Articles for the Month of Wrzesień 2014

Nie opłaca się oszczędzać na ubezpieczeniu mieszkania

Według najnowszych badań statystycznych mniej więcej dwie trzecie nieruchomości mieszkaniowych w naszym kraju jest ubezpieczona – oznacza to, że co trzeci właściciel takiej nieruchomości nie jest w żaden sposób chroniony przed następstwami rozmaitych nieprzewidzianych sytuacji losowych. Bardzo często głównym powodem nieubezpieczenia mieszkania podawanym przez Polaków są względy finansowe, czyli po prostu chęć zaoszczędzenia na rocznej składce.

Najlepiej ubezpieczać nasze mieszkania i domy kompleksowo i zawczasu (źródło grafiki: Pinterest)

Najlepiej ubezpieczać nasze mieszkania i domy kompleksowo i zawczasu (źródło grafiki: Pinterest)

W rzeczywistości jednak tego rodzaju podejście do sprawy jest zwyczajnie niepoważne: bądź co bądź mieszkanie wraz z jego zawartością (w postaci nagromadzonych w nim ruchomości) jest naszym dorobkiem życia, który można bardzo łatwo i bezpowrotnie stracić. Osoby, które ubezpieczyły swe nieruchomości, mogą w takiej sytuacji liczyć przynajmniej na rekompensatę w postaci odszkodowania, „oszczędnisie” takiego luksusu już nie mają.

Warto przy tym pamiętać, że ubezpieczeniem mogą być objęte nie tylko mieszkania czy domy, ale także pomieszczenia gospodarcze, garaże, a nawet miejsca postojowe. Ponadto w praktycznie każdym towarzystwie możemy ubezpieczyć wartościowe ruchomości znajdujące się w mieszkaniu – ma to o tyle istotne znaczenie, że nierzadko posiadamy drogie i ekskluzywne sprzęty RTV lub na przykład dzieła sztuki, których kradzież lub zniszczenie to niepowetowana strata.

Trzeba również mieć na uwadze, że podstawowy pakiet ubezpieczeniowy zwykle obejmuje następstwa wydarzeń losowych (pożar, uderzenie pioruna, grad, uderzenie statku powietrznego, zalanie, zapadanie i osuwanie się ziemi, huragan oraz deszcz nawalny to standardowy zakres u większości ubezpieczycieli), tak więc od kradzieży, kradzieży z włamaniem czy na przykład dewastacji lub rabunku trzeba posiadaną nieruchomość ubezpieczyć dodatkowo. Doświadczenie pokazuje, że o zabezpieczeniu mieszkania od wyżej wymienionych zagrożeń myślimy przeważnie dopiero po pierwszym tego typu zdarzeniu, czyli zdecydowanie za późno. Dlatego właśnie warto ubezpieczyć nasze „cztery kąty” kompleksowo zanim się taka sytuacja nam przytrafi – tylko wtedy będziemy się czuć we własnym domu naprawdę bezpiecznie.

Nowa odsłona Mazdy już wkrótce w sprzedaży!

Japońscy konstruktorzy nie próżnują i nieustannie dokładają starań, by wprowadzać na rynek kontynentalny modele samochodów mające być bezpośrednią konkurencją dla tych produkowanych przez największe europejskie koncerny. W drugiej połowie września 2014 zadebiutowała najnowsza odsłona Mazdy2 (w Kraju Kwitnącej Wiśni jest sprzedawana jako nowa Mazda Demio). Prototyp został pokazany światu w lutym 2014 podczas salonu samochodowego w Genewie i trzeba przyznać, że wzbudził spore zainteresowanie.

Nowa Mazda2 to auto typowo miejskie, które ma rywalizować o palmę pierwszeństwa (i kieszenie kierowców) ze znanymi i popularnymi autami w rodzaju Toyoty Yaris, Volkswagena Polo czy Skody Fabii. Pomimo kompaktowych rozmiarów (długość 4,07 metra, szerokość 1,73 metra, wysokość 1,45 metra) samochód posiada dosyć przestronne i wygodne wnętrze (przewidziane dla czterech osób) dzięki bardzo nowocześnie zaprojektowanej karoserii standardowo dostępnej w układzie pięciodrzwiowym, nieco z wyglądu przypominającym model CX.

Nowa Mazda2 to rasowe auto miejskie z prawdziwego zdarzenia (źródło grafiki: Pinterest)

Nowa Mazda2 to rasowe auto miejskie z prawdziwego zdarzenia (źródło grafiki: Pinterest)

Bazowa wersja Mazdy2 została wyposażona w silnik wysokoprężny o pojemności 1,5 litra, generujący moc rzędu 105 KM, którego maksymalny moment obrotowy wynosi 250 Nm przy relatywnie niskich obrotach – zaledwie 1500 obr./min. Oznacza to przede wszystkim, że Mazda2 będzie bardzo dynamicznym autem miejskim, dysponującym sporym zapasem mocy, co z pewnością spodoba się wszystkim miłośnikom szybkiego opuszczania zatłoczonych skrzyżowań. I choć nie są póki co ujawnione konkretne dane na temat prędkości maksymalnej czy przyspieszenia od 0-100 km, to już na podstawie podanych przez producenta informacji można się spodziewać, że nie będą one kiepskie.

Wysokoprężna jednostka napędowa jest przy okazji niezwykle oszczędna jak na oferowane osiągi, bowiem średnio zużywa 3,8 litra paliwa na przejechane 100 km w cyklu mieszanym, co jest naprawdę dobrym wynikiem. Ponadto silnik ten jest zaprojektowany jako przyjazny dla środowiska naturalnego: emisja dwutlenku węgla plasuje się w poniżej 90g/km, co jest wynikiem co najmniej bardzo dobrym jak na auto tej klasy.

Producent zapowiedział, że po oficjalnej premierze (przewidzianej w Europie na początek października, podczas salonu samochodowego w Paryżu) dla klientów będą również dostępne silniki benzynowe o takiej samej pojemności (1,5 litra), lecz zróżnicowanej mocy wyjściowej – 75 KM i 100 KM. Standardowo nowa Mazda2 będzie wyposażona w sześciobiegową, manualna skrzynie biegów, jednak jako wyposażenie opcjonalne została przewidziana skrzynia automatyczna, która również będzie sześciobiegowa i ma być możliwa do zastosowania z każdym silnikiem.

W Polsce Mazda2 będzie dostępna w sprzedaży w 2015 roku, podczas gdy w Japonii już jesienią bieżącego roku – auto jest produkowane od lipca 2014 i w kontekście popularności poprzednich generacji tego modelu na całym świecie (ponad 2,4 miliona sprzedanych egzemplarzy łącznie) można przypuszczać, że i czwarta, najmłodsza generacja będzie się sprzedawać równie dobrze.

Czym na ślub, czyli pomysły na transport ślubny

pomysły na transport do ślubuLetni sezon ślubny dobiegł końca, czas zatem na podsumowanie. Będzie ono dotyczyło drugoplanowego bohatera. Nie wiem czy się ze mną zgodzicie, że drugie miejsce zaraz po pannie młodej pod względem wzbudzania największego zainteresowania gości zajmuje nie jej wybranek, lecz pojazd, którym państwo młodzi zjawili się pod kościołem, czy salą weselną.

Odpowiednie ubezpieczenie dla rowerzysty

Wprawdzie sezon rowerowy powoli dobiega końca, jednak panująca aura nadal sprzyja wycieczkom na naszych dwuśladach, o poruszaniu się po mieście przy pomocy wypożyczonych sprzętów nie wspominając. Niestety, mało który użytkownik roweru posiada wykupioną polisę ubezpieczeniową na wypadek jakiegoś nieszczęśliwego zdarzenia podczas jazdy na rowerze. Tego typu ubezpieczenia znajdują się w ofertach praktycznie wszystkich ubezpieczycieli, warto więc na spokojnie rozeznać się w dostępnych ofertach – poniżej krótka lista tego, na co powinniśmy zwrócić szczególną uwagę.

Każdy rowerzysta powinien się odpowiednio ubezpieczyć (źródło grafiki: Pinterest)

Każdy rowerzysta powinien się odpowiednio ubezpieczyć (źródło grafiki: Pinterest)

Najważniejsze z punktu widzenia rowerzysty są dwa rodzaje polis: pierwsza z nich to ubezpieczenie od następstw nieszczęśliwych wypadków (czyli NNW), a druga to ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej w życiu prywatnym (czyli doskonale znane kierowcom samochodów OC). Te dwie polisy zapewniają w zasadzie kompletną ochronę dla rowerzysty zarówno w sytuacji, gdy to on został potrącony i poniósł uszczerbek na zdrowiu, jak i wtedy, gdy to rowerzysta spowoduje wypadek, w którym poszkodowane są osoby trzecie. Są jednak sytuacje, gdy żadna z tych polis nie wystarczy.

Do najczęstszych sytuacji nie mieszczących się w zakresie wspomnianych polis jest kradzież roweru, warto więc dokupić odpowiedni pakiet po to, by nie martwić się stratą roweru – i to nie tylko wtedy, gdy chodzi o nasz własny, ale także i w przypadku rowerów pochodzących z wypożyczalni. Trzeba jednak mieć na uwadze fakt, że za sprzęt zniszczony w wypadku praktycznie żaden ubezpieczyciel pieniędzy nam nie zwróci – pokrywane są tylko koszty leczenia.

Pamiętajmy również, że zawsze należy dokładnie zapoznać się z pełnym zakresem wykupowanej polisy, ponieważ każdy ubezpieczyciel dokładnie precyzuje sytuacje, w których wypłata ewentualnego odszkodowania jest możliwa i takie, kiedy na pewno odszkodowania nie otrzymamy. Dla przykładu: jeśli jesteśmy członkami jakiegoś towarzystwa rowerowego czy klubu sportowego (o profilu kolarskim, rzecz jasna), to ubezpieczyciel może uznać naszą jazdę na rowerze za wyczynową, a to przeważnie uniemożliwia uzyskanie odszkodowania – warto więc nadchodzącą zimę wykorzystać na znalezienie ubezpieczenia, które zapewni nam jak najpełniejszą ochronę w nowym sezonie rowerowym!

Polski drapieżnik motoryzacyjny jest na wymarciu

Malkontenci narzekający na całkowity brak naszego rodzimego, polskiego przemysłu samochodowego, z całą pewnością nie mają pojęcia o tym, że jeszcze do niedawna działała w Mielcu firma produkująca samochody sportowe dla klientów o dość zasobnych portfelach – mowa o przedsiębiorstwie Leopard Automobile AG. Wytwarzany wóz nazywał się Leopard 6 Litre Roadster i stanowił konstrukcję ze wszech miar udaną, choć z pewnością nie był to samochód najtańszy: cenę znają w zasadzie tylko nabywcy, gdyż oficjalnie nie została nigdy ujawniona. Nieoficjalnie mówi się o kwocie rzędu 100 000 euro…

Sam projekt jest o tyle ciekawy, że karoseria Leoparda wykonana została głównie przy użyciu technologii stosowanych w lotnictwie (co w zasadzie nie powinno dziwić, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że auta wytwarzano na terenie zakładów lotniczych w Mielcu). Nadwozie to klasyczny, dwudrzwiowy roadster zaprojektowany tak, by nie tylko cieszyć oko, ale również by zapewniać niesamowite osiągi – jak twierdzili sami projektanci (inżynierowie Zbysław i Maksymilian Szwaj) nie stać ich na nowoczesność, postawili więc na klasyczną, harmonijną ponadczasowość.

Leopard 6 Litre Roadster to naprawdę piękne auto... (źródło grafiki: Pinterest)

Leopard 6 Litre Roadster to naprawdę piękne auto… (źródło grafiki: Pinterest)

Jednostka napędowa Leoparda to sześciolitrowy silnik V8 pochodzący z Chevroleta Corvette, który jest w stanie wyprodukować aż 405 KM mocy. Dla auta o masie własnej 1150 kilogramów to aż nadto, by osiągi były naprawdę sportowe: od 0-100 km/h samochód przyspiesza w 4 sekundy, natomiast prędkość maksymalna ze względów bezpieczeństwa została elektronicznie ograniczona do „jedynie” 250 km/h! Skrzynia biegów jest manualna, sześciostopniowa, a napęd przenoszony jest na tylną oś.

Wszystkie elementy wyposażenia wewnętrznego i zewnętrznego są najwyższej możliwej jakości – poczynając od siedzeń Inter Groclin, poprzez kierownicę Momo i hamulce Brembo, na szybach Pilkingtona kończąc. Jako samochód luksusowy dla najbogatszych Leopard jest wyposażony również w nawigację GPS oraz w zestaw telefonii GSM, co w wozach sportowych jest ogromnym ewenementem nawet w dzisiejszych czasach (a przypomnijmy, że opisywana maszyna zadebiutowała w roku 2005!). Roczna produkcja wynosiła maksymalnie 20 egzemplarzy – dla takiej ilości producent gwarantował jakość wykonania.

Niestety, obecnie firma Leopard Automobile AG znajduje się w stanie upadłości: została ona ogłoszona mniej więcej w połowie 2014 roku (głównym powodem jest pozamotoryzacyjny kontrakt). W produkcji znajdują się jeszcze nadal 2 egzemplarze wozu, które zostały całkowicie opłacone przez nabywców i są mniej więcej w 60% ukończone. Syndyk masy upadłościowej zakładu zapytany o przyszłość majątku firmy powiedział jednak, że będzie walczył o to, by całość trafiła do jednego podmiotu, który będzie także zainteresowany wznowieniem produkcji Leoparda. Być może więc nie wszystko jeszcze stracone i dla polskiego roadstera jeszcze nie wybiła ostatnia godzina…

Arrinera Hussarya – supersamochód z Polski rodem

Dwa lata temu prasa motoryzacyjna oraz znakomita większość liczących się portali z branży auto-moto rozpisywały się na temat prototypu samochodu o pięknej nazwie Arinera Hussarya – prototypu, który powstał w Polsce jako bezpośrednia konkurencja dla takich gigantów rynku jak Ferrari, Koenigsegg czy Pagani. I choć sprawa budziła wiele kontrowersji, a wielu niedowiarków (w tym, niestety, kilku naszych dziennikarzy motoryzacyjnych) twierdziło, ze supersamochód z Polski to jedno wielkie oszustwo, dziś wiemy już na pewno, że auto ma się świetnie i że najprawdopodobniej w najbliższym czasie ma ruszyć produkcja seryjna.

Po przyjrzeniu się renderom produkcyjnej wersji samochodu trudno się oprzeć wrażeniu, że mamy do czynienia z kolejną propozycją znanych stajni – tego nadwozia nie powstydziłby się żaden spośród popularnych producentów supersamochodów. Dynamiczny, agresywny przód auta i bardzo niski profil całego wozu (wysokość wynosi zaledwie 1195 milimetrów!) tworzą bardzo charakterystyczną i dobrze się ze sobą komponującą całość, a rzucające się w oczy elementy wykonane z włókien węglowych tylko podkreślają sportowy charakter Arrinery.

Arrinera Hussarya w pełnej krasie (źródło grafiki: www.arrinera.com)

Arrinera Hussarya w pełnej krasie (źródło grafiki: www.arrinera.com)

Jeśli chodzi o osiągi, to Arrinera Hussarya również nie ma się czego wstydzić: dzięki zastosowaniu jako jednostki napędowej silnika V8 o pojemności 6,2 litra, który w podstawowej wersji generuje 650 KM mocy, samochód będzie przyspieszał od 0-100 km/h w ciągu zaledwie 3,2 sekundy, a jego prędkość maksymalna wyniesie 340 km/h. Wartości te zasługują na tym większy szacunek, że samo auto do najlżejszych nie należy: waga to 1300 kilogramów, czyli całkiem sporo jak na sportowy supersamochód.

Napęd, rzecz jasna, jest przenoszony na tylną oś, a skrzynia biegów ma być dostępna wyłącznie w sześciobiegowej, manualnej wersji – dla usprawnienia zmiany biegów kierowca będzie mógł używać łopatek umieszczonych przy kierownicy.

Ze względu na prędkości osiągane przez Arrinerę zastosowano w niej potężne hamulce: podstawowa wersja wyposażeniowa będzie posiadać z przodu sześciotłoczkowe zaciski oraz tarcze o średnicy 380 mm, z tyłu natomiast zaciski czterotłoczkowe i tarcze o średnicy 350 mm, choć za dopłatą będzie opcja dokupienia powiększonych tarcz i lepszych zacisków produkcji Brembo lub AP Racing.

Z wyposażenia opcjonalnego na szczególną uwagę zasługuje możliwość zamontowania kamery termowizyjnej skanującej obszar kilkuset metrów z przodu Arrinery, dzięki czemu jazda w trudnych warunkach atmosferycznych (deszcz, mgła) będzie o wiele bezpieczniejsza, gdyż na wyświetlaczu pojawią się wszystkie obiekty wykazujące się ciepłotą wyraźnie wyższą od otoczenia – to pozwoli odpowiednio wcześnie zareagować na obecność na drodze człowieka lub jakiegoś zwierzęcia.

Arrinera Hussarya ma być produkowana w Gliwicach, a cena podstawowej wersji wyposażeniowej została określona na 509 000 złotych – jak na polskie warunki to niemało, jednak i tak zdecydowanie taniej, niż wiele produkcji zagranicznych. Pozostaje więc tylko czekać, aż na ulicach zaczną się pojawiać produkowane w Polsce supersamochody…

Samodzielnie zbudowany pojazd też musi mieć wykupione OC!

Wielu polskich kierowców jest głęboko przekonanych, że pojazdy zbudowane własnoręcznie nie muszą być w żaden sposób ubezpieczone – niestety, jest to przekonanie całkowicie błędne, istnieje bowiem tylko jeden przypadek, w którym pojazd typu SAM (czyli zbudowany z użyciem nadwozia, podwozia albo ramy własnej konstrukcji) może być użytkowany legalnie bez konieczności wykupu OC: jest to sytuacja, gdy poruszamy się takim pojazdem tylko i wyłącznie po swojej posesji. W chwili jednak, gdy wyjedziemy nim poza naszą działkę, wymagane jest OC i to nawet wtedy, gdy pojazd w ogóle nie jest zarejestrowany.

Tego rodzaju pojazdy także muszą mieć wykupioną polisę OC (źródło grafiki: Pinterest)

Tego rodzaju pojazdy także muszą mieć wykupioną polisę OC (źródło grafiki: Pinterest)

Sprawa jest o tyle ważna, że w naszym kraju coraz większą popularność zdobywają quady i motocykle, a ponieważ nie wszystkich stać na zakup markowego pojazdu tego rodzaju, często decydujemy się na budowę SAM-a przy wykorzystaniu posiadanych lub kupionych okazyjnie części zamiennych od innych pojazdów. Pomysł sam w sobie jest rzecz jasna dobry, jednak niefrasobliwość wielu osób, decydujących się na poruszanie się po drogach takimi pojazdami, często doprowadza do kolizji i wypadków.

Podstawowym powodem dla wspomnianego wcześniej wymogu wykupu OC jest w tym kontekście fakt, że biorąc udział w ruchu drogowym możemy być uczestnikiem zdarzenia, w którym poszkodowane zostaną osoby trzecie. Jeśli nasz „domowej roboty” pojazd nie posiada polisy OC, wtedy ewentualne odszkodowanie zostanie wypłacone poszkodowanym z Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego, jednak UFG z pewnością zwróci się do nas (jako właścicieli, całkowicie niezależnie od tego, czy akurat prowadziliśmy pojazd osobiście, czy „za kółkiem” siedział ktoś inny – wtedy osoba prowadząca pojazd będzie zmuszona partycypować w kosztach) o zwrot wypłaconej sumy, a ponadto dostaniemy karę (oczywiście finansową) za niewykupienie OC.

Warto pamiętać, że kwoty te mogą sięgać nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych, czyli sumą, którą mało kto od ręki dysponuje. Zanim więc zdecydujemy się na poruszanie się po drogach własnoręcznie zbudowanym quadem, motocyklem czy innego rodzaju pojazdem, wykupmy dla niego polisę OC – jest to nie tylko nasz obowiązek, ale także ochrona przed ewentualnymi kosztami w razie uczestnictwa w wypadku.