Nowy Focus ST – sportowy kompakt w dobrej cenie

Od samochodów ze sportowym zacięciem zazwyczaj wymagam znacznie więcej niż tego, żeby miały dynamiczną, usportowioną sylwetkę i odpowiednio „rasowo” brzmiący silnik. Trudno jednak zaprzeczyć, że nowy Focus ST (kliknij) charakteryzuje się zarówno jednym jak i drugim, a także wieloma innymi, bardziej istotnymi z perspektywy potencjalnego kierowcy cechami. Jedną z najważniejszych jest dostępność niesamowitego i ekstremalnie wręcz wydajnego silnika EcoBoost o pojemności 2 litrów, który generuje niewiarygodne 250 KM mocy i pozwala przyspieszyć od 0-100 km/h w nieco ponad 6 sekund oraz osiągnąć 248 km/h prędkości maksymalnej. Ale na tym nie koniec.

czerwony ford focus st 2016

Naprawdę sportowa sylwetka to nie jedyny atut nowego Forda Focusa ST (źródło obrazka: ford.pl)

Dużą nowością jest pojawienie się w gamie dostępnych jednostek napędowych silnika wysokoprężnego, który też ma 2 litry pojemności, ale finalna moc generowana przez tę jednostkę jest niższa i wynosi „zaledwie” 185 koni mechanicznych. Po przełożeniu tych informacji na praktykę okazuje się, że choć silnik benzynowy umożliwia przyspieszenie od 0-100 km/h w 6,5 sekundy (Diesel robi to w 8,1 sekundy), to jest także bardziej paliwożerny od swojego wysokoprężnego odpowiednika. „Benzyniak” średnio w mieście zużywa 8,8 litra/100 km przy założeniu, że cały czas działa system auto-start-stop (jeśli jest wyłączony, zużycie paliwa sięga około 10 litrów/100 km), natomiast Diesel w tych samych warunkach spali jedynie około 5 litrów. To spora różnica dla tych, którzy przeliczają wszystko na paliwo.

Wrażeń z jazdy nie da się jednak tak prosto przełożyć i pod tym względem zdecydowanie wygrywa klasyczny silnik benzynowy – wprawdzie moment obrotowy w Dieslu jest odrobinę wyższy i wynosi 400 Nm (jednostka benzynowa generuje 360 Nm), ale mimo to dynamika jazdy jest wyższa w przypadku benzyny.

Przy okazji wypuszczenia na rynek III generacji modelu Ford Focus ST doczekał się kilku istotnych zmian, jak na przykład uporządkowanie deski rozdzielczej i poprawienie jej czytelności dzięki zastosowaniu dużego, ośmiocalowego, dotykowego ekranu centralnego.

Nowy Focus ST ma także nieco bardziej czuły układ kierowniczy, usprawniony system kontroli trakcji, lepsze zawieszenie, ale przede wszystkim za 116 tysięcy złotych dostaniemy w Polsce w standardzie wyposażenie, które poza granicami naszego kraju będzie opcjonalne – dokładniej rzecz biorąc chodzi o skórzane fotele Recaro, sterowanie odtwarzaczem CD/mp3 umieszczone na kierownicy, podgrzewane lusterka, skórzaną kierownicę, dwustrefową klimatyzację, automatyczne wycieraczki i kilka innych, bardziej lub mniej przydatnych udogodnień. Dlaczego? Ponieważ sprzedawcy Forda stwierdzili, że takiej gołej, bazowej wersji nikt u nas nie kupi – i chwała im za takie podejście. Oby inni brali przykład!

Drapieżny SUV zaatakuje salony już w październiku!

W ubiegłym miesiącu pisałem o najnowszym SUV-ie Skody, czyli o modelu Kodiaq, którego oficjalna premiera została zaplanowana na październik bieżącego roku podczas Międzynarodowego Salonu Samochodowego w Paryżu. Wiadomo już także z całą pewnością, że bazową jednostką napędową ma być silnik TSI o pojemności 1,4 litra, generujący 125 koni mechanicznych mocy, czyli całkiem sensownie jak na SUV-a. Nie wiadomo natomiast tak do końca, jak ostatecznie Skoda Kodiaq będzie wyglądać, bo chociaż sam producent powoli ujawnia kolejne informacje i choć udało się sfotografować poruszające się po drogach egzemplarze Kodiaqa, to nie ma pewności, że są to już wersje finalne.

zamaskowana zieloną płachtą skoda kodiaq oraz niedźwiedź kodiak

Wciąż tak naprawdę nie wiadomo, jak będzie ostatecznie wyglądać kompaktowy SUV Skody… (źródło obrazka: skoda-auto.pl)

Garść dodatkowych informacji podał Jozef Kabaň, główny projektant Skody, który przede wszystkim szerzej skomentował sam design Kodiaqa. Czyste, klarownie poprowadzone linie nadwozia, według niego bardzo konkretnie wyróżniają Skodę Kodiaq spośród innych samochodów na drodze, a ponadto są bezpośrednią kontynuacją stylistyki zaprezentowanej w Skodzie Superb.

Dodatkowym (choć może mało zauważalnym dla przeciętnych obserwatorów) detalem definiującym Skodę Kodiaq jest design przednich reflektorów, które są swoistym hołdem złożonym tradycyjnym czeskim wyrobom ze szkła kryształowego. W praktyce przekłada się to na fakt, że w reflektorach znajdują się elementy wykonane z rżniętego szkła, które mają odbijać światło podobnie jak robią to kryształowe żyrandole.

Zastosowana w Kodiaqu stylistyka ma też pewien całkowicie zamierzony efekt uboczny – najnowszy SUV Skody ma relatywnie krótkie zwisy z przodu i z tyłu, co oznacza, że wewnątrz samochodu ilość dostępnego dla pasażerów miejsca jest większa niż by się to mogło wydawać sądząc jedynie na podstawie wymiarów. Trudno się w tym kontekście dziwić bardzo pewnie głoszonej przez Skodę tezie, że w ogólnym rozrachunku Skoda Kodiaq (sprawdź) stanowić będzie na rynku najlepszą propozycję jeśli chodzi o relację między przestronnym wnętrzem a kompaktowymi rozmiarami zewnętrznymi. Kabaň zresztą chyba najlepiej podsumował swoje najmłodsze dziecko mówiąc, że Skoda Kodiaq to samochód, który udowadnia, że funkcjonalność może być atrakcyjna. I patrząc na dostępne dane na temat możliwych specyfikacji, zdjęcia prototypu pre produkcyjnegooraz zdjęcia szpiegowskie trudno się z nim nie zgodzić.

Start-stop: system nie tylko dla ekologów

Jedną z najbardziej chyba problematycznych kwestii jeśli chodzi o współczesne samochody są normy, które bezwzględnie należy spełnić, aby móc wypuścić dany model na określonym rynku. Wymagania te są bardzo rygorystyczne i każdego roku są coraz bardziej obostrzane z uwagi na postępującą degradację środowiska naturalnego na skalę globalną. Trudno się dziwić, że podejmowane są liczne działania, by możliwie skutecznie zredukować ilość dwutlenku węgla emitowanego codziennie do atmosfery – szczególnie dotyczy to zakładów przemysłowych oraz samochodów.

znak systemu start-stop firmy Skoda

Bardzo często nie wiemy nawet, jak działa system start-stop, a mimo to jesteśmy jego przeciwnikami – warto zmienić to nastawienie (źródło obrazka: skoda.co.uk)

W tym drugim przypadku sprawa jest o tyle bardziej skomplikowana, że niektóre nowości nie są przyjmowane przez kierowców tak entuzjastycznie, jak zakładali ich twórcy, choć z ogólniejszej perspektywy bezsprzecznie w bardzo wymiernym stopniu przekładają się na poprawę stanu ziemskiej atmosfery.

Do innowacyjnych rozwiązań tego typu należy system start-stop, odpowiedzialny zasadniczo za to, by po zatrzymaniu auta na skrzyżowaniu pracujący na jałowym biegu silnik został wyłączony, tym samym oszczędzając paliwo i redukując emisję CO2 do atmosfery. Skuteczność tego rozwiązania byłaby zdecydowanie większa gdyby nie to, że bardzo wielu kierowców ma różnego rodzaju obiekcje, z których największą jest potencjalnie szybsze zużycie silnika oraz wyższe spalanie.

Obawy te wynikają jednak przede wszystkim z tego, że duża liczba właścicieli samochodów po prostu nie ma pojęcia, jak działa start-stop i powtarza opinie znalezione gdzieś w Internecie lub zasłyszane od innych, podobnie konserwatywnie nastawionych kierowców. Warto jednak pamiętać, że system start-stop nigdy nie pozwoli na wyłączenie silnika, jeśli miałoby to zagrażać jego żywotności – muszą zostać zachowane określone warunki, czyli silnik musi być rozgrzany do właściwej temperatury, akumulator wystarczająco naładowany, a żadne obecnie działające urządzenie w aucie nie będzie wymagać stałego źródła zasilania.

Warto poczytać nieco więcej na temat tego jak działa start-stop (kliknij), ponieważ w dłuższej perspektywie wszyscy powinniśmy brać możliwie czynny udział w działaniach proekologicznych – szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę liczbę samochodów na całym świecie, które każdego dnia wyjeżdżają na ulice i generują spaliny. Warto zatem myśleć globalnie i działać lokalnie, by nasza planeta była w stanie zapewnić nam warunku do życia jeszcze przez długi, długi czas…

Volvo S90, czyli nadlimuzyna

Odkąd na rynek samochodów luksusowych weszło w styczniu bieżącego roku nowe Volvo S90 (sprawdź), sytuacja dla osób chcących sobie kupić auto z tego segmentu stała się najprawdopodobniej odrobinę bardziej klarowna, bo w porównywalnej cenie praktycznie nie ma możliwości znalezienia u konkurencji samochodu wyposażonego podobnie bogato. W marcu pisałem już o nowym flagowcu Volvo i podałem garść podstawowych informacji, dziś zatem pora je nieco rozszerzyć.

wnętrze volvo s90

Od wielu lat limuzyny Volvo to synonim luksusu – nie inaczej jest z modelem S90 (źródło obrazka: Volvo)

Samochody luksusowe (a do tej klasy bez dwóch zdań Volvo S90 się zalicza) z reguły są wyposażone w bardzo szeroką gamę różnego rodzaju systemów wspomagających kierowcę, nic zatem dziwnego, że i w tej konstrukcji znalazło się miejsce na wszystko to, co szwedzcy konstruktorzy uznali za niezbędne w aucie z górnej półki cenowej. W praktyce przekłada się to na obecność takich ciekawostek, jak choćby kamera obejmująca 360 stopni wokół pojazdu (jej przydatność podczas parkowania jest niewątpliwa), Park Assist Pilot (który sam zaparkuje naszą limuzynę) oraz poduszka powietrzna dla pieszego (zakrywająca przednią szybę i zmniejszająca siłę uderzenia w przypadku kolizji z pieszym), o takich trywialnych wynalazkach, jak systemy wczesnego ostrzegania przed zderzeniem z rowerzystą, pieszym czy dużym zwierzęciem czy adaptacyjny tempomat nawet nie wspominając.

Biorąc pod uwagę fakt, że szwedzcy projektanci są bardzo przywiązani do konsekwentnego trzymania się zasady „żadnych zbędnych elementów w naszych autach” można byłoby się nawet w kontekście ilości dodatkowego wyposażenia w nowych Volvo S90 posunąć się do stwierdzenia, że konstruktorów ta reguła nie dotyczy, ale bardzo szybko okazałoby się, że ten samochód nie ma żadnego zbędnego systemu. Wszystkie są potrzebne, każdy z nich został przewidziany do działania w określonych warunkach i osobiście nie mogę się oprzeć wrażeniu, że Szwedzi coraz skuteczniej tworzą auta, których systemy bezpieczeństwa są zaplanowane na możliwie wszystkie sytuacje mogące się przytrafić mniej fortunnemu kierowcy.

Prawdę mówiąc myślę nawet, że Szwedom bez najmniejszego problemu uda się dopiąć swego i od 2020 roku nikt nie straci życia w nowym samochodzie marki Volvo – jeśli jest ktokolwiek, kto może tego dokonać, to są to bez dwóch zdań ludzie, którzy prawie 60 lat temu wymyślili trzypunktowe pasy bezpieczeństwa, a potem zamiast zrobić na nich biznes udostępnili je za darmo wszystkim innym producentom samochodów. Bo ludzkie życie jest przecież najważniejsze…

Volvo jeszcze bardziej na bogato

Niejednokrotnie podkreślałem przy chyba każdej nadarzającej się okazji, że projektanci Volvo przyjęli odgórnie założenie, iż nawet najtańsza wersja wyposażeniowa ma mieć w standardzie wszystko. Nadal tę opinię podtrzymuję, bo z faktami nie da się dyskutować, okazuje się jednak, że da się swoje Volvo wyposażyć dodatkowo w rzeczy, o których projektanci pomyśleli, ale uznali, że nie są one niezbędne każdemu kierowcy, który kupił sobie Volvo. Zupełnie przy okazji przekonałem się, jak bardzo takie dodatkowe wyposażenie może ułatwić życie i podróżowanie autem – zwłaszcza w niektórych przypadkach.

zestaw kosmetyków samochodowych dla aut marki volvo

Lakiery i inne podobne dodatki to nie jedyne akcesoria, jakie można kupić do swojego Volvo… (źródło obrazka: volvocars.com)

Przeglądając akcesoria Volvo, na które natrafiłem przekopując się przez zawartość strony Domu Volvo, doszedłem do dosyć oczywistego wniosku, że spora część z nich jest raczej standardowa – zasłony przeciwsłoneczne, siatki do mocowania zakupów w bagażniku, uchwyty i stojaki na rowery to całkiem zwyczajne wyposażenie. Ale nie wszystko, co da się kupić, kwalifikuje się do tej kategorii. Bardzo dobrym przykładem tego rodzaju wyposażenia dodatkowego jest na przykład pozycja opisana jako „drzwiczki dla psa”, choć prawdę powiedziawszy jest to raczej kompletna (i bardzo funkcjonalnie pomyślana) klatka dla psa przewożonego w bagażniku. Jej największą zaletą jest to, że dzięki wspomnianym drzwiczkom znajdujący się w niej pies nie może wyskoczyć z auta w chwili, gdy tylko otworzymy tylną klapę, co zdecydowanie zwiększa bezpieczeństwo potencjalnych przechodniów (i psa także).

To tylko jeden przykład, bo pełna gama dostępnych akcesoriów dla dowolnego modelu Volvo jest tak szeroka, że bez problemu każdy znajdzie coś, czego w jego samochodzie nie ma, a powinno być. Maniacy osiągów mogą sobie nawet zafundować optymalizację oprogramowania, dzięki czemu auto zyska na dynamice, a tym samym na bezpieczeństwie podczas manewrów wymagających pewnego zapasu mocy – czyli przede wszystkim w trakcie wyprzedzania.

Można również wymienić sobie system audio, uagresywnić stylistykę, kupić nowy zestaw kół czy zamienić standardowy ekran z centralnej konsoli na większy – wszystko zależy wyłącznie od naszych potrzeb i zasobności kieszeni, a pełną listę akcesoriów Volvo dostępnych obecnie w sprzedaży można znaleźć tutaj Polecam szczególnie tym, którzy uważają, że ich Volvo jest niewystarczająco wyposażone!

System start-stop: dlaczego jest tak popularny?

Spośród wszystkich nowoczesnych wynalazków montowanych standardowo w coraz większej liczbie modeli różnych producentów system start-stop wzbudził chyba najwięcej mieszanych uczuć wśród kierowców, choć moim zdaniem pojawienie się tego systemu jest naturalnym następstwem obostrzania norm emisji spalin zarówno w Unii Europejskiej, jak i na świecie. Co najciekawsze przeciwnicy start-stopu jako jeden z głównych zarzutów podają negatywny wpływ na silnik (w sensie szybszego zużycia), ale ten właśnie argument jest ich przysłowiowym ostatnim gwoździem do trumny, bo pokazuje, że nawet nie zapoznali się z zasadą działania systemu, którego są wrogami. Gdyby to bowiem zrobili, wiedzieliby, że system nie zadziała, jeśli istnieje ryzyko dla silnika. Jak zatem działa system start-stop w praktyce?

korek uliczny w dużym mieście

System start-stop doskonale zdaje egzamin w korkach – znacznie redukuje zużycie paliwa i emisję dwutlenku węgla do atmosfery (źródło obrazka: Pixabay)

Idea jest bardzo prosta: system ma wyłączać silnik wtedy, gdy jego praca jest zbędna – czyli głównie podczas stania w korkach i na skrzyżowaniach. Samochód się zatrzymuje, a system wyłącza silnik. Proste. Tyle tylko, że przeciętne auto ma jeszcze różne systemy, które potrzebują zasilania, a przy wyłączonym silniku nie działa alternator, więc zasilanie pobierane byłoby z akumulatora, co mogłoby bardzo szybko doprowadzić do jego rozładowania. Projektanci przewidzieli jednak ten kłopot: pracą systemu start-stop steruje komputer, który nie wyłączy silnika, jeśli ma on za niską albo zbyt wysoką temperaturę, podobnie zachowa się także i wtedy, gdy działają różne systemy zasilane alternatorem, a akumulator nie byłby w stanie wygenerować odpowiedniego napięcia. Same akumulatory zresztą są pojemniejsze i wytrzymalsze, a turbosprężarka (jeśli jest, a przeważnie w nowych autach już są w standardzie) ma wsparcie w postaci oddzielnej, zasilanej wyłącznie elektrycznie pompy wymuszającej obieg cieczy nawet przy zatrzymanym silniku.

Plusy? Przede wszystkim mniejsze zużycie paliwa (w mieście nawet do kilkunastu procent, rzecz jasna w zależności od stylu jazdy i wielkości korków) i co za tym idzie, niższa emisja dwutlenku węgla do atmosfery. W dłuższej perspektywie zatem dodatkowym zyskiem jest mniej destrukcyjny wpływ na warunki życia na naszej planecie, a to przecież rzecz zupełnie bezcenna.

Części zamienne – oryginalne czy zamienniki?

Jak znam życie (i polskich kierowców), to większość na powyższe pytanie odpowiedziałaby bez większego namysłu, że „zamienniki, bo są tańsze”. I to jest podstawowa bolączka naszych rodaków: przeliczają wyłącznie według wartości pieniężnej, natomiast nie interesują ich w ogóle realne konsekwencje stosowania tanich zamienników. Ot, na przykład taka, że narażają w ten sposób życie i zdrowie nie tylko swoje, ale tez i innych uczestników ruchu drogowego. Wydaje się komuś, że przesadzam? Wcale nie.

część samochodowa - koło łańcuchowe, część skrzyni biegów

Najlepiej i najbezpieczniej jest zawsze stosować oryginalne części zamienne (źródło obrazka: Pixabay)

Prawda jest taka, że tanie podróby często nie mają jakichkolwiek atestów, więc nie spełniają żadnych norm bezpieczeństwa i w razie ewentualnego wypadku trudno przewidzieć, jak się zachowają (a najbardziej prawdopodobne jest to, że to właśnie te tanie zamienniki będą główną przyczyną wypadku). Ale najciekawsze jest to, w jaki sposób wpływają na wartość auta przy sprzedaży…

W tamtym roku sprzedawałem paroletniego Focusa III kombi – był zadbany i bezwypadkowy, ale za to z dość wysokim przebiegiem, a ja właśnie przestałem potrzebować tak dużego auta. Ponieważ swoje bezpieczeństwo uważam za absolutny priorytet, mój Ford Focus części (sprawdź) zamienne miał zawsze oryginalne i montowane w autoryzowanym serwisie. Z perspektywy niektórych moich znajomych to było wywalanie pieniędzy w błoto, ale jak przyszło do sprzedaży, to wziąłem za ten samochód o ładnych parę tysięcy więcej niż ludzie, którzy sprzedawali swoje lepiej wyposażone „trójki” (też kombi), ale z chińskimi zamiennikami. Morał w kontekście tytułu jest chyba oczywisty…

Przydatne systemy: asystent pasa ruchu

Dziś dość krótko, ale za to treściwie. Przyszłość przemysłu motoryzacyjnego jeszcze nie jest może całkowicie określona, ale na pewno dominujące są dwa trendy: do zwiększania ekologii oraz do zwiększania bezpieczeństwa. Oba cele realizuje się dzięki opracowywaniu coraz to nowych i coraz bardziej przełomowych rozwiązań technologicznych i na pewno żaden producent nie powiedział tu ostatniego słowa.

autostrada w Polsce - widok na pasy ruchu

Asystent pasa ruchu jest szczególnie przydatny podczas jazdy po autostradzie (źródło obrazka: Pixabay)

Jednym z trudniejszych do wyeliminowania problemów jest zwyczajne, ludzkie zmęczenie – kierowca zasypiający za kierownicą nawet na kilka sekund rzadko kiedy budził się żywy. Teraz, dzięki postępowi technologicznemu, w coraz większej liczbie modeli (zwłaszcza tych droższych) montowany jest asystent pasa ruchu (tutaj), który automatycznie dba o utrzymanie auta pomiędzy wykrytymi pasami wyznaczającymi dany pas ruchu. System ten zwykle jest przewidziany do działania przy prędkości co najmniej 65 km/h, a z uwagi na to, że w Polsce jedynie autostrady i drogi ekspresowe mają bardzo konkretnie wytyczone pasy ruchu, najlepiej sprawdzi się właśnie podczas jazdy w po tego rodzaju drogach.

Ma to ten plus, że zwykle prędkości tam osiągane są w praktyce zabójcze, natomiast asystent pasa ruchu korygując tor jazdy samochodu niejednokrotnie ratuje życie kierowcy i pasażerów, którzy w innym razie byliby skazani na kolizję przy prędkości rzędu 120-140 km/h. Jeśli więc zastanawiacie się nad tym, czy taki asystent się wam przyda, odpowiedź brzmi: jak najbardziej i to niezależnie od tego, czy jeździcie dużo, czy mało, bo zmęczenie dopada wszystkich. A głupio jest zginąć tylko dlatego, że się przeszacowało swoją odporność na nie, prawda?

Używany to nie to samo, co zużyty!

Ta definicja na pierwszy rzut oka wydaje się być oczywista, ale dopiero od niedawna na wtórnym rynku samochodowym pojawiają się opcje, dzięki którym można kupić sobie używane auto bez obawy o jego autentyczny stan techniczny czy przebieg. To oznacza, że nieuczciwym handlarzom pomału zaczyna się palić grunt pod nogami, bo skoro oficjalni producenci zaczynają umożliwiać potencjalnym klientom zakup niefabrycznego samochodu za rozsądne pieniądze i w dobrym stanie, to znaczy, że się to najzwyczajniej w świecie opłaca.

kluczyki do używanego samochodu marki volkswagen

Czasem chęć posiadania własnego samochodu jest tak wielka, że godzimy się na zakup auta niespełniającego podstawowych norm bezpieczeństwa (źródło grafiki: Pixabay)

Ale nie tylko producenci stawiają na uczciwość: niedawno trafiłem np. na portal dasweltauto.pl, na którym są wystawione oferty samochodów wyłącznie dobrych, renomowanych marek, o dokładnie znanym przebiegu i pochodzeniu oraz zweryfikowanym stanie technicznym. Mało tego: na kupiony samochód klient dostaje gwarancję (obejmującą ryzyko związane z kupnem auta), może wymienić nabyty wóz w ciągu tygodnia od kupna na inny, można też oddać swój stary samochód w rozliczeniu.

Z czystej ciekawości sprawdziłem, ile by na tym portalu kosztował na przykład używany Volkswagen w Gdańsku (sprawdź) i powiem szczerze, że przykładowo niecałe 35 tysięcy za pięcioletniego Golfa kombi z silnikiem Diesla to moim zdaniem bardzo dobra cena, jeśli się weźmie pod uwagę, że ten samochód ma całkowicie udokumentowany przebieg wynoszący troszkę ponad 133 tysiące kilometrów i przed wypuszczeniem do sprzedania został przetestowany tak gruntownie, jak niejedno nowe auto testowane nie jest. Mam tylko nadzieję, że ten trend do autentycznego dbania o sprzedawane używane samochody się nie załamie, tylko rozwinie – wyjdzie to na dobre nie tylko gospodarce, ale przede wszystkim bezpieczeństwu na drogach, bo wszyscy wiemy, ile teraz po nich jeździ zupełnego złomu…

Silniki TSI – spalanie

O zasadzie działania silników TSI już wspominałem w marcu, postaram się więc nie powtarzać tych samych informacji jeszcze raz, uznałem jednak, że chyba najistotniejszej kwestii związanej z tego rodzaju jednostkami napędowymi nie mogę nie opisać nieco bardziej szczegółowo – chodzi oczywiście o sprawę spalania w samochodach wyposażonych w silniki TSI (tutaj). Zasadniczym problemem (jak już sygnalizowałem) nie jest sam silnik, tylko używający go kierowca. I tu dochodzimy do sedna sprawy, czyli do prawdy na temat tego, dlaczego w sieci pełno jest błędnych informacji o spalaniu jednostek TSI.

komora silnika w samochodzie osobowym

W sieci można znaleźć mnóstwo nieprawdziwych informacji na temat silników TSI i ich spalania (źródło obrazka: Pixabay)

Kłopot tkwi bowiem w tym, że silniki TSI to wynalazek całkiem nowy, natomiast znakomita większość obecnie poruszających się po drogach kierowców (mowa o osobach mających obecnie około 30 lat i więcej) uczyła się jeździć na samochodach praktycznie zabytkowych, jeśli porównać stosowane w nich rozwiązania techniczne ze współczesnymi silnikami. Niewiarygodne? Sam osobiście zdawałem egzamin na prawo jazdy 18 lat temu na „limuzynie” marki Polonez (i to nawet nie ATU!). Owszem, wyprzedzenie nim czegokolwiek poruszającego się wtedy po polskich drogach nie było może szczególnie problematyczne (bo jeździły głównie Polonezy, Duże Fiaty, Maluchy i trochę zachodnich aut o nieszczególnych osiągach), ale i tak trzeba było wdepnąć gaz w podłogę. I tak właśnie uczono jeździć całe pokolenia kierowców, którzy nie zmienili wieloletnich i utrwalonych przyzwyczajeń po zmianie samochodu na konstrukcję z nowoczesnym, wydajnym silnikiem TSI, który bez problemu generuje wystarczająco dużo momentu obrotowego i mocy nawet przy 1500 obr./min.

I to właśnie te stare, złe przyzwyczajenia trzeba zmienić, żeby silniki TSI pokazały swoją klasę – one po prostu nie zostały obliczone na to, żeby non-stop je żyłować ponad 2000 obrotów. I poniżej tej granicy są nie dość, że bardzo sprawne, to na dokładkę bardzo, bardzo ekonomiczne. Ale tylko pod warunkiem, że używane są zgodnie ze swoją specyfikacją, a nie przez zawsze najmądrzejszych polskich kierowców, którzy lepiej od konstruktorów wiedzą, jak się powinno jeździć samochodem z silnikiem TSI…