Articles for the Month of Październik 2014

Crossover prosto z Włoch

Tegoroczny salon samochodowy w Paryżu obfitował w rozmaite niespodzianki – jedną z bardziej miłych spośród nich był debiut nowego modelu Fiata, oznaczonego nazwa kodową 500X. Dla włoskiego producenta jest to z pewnością jedno z najważniejszych wydarzeń 2014 roku, czego dowodem choćby plany uruchomienia sprzedaży nowego modelu w ponad stu krajach na świecie, włączając w to nawet tak hermetyczny i mało penetrowalny przez auta europejskie rynek, jak Stany Zjednoczone. Czym więc Włosi postanowili zdobyć serca (a w konsekwencji kieszenie) kierowców?

Fiat 500X

Najnowsza propozycja Fiata, czyli model 500X, wygląda naprawdę nieźle (źródło grafiki: Pinterest)

Fiat 500X to w założeniu miejski crossover, co zasadniczo oznacza mniej więcej tyle, że wielkością nie wybija się znacznie ponad klasyczne, niewielkie auta miejskie (długość 4250 mm, szerokość 1800 mm, wysokość 1600 mm), natomiast podniesione zawieszenie zapożyczone zostało z SUV-ów. W pewien sposób zabieg ten polaryzuje potencjalnych nabywców, bo na przykład osoby nie wyjeżdżające poza miasto, choć na pierwszy rzut oka nie potrzebują wysokiego zawieszenia, mogą skusić się za Fiata 500X z uwagi na to, że właśnie dzięki większemu prześwitowi będzie na przykład łatwiej wjechać na wysoki krawężnik podczas parkowania. Również i widoczność z kabiny kierowcy zwiększy się dość znacząco, co przecież przekłada się na bezpieczeństwo jazdy – to poważny argument przemawiający za zakupem nowej „pięćsetki”.

Nie jest to jedyna zaleta tego auta: jak na swoje gabaryty ma bowiem całkiem pojemny bagażnik (350 litrów), a i paleta silników dostępnych w momencie premiery (w Polsce dostawy Fiata 500X rozpoczną się w 2015 roku, choć zamówić samochód można już teraz) wygląda zachęcająco – benzynowa jednostka 1,4 litra o mocy 140 KM (napęd na przód, sześciostopniowa skrzynia biegów), wysokoprężny silnik 1,6 litra o mocy 120 KM (także napęd na przód i sześciostopniowa skrzynia biegów) oraz Diesel o pojemności 2,0 litra i mocy 140 KM (ten silnik jest połączony z napędem na 4 koła i automatyczną, dziewięciostopniowa skrzynią biegów – to nowość w samochodach Fiata).

Ten zestaw to zaledwie wierzchołek góry lodowej, bowiem producent zapowiada, że w późniejszym czasie oferta jednostek napędowych zostanie poszerzona między innymi o silniki wyposażone w turbosprężarkę czy pięciostopniowe skrzynie biegów, będzie również sześciostopniowy automat z podwójnym sprzęgłem czy przewidziany wyłącznie na rynek rosyjski, amerykański i Bliski Wschód silnik benzynowy o pojemności 2,4 litra, generujący oszałamiające w tej klasie auta 184 KM mocy i połączony z dziewięciostopniowym automatem oraz napędem na wszystkie koła.

Jeśli chodzi o bezpieczeństwo, projektanci pomyśleli o wszystkim: mamy więc w standardzie sześć poduszek powietrznych, automatyczne doświetlanie zakrętów, system ESC czy możliwość przełączenia przednich reflektorów w tryb jazdy dziennej. Za dopłatą będzie możliwość zainstalowania systemów Lane Assist i Blind Spot Assist, jak również systemu Brake Control lub kamery parkowania.

Najważniejszą kwestią, której jak na razie producent nie poruszył, jest sprawa ceny – rzeczą oczywistą jest, że aby w ogóle myśleć o sprzedaży tego samochodu na tak wielu rynkach, cena musi być przystępna, czyli tak naprawdę niższa niż ceny aut podobnej klasy oferowanych przez niemiecką konkurencję. Czy Włosi zaproponują coś sensownego? Czas pokaże…

Sportowy samochód z silnikiem motocykla

Wbrew pozorom dziś nie będę pisał o żadnym pojeździe „domowej roboty”, tylko o jak najbardziej poważnej propozycji koncernu Volkswagen – podczas tegorocznego salonu samochodowego w Paryżu została zaprezentowana konstrukcja stworzona w kooperacji ze znanym włoskim producentem motocykli, czyli Ducati. Efekt końcowy został nazwany Volkswagen XL Sport i muszę przyznać, że maszyna zapowiada się całkiem interesująco, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę fakt, że jeszcze nikt dotąd nawet nie próbował wprowadzić na rynek seryjnego auta napędzanego silnikiem motocyklowym.

Volkswagen XL Sport

Na zdjęciu Volkswagen XL Sport z uchylonymi drzwiami (źródło grafiki: Pinterest)

Warto jednak wziąć solidną poprawkę na osiągi tego silnika, ponieważ nie są one całkiem standardowe nawet jak na motocykl wyścigowy: zastosowana jednostka ma wprawdzie tylko dwa cylindry i zaledwie 1,2 litra pojemności (w porównaniu do typowych rozwiązań stosowanych w samochodach te liczby wyglądają naprawdę żałośnie), ale generowana przez nią moc maksymalna oscyluje wokół 200 KM, a to już mało nie jest, szczególnie w kontekście wagi tego unikalnego wozu, wynoszącej jedynie 890 kg! Karoseria została specjalnie zaprojektowana w taki sposób, by stawiać jak najmniejszy opór aerodynamiczny, co się zresztą doskonale powiodło: przy szerokości 2,424 metra, wysokości 1,152 metra i długości 4,291 metra współczynnik oporu powietrza wynosi jedynie 0,258!

Dodatkową korzyścią z użycia silnika motocyklowego jest rekordowo niskie spalanie i choć póki co koncern nie podał żadnych precyzyjnych danych na ten temat, należy spodziewać się, że Volkswagen XL Sport będzie jednym z najbardziej ekonomicznych aut sportowych na świecie. Niezależnie jednak od poziomu spalania jest to auto na wskroś sportowe i w związku z tym wyposażono je w niemałą ilość wyposażenia, którego próżno byłoby szukać w samochodach bardziej standardowych – między innymi specjalne felgi z kutego magnezu (są o wiele lżejsze niż alufelgi), układ hamulcowy z tarczami ceramicznymi, wysuwany tylny spoiler, a także rozmaite usprawnienia w konstrukcji nadwozia, których zadaniem jest poprawa przepływu powietrza, a tym samym zwiększenie docisku aerodynamicznego.

Absolutnym novum są niewielkie kamery zamontowane w VW XL Sport zamiast lusterek: obraz z nich jest przekazywany na ekrany w kabinie kierowcy, dzięki czemu nie musi on kręcić głową na wszystkie strony, aby dojrzeć to, co się dzieje na przykład za pojazdem. Każdy jednak, kto chciałby sobie takie auto zakupić, musi liczyć się z tym, że najprawdopodobniej produkcja wcale nie będzie masowa, tak więc może się okazać, że zdecyduje kolejność zgłoszeń – kto pierwszy złoży zamówienie, ten będzie mógł się cieszyć swym wyjątkowym samochodem. A naprawdę jest czym: piękny design, sportowa sylwetka i doskonałe osiągi (przyspieszenie od 0-100 km/h w 5,7 sekundy, prędkość maksymalna 270 km/h) to w zupełności wystarczająca zachęta do zakupu. Dodajmy do tego wspominaną już ekonomię zużycia paliwa i otrzymamy samochód, który z pewnością znajdzie wielu entuzjastów na całym świecie.

SUV szybki jak błyskawica

Liczba kierowców, którzy przesiadają się ze standardowych aut na SUV-y, rośnie systematycznie i spora w tym zasługa panującej obecnie mody na ten konkretny typ samochodu, jednak niemałą rolę graja tu także i względy praktyczne: SUV-y są przestronniejsze, bez problemu można nimi wybrać się na wycieczkę „w teren” (rzecz jasna nie taki całkiem dziki) i zdecydowanie łatwiej się parkuje w mieście na chodnikach z uwagi na większy niż w typowych autach prześwit.

Znakomita większość SUV-ów sprzedawanych w Polsce ma jednak pewien istotny mankament, czyli układ jezdny przystosowany w praktyce wyłącznie do jazdy w warunkach miejskich: miejskie opony, napęd wyłącznie na tylną oś, a przede wszystkim nieszczególnie mocny silnik, który dynamiką jazdy nie odbiega znacząco od jednostek stosowanych w autach mniejszych. Jest na szczęście pewna grupa producentów, którzy dbają o to, by SUV-y proponowane przez nich klientom były maksymalnie zbliżone charakterystykami do swych pierwowzorów zza oceanu. Jedna z takich marek to Infiniti i choć opisywany dziś przeze mnie model trafił na rynek dwa lata temu, to nadal jazda nim sprawia o wiele więcej przyjemności, niż niejednym oferowanym przez innych producentów SUV-em z bieżącego roku modelowego.

Podstawową cechą charakterystyczną Infiniti FX50S, bo o nim mowa, jest potężny silnik V8 o pojemności 5 litrów, generujący aż 390 KM mocy, co w zupełności wystarcza, by rozpędzić tego szosowego potwora do 100 km/h w zaledwie 5,8 sekundy. Z uwagi na bezpieczeństwo pasażerów maksymalna prędkość została elektronicznie ograniczona do 250 km/h. Ciekawostką jest fakt, że te osiągi są możliwe przy użyciu w pełni automatycznej, siedmiostopniowej skrzyni biegów, choć dla kierowców pragnących mieć większa kontrolę nad przyspieszeniem samochodu są dostępne łopatki zmiany biegów zamontowane przy kierownicy.

Infiniti FX50 S

Trzeba przyznać, że Infiniti FX50S to naprawdę ładne auto (źródło grafiki: Pinterest)

Ponieważ Infiniti to marka kojarzona z luksusem, nie mogło w FX50S zabraknąć niczego – mamy tu więc między innymi system nawigacji satelitarnej, tempomat, jedenastogłośnikowy system audio zaprojektowany przez renomowaną w tej branży firmę BOSE, podgrzewane (lub chłodzone) fotele regulowane w każdej płaszczyźnie, strefową klimatyzację, zawieszenie z systemem wytłumiającym CDC (Continuous Damping Control), panoramiczną kamerę parkowania o kącie 360 stopni, system inteligentnego wspomagania hamowania IBA (Intelligent Brake Assist) i całe mnóstwo innych udogodnień, które zadowolą nawet najbardziej wybrednych miłośników motoryzacji.

Jedynym minusem Infiniti FX50S jest jego dość wysoka cena (nawet używane wozy potrafią kosztować około 130-150 tysięcy złotych) oraz wysokie spalanie – pięciolitrowy silnik pożera od 13 do 18 litrów benzyny na każde 100 km, niemałą sumkę trzeba również przeznaczyć na roczne ubezpieczenie: około 30 tysięcy złotych. Prawdopodobnie to właśnie te względy sprawiają, że na naszych drogach ten model spotyka się niezbyt często…