Articles for the Month of Marzec 2015

Nie takie „Głupki” w misji ratowania życia człowieka, czyli kilka słów o manekinach do testów zderzeniowych

Dummy manekin do testów zderzeniowychTrochę niezasłużenie manekiny wykorzystywane w testach zderzeniowych nazywane są „dummy”. Historii jednak nie zmienimy, choć moim skromnym zdaniem na takie określenie zasługują raczej wolontariusze crash–testów, zaś manekinom powinno towarzyszyć określenie w stylu „clever”. Dlaczego, to wytłumaczy Wam krótka historia powstania naszych bohaterskich manekinów.

Oddzielne OC na samochód w leasingu?

Właściciele firm korzystający z usług leasingowych bardzo często mają poważny problem z podjęciem decyzji, czy na leasingowane auto wykupować oddzielną polisę OC, czy też raczej zdecydować się na ofertę przedstawianą zwyczajowo w momencie zawierania umowy o leasing samochodu. W tym drugim przypadku dość często polisa OC wydaje się nie być aż tak atrakcyjna, jak wykupiona indywidualnie, jednak należy mieć na uwadze, że pozory mylą i na dłuższą metę takie samodzielnie znalezione OC wcale może nie być aż tak opłacalne.

zderzenie dwóch samochodów

Oferta ubezpieczenia OC na auto firmowe może się bardziej opłacać w przypadku kupna w firmie leasingowej (źródło grafiki: Pinterest)

Pamiętajmy bowiem, że stawka to nie wszystko: ogromne znaczenie ma w przypadku firm (a o takiej sytuacji tu mówimy) oferta dodatkowa, czyli wszystko to, co potencjalnie uzyskamy, o ile zdecydujemy się na OC za pośrednictwem firmy leasingowej. Już na samym wstępie oszczędzamy, ponieważ zazwyczaj taka firma pobierze od nas opłatę manipulacyjną (nierzadko dość wysoką) jeśli ubezpieczymy auto na własną rękę. Ale to nie wszystko: kolejne oszczędności mogą się pojawić jako efekt przedstawienia przez nas dobrej kontroferty ubezpieczeniowej – zwykle firma leasingowa będzie chciała zaproponować coś nieco lepszego po to, byśmy jednak skorzystali z jej usług.

Najbardziej jednak można skorzystać na OC w sytuacji, gdy firma leasingowa jako bonus oferuje nam rozmaite profity dotyczące bezpośrednio leasingowanej floty. Aby w pełni uświadomić sobie, na czym to polega, rozważmy tę kwestię na konkretnym przykładzie. Škoda jest na naszym rynku już od dobrych kilku lat liderem jeśli chodzi o leasing samochodowy, ale nie dzieje się tak bez powodu: rzecz jasna relacja jakości do ceny samych aut jest tutaj bardzo ważna, jednak to, co oferuje Škoda klientom wykupującym OC za jej pośrednictwem w Volkswagen Leasing Polska, znacznie wykracza ponad wszystkie potencjalne zniżki, jakie moglibyśmy uzyskać indywidualnie od dowolnego ubezpieczyciela próbując znaleźć tanie OC na leasingowany samochód.

Przede wszystkim otrzymujemy gwarancję stawki, bardzo bogaty pakiet ubezpieczeniowy, a w przypadku kradzieży lub szkody całkowitej na leasingowanym pojeździe zaistniałej do trzeciego roku eksploatacji Škoda zapewnia zwrot pełnej wartości auta z dnia zawarcia umowy – zwłaszcza ten ostatni zapis jest istotny o tyle, że wiele firm leasingowych nie oferuje takiej możliwości, co oznacza, że w przypadku szkody całkowitej lub kradzieży będziemy musieli zwrócić firmie różnicę między wypłaconym odszkodowaniem a wartością auta.

Dodajmy jeszcze na koniec, że wymienione wyżej korzyści to zaledwie część tego, co Škoda Flota proponuje, najlepiej więc wejść na stronę firmy, skorzystać z udostępnionego tam kalkulatora leasingowego i zapoznać się z pełną ofertą w zakresie leasingu samochodu.

Samochód na miarę XXI wieku – nowy Ford Mustang

Pierwszy kwartał 2015 roku już za nami, pozostaje więc jeszcze trochę uzbroić się w cierpliwość w oczekiwaniu na chwilę, w której zapowiadane przez wielu producentów nowe samochody osobowe trafią do salonów. Bez wątpienia jedną z najbardziej oczekiwanych przez wielu entuzjastów premier tego roku jest Ford Mustang szóstej już generacji, który od pozostałych premier motoryzacyjnych przewidzianych na ten rok różni się tym, że po raz pierwszy w historii trafi normalnie do sieci dealerskiej w Europie. Oznacza to, że nowy Mustang będzie też dostępny dla klientów Forda w Polsce.

samochody osobowe Ford

Tak prezentuje się nowy Ford Mustang z profilu (źródło grafiki: ford.com)

To jednak nie jedyna „pierwsza w historii” właściwość najnowszego Mustanga – otóż projektanci i inżynierowie zajmujący się tym modelem postanowili dla tej odsłony popularnego modelu nie wykorzystywać żadnych części ani rozwiązań stosowanych już w innych modelach Forda. Krótko mówiąc nowy Mustang był projektowany całkowicie od zera. Efekty tego podejścia są generalnie rzecz ujmując niewiarygodne, choć dosyć oczywistą konsekwencją jest pewien wzrost ceny. W tym jednak przypadku można śmiało stwierdzić, że auto jest warte nie tylko swojej ceny, ale każdej ceny.

Zasadniczym powodem jest rewelacyjny design połączony z bardzo interesującymi opcjami jeśli chodzi o jednostkę napędową. Do dyspozycji będziemy mieć bowiem bazowo trzy silniki: czterocylindrową jednostkę o pojemności 2,3 litra EcoBoost (ten silnik opracowano specjalnie na potrzeby rynku europejskiego) z turbodoładowaniem i bezpośrednim wtryskiem, generującą moc 309 KM, jednostkę 3,7 litra w układzie V6 i deklarowanej mocy ponad 304 KM oraz prawdziwe monstrum (przynajmniej według standardów europejskich), czyli silnik o pojemności 5 litrów, w układzie V8 o mocy ponad 425 KM. I choć producent nadal nie ujawnił nawet przybliżonych osiągów poszczególnych jednostek, należy się spodziewać, że będą one co najmniej przyzwoite w obrębie tej klasy auta. A wedle wszelkiego prawdopodobieństwa będą po prostu porażające.

Spece z Forda nie byliby jednak sobą, gdyby nie zamontowali w swoim najnowszym cudeńku kilku ekstrawaganckich systemów, z których na pierwsze miejsce moim zdaniem zasługuje coś, co nazywa się niegroźnie „Line-Lock”, a jest ni mniej, ni więcej, tylko systemem ułatwiającym kierowcy nowego Mustanga… palenie gum! Tak, dobrze widzicie – wystarczy przełączyć auto w odpowiedni tryb, w którym samochód sam zablokuje przednie koła, a uwolni tylne, potem tylko wcisnąć gaz do dechy i po chwili za naszym Mustangiem zaczną się unosić kłęby dymu z opon. Później pozostaje tylko odblokować przednie hamulce i wystrzelić jak z procy. No i, rzecz jasna, zastanowić się nad sensem używania systemu, który z amerykańską skutecznością będzie nam niszczył nieszczególnie przecież tanie ogumienie. Ale czegóż się nie robi dla tych kilku chwil uwielbienia przez tłum gapiów…

Więcej o ofercie Forda na samochody osobowe znajdziesz pod tym adresem: http://www.ford.pl/Samochody_osobowe

Kurtyna w górę. Sprawdzamy ofertę samochodów osobowych Forda

Nastał czas, by rok 2015 pokazał swoje nowości. Powoli  wygasają reklamy o wyprzedażach rocznika 2014, a na ich miejsce jak grzyby po deszczu wyłaniają się oferty nowych, pięknych, dynamicznych i oczywiście ekonomicznych modeli. Dlaczego więc nie zrobić pewnego rodzaju przeglądu i nie sprawdzić, czy rzeczywiście nad gamą modeli poszczególnych producentów błyszczą fajerwerki. Na pierwszy ogień twórca pierwszego samochodu produkowanego masowo (a był nim Ford T) – Ford.

Jaki samochód wziąć w leasing?

W dzisiejszych czasach praktycznie każda większa firma, która potrzebuje do swego funkcjonowania floty samochodów, nie decyduje się na ich zakup, tylko szuka możliwości podpisania korzystnej umowy leasingowej z jednym z wiodących producentów aut. Takie rozwiązanie z punktu widzenia finansów firmy jest wręcz idealne, bo każdy wyleasingowany samochód firmowy realnie kosztuje zaledwie ułamek swej rynkowej wartości, a przy tym służy już w obrębie floty aut firmowych.

kobieta odbierająca kluczyki od samochodu

Leasing samochodu jest doskonałym rozwiązaniem zwłaszcza dla mniejszych firm (źródło grafiki: Pinterest)

Producentom się to również opłaca, ponieważ sporą część aut poleasingowych udaje się po okresie obowiązywania umowy sprzedać, a w trakcie jej trwania firma płaci za każdy miesiąc użytkowania każdego wozu. Ponieważ jest to tak korzystny układ dla obu stron, w zasadzie każdy producent posiada swój oddział leasingowy, nie znaczy to jednak, że u przedstawicieli każdej marki uzyskamy podobnie atrakcyjną ofertę. Do kogo warto zatem najpierw skierować kroki w sytuacji, gdy planujemy wymienić starą firmową flotę na nową lub na przykład szukamy możliwości wzięcia w leasing tylko kilku aut?

Najprawdopodobniej nie będzie dla nikogo szczególnym szokiem informacja, że najbardziej opłaca się skorzystać z oferty leasingowej przygotowanej przez Škodę – od dłuższego już czasu (co najmniej 5 ostatnich lat) to właśnie czeska firma zdominowała rynek samochodów firmowych w Polsce. I trudno się temu dziwić, bo zarówno relacja jakości do ceny, jak i szeroki wybór dostępnych dla firm modeli samochodów oraz naprawdę bogata oferta ubezpieczeniowa na leasingowane auta sprawiają, że konkurencji trudno jest zaproponować firmom coś podobnego w równie rozsądnej cenie. A dodajmy, że Škoda wygrywa nie tylko ceną, ale też wspominaną już jakością oraz dostępnością licznych autoryzowanych serwisów w całym kraju. Dla każdej firmy korzystającej z floty aut na skalę ogólnokrajową to niebywałe udogodnienie.

Nawet i mali przedsiębiorcy, którzy potrzebują kilku lub nawet zaledwie jednego samochodu dla swej firmy, w ofercie Škody znajdą coś skrojonego na miarę, a przy tym w naprawdę atrakcyjnej ofercie cenowej. Finansowanie to bez wątpienia następny wielki atut Škody, bo pozwala na przykład zaangażować w zakup samochodu na firmę jedynie niewielką część kapitału operacyjnego przedsiębiorstwa (co jest bardzo ważne zwłaszcza dla mniejszych podmiotów przynoszących relatywnie niewysokie zyski w skali roku) i jednocześnie korzystać nie tylko z wyleasingowanego auta, ale też i atrakcyjnego pakietu ubezpieczeń komunikacyjnych jeśli zdecydujemy się wykupić OC za pośrednictwem Škody.

Każdy więc, kto potrzebuje dobrego samochodu firmowego za rozsądną cenę, na pewno nie powinien omijać salonów czeskiego producenta, bo całkiem niewykluczone, że oferta zaprezentowana przez przedstawicieli tej firmy przerośnie nasze oczekiwania i to nie tylko na poziomie cenowym.

Czy warto ubezpieczyć nowe sprzęty elektroniczne?

Pytanie postawione w tytule tylko z pozoru ma jedną i zdawałoby się oczywistą odpowiedź, doświadczenie pokazuje bowiem, że Polacy bardzo często kwestię ubezpieczania siebie oraz swego dobytku traktują dosyć niefrasobliwie. I dopóki nic złego się nie wydarzy, taka postawa nie ma konsekwencji, jednak warto pamiętać, że zakładanie, iż nam akurat się na pewno nic nie przytrafi, jest nienajlepszym pomysłem – zwłaszcza, że konsekwencje mogą być dotkliwe.

smartfon Sony Xperia Play

Sprzęt elektroniczny warto ubezpieczyć, zwłaszcza jeśli jest to sprzęt dobrej marki (źródło grafiki: Pinterest)

Dziś akurat skupimy się na tych mniej bolesnych i łatwiejszych do zniwelowania efektach niefrasobliwości, czyli stratach wyłącznie w wymiarze finansowym. Co ciekawe, zwykle nie widzimy problemu w tym, że musimy regularnie opłacać składkę ubezpieczeniową za nieruchomość, jednak zapominamy przy tej okazji, że tylko niektóre takie polisy i tylko w dość ograniczonym zakresie chronią nas przed skutkami na przykład kradzieży. Jeśli w domu posiadamy sporą liczbę przedmiotów wartościowych, jak na przykład wysokiej klasy sprzęt audio-wideo, laptop, konsolę do gier czy najnowszy model telefonu komórkowego znanej firmy, to warto te wszystkie sprzęty dodatkowo ubezpieczyć od kradzieży i zniszczenia w wyniku nieprzewidzianych zdarzeń losowych (np. zalanie przez sąsiada czy pęknięcie rury podczas naszej nieobecności).

Tu oczywiście do głosu dochodzi nasza polska skłonność do oszczędności, jednak warto sobie zwyczajnie skalkulować koszty wykupienia wspomnianej polisy oraz koszty ewentualnych napraw czy kupna nowych sprzętów podobnej lub tej samej klasy, a okaże się, że takie „oszczędzanie” może nas słono kosztować. Ponadto warto wziąć pod uwagę jeszcze jeden czynnik, a mianowicie sprawę zawartości dysków twardych czy innych nośników pamięci, które możemy utracić – sam sprzęt odkupimy dość łatwo (o ile będzie dostępny w sprzedaży i o ile będzie nas na niego stać, rzecz jasna), ale danych, nierzadko poufnych albo dla nas ważnych czy to ze względów sentymentalnych, czy to dlatego, że są nam niezbędne do pracy, w znakomitej większości przypadków nie uda się odzyskać.

Tak więc każdorazowo kupując jakiś nowy sprzęt elektroniczny czy inny wartościowy przedmiot do naszego domu lub mieszkania, zastanówmy się, czy nie warto go ubezpieczyć. Tak na wszelki wypadek.

Mieszkanie na nowym osiedlu czy w starej kamienicy?

Rynek mieszkaniowy w naszym kraju przeżywa w obecnej chwili swoistą drugą młodość, choć po niedawnej zapaści niewiele osób spodziewało się, że poprawa nastąpi aż tak szybko. Deweloperzy budują więc nowe nieruchomości w dogodnych lokalizacjach, a choć banki obostrzyły już jakiś czas temu warunki przyznawania kredytów, to wciąż znajdują się nabywcy. Tu jednak dochodzimy do kwestii, która przy zakupie własnego „M” potrafi znacząco wpłynąć na to, czy kupimy nowe mieszkanie, czy też raczej będziemy szukać czegoś w zupełnie starym budownictwie.

stara kamienica w berlinie

Stare kamienice, choć piękne, bywają również źródłem potencjalnych kłopotów dla kogoś, kto kupi w nich mieszkanie (źródło grafiki: Pinterest)

Jak wiemy każde mieszkanie, które jest zakupione za pośrednictwem banku (czyli na kredyt) musi być ubezpieczone. I tu właśnie wśród wielu kredytobiorców rodzi się pytanie, co się bardziej opłaca w kontekście samego ubezpieczenia, bo koszty potrafią się diametralnie różnić w zależności od tego, czy kupujemy nowe mieszkanie, czy na przykład nasze przyszłe „cztery kąty” są w starej kamienicy. Trzeba jednak uważać na pewne pułapki, abyśmy skuszeni perspektywą niskiej składki nie zostali w pewnej chwili bez dachu nad głową.

W czym problem? Przeważnie nie tyle nawet w wieku samej kamienicy, ile w jej stanie technicznym – przed zakupem konkretnego mieszkania warto jest zdobyć informacje na temat samej nieruchomości i terenu, na jakim jest usytuowana. Pomoże to o tyle, że na przykład będziemy mieli świadomość mieszkania w rejonie zagrożonym obsunięciami terenu czy narażonym na osiadanie fundamentów z uwagi na sąsiedztwo dużej, ruchliwej ulicy, po której przez większą część dnia poruszają się ciężarówki. Mieszkańcy danej kamienicy zwykle będą prawdziwą skarbnicą informacji pod tym względem.

Nie znaczy to oczywiście, że wszystkie kamienice są na granicy zawalenia się, jednak taka możliwość w wielu przypadkach realnie istnieje. Dlatego, jeśli nie musimy z jakichś względów zamieszkać w kamienicy, rozważmy na poważnie opcję kupienia nowego mieszkania w jednej z nowopowstających inwestycji (np. osiedle mieszkań w Szczecinie Ku Słońcu: http://www.polnord.pl/inwestycje-w-sprzedazy/szczecin/osiedle-ku-sloncu-etap-ii-bud-4) – niewykluczone, że ubezpieczenie będzie wyższe, jednak w perspektywie lat bardziej na tym skorzystamy: nowy budynek jest znacznie bardziej wytrzymały niż kamienice budowane pięćdziesiąt czy sto lat temu.

Czy samochód na gaz wciąż się opłaca?

Nowoczesne samochody oprócz spełniania coraz to wyższych norm bezpieczeństwa muszą również być jak najbardziej ekologiczne, co najczęściej oznacza określoną niezwykle rygorystycznymi normami emisję spalin i możliwie niskie zużycie paliwa. Ponieważ nie jest już teraz żadną rzadkością duży samochód rodzinny, który spala średnio 5-6 litrów któregoś z tradycyjnych paliw, jak również coraz częściej widuje się na ulicach konstrukcje hybrydowe, można i należałoby zadać pytanie o sensowność i opłacalność montażu w aucie samochodowej instalacji gazowej.

samochodowa instalacja lpg

Instalacja LPG montowana fabrycznie w aucie jest zdecydowanie bardziej opłacalną inwestycją (źródło grafiki: Pinterest)

Wbrew pozorom takie rozwiązanie wciąż ma sens, jednak pod pewnymi określonymi warunkami. Zanim jednak o nich szerzej napiszemy, warto uświadomić sobie pewien fakt, o którym wielu kierowców (zwłaszcza tych starszej daty) zapomina: aby „zagazowany” silnik sprawnie i bezproblemowo działał, należy zastosować nie tylko odpowiednią instalację (właściwie dobraną do rodzaju i typu silnika), ale też zwrócić uwagę na poprawność i jakość montażu, bo to na tym etapie właśnie powstają rozmaite problemy, które po pewnym czasie użytkowania instalacji LPG skutkują niespodziewanymi awariami jednostek napędowych.

To właśnie dlatego najlepszym wyjściem jest zdecydowanie się na zakup samochodu z fabrycznie zamontowaną instalacją LPG – szeroki wybór modeli oferuje na przykład Škoda i należy dodać, że są to instalacje sekwencyjne o konkurencyjnych cenach. Jest to możliwe dzięki współpracy z firmą Landi Renzo, która cieszy się opinią jednej z najlepszych w dziedzinie opracowywania indywidualnie projektowanych instalacji LPG dla konkretnych modeli samochodów.

Wróćmy jednak do warunków opłacalności montażu instalacji gazowej w aucie. Pierwszym z nich jest ilość przejeżdżanych kilometrów w skali roku – jeśli nie planujemy dużo jeździć (powyżej 20000 km/rok) to opłacalność „zagazowywania” auta może być niewielka lub nawet żadna. Kolejną istotna sprawą jest dobranie odpowiedniej instalacji: silniki FSI wymagają innych rozwiązań LPG niż silniki z wtryskiem wielopunktowym, a pomyłka w wyborze zwykle jest dość kosztowna. Po trzecie wreszcie pamiętajmy, że choć niektóre starsze samochody (a sporo takich jeździ po polskich drogach) charakteryzują się dość wysokim spalaniem tradycyjnych paliw, to korzyść z zamontowania w nich instalacji gazowej w wielu przypadkach będzie jedynie iluzoryczna, gdyż jednostki te niezbyt dobrze współpracują z auto-gazem, czego efektem są usterki lub nawet konieczność wymiany całego silnika na nowy. Koszty takiej inwestycji są nieporównywalnie wyższe niż to, co potencjalnie oszczędzimy stosując LPG.

Podsumowując jednak nasze rozważania należy wyraźnie podkreślić, że koniec LPG w autach jeszcze nie nadszedł – w kontekście jednak coraz to nowszych technologii redukujących zużycie paliwa autogaz staje się rozwiązaniem efektywnym i opłacalnym jedynie w konkretnych przypadkach.

Co warto wiedzieć o bezpośredniej likwidacji szkód?

Jeszcze do niedawna bezpośrednia likwidacja szkód była w naszym kraju nie do końca osiągalnym rarytasem ubezpieczeniowym, ponieważ na chwilę obecną tego rodzaju rozwiązanie oferują zaledwie dwa towarzystwa ubezpieczeniowe, przy czym warto zaznaczyć, że w jednym z nich ten typ polisy jest dostępny dla klientów zaledwie od połowy ubiegłego roku. Trudno w tym kontekście mówić o bezproblemowej możliwości skorzystania z tego bardzo wygodnego produktu.

kolizja samochodowa

W takiej sytuacji bezpośrednia likwidacja szkód będzie bardzo przydatnym narzędziem (źródło grafiki: Pinterest)

Ta sytuacja jednak już niedługo ma ulec radykalnej zmianie, ponieważ już na drugi kwartał bieżącego roku zdecydowana większość podmiotów ubezpieczeniowych (zwłaszcza większych) planuje uruchomienie oferty przewidującej bezpośrednią likwidację szkód dla swych klientów. Cóż jest takiego szczególnego w takiej polisie?

Przede wszystkim jest to najlepszy dla ubezpieczonego sposób na skrócenie do absolutnego minimum ilości formalności wymaganych przy likwidacji szkody komunikacyjnej. Jest to możliwe dzięki temu, że szkodę zgłaszamy bezpośrednio do swego własnego ubezpieczyciela, a nie (jak to jest teraz) do podmiotu ubezpieczającego sprawcę wypadku. A ponieważ czas to pieniądz, nasz ubezpieczyciel będzie dokładać wszelkich starań, aby taką szkodę zlikwidować jak najszybciej, bo to mu się opłaca.

Według informacji podawanych przez ubezpieczycieli aż 90% klientów korzystających z polisy przewidującej bezpośrednią likwidację szkód jest zadowolonych. Mało tego: spora część z nich deklaruje, że jest gotowa za taką ofertę zapłacić nawet o 10% więcej niż kosztuje standardowe ubezpieczenie, co jest dość szczególne w kontekście faktu, że Polacy znani są jako osoby raczej oszczędnie wydające pieniądze na różnego rodzaju ubezpieczenia (w tym te najistotniejsze, czyli polisy na życie oraz komunikacyjne).

Pozostaje więc zaczekać na rzeczywiste wprowadzenie obietnic w życie – dla klientów sytuacja, w której bezpośrednia likwidacja szkód będzie dostępna u większości ubezpieczycieli to możliwość wybrania oferty najbardziej dopasowanej do potrzeb. A dla ubezpieczycieli kolejny obszar, w którym mogą zawalczyć o zdobycie nowych klientów dzięki zaproponowaniu ciekawie pomyślanych pakietów ubezpieczeniowych…

Filtr cząstek stałych, czyli jak dbać o zdrowie

Nie po raz pierwszy okazuje się, że to, co w założeniu i teorii miało być oszczędne, ekologiczne i przyjazne dla człowieka, w praktyce okazuje się nie być nawet w połowie tak cukierkowe, jak to się nam przez wiele lat przedstawiało. I co najgorsze media o takim stanie rzeczy milczą, dlatego właśnie dziś postanowiłem nieco bardziej przybliżyć jakże dobrze znany wielu polskim kierowcom problem obecności (lub nieobecności, ale o tym we właściwym czasie) w ich autach filtra cząstek stałych.

filtr czastek stałych

Tak wygląda filtr cząstek stałych zamontowany w samochodzie – filtr jest w głębi (źródło grafiki: Pinterest)

Od 2005 roku normy Unii Europejskiej wymagają, by silniki Diesla spełniały określone kryteria czystości emitowanych spalin. Najogólniej rzecz biorąc chodzi o emisję dwutlenku węgla, ale przede wszystkim cząstek stałych, czyli sadzy. Zasada działania takiego filtra jest bardzo prosta: sadza wytwarzana w procesie spalania paliwa gromadzi się w filtrze, po czym w odpowiednim momencie (czyli gdy filtr jest niemal pełny) jest wypalana przy pomocy paliwa – polega to na rozgrzaniu filtra do około 600 stopni Celsjusza, w której to temperaturze sadza spala się do dwutlenku węgla i pary wodnej.

W praktyce jednak cały system działa nie tak stabilnie, jak powinien, czego efektem jest zwykle konieczność regeneracji lub wymiany filtra. To generuje niemałe koszty – około 500-800 złotych w przypadku oczyszczania byłoby do przełknięcia, ale kilka lub nawet ponad 10 000 złotych za wymianę na nowy to koszt nie do przyjęcia dla przeciętnego polskiego kierowcy. I tu dochodzimy do wspomnianych w tytule kwestii zdrowotnych, jakie bowiem nasi pomysłowi rodacy znaleźli remedium na istnienie filtrów cząstek stałych? Najprostsze: usunąć, a potem oszukać komputer pokładowy, że filtr jest na swoim miejscu.

Problem w tym, że spaliny z silników Diesla i tak są o wiele bardziej szkodliwe od spalin generowanych przez klasyczne „benzyniaki” (o LPG nawet nie wspominając), a usunięcie filtra cząstek stałych tylko pogarsza ten stan rzeczy. W efekcie Polska jest na mapie Unii Europejskiej swoistą oazą fatalnego dla ludzkiego zdrowia powietrza. Badania publikowane w USA pokazują bardzo wyraźnie, że spaliny z Diesli są równie szkodliwe jak dym tytoniowy wdychany przez biernych palaczy, a wśród osób narażonych na kontakt z tymi spalinami (czyli przede wszystkim wśród mieszkańców miast – głównie większych) jest zdecydowanie więcej zachorowań na raka płuc i inne schorzenia układu oddechowego.

Najbardziej zaś przerażające jest to, że wycięcie filtra cząstek stałych z samochodu nie grozi absolutnie niczym, ponieważ policja nie ma możliwości technicznych, by sprawdzić zatrzymane do kontroli auto pod tym kątem. Mało tego: nawet w serwisach, które teoretycznie (ale tylko teoretycznie) mogłyby to zrobić, także się takich kontroli w przypadku aut osobowych nie przeprowadza, bo… nie ma takiego przepisu! Co ciekawe, auta benzynowe są badane pod kątem składu spalin, ale odpowiednia aparatura dla Diesli jest znacznie droższa od swojego benzynowego odpowiednika. W efekcie wycinka filtrów trwa, a kosztami jesteśmy obciążani wszyscy. Szkoda tylko, że płacić przychodzi najcenniejszym, co mamy, czyli zdrowiem.