Articles for the Month of Czerwiec 2014

Polisolokata

skarbonka z pieniędzmiPolisolokata to produkt na rynku bankowym będący w praktyce ubezpieczeniem.Przy podpisaniu umowy bank stanowi jedynie rolę pośrednika. Pieniądze wpłacane na nasze konto trafiają do towarzystwa ubezpieczeniowego. Wysokość składki odpowiada wkładowi wymaganemu dla tradycyjnych lokat (skorzystaj z porównywarki lokat rynkuj.pl jeśli chcesz porównać aktualne warunki tradycyjnych lokat oferowanych przez banki – czytaj więcej tu: http://pieniadzeibiznes.pl/pieniadze/inwestowanie/porownanie-kont-

i-lokat-bankowych/). Ubezpieczyciel zobowiązuje się, że po zakończeniu umowy (przeważnie 6 lub 12 miesięcy) zwróci nam kapitał powiększony o tzw. świadczenie z tytułu dożycia, czyli odsetki. Co ważne, w świetle prawa, świadczenie to nie stanowi zysku od dochodów kapitałowych i nie podlega opodatkowaniu.

Nasze środki znajdujące się na polisolokacie gwarantowane są przez Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny (UFG), a nie jak w przypadku pieniędzy złożonych w banku przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny (BFG). Oznacza to, że UFG gwarantuje jedynie 50 procent naszej polisolokaty.

Żeby stać się szczęśliwym posiadaczem polisolokaty trzeba mieć ukończone 18 lat, w niektórych towarzystwach wprowadzona jest dla ubezpieczonych również górna granica wiekowa. Ostatnio ten nowy instrument bankowo-ubezpieczeniowy znalazł się na celowniku Komisji Nadzoru Finansowego. KNF wyraził negatywną opinię na temat polisolokat, uznając je za fikcyjne produkty ubezpieczeniowe.

Dobór zakresu ubezpieczenia nieruchomości – kilka porad

Nasze mieszkania i domy ubezpieczamy nie tylko ze względu na to, że jest to wymóg stawiany nam przez bank, w którym zaciągnęliśmy kredyt na zakup swoich „czterech kątów” – wielu Polaków chce, aby miejsce, w którym czują się bezpiecznie, było także chronione przed sytuacjami, na których wystąpienie nie mamy żadnego realnego wpływu: powódź, zalanie, pożar czy wybuch gazu to tylko niektóre z takich przypadków losowych, od których możemy ubezpieczyć naszą nieruchomość. Warto jednak pamiętać, że nie każdy z nas potrzebuje tego samego zakresu ubezpieczenia, a odpowiedni dobór składowych pozwoli nie tylko optymalnie ubezpieczyć nasz dom, ale także zaoszczędzić nieco pieniędzy na kosztach ubezpieczenia.

Warto mądrze ubezpieczać nasze nieruchomości (źródło grafiki: Pinterest)

Warto mądrze ubezpieczać nasze nieruchomości (źródło grafiki: Pinterest)

Rzecz jasna nie chodzi wcale o to, by rezygnować z czegoś, co jest podstawą, ale na przykład zagrożenie ostrzałem laserowym jest jednak (póki co) w naszym kraju raczej niewielkie i właśnie o takich niepotrzebnych elementach ubezpieczenia tu mowa. Przejdźmy więc do konkretów.

Do dosyć popularnych (i całkowicie realnych w naszej strefie klimatycznej) zagrożeń dla naszego mieszkania czy domu należą przede wszystkim: powódź, zalanie wodą z innego mieszkania lub w wyniku pęknięcia rur w ścianach, zamarznięcie instalacji wodnej, uszkodzenia i zniszczenia wywołane przez porywisty wiatr, pożar, wybuch gazu oraz włamanie z kradzieżą i uszkodzenia sprzętu elektronicznego wywołane przepięciami w sieci energetycznej. Jednak nie wszystkie spośród wymienionych niebezpieczeństw powinniśmy uwzględniać w naszej polisie – zawsze trzeba stosować zasady zdrowego rozsądku: jeśli mieszkamy na 10 piętrze w bloku w regionie, który znajduje się dość wysoko nad poziomem morza i z dala od jakiejkolwiek wody, to raczej nie należy się bać powodzi; jeśli nie posiadamy instalacji gazowej, to nie ma sensu się ubezpieczać na okoliczność eksplozji gazu w naszym mieszkaniu; i tak dalej…

Zawsze warto skontrolować zakres oferowanego nam przez ubezpieczyciela pakietu usług, ponieważ rezygnacja z niektórych nieprzydatnych w zamieszkiwanym przez nas regionie kraju składowych polisy zmniejszy jej koszty (czasami dość znacząco), a nasz dom lub mieszkanie będzie naprawdę bezpieczne.

LPG nie tylko w samochodach

Autogaz (bo tak popularnie nazywana jest instalacja umożliwiająca zasilanie silnika benzynowego skroplonym gazem płynnym) jest ciągle dosyć popularną opcją zwłaszcza wśród tych kierowców, którzy chcą podróżować taniej i bardziej ekologicznie. W obecnych czasach zwłaszcza ten ostatni powód jest szczególnie istotny, ponieważ wciąż wchodzą w życie kolejne dyrektywy i regulacje dotyczące maksymalnych limitów emisji szkodliwych produktów spalania różnego rodzaju paliw płynnych do atmosfery. Na tym tle LPG wyróżnia się bardzo pozytywnie, ponieważ w procesie spalania tego rodzaju gazu nie wydzielają się praktycznie żadne toksyczne substancje. To oznacza, że może być on stosowany jako paliwo wszędzie tam, gdzie nie można zastosować tradycyjnych paliw płynnych.

Butli LPG podobnych do tej używa się do zasilania silników wózków widłowych (źródło grafiki: Pinterest)

Butli LPG podobnych do tej używa się do zasilania silników wózków widłowych (źródło grafiki: Pinterest)

Jedną z gałęzi motoryzacji, w której butle LPG są stosowane coraz częściej, jest transport wewnętrzny. Pod tym pojęciem kryje się nic innego, jak wszelkiego rodzaju pojazdy używane do transportowania towarów w obrębie hal magazynowych – ze szczególnym uwzględnieniem wózków widłowych jako najpopularniejszego chyba środka transportu w magazynach (zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz hal). I właśnie o wózkach widłowych zasilanych gazem LPG chciałbym napisać dziś nieco więcej.

Im większa powierzchnia magazynowa, tym więcej wózków potrzeba do jej bezproblemowej obsługi – to dość oczywisty fakt. Jednakże im większa liczba „widlaków”, tym wyższe koszty ich eksploatacji, a poza tym zdarzają się magazyny, po których tego typu pojazdem (jeśli jest wyposażony w silnik spalinowy) poruszać się nie wolno ze względu na emisję toksycznych spalin. Rozwiązaniem mogłyby być elektryczne wózki widłowe, ale prawda jest taka, że ich koszty eksploatacji są ekstremalnie wysokie ze względu na koszt samej energii elektrycznej pobieranej do ładowania oraz z uwagi na bardzo wysokie ceny zarówno zapasowych akumulatorów, jak i samej akumulatorowni.

Dlatego właśnie wózki na gaz zyskują na popularności. Nie jest to jednak jedyna ich zaleta: w porównaniu do spalinowych są o wiele cichsze podczas pracy (hałas rzędu zaledwie 5 decybeli), mają niskie koszty eksploatacji (tanie paliwo oraz znacząco wydłużona żywotność silnika), mogą być bez problemu używane w zamkniętych pomieszczeniach (emitują nietoksyczne spaliny), a wymiana butli LPG zajmuje nie więcej niż 2 minuty (znacznie krócej niż zatankowanie wózka spalinowego).

Wózki elektryczne przegrywają z tymi na LPG nie tylko pod względem kosztów – „elektryki” mają też mniejszy udźwig (specyfika silnika elektrycznego) oraz relatywnie krótka żywotność baterii zasilającej: musi zostać wymieniona na nową po 1500 cyklach ładowania, co w warunkach intensywnej eksploatacji wózka oznacza dość dużą częstotliwość – przypomnę, że baterie są drogie. Ponadto sam serwis wózków elektrycznych (szczególnie w przypadku wszelkiego typu awarii układu jezdnego) jest również bardzo kosztowny.

Przewaga wózków zasilanych butlami LPG nad konkurencją jest więc bardzo wyraźna i pozostaje tylko mieć nadzieję, że ich popularność będzie ustawicznie rosła – z korzyścią nie tylko dla kieszeni właścicieli hal magazynowych, ale również dla naszego środowiska.

Narodziny tuningu, czyli kilka słów o hot rodach

Współczesny tuning dla znakomitej większości polskich kierowców nie stanowi szczególnej tajemnicy i choć realnie niewielu z nich zajmuje się podrasowywaniem swojego auta (czy to wyłącznie wizualnie, czy też pod względem osiągów), to jednak pewne podstawowe informacje na ten temat posiadamy. Zupełnie inaczej jednak rzecz ma się ze zjawiskiem, które tak naprawdę jest protoplastą wszelkiego rodzaju tuningu – mowa o tworzeniu hot rodów.

W naszym kraju wciąż nie nastała moda na hot rody i wszystko wskazuje na to, że jakiegoś szczególnego przełomu w tej kwestii nie powinniśmy się spodziewać. Tym bardziej więc warto przynajmniej pobieżnie zapoznać się z hot roddingiem – choćby po to, by móc odróżnić hot roda od street roda lub rat roda już na pierwszy rzut oka. Zacznijmy jednak od początku…

Klasyczny amerykański hot rod - Ford z 1934 roku (źródło grafiki: Pinterest)

Klasyczny amerykański hot rod – Ford z 1934 roku (źródło grafiki: Pinterest)

Geneza samej nazwy „hot rod” jest już dziś całkowicie nieznana i trudno przypuszczać, żeby kiedykolwiek ktoś odkrył, skąd się ona tak naprawdę wywodzi. Pewne jest natomiast, że pierwsze hot rody pojawiły się już pod koniec lat trzydziestych dwudziestego wieku w Stanach Zjednoczonych – były to przeważnie stare Fordy (produkowane w okresie 1928-1934) zmodyfikowane pod kątem redukcji wagi. Co ciekawe, hot rody służyły nie tylko do wyścigów (odbywających się w okolicach Los Angeles), ale były także często używane przez szmuglerów alkoholu w latach prohibicji: dzięki zmniejszeniu wagi pojazdu i poprawieniu osiągów przemytnik miał większe szanse na ucieczkę przed ewentualnym pościgiem ze strony policji.

Zmniejszenie ogólnej masy samochodu uzyskiwano przez całkowite usunięcie maski, dachu, zderzaków, błotników, części wyposażenia wewnętrznego oraz przedniej szyby, co w rezultacie dawało auto o niepowtarzalnym, charakterystycznym wyglądzie – czyli hot roda właśnie (choć w tamtych czasach tak przygotowany wóz zwany był „speedster” – dopiero później ta nazwa została zastąpiona przez określenie „hot rod”). Dodatkowo podrasowywano silnik (jeśli było to możliwe) lub wymieniano na inną, potężniejszą jednostkę, jeśli tylko pasowała ona do ramy. Po dziś dzień w taki właśnie sposób tworzone są tradycyjne hot rody, które z zasady mają mieć jak najwięcej oryginalnych części z epoki.

Street rod natomiast to w zasadzie replika hot roda zbudowana na bazie współcześnie produkowanych podzespołów, jednak posiadająca wygląd typowego hot roda – często konkretnego modelu (dobrym przykładem jest Ford z roku 1932, tak zwany Deuce). Wspomniane wcześniej rat rody to nic innego, jak stworzona zgodnie z kanonicznymi zasadami maszyna, czyli z użyciem autentycznych części i karoserii, jednak bez dbałości o odrestaurowanie ich – w efekcie pojazdy takie są w wielu miejscach przerdzewiałe i zniszczone, jednak ich właścicielom to wcale nie przeszkadza.

Niestety, aby na własne oczy zobaczyć autentycznego hot roda, najprawdopodobniej trzeba byłoby się wybrać do USA – chyba, że ktoś postanowi zbudować polskiego hot roda na bazie jakiejś europejskiej międzywojennej czy rodzimej powojennej konstrukcji…

Ubezpieczenia Loss Assistance dla firm

Doświadczenia ostatnich kilkunastu lat pokazują wyraźnie, że zagrożenie powodziowe w Polsce jest jak najbardziej realne, a co za tym idzie, że warto pomyśleć o ubezpieczeniu mienia na wypadek takiej właśnie klęski żywiołowej. Ubezpieczenia od powodzi przewidziane dla gospodarstw domowych są dostępne na rynku już od dość dawna i stanowią niezbędny element pakietu ubezpieczeniowego nieruchomości, jednak w przypadku różnego rodzaju przedsiębiorstw czy na przykład magazynów do nich należących sytuacja wygląda nieco inaczej.

Woda to straszliwy żywioł i warto przed nim chronić swoje mienie (źródło grafiki: Pinterest)

Woda to straszliwy żywioł i warto przed nim chronić swoje mienie (źródło grafiki: Pinterest)

Jeśli mienie naszej firmy jest w jakikolwiek sposób zagrożone nadejściem fali powodziowej, warto się zawczasu zaopatrzyć w ubezpieczenie zawierające zapisy gwarantujące odtworzenie mienia uszkodzonego lub zniszczonego przez wodę do stanu sprzed powodzi – mowa o klauzuli Loss Assistance. W jej ramach mamy zapewnioną ochronę mienia nie tylko podczas i po powodzi, ale (co najważniejsze) jeszcze zanim fala powodziowa zniszczy naszą własność. Jak to działa?

Otóż istnieją specjalne firmy restytucyjne, które zaczynają działać w chwili, gdy występuje realne zagrożenie dla ubezpieczonego mienia danej firmy – w kontekście powodzi oznacza to, że firma zacznie zabezpieczać magazyny, towary czy budynki przedsiębiorstwa, jeśli te znajdują się na terenie, do którego zbliża się fala powodziowa. Rzecz jasna nie zawsze jest możliwe całkowite wyeliminowanie zagrożenia ze strony wody, jednak tego rodzaju działania prewencyjne są przeważnie bardzo skuteczne i znacząco ograniczają rozmiar poniesionych szkód i związanych z tym strat finansowych.

Ponadto już po przejściu fali powodziowej firma restytucyjna zajmuje się jak najszybszym (zwykle w ciągu kilku godzin) zabezpieczeniem mienia ruchomego i nieruchomego oraz wdraża działania mające na celu zminimalizowanie strat, czyli między innymi odprowadza zalegającą wodę i szlam oraz zapewnia drogi umożliwiające dotarcie do wszystkich rejonów zalanego przedsiębiorstwa. Również usuwanie wszelkiego rodzaju odpadów, umycie (oczyszczenie) mienia i osuszanie go, budowa tymczasowego zadaszenia czy zapewnienie zasilania awaryjnego wchodzą w zakres obowiązków firmy restytucyjnej.

Jak więc widać warto skorzystać z ubezpieczenia Loss Assistance, ponieważ to naprawdę skuteczny sposób na to, by nie pozwolić kapryśnej aurze i siłom natury na bezpowrotne zniszczenie tego, co budowaliśmy nierzadko przez całe dziesięciolecia.

O czym pamiętać ubezpieczając się przed wyjazdem na wakacje?

Zazwyczaj przed każdym dłuższym wyjazdem staramy się zabezpieczyć nasze domy i mieszkania – zakręcamy zawory wody i gazu, zasuwamy rolety antywłamaniowe (jeśli je posiadamy), uruchamiamy alarm, i tak dalej. Rzeczywistość pokazuje jednak, że nie wszystko da się przewidzieć i nie przed każdą ewentualnością będziemy w stanie naszą nieruchomość ochronić: niezależnie bowiem od zakręconych zaworów może nam pęknąć rura w ścianie lub nasze mieszkanie może zostać zalane przez sąsiada, o sprytnych włamywaczach (dla których sforsowanie rolet czy alarmów antywłamaniowych nie stanowi większego problemu) nawet nie wspominając. Czy istnieje więc jakiś sposób, aby maksymalnie zminimalizować potencjalne koszty i niedogodności?

Mając dobre ubezpieczenie turystyczne nie musimy się martwić o nasze mieszkanie podczas wakacji za granicą (źródło grafiki: Pinterest)

Mając dobre ubezpieczenie turystyczne nie musimy się martwić o nasze mieszkanie podczas wakacji za granicą (źródło grafiki: Pinterest)

Odpowiedź brzmi: tak, istnieje – trzeba się zaopatrzyć w dobre ubezpieczenie turystyczne, szczególnie jeśli wyjeżdżamy za granicę. Tego rodzaju ubezpieczenie powinno przede wszystkim zapewniać całkowite (lub chociaż częściowe) pokrycie kosztów wcześniejszego powrotu z wakacji zarówno bezpośrednio dla osoby ubezpieczonej, jak i najbliższych. Warunkiem koniecznym, aby takie ubezpieczenie zadziałało, jest wymóg dokonania przez osobę ubezpieczoną określonych czynności administracyjnych lub prawnych w miejscu jej zamieszkania – czynności te, jak łatwo się domyślić, są następstwem wystąpienia zdarzenia losowego, którego efektem jest szkoda na mieniu ubezpieczonego.

Bardzo interesującą i opłacalną z punktu widzenia właściciela nieruchomości opcją ubezpieczeniową jest pakiet assistance, który sprawi, że w przypadku pomniejszych szkód czy problemów nie będziemy musieli przerywać wakacyjnego wyjazdu, a rozwiązaniem problemów i naprawami zajmą się zapewnieni przez ubezpieczyciela fachowcy (dotyczy to między innymi zalania, wybicia szyby, awarii zamka czy alarmu i wielu innych podobnych usterek). Tu jednakże mamy do spełnienia aż dwa istotne warunki: po pierwsze musimy wskazać osobę, która dysponuje kluczami do naszego mieszkania (w mieście, które zamieszkujemy), a po drugie osoba ta musi posiadać wystawione przez nas pisemne pełnomocnictwo upoważniające ją do podejmowania decyzji pod naszą nieobecność i w naszym imieniu. Takie pełnomocnictwo musi zawierać dane osobowe nasze i osoby upoważnionej, ale należy je także uzupełnić o numer polisy i konkretny zakres spraw, w których decyzję podejmie właśnie osoba upoważniona.

Zabezpieczeni w taki sposób będziemy mogli spokojnie spędzać wakacje nawet w najdalszych zakątkach świata nie martwiąc się o to, że pod naszą nieobecność nieruchomość jest pozostawiona samej sobie.