Articles for the Month of Czerwiec 2015

Zawsze niedoubezpieczony, czyli wakacje po polsku

Sezon wakacyjny trwa w najlepsze i już niedługo osiągnie apogeum, co oznacza, że nawet około 40% Polaków wyjedzie poza granice ojczyzny, aby wypocząć. Niestety, bardzo często wybierając się w zagraniczną podróż zapominamy o jednej z najbardziej podstawowych rzeczy, czyli o odpowiednim zakresie ubezpieczenia.

Z reguły wykupienie wycieczki w biurze podróży likwiduje problem ubezpieczenia turystycznego, ale pamiętajmy, że jedynie w podstawowym zakresie. To oznacza, że ubezpieczenie zapewniane przez biuro jest ograniczone do absolutnego minimum, więc w razie większości nietypowych zdarzeń losowych czy wypadków koszty ewentualnej hospitalizacji, operacji, zabiegów, transportu medycznego, itd. będziemy musieli ponieść sami. Nierzadko kwoty faktur wystawianych przez zagraniczne szpitale sięgają dziesiątek tysięcy złotych i jedynym sposobem na to, by nie ponosić tych kosztów w razie nieszczęśliwej sytuacji losowej, jest się ubezpieczyć.

machu picchu w peru

Im bardziej egzotyczny cel naszej wakacyjnej podróży, tym bardziej powinniśmy zadbać o właściwy pakiet ubezpieczeniowy (źródło grafiki: Pinterest)

Najważniejsze jest zorientowanie się w kosztach leczenia w kraju, do którego się wybieramy – tu dużą pomocą mogą być rozmaite portale informacyjne, a także agenci ubezpieczeniowi zajmujący się ubezpieczeniami dla turystów. Generalnie można przyjąć zasadę, że im dalej się wybieramy, tym wyższe koszty najprawdopodobniej poniesiemy w razie hospitalizacji (dotyczy to także transportu medycznego z powrotem do Polski).

Jeśli cierpimy na jakiekolwiek przewlekłe choroby, warto wykupić pakiet gwarantujący nam zabezpieczenie finansowe w razie nasilenia objawów tych chorób. Osoby planujące uprawianie podczas zagranicznego urlopu jakichś sportów (zwłaszcza tych ekstremalnych) powinny się również zaopatrzyć we właściwy pakiet ubezpieczeniowy, który dobrze jest poszerzyć o ubezpieczenie OC w życiu prywatnym. Pomijając fakt, że OC jest wymagane w wielu krajach (szczególnie w Europie), zapewnia nam ono także bezpieczeństwo finansowe w sytuacji, gdy uszkodzimy należący do kogoś przedmiot albo wyrządzimy niechcący krzywdę jakiejś innej osobie.

Na koniec zaś rada, do której należy stosować się przy podpisywaniu każdej umowy, nie tylko ubezpieczeniowej – zawsze dokładnie i na spokojnie zapoznawajmy się z podpisywanymi dokumentami, bo pozwoli to uniknąć wielu nieprzyjemnych rozczarowań.

Nowa Honda Civic Type R – superszybki hot hatch

Zaprezentowana w marcu tego roku na Targach Samochodowych w Genewie czwarta już generacja modelu Civic Type R stanowi bardzo udane połączenie nowoczesności z klasyką. Pod względem wyglądu to moim zdaniem najbardziej agresywnie zaprojektowane nadwozie spośród wszystkich dotychczasowych premier motoryzacyjnych (mam na myśli auta produkowane masowo, rzecz jasna) i choć niektórym może się nie podobać relatywnie duży tylny spojler, to warto pamiętać, że w najnowszym Civicu nie pełni on roli wyłącznie dekoracyjnej – jego głównym zadaniem jest zapewniać docisk na tylnej osi przy dużych prędkościach.

Honda Civic Type R 2015 wersja koncepcyjna

Tak prezentuje się koncepcyjna wersja Hondy Civic Type R – od modelu produkcyjnego różni się kilkoma drobnymi detalami (źródło grafiki: Pinterest)

A trzeba przyznać, że osiągi nowy Type R ma zdecydowanie nieprzeciętne, co osiągnięto dzięki zastosowaniu potężnego, turbodoładowanego silnika benzynowego o pojemności 2 litrów (należącego do serii Earth Dreams Technology), który generuje 310 koni mechanicznych mocy i 400 Nm momentu obrotowego. Pozwala to przyspieszyć od 0-100 km/h w zaledwie 5,7 sekundy, a maksymalna prędkość nowego Civica została elektronicznie ograniczona do 270 km/h (dopływ paliwa jest odcinany także przy osiągnięciu 7000 obr./min.). Dodajmy jeszcze jako swego rodzaju ciekawostkę, że wersja przedprodukcyjna (różniąca się kilkoma detalami wyglądu) osiągnęła na torze Nurburgring czas 7:50,86 sekundy – to najlepszy na tym torze czas auta z napędem na przód.

Jak przystało na sportowe auto, nowy Civic Type R został wyposażony w manualną skrzynię biegów – jest ona jednosprzęgłowa i sześciobiegowa, a jeżeli kierowca stwierdzi, że jedzie mu się zbyt „niesportowo”, to ma do dyspozycji przycisk oznaczony „+R”. Po wciśnięciu go amortyzatory staję się o 30% twardsze, pedał gazu czulszy, a kierownica mniej „miękka”: wszystko po to, by jeszcze bardziej zwiększyć frajdę z jazdy.

Myliłby się jednak ten, kto uznałby, że Civic Type R czwartej generacji jest zbyt sportowy, by być praktyczny – miejsca dla kierowcy i pasażera z przodu jest więcej niż wystarczająco, osoby siedzące na tylnej kanapie także nie mogą narzekać na brak miejsca, a deska rozdzielcza została zaprojektowana tak, by przede wszystkim zapewniać łatwość obsługi i ergonomię. Mamy też dosyć spory bagażnik: w wersji bazowej ma on pojemność 475 litrów, ale po złożeniu tylnych siedzeń przestrzeń ta zwiększa się aż do 1400 litrów.

Jest to wynikiem pewnego sprytnego zabiegu konstrukcyjnego, polegającego na przeniesieniu zbiornika paliwa pod przednie fotele, nie bez znaczenia jest także oparcie tylnego zawieszenia o belkę skrętną, zajmującą dość mało miejsca. Tak prosta konstrukcja ma też jeszcze jedną zaletę: zdecydowanie niższe koszty eksploatacji oraz większą niezawodność. W aucie tej klasy to niewątpliwie atut, choć i tak końcowa cena nie należy do najniższych – ponad 140 tysięcy złotych to niemało, ale i osiągi nowej Hondy Civic Type R plasują ją w zdecydowanej czołówce w klasie GTI. Jeśli ktoś szuka dynamicznego i wyróżniającego się stylistycznie hot-hatcha, to przednionapędowy Civic Type R jest bardzo dobrym wyborem.

Jak wybierać samochód?

Zakup samochodu to zawsze dosyć poważna inwestycja i to niezależnie od tego, czy decydujemy się na auto nowe, czy używane. Jednym z istotniejszych dylematów dręczących wielu kierowców jest kwestia wyboru rodzaju paliwa, na jakim będzie jeździć nasz nabytek. I choć opcji nie ma zbyt wielu, to zdania wśród kierowców co do poszczególnych rozwiązań są podzielone – jedni twierdzą, że nie ma niczego bardziej opłacalnego niż instalacja gazowa, inni wolą benzynę, jeszcze inni są wierni silnikom wysokoprężnym, a zwolennicy rozwiązań ekologicznych mówią, że i tak wcześniej czy później wszystkie auta będą na prąd.

pięć modeli Porsche w różnych kolorach

Nie zawsze wybór podczas zakupu auta jest tak prosty, jak w przypadku tej oferty Porsche z 1975 roku… (źródło grafiki: Pinterest)

Wybierając auto nie powinniśmy się jednak nigdy kierować aktualnie panującą modą, tylko na spokojnie zastanowić się, które rozwiązanie najbardziej odpowiada naszym potrzebom, a potem rozważyć wszystkie jego zalety i wady w kontekście planowanego sposobu użytkowania samochodu. To pozwoli uniknąć późniejszych rozczarowań.

Z moich osobistych doświadczeń wynika na przykład, że odkąd ceny benzyny i oleju napędowego się niemal zrównały, jedynym powodem, dla którego warto myśleć nad autem z silnikiem Diesla jest wytrzymałość tych jednostek napędowych – spokojnie przejadą 200 albo i 300 tysięcy kilometrów bez konieczności remontu generalnego. Poważnym minusem jest jednak obecność w nowszych konstrukcjach filtra cząstek stałych: potrafi się on zapychać, a naprawa lub wymiana to naprawdę duży koszt. Kłopoty pojawiają się też czasem zimą: silnik nie zawsze chce zapalić, zwłaszcza jeśli jest mroźno, a auto nie jest garażowane. Benzyna ma tu przewagę, ale silniki trzeba częściej remontować, tak więc jeśli rozważamy którąś z tych opcji, nie obejdzie się bez kalkulatora i skrupulatnego wyliczenia potencjalnych kosztów w skali co najmniej roku (a najlepiej w perspektywie kilku lat, z uwzględnieniem ilości kilometrów, które „zrobimy” w tym czasie).

Auta hybrydowe i elektryczne są bez dwóch zdań ekologiczne, ale w zasadzie nie istnieją tanie modele, a i samo ładowanie (w przypadku samochodów wyłącznie elektrycznych) potrafi być dość kosztowne. Hybrydy są opcją o tyle lepszą, że mają większy zasięg i generalnie wyższe osiągi (na trasie ma to znaczenie), są też zdecydowanie cichsze od swych odpowiedników napędzanych paliwami tradycyjnymi.

Instalacja gazowa w samochodzie opłaca się natomiast pod kilkoma warunkami, z których wcale nie najmniej istotnym jest planowany roczny przebieg – jeżeli nie zamierzamy przekraczać 25 tysięcy kilometrów rocznie, to naprawdę warto zastanowić się nad czymś innym niż LPG. Przy małych przebiegach gaz się po prostu nie opłaca. Druga sprawa to sama instalacja: nie dość, że trzeba ją dobrze dobrać do rodzaju silnika, to jeszcze wymaga regularnego czyszczenia, co oznacza koszty.

I znów z doświadczenia powiem, że najsensowniej kupować auto z fabrycznie zainstalowanym LPG, bo wtedy mamy pewność, że jest ono dobrze dobrane i skalibrowane – tak robi na przykład Škoda, zlecając firmie Landi Renzo projektowanie i montaż LPG w kilku najpopularniejszych modelach swych samochodów. Nie bez powodu zresztą, bo specjaliści z Landi Renzo cieszą się opinią świetnych fachowców, których instalacje są wydajniejsze i oszczędniejsze od tych montowanych w warsztatach, a to na przykład pozwala obniżyć cenę auta i w ten sposób zwiększyć sprzedaż konkretnego modelu.

Powtórzę więc raz jeszcze: zawsze kierujmy się własnymi potrzebami i oczekiwaniami przy wyborze samochodu. I nigdy nie dajmy sobie wmówić, że ktoś zna te potrzeby lepiej, niż my.

Jak ubezpiecza się bazy danych?

Błyskawiczny rozwój technologiczny w ciągu ostatniego ćwierćwiecza to nie tylko rozliczne udogodnienia w naszym codziennym życiu, ale także coraz bardziej zaawansowane narzędzia, z których korzystają cyberprzestępcy, aby wejść w posiadanie poufnych informacji na temat klientów danej firmy czy banku. Zagrożenie jest jak najbardziej realne, a jak pokazują niedawne wydarzenia związane z Plus Bankiem, polskie firmy i osoby prywatne także mogą być łakomym kąskiem dla sprytnych hakerów.

ekran komputera z kodem źródłowym

Nawet najlepiej zabezpieczone serwery potrafią paść łupem hakerów (źródło grafiki: Pinterest)

Na szczęście nasze rezerwy finansowe przechowywane w bankach są objęte gwarancją BFG, jednak trzeba wziąć pod uwagę fakt, że Bankowy Fundusz Gwarancyjny nie jest instytucją posiadającą nielimitowane zasoby. Ponadto nawet jednodniowy przestój w działaniu dużej firmy, będący efektem ataku hakerskiego, zwykle przynosi bardzo konkretne straty – zarówno finansowe, jak i wizerunkowe. Dlatego właśnie coraz więcej towarzystw ubezpieczeniowych poszerza swą ofertę o ubezpieczenia mające na celu ochronę przed konsekwencjami działań cyberprzestępców.

Nie chodzi wyłącznie o wypłatę ewentualnych odszkodowań, ale o działania jak najbardziej realne – istnieją na przykład pakiety ubezpieczeniowe zapewniające pokrycie kosztów związanych z pracą specjalistów z dziedziny informatyki śledczej, kosztów odzyskania danych czy odbudowywania reputacji. To jednak nie wszystko: istnieją towarzystwa, które oferują także działania prewencyjne, jak choćby wdrażanie odpowiednich procedur bezpieczeństwa albo stały monitoring potencjalnych prób ataku i innych podejrzanych działań (nie tylko w zakresie osób trzecich, ale również pracowników danej firmy lub banku).

Bazy danych, zwłaszcza te duże, już od pewnego czasu są celem wielu różnych cyberprzestępców, nigdy też nie możemy mieć pewności, że nasze dane są całkowicie bezpieczne. Dlatego warto korzystać z usług przede wszystkim tych banków i instytucji finansowych, co do których mamy pewność, że stosują odpowiednie zabezpieczenia i procedury bezpieczeństwa. I choć ryzyka nie da się wyeliminować całkowicie, bo przestępcy ciągle starają się być o krok przed specjalistami od zabezpieczeń, to można je naprawdę znacznie zminimalizować.

Emerytura – z ubezpieczeniem czy bez?

Już teraz wiadomo na pewno, że ZUS nie będzie miał z czego wypłacić emerytur w 2060 roku, a najbardziej optymistyczne przewidywania są takie, że zabraknie „zaledwie” niecałych 16 miliardów złotych. Bardziej realistyczne (i niestety mniej radosne) szacunki zakładają niedobór w wysokości około 50-60 miliardów złotych. To jednak dopiero przyszłość, na którą poczekamy 45 lat i wiele się może jeszcze wydarzyć w tym czasie, jednak nie należy mieć złudzeń – nawet w chwili obecnej wysokość wypłacanych emerytur jest żenująco niska, więc o własną przyszłość trzeba zadbać samemu.

człowiek liczący banknoty studolarowe

O wysokość naszej emerytury musimy zadbać sami, bo na ZUS nie ma co liczyć… (źródło grafiki: Pinterest)

Na szczęście rozwiązań jest kilka i nie jesteśmy skazani na ZUS – najbardziej podstawową alternatywą jest Indywidualne Konto Emerytalne (IKE), którego zasadniczą zaletą jest bezterminowa umowa i możliwość wypłacenia środków bez podatku Belki, ale tylko w przypadku ukończenia 60 roku życia. Opłaty są relatywnie niskie i wynoszą 160 złotych (to tak zwana opłata dystrybucyjna) przez wszystkie lata, a inne potencjalne koszty są związane z wcześniejszą wypłatą zgromadzonych środków – 500 zł zapłacimy, gdy zrezygnujemy w trakcie pierwszego roku umowy, w każdym następnym roku (do wieku 60 lat) musimy tylko uiścić „podatek Belki”.

Nieco zmodyfikowany wariant powyższego rozwiązania to IKZE (Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego), które funkcjonuje na podobnych zasadach jak IKE, ale wypłata bez „podatku Belki” jest możliwa dopiero od 65 roku życia, a wpłacane składki można odliczyć sobie od podatku. Minimalna miesięczna wpłata na IKZE wynosi 55 złotych, a koszty wynoszą 4% naliczane od każdej wpłaconej składki. Podobnie jak w przypadku IKE tutaj też zapłacimy 500 zł za rezygnację w pierwszym roku trwania umowy.

Bardzo ciekawą opcją są indywidualne ubezpieczenia emerytalne, które charakteryzują się przede wszystkim brakiem limitów wpłat w danym roku (IKE i IKZE mają takie limity), a także zapewniają ochronę ubezpieczeniową w zakresie przewidzianym przez umowę. W niektórych ofertach są także zapisy mówiące o tym, że emerytura będzie nam wypłacana dożywotnio w niezmiennej wysokości nawet wtedy, gdy zgromadzone przez nas środki się skończą. W przeciwieństwie do ZUS-u środki zgromadzone na koncie osoby ubezpieczonej zostaną wypłacone rodzinie – w ZUS-ie po prostu przepadają na rzecz ubezpieczyciela.

Audi RS 3 Sportback – potwór w kompaktowej skórze

Póki co w segmencie aut kompaktowych najnowsze Audi RS 3 Sportback jest bez dwóch zdań najpotężniejszym samochodem, choć według nieoficjalnych doniesień już niedługo ten prymat się skończy, bo inżynierowie Mercedesa pracują nad projektem, który zmiecie Audi z piedestału. Jeśli nawet do tego dojdzie, RS 3 Sportback nadal będzie deklasować niemal całą konkurencję – wszystko dzięki ogromnej jednostce napędowej, która wydaje się nawet nieco zbyt potężna jak na tak niewielki wóz.

Czerwone Audi RS 3 Sportback 2015 podczas jazdy

Przyznać trzeba, że karoseria nowego Audi RS 3 Sportback jest zaprojektowana bardzo ładnie (źródło grafiki: Pinterest)

Przyjrzyjmy się zresztą jej nieco bliżej: pięć cylindrów, 2,5 litra pojemności, 367 koni mechanicznych mocy, turbodoładowanie oraz wgniatający w fotele moment obrotowy 465 Nm (dostępny w bardzo szerokim zakresie obrotów – od około 1600 do ponad 5500!) zapewniają nie tylko bardzo sportowe wrażenia z jazdy, ale przede wszystkim rewelacyjne przyspieszenie. RS 3 Sportback potrzebuje tylko 4,4 sekundy, aby przyspieszyć od 0-100 km/h, a maksymalna prędkość tego monstrum na kółkach wynosi aż 280 km/h (nominalnie ogranicznik jest ustawiony na 250 km/h, ale za dopłatą w wysokości ponad 8300 zł da się go przesunąć na 280 km/h).

Rzecz jasna tego rodzaju osiągi mają swoje konsekwencje w postaci wysokiego zużycia paliwa – wprawdzie dane producenta mówią o średnim spalaniu rzędu 11,6 litra w mieście i 6,5 litra na trasie, realnie jednak jest ono wyższe i wynosi odpowiednio 13,4 litra oraz 8,7 litra. Krótko mówiąc, nie jest to samochód dla oszczędnych. Nie zmienia to jednak faktu, że RS 3 Sportback jest autem bardzo wygodnym, stabilnym w zakrętach i dynamicznym. Pomimo ewidentnie sportowego charakteru jednostki napędowej auto prowadzi się łatwo i przyjemnie, choć przy napotkaniu poprzecznych uskoków na drodze lub „śpiących policjantów” trzeba bardzo mocno zwalniać.

Do niewątpliwych mankamentów tego modelu należy malutki bagażnik, standardowo mający 280 litrów pojemności, który nawet po rozłożeniu tylnej kanapy jest nadal mały – 1120 litrów to w mojej opinii niewystarczająco w czteroosobowym aucie przeznaczonym do codziennego użytku (tak Audi RS 3 Sportback jest reklamowany). Zastanawia mnie też, dlaczego producent w ogóle nie przewidział opcji dokupienia koła dojazdowego, ale faktem jest, że się tego nie da zrobić. W bagażniku miejsce normalnie zajmowane przez koło zapasowe wypełnione jest elementami systemu audio (grającego bardzo przyjemnie, muszę to przyznać).

Największym jednak minusem jeśli chodzi o nowe Audi RS 3 Sportback jest jego absurdalna cena – w Polsce najtańsza wersja wyposażeniowa (całkiem bogata, ale to oddzielna kwestia) kosztuje ponad 257 000 złotych! To zdecydowanie za dużo jak za auto tej klasy i sytuacji wcale nie poprawia fakt, że w Niemczech ten wóz jest tańszy o kilkadziesiąt tysięcy złotych – i tak ceny zaczynają się sporo powyżej 200 000 złotych. W połączeniu z wysokim spalaniem i niemałymi cenami wyposażenia opcjonalnego inwestycja w ten model Audi wydaje się być pomysłem chybionym.