiębiorcy potrzebującego floty samochodowej jednym z najważniejszych czynników jest relacja ceny do jakości, nie bez znaczenia pozostaje także kwestia wysokości kosztów eksploatacji oraz ogólnej niezawodności zakupionych aut. Pod tymi względami Skoda zdecydowanie wyprzedza konkurencję – od wielu już lat czeskie samochody cieszą się opinią jednych z najmniej awaryjnych, a obsługa serwisowa (jeśli już jest konieczna) zawsze jest sprawna i bezproblemowa. Bardzo pomocne jest tu ujednolicenie na skalę ogólnopolską cennika za poszczególne części oraz udostępnienie klientom flotowym możliwości autoryzacji napraw za pośrednictwem platformy online.

Przedsiębiorcy pytani o najważniejsze powody, dla których zdecydowali się na zakup floty w Skodzie, podają jako jeden z istotniejszych kwestie bezpieczeństwa – Skoda wyposaża swoje samochody w liczne i skuteczne systemy zwiększające bezpieczeństwo kierowcy i pasażerów auta, a także prowadzi Szkołę Skoda Auto, w której można w praktyce nauczyć się unikania podstawowych błędów na drodze.

Ze względu na wysoką bezawaryjność jednostek napędowych oraz ich ponadprzeciętną ekonomię paliwową samochody Skody są dla klientów flotowych wyborem wręcz idealnym z uwagi na możliwość znaczącego ograniczenia ogólnych kosztów eksploatacji floty samochodowej. Ponieważ silniki stosowane przez Skodę spełniają również nawet najbardziej rygorystyczne normy emisji dwutlenku węgla, samochody tej marki są wybierane często przez firmy, dla których troska o stan środowiska naturalnego nie jest jedynie pustym sloganem.

Przyznany niedawno Skodzie Octavii tytuł „Internetowego Samochodu Roku” w kategorii nowych samochodów osobowych jest najlepszym dowodem na to, że auta czeskiej marki w Polsce są uważane za doskonały wybór zarówno dla klientów indywidualnych, jak i flotowych. Więcej informacji na temat możliwości zbudowania floty samochodowej w oparciu o auta Skody można znaleźć bezpośrednio na stronie producenta (tutaj).

Dlaczego najtańsze polisy się nie opłacają?

W kontekście nieszczególnie śnieżnej zimy w Polsce mogłoby się wydawać, że mówienie o ubezpieczeniach przeznaczonych dla osób uprawiających turystykę górską nieco mija się z celem. Coraz częściej jednak wyjeżdżamy na narty za granicę, urządzamy także piesze wycieczki po masywach górskich nie znajdujących się w granicach naszego kraju – choćby dlatego warto wiedzieć, czym grozi podpisanie najtańszej możliwej umowy ubezpieczeniowej.

Wbrew pozorom do powyższego zdania nie wkradł się żaden błąd. Przywykliśmy przez lata, że w Polsce poszkodowany turysta, do którego trzeba wezwać na przykład helikopter, nie ponosi kosztów takiej interwencji. W znakomitej większości krajów europejskich i pozaeuropejskich sprawa wygląda jednak zgoła inaczej – kosztami ratownictwa górskiego jest obciążany poszkodowany. Warto w tym miejscu dodać, że nie są to małe kwoty: jedna godzina pracy śmigłowca z ekipą ratowników to w Polsce koszt rzędu 3 tysięcy euro, a poza granicami Polski jest przeważnie drożej.

Grupa narciarzy przygotowuje się do zjazdu w górach

Sporty zimowe (zwłaszcza te uprawiane w górach) niosą ze sobą spore ryzyko dla uprawiających je osób (źródło obrazka: pixabay.com)

Tu również dochodzimy do zasygnalizowanej wcześniej kwestii, czyli zakresu poszczególnych ubezpieczeń. Jeśli wybieramy się w góry (nie ma większego znaczenia czy w kraju, czy poza nim, ale oczywiście turyści wyjeżdżający za granicę powinni szczególnie wziąć to pod uwagę), koniecznie należy wykupić ubezpieczenie obejmujące nie tylko koszty ewentualnego leczenia i pobytu w szpitalu, ale również koszty przeprowadzenia potencjalnej akcji ratunkowej. Ta z pozoru błaha rzecz może nas kosztować nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych, co stanowi potężny wyłom w oszczędnościach przeciętnego turysty.

Polisy takie wcale nie należą do szczególnie drogich, choć wciąż nie cieszą się odpowiednim zainteresowaniem nawet ze strony wielu osób uprawiających sporty zimowe wyczynowo. To sytuacja dość specyficzna, bowiem z jednej strony dokładamy wszelkich starań, by zakupiony przez nas sprzęt służący do uprawiania sportów zimowych, był jak najwyższej klasy (a więc i maksymalnie bezpieczny), z drugiej jednak nie chcemy inwestować zbyt wielu pieniędzy w ubezpieczenie, z którego „przecież i tak nie skorzystamy”. Trzeba jednak mieć świadomość, że zaoszczędzenie w ten sposób nawet kilkuset złotych na niewiele nam się przyda w wymiarze finansowym, gdy przyjdzie zapłacić za ratownictwo górskie na przykład w Austrii…