Articles for the Month of Czerwiec 2014

LPG nie tylko w samochodach

Autogaz (bo tak popularnie nazywana jest instalacja umożliwiająca zasilanie silnika benzynowego skroplonym gazem płynnym) jest ciągle dosyć popularną opcją zwłaszcza wśród tych kierowców, którzy chcą podróżować taniej i bardziej ekologicznie. W obecnych czasach zwłaszcza ten ostatni powód jest szczególnie istotny, ponieważ wciąż wchodzą w życie kolejne dyrektywy i regulacje dotyczące maksymalnych limitów emisji szkodliwych produktów spalania różnego rodzaju paliw płynnych do atmosfery. Na tym tle LPG wyróżnia się bardzo pozytywnie, ponieważ w procesie spalania tego rodzaju gazu nie wydzielają się praktycznie żadne toksyczne substancje. To oznacza, że może być on stosowany jako paliwo wszędzie tam, gdzie nie można zastosować tradycyjnych paliw płynnych.

Butli LPG podobnych do tej używa się do zasilania silników wózków widłowych (źródło grafiki: Pinterest)

Butli LPG podobnych do tej używa się do zasilania silników wózków widłowych (źródło grafiki: Pinterest)

Jedną z gałęzi motoryzacji, w której butle LPG są stosowane coraz częściej, jest transport wewnętrzny. Pod tym pojęciem kryje się nic innego, jak wszelkiego rodzaju pojazdy używane do transportowania towarów w obrębie hal magazynowych – ze szczególnym uwzględnieniem wózków widłowych jako najpopularniejszego chyba środka transportu w magazynach (zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz hal). I właśnie o wózkach widłowych zasilanych gazem LPG chciałbym napisać dziś nieco więcej.

Im większa powierzchnia magazynowa, tym więcej wózków potrzeba do jej bezproblemowej obsługi – to dość oczywisty fakt. Jednakże im większa liczba „widlaków”, tym wyższe koszty ich eksploatacji, a poza tym zdarzają się magazyny, po których tego typu pojazdem (jeśli jest wyposażony w silnik spalinowy) poruszać się nie wolno ze względu na emisję toksycznych spalin. Rozwiązaniem mogłyby być elektryczne wózki widłowe, ale prawda jest taka, że ich koszty eksploatacji są ekstremalnie wysokie ze względu na koszt samej energii elektrycznej pobieranej do ładowania oraz z uwagi na bardzo wysokie ceny zarówno zapasowych akumulatorów, jak i samej akumulatorowni.

Dlatego właśnie wózki na gaz zyskują na popularności. Nie jest to jednak jedyna ich zaleta: w porównaniu do spalinowych są o wiele cichsze podczas pracy (hałas rzędu zaledwie 5 decybeli), mają niskie koszty eksploatacji (tanie paliwo oraz znacząco wydłużona żywotność silnika), mogą być bez problemu używane w zamkniętych pomieszczeniach (emitują nietoksyczne spaliny), a wymiana butli LPG zajmuje nie więcej niż 2 minuty (znacznie krócej niż zatankowanie wózka spalinowego).

Wózki elektryczne przegrywają z tymi na LPG nie tylko pod względem kosztów – „elektryki” mają też mniejszy udźwig (specyfika silnika elektrycznego) oraz relatywnie krótka żywotność baterii zasilającej: musi zostać wymieniona na nową po 1500 cyklach ładowania, co w warunkach intensywnej eksploatacji wózka oznacza dość dużą częstotliwość – przypomnę, że baterie są drogie. Ponadto sam serwis wózków elektrycznych (szczególnie w przypadku wszelkiego typu awarii układu jezdnego) jest również bardzo kosztowny.

Przewaga wózków zasilanych butlami LPG nad konkurencją jest więc bardzo wyraźna i pozostaje tylko mieć nadzieję, że ich popularność będzie ustawicznie rosła – z korzyścią nie tylko dla kieszeni właścicieli hal magazynowych, ale również dla naszego środowiska.

Narodziny tuningu, czyli kilka słów o hot rodach

Współczesny tuning dla znakomitej większości polskich kierowców nie stanowi szczególnej tajemnicy i choć realnie niewielu z nich zajmuje się podrasowywaniem swojego auta (czy to wyłącznie wizualnie, czy też pod względem osiągów), to jednak pewne podstawowe informacje na ten temat posiadamy. Zupełnie inaczej jednak rzecz ma się ze zjawiskiem, które tak naprawdę jest protoplastą wszelkiego rodzaju tuningu – mowa o tworzeniu hot rodów.

W naszym kraju wciąż nie nastała moda na hot rody i wszystko wskazuje na to, że jakiegoś szczególnego przełomu w tej kwestii nie powinniśmy się spodziewać. Tym bardziej więc warto przynajmniej pobieżnie zapoznać się z hot roddingiem – choćby po to, by móc odróżnić hot roda od street roda lub rat roda już na pierwszy rzut oka. Zacznijmy jednak od początku…

Klasyczny amerykański hot rod - Ford z 1934 roku (źródło grafiki: Pinterest)

Klasyczny amerykański hot rod – Ford z 1934 roku (źródło grafiki: Pinterest)

Geneza samej nazwy „hot rod” jest już dziś całkowicie nieznana i trudno przypuszczać, żeby kiedykolwiek ktoś odkrył, skąd się ona tak naprawdę wywodzi. Pewne jest natomiast, że pierwsze hot rody pojawiły się już pod koniec lat trzydziestych dwudziestego wieku w Stanach Zjednoczonych – były to przeważnie stare Fordy (produkowane w okresie 1928-1934) zmodyfikowane pod kątem redukcji wagi. Co ciekawe, hot rody służyły nie tylko do wyścigów (odbywających się w okolicach Los Angeles), ale były także często używane przez szmuglerów alkoholu w latach prohibicji: dzięki zmniejszeniu wagi pojazdu i poprawieniu osiągów przemytnik miał większe szanse na ucieczkę przed ewentualnym pościgiem ze strony policji.

Zmniejszenie ogólnej masy samochodu uzyskiwano przez całkowite usunięcie maski, dachu, zderzaków, błotników, części wyposażenia wewnętrznego oraz przedniej szyby, co w rezultacie dawało auto o niepowtarzalnym, charakterystycznym wyglądzie – czyli hot roda właśnie (choć w tamtych czasach tak przygotowany wóz zwany był „speedster” – dopiero później ta nazwa została zastąpiona przez określenie „hot rod”). Dodatkowo podrasowywano silnik (jeśli było to możliwe) lub wymieniano na inną, potężniejszą jednostkę, jeśli tylko pasowała ona do ramy. Po dziś dzień w taki właśnie sposób tworzone są tradycyjne hot rody, które z zasady mają mieć jak najwięcej oryginalnych części z epoki.

Street rod natomiast to w zasadzie replika hot roda zbudowana na bazie współcześnie produkowanych podzespołów, jednak posiadająca wygląd typowego hot roda – często konkretnego modelu (dobrym przykładem jest Ford z roku 1932, tak zwany Deuce). Wspomniane wcześniej rat rody to nic innego, jak stworzona zgodnie z kanonicznymi zasadami maszyna, czyli z użyciem autentycznych części i karoserii, jednak bez dbałości o odrestaurowanie ich – w efekcie pojazdy takie są w wielu miejscach przerdzewiałe i zniszczone, jednak ich właścicielom to wcale nie przeszkadza.

Niestety, aby na własne oczy zobaczyć autentycznego hot roda, najprawdopodobniej trzeba byłoby się wybrać do USA – chyba, że ktoś postanowi zbudować polskiego hot roda na bazie jakiejś europejskiej międzywojennej czy rodzimej powojennej konstrukcji…