Articles for the Month of Styczeń 2016

Ubezpieczenie na wszelki wypadek

Jeszcze do niedawna było tak, że gdy w naszym życiu zachodziły jakieś na tyle istotne zmiany, by uwzględnić ten fakt w posiadanej polisie ubezpieczeniowej, trzeba było modyfikować lub nawet całkowicie zmieniać dotychczasową umowę. Na szczęście dłużej już nie będzie to konieczne, ponieważ zaczynają się pojawiać na rynku pakiety ubezpieczeń profilowanych właśnie pod tego typu sytuacje – konkretniej rzecz biorąc mowa o pakiecie Projekt Jutro, który właśnie niedawno miał swą premierę.

Kilka osób w różnym wieku

Projekt Jutro to najnowsza propozycja od MetLife (źródło grafiki: metlife.pl)

Najbardziej rewolucyjną właściwością opisywanego pakietu ochronno-inwestycyjnego jest jego elastyczność. Najogólniej rzecz biorąc pomysł nie jest szczególnie nowy, bo zakłada jednoczesne posiadanie ubezpieczenia na życie i gromadzenia jednostek uczestnictwa w ubezpieczeniowych funduszach kapitałowych, ale dzięki kilku istotnym detalom Projekt Jutro zapowiada się interesująco. Po pierwsze polisa podpisywana jest bezterminowo, czyli chroni również bezterminowo, co oznacza, że podpisujemy zobowiązanie na co najmniej 15 lat (tyle wynosi najkrótszy możliwy okres ubezpieczenia).

Kolejna innowacja to fakt, że w każdym miesiącu mamy prawo dokonać zmiany wysokości kwoty ubezpieczenia na wypadek śmierci, dzięki czemu na bieżąco możemy aktualizować tę sumę do takiej wysokości, jaka nam w danej chwili odpowiada. W każdym momencie również mamy pełne prawo rozwiązać umowę z towarzystwem ubezpieczeniowym, co skutkuje wypłatą zgromadzonych do tego momentu na koncie środków.

Opcjonalnie można dokupić sobie ochronę zdrowia (poważna choroba, pobyt w szpitalu, operacja chirurgiczna) oraz ochronę dla małoletnich dzieci na wypadek trwałego inwalidztwa wskutek nieszczęśliwego wypadku, pobytu w szpitalu albo groźnej choroby. Dodatkowo w pakiecie tym otrzymujemy ochronę dla dzieci na wypadek złamań lub oparzeń powstałych w wyniku NW. Co interesujące (i coraz częściej praktykowane przez renomowane towarzystwa ubezpieczeniowe) wysokość wypłacanego świadczenia z tytułu złamania, oparzenia albo trwałego inwalidztwa jest podwajana w okresie wakacyjnym, czyli od 1. lipca do 31. sierpnia.

Przeważnie kupowanie czegoś „na wszelki wypadek” jest marnowaniem pieniędzy, ale w przypadku tego konkretnego pakietu ubezpieczeniowego widać wyraźnie, że jest to sensowny krok dla każdego, kto ceni sobie nie tylko swoje życie i zdrowie.

Dlaczego dobrego i taniego OC trzeba szukać?

O tym, że wykupienie ubezpieczenia OC jest obowiązkowe, żadnemu chyba kierowcy przypominać nie trzeba, warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że nawet przy absolutnie identycznych parametrach oferty poszczególnych towarzystw ubezpieczeniowych mogą (i będą) się od siebie zasadniczo różnić – zwłaszcza pod względem kwoty. To właśnie dlatego znalezienie dobrego i niedrogiego OC jest zazwyczaj sprawą dosyć czasochłonną, jednak warto się „pomęczyć”, bo oszczędności mogą być naprawdę niemałe. Aby uzmysłowić Czytelnikom, o jakich kwotach mówimy, podamy konkretny przykład.

Stalowoszara Skoda Octavia sedan

Ten model (tylko w wersji kombi) jest dziś „bohaterem” prezentowanych obliczeń (źródło grafiki: skoda-auto.pl)

Podczas określania dostępnych ofert zostały przyjęte pewne założenia – oto one. Samochód to popularna i ceniona przez kierowców Skoda Octavia kombi II generacja (sprawdź), rocznik 2011, bezwypadkowa, z silnikiem benzynowym 2.0 FSI (200 KM). Kierowca to jednocześnie pierwszy właściciel, mężczyzna w wieku 35 lat, żonaty, posiadający 2 dzieci. Samochód nie będzie użytkowany poza granicami Polski, nie miał wykupowanego AC, kierowca do tej pory posiadał zniżkę -60%.

Dla powyższych parametrów najniższą cenę OC wraz z assistance oferuje AXA Direct (399 zł), natomiast górny limit jest sporo wyższy, bo wynosi aż 588 złotych (tyle chce za OC naszej przykładowej Skody Benefia). Różnica niemal 190 złotych to dużo, zwłaszcza że braliśmy pod uwagę zaledwie pakiet możliwie podstawowy (OC + assistance). Gdyby chcieć dołożyć do tego zestawu także inne składowe (AC, NNW), cena mogłaby wzrosnąć dość znacząco: najtańszy pakiet OC wraz z assistance i NNW kosztuje 459 zł (w Generali), a najdroższy ponad 597 zł (w Liberty). Jeszcze ciekawiej wygląda sytuacja, jeśli zdecydowalibyśmy się na dołożenie AC do tego pakietu – wtedy najtaniej byłoby w… Liberty (nieco ponad 1393 złote), najdrożej natomiast w MTU (2328 zł).

Jak widać, rozpiętość cenowa jest bardzo silnie uzależniona od tego, jakie konkretnie ubezpieczenie (lub ubezpieczenia) chcemy wykupić, nie należy więc nigdy zakładać z góry, że któreś towarzystwo jest zawsze najdroższe, a inne zawsze najtańsze – doskonale to widać na przykładzie powyżej, gdzie przy określonych założeniach Liberty jest najdroższe, by po zmianie tylko jednego parametru (poszerzeniu pakietu o AC) być najtańszym ubezpieczycielem na rynku.

Ubezpieczenie floty firmowej

Od dłuższego już czasu daje się zauważyć wśród producentów wiodących marek branży motoryzacyjnej (rzecz jasna mowa o samochodach przeznaczonych dla tak zwanego szerokiego odbiorcy) trend do kumulowania większości lub wszystkich potrzebnych usług. To właśnie dlatego podpisując w salonie umowę leasingową możemy od razu wybrać zakres ubezpieczenia dla właśnie zakupionej floty i trzeba przyznać, że bardzo często są to oferty lepsze niż to, co można byłoby wynegocjować na własną rękę u danego ubezpieczyciela. Spróbujmy się przyjrzeć na konkretnym przykładzie, jak to wygląda w praktyce.

niebieska świnka-skarbonka stojąca na stercie pieniędzy

Mądrze wybierając ofertę ubezpieczenia floty firmowej możemy naprawdę sporo zaoszczędzić… (źródło grafiki: skoda-flota.pl)

Załóżmy, że nasza flota samochodowa została wzięta w leasing od Skody (sprawdź) i potrzebujemy wykupić dla tych aut obowiązkowe OC oraz być może kilka innych usług ubezpieczeniowych. Zasadniczy pakiet ubezpieczeń dostępnych u dealera to ubezpieczenie OC, pełne AC (z ryzykiem kradzieży włącznie), ubezpieczenie NNW (następstw nieszczęśliwych wypadków) i ogólnoeuropejski assistance. Oprócz tego Skoda gwarantuje utrzymanie największych zniżek posiadanych u poprzedniego ubezpieczyciela, a oprócz tego rozmaite opcje dodatkowe.

Ponadto czeski producent zapewnia specjalną, promocyjną stawkę ubezpieczeniową w pierwszym roku (stawka ta jest całkowicie niezależna od wartości pojazdu), a także gwarantuje, że jeśli dany samochód zostanie ubezpieczony jako nowy i w drugim roku użytkowania, to stawka obowiązująca przez te dwa lata zostanie przeniesiona na rok kolejny, a wykupując ubezpieczenie na trzeci rok użytkowania auta otrzymamy preferencyjny pakiet ubezpieczeń.

Ponadto producent zapewnia, że w przypadku szkody całkowitej albo kradzieży auta przed upływem trzeciego roku użytkowania klient otrzyma zwrot pełnej wartości pojazdu (z dnia podpisania umowy), a w razie konieczności otrzyma pomoc assistance oraz samochód zastępczy nawet na 30 dni.

Za pakiety ubezpieczeniowe o podobnym zakresie (a to nie wszystko, wymieniliśmy tu zaledwie najważniejsze elementy tej oferty) w towarzystwach ubezpieczeniowych płaci się dość słono, tym bardziej więc warto rozważyć opcję wykupienia pakietu potrzebnych nam ubezpieczeń w tym samym miejscu, w którym zaopatrzyliśmy się we flotę samochodową, bo to się po prostu opłaca.

Smartfon w trasie, czyli o problemach z prądem

W poprzednich miesiącach pisałem o zaletach posiadania w samochodzie dobrej i aktualnej nawigacji, nie wspomniałem natomiast o kwestii niezwykle w tym kontekście istotnej, a mianowicie o tym, że nawet najlepsze smartfony nie mają aż tak wytrzymałej baterii, żeby w długiej trasie wytrzymać obsługę nawigacji i się całkowicie nie rozładować. Rzecz jasna rozwiązanie jest banalnie proste: niezbędna jest porządna ładowarka samochodowa o wystarczająco wysokim natężeniu generowanego prądu i nawet najdłuższa trasa nie „zamęczy” nam telefonu.

Problem w tym, że dość często kuszą nas niedrogie ładowarki dostępne na stacjach benzynowych, zwykle jednak najlepszym wyjściem jest unikanie ich jak ognia. Zasadniczy problem polega na tym, że bardzo często nie generują one nawet połowy deklarowanego na opakowaniu prądu, co w praktyce oznacza, że zamiast ładować baterię naszego smartfona, w najlepszym razie jedynie spowolnimy proces jej rozładowywania. Dodam od siebie, że to scenariusz optymistyczny – sam kiedyś kupiłem taką najtańszą ładowarkę i skończyło się to dosyć dramatycznie, bo choć ładowała ona telefon, to grzała się przy tym tak bardzo, że w końcu jej obudowa stopiła się i zaspawała mi gniazdo zapalniczki w aucie na amen. Niezbędna była wizyta w serwisie i wymiana całego gniazda na nowe, co nauczyło mnie, że na osprzęcie do samochodu naprawdę nie warto oszczędzać.

ładowarka samochodowa sony an401

Dokładnie taką ładowarkę samochodową sobie kupiłem w dwóch egzemplarzach – bardzo, bardzo ją polecam! (źródło grafiki: eshop.sonymobile.com)

Nauczony tym niespecjalnie miłym doświadczeniem postanowiłem znaleźć ładowarkę dedykowaną pod mój smartfon (a przynajmniej taką, którą rekomendowałaby wystarczająco duża liczba internautów). Po dość krótkich poszukiwaniach trafiłem na ładowarkę samochodową Sony o realnej wydajności rzędu 1200 mA model AN401 (sprawdź), czyli więcej niż wystarczająco, żeby mojego smartfona bez problemu naładować i kupiłem od razu dwa egzemplarze tak na wszelki wypadek. Bardzo mi się spodobało to, że ładowarka ta ma w komplecie dedykowany kabel podłączeniowy, dzięki czemu nie muszę się martwić o to, że coś źle dobrałem i mam straty prądu na kablu. Od tamtej pory moje problemy z ładowaniem smartfona w trasie skończyły się całkowicie, a ja po dziś dzień używam nadal pierwszej ładowarki – druga leży sobie spokojnie w schowku na wypadek, gdyby jednak ta postanowiła odmówić posłuszeństwa…

Używany jak nowy, czyli gdzie tanio kupić Volvo?

Tytuł dzisiejszego wpisu może się wydawać co najmniej niekonsekwentny w kontekście kilku ostatnich moich wpisów, w których z niemal maniakalnym uporem powtarzałem, że nie ma niczego lepszego niż nowy samochód, ale (jak mawia stare porzekadło) diabeł tkwi w szczegółach, a w tym przypadku jest tych istotnych szczegółów całkiem sporo.

Najważniejszym z nich jest zasadnicza różnica pomiędzy kupowaniem samochodu używanego na giełdzie, gdzie z niemal stuprocentową pewnością mamy do czynienia z rozbitkami lub w najlepszym razie autami „po przejściach”, a zakupem używanego Volvo u autoryzowanego dealera. Polega ona na tym, że wozy przygotowywane na giełdę mają ładnie wyglądać i nie wykazywać śladów wykonanych prac, natomiast Volvo sprzedawane u dealerów nie dość, że muszą przejść ekstremalnie rygorystyczną kontrolę (obejmuje ona ponad 100 punktów), to na dokładkę są remontowane wyłącznie przy użyciu firmowych podzespołów szwedzkiego producenta (oprogramowanie jest przy tej okazji aktualizowane do najnowszej wersji, jeśli to konieczne), a także zawsze mają nie więcej niż 5 lat i nie więcej niż 150 tysięcy kilometrów przebiegu.

Kilka modeli aut marki Volvo

Dom Volvo ma naprawdę bogatą ofertę dla posiadaczy aut marki Volvo, jak i dla osób, które dopiero chcą Volvo kupić (źródło grafiki: domvolvo.volvocars-partnet.pl)

Na tym nie koniec: każdy taki samochód ma pełną i (co znacznie ważniejsze) całkowicie autentyczną historię serwisową, dzięki czemu możemy mieć stuprocentową pewność, że nie kupiliśmy auta z jakąś ukrytą usterką, która „wyjdzie” dopiero w dalszym użytkowaniu. Mało tego: na używane Volvo zakupione w programie Selekt przyznawana jest dwunastomiesięczna gwarancja na wszystkie kluczowe podzespoły i elektrykę niezależnie od przebiegu auta po zakupie. Jest ona ważna w całej Europie. Jako bonus kupujący otrzymuje także ogólnoeuropejski pakiet pomocy drogowej Volvo – również na 12 miesięcy i całkowicie za darmo.

Gdzie zdarzają się takie cuda? Rzecz jasna w stolicy – wszystko to, co opisałem powyżej, ma w swej ofercie najlepszy warszawski dealer, czyli Dom Volvo (tutaj). Gwoli ścisłości muszę dodać, że oferta aut używanych to tylko wycinek pełnego asortymentu, który obejmuje także między innymi ubezpieczenia, leasing czy zwyczajne usługi serwisowe dla posiadaczy samochodów marki Volvo. To po prostu dobry interes, którego jedynym minusem jest konieczność wybrania się do Warszawy, ale w sumie to chyba niewielkie poświęcenie…

5 powodów, aby korzystać z Autoryzowanych Stacji Obsługi

mężczyzna czekający w serwisie na naprawę swojego auta marki Volvo

Osobiście zawsze wolałem serwisy autoryzowane, ale to zawsze kwestia indywidualnego wyboru (źródło grafiki: domvolvo.volvocars-partner.pl)

Trwający pomiędzy kierowcami od dawien dawna spór o to, czy lepiej jest korzystać z Autoryzowanych Stacji Obsługi, czy raczej powierzać swe auto jakiemuś znajomemu, sprawdzonemu mechanikowi, mógłby się wydawać nawet zabawny gdyby nie fakt, że tak naprawdę efektem podjętej przez daną osobę decyzji co do miejsca i sposobu serwisowania jest stopień bezpieczeństwa samochodu po wykonanej naprawie na drodze. I tu od razu zaznaczam, że bardzo cenię sobie dobrych mechaników, ale ostatnimi czasy coraz mniej takich fachowców można spotkać, a nawet jeśli się to uda, to z racji coraz bardziej zaawansowanych technologii stosowanych podczas produkcji nowoczesnych samochodów mogą oni nie być w stanie naprawić naszego auta. Poniżej przedstawiam zaś garść powodów, dla których osobiście wolę ASO niż prywatnych mechaników – na przykładzie jednego z autoryzowanych serwisów Volvo w Warszawie (tutaj), z którego niedawno byłem zmuszony skorzystać.

1. Gwarancja – w autoryzowanym serwisie każda wykonana naprawa oznacza posiadanie przeze mnie gwarancji nie tylko na wykonaną usługę, ale też na użyte części i podzespoły. Przekłada się to bezpośrednio na komfort kierowcy na wielu płaszczyznach. Po pierwsze nie trzeba się martwić o jakość usług, bo będą wykonane najlepiej, jak to możliwe – w końcu serwis nie chce dokładać do mojego samochodu. Po drugie jeśli którakolwiek wymieniona/naprawiona część ponownie zawiedzie w okresie gwarancyjnym, to nie ma kłopotu z ponowną wymianą (rzecz jasna darmową). Po trzecie wreszcie mamy całkowitą pewność, że zastosowano wyłącznie oryginalne części producenta – serwis Volvo, w którym byłem, szczyci się na przykład tym, że nigdy nie używa jakichkolwiek zamienników.
2. Specjalistyczny sprzęt i wyszkolony personel – jak już wspominałem nie mam nic przeciwko dobrym mechanikom, ale w Autoryzowanych Stacjach Obsługi są zatrudnieni ludzie, którzy muszą być zawsze na bieżąco z najnowszymi technologiami stosowanymi w autach danego producenta. To oznacza, że potrafią zarówno zamontować, jak i zdemontować poszczególne podzespoły, a także dysponują odpowiednim zapleczem technologicznym, by zrobić to sprawnie i bez ryzyka uszkodzenia czegokolwiek.
3. Aktualizacje – całkiem spora liczba systemów w nowoczesnych samochodach ma swoje własne oprogramowanie, które bywa co jakiś czas aktualizowane. Oddając auto do ASO mamy możliwość zrobienia legalnej i nie naruszającej gwarancji aktualizacji oprogramowania do najnowszych wersji.
4. Odpowiednie podzespoły – każdy producent ma swoje własne zalecenia i rekomendacje co do podzespołów możliwych do użycia podczas napraw. W przypadku autoryzowanych serwisów Volvo części zawsze są oryginalne, ponieważ zamienniki mogłyby spowodować spadek wydajności oraz bezpieczeństwa samochodu, a na to firma nie chce sobie pozwolić, bo długofalowym celem Volvo jest maksymalne możliwe bezpieczeństwo dla osób podróżujących autami tej marki.
5. Wyższa wartość samochodu – w moim przypadku ogromne znaczenie ma też fakt, że książka serwisowa auta jest prowadzona przez ASO od momentu kupna wozu. Dzięki temu potencjalny nabywca mojego samochodu (bo za jakiś czas zechcę go sprzedać) będzie mieć absolutną pewność zarówno co do przeszłości auta, jak tez i tego, że na przykład podczas napraw były stosowane wyłącznie oryginalne części Volvo, a także zalecane przez producenta oleje i smary. Dla mnie to realny zysk w postaci wyższej kwoty sprzedaży, dla nabywcy pewność co do stanu technicznego samochodu.

Na koniec (już bez dodatkowego podpunktu) kwestia bulwersująca wielu przeciwników ASO, czyli wysokie ceny usług. Z mojej perspektywy sytuacja jest prosta: nie stać mnie na tanie naprawy, bo w dłuższej perspektywie czasowej zawsze wypadają drożej: a to zepsuje się zamiennik, a to ktoś zwyczajnie spartaczył robotę albo nie miał pojęcia, jak naprawić daną część i tylko straciłem czas. Wierzcie mi, doświadczyłem tych rzeczy na własnej skórze. I dlatego zawsze, ale to zawsze wybiorę ASO, bo tam zawsze dostaję do reki broń w postaci wspomnianej już gwarancji na wykonane usługi i na części. Trochę wyższe koszty naprawy w zamian za taką wygodę i spokój ducha to według mnie bardzo dobra wymiana…