Kupujmy samochody używane, a nie zużyte!

Bardzo niewielu Polaków nie posiada obecnie samochodu, co jest dość dobrym potwierdzeniem tezy, że bogacimy się jako społeczeństwo – jeszcze 25 lat temu na samochód stać było tylko nielicznych. Niestety, całkiem spora część tego, co jeździ po polskich drogach, to auta powypadkowe, doprowadzone przez naszych rodzimych mechaników do stanu używalności. I choć niejednokrotnie wymagało to bez wątpienia umiejętności graniczących z cudotwórstwem, to w żaden sposób ci artyści nie byli w stanie sprawić, żeby takim rozbitkiem jeździło się bezpiecznie.

samochód zniszczony przewróconym drzewem

Polscy mechanicy wyremontowaliby nawet i tak zniszczony samochód, a potem zostałby sprzedany jako „niebity”… (źródło obrazka: Pixabay)

Na szczęście powoli zaczyna się coś w tym zakresie zmieniać i jeśli się poszuka, to można już teraz kupić samochody używane, które są całkowicie sprawne technicznie, nie są powypadkowe i do których w związku z tym nie strach wsiadać. Jednym z dealerów tego rodzaju aut jest Das WeltAuto – firma, która słynne polskiego powiedzonka „Polak potrafi” postanowiła wykorzystać w sposób zdecydowanie kreatywniejszy i ciekawszy niż typowi handlarze samochodami.

Zasadnicza różnica polega na tym, że w Das WeltAuto kupuje się wyłącznie samochody używane (kliknij) o sprawdzonym przebiegu i udokumentowanej, pewnej historii. Dzięki temu nie ma możliwości, żeby kupić jakąś bombę z opóźnionym zapłonem i nie marnujemy zainwestowanych pieniędzy. Mało tego – podobnie jak w przypadku aut poleasingowych kupowanych od producenta, tutaj też każdy samochód przechodzi bardzo szczegółową kontrolę (lista kontrolna ma aż 117 punktów!) i wszystkie podzespoły wymagające naprawy są wymieniane na sprawne.

To nadal nie koniec: można się bez najmniejszego problemu każdym z oferowanych samochodów wybrać na jazdę próbną przez zakupem, a gdy się już zdecydujemy na konkretny wóz, możemy go za pośrednictwem Das WeltAuto ubezpieczyć (mowa zarówno o obowiązkowym OC, jak też AC, NNW i pakiecie assistance). Dostajemy także gwarancję zabezpieczającą nas przed ryzykiem związanym z zakupem samochodu, a jeśli dojdziemy do wniosku, że auto jest zbyt słabo wyposażone, możemy je swobodnie doposażyć.

Jeżeli natomiast z jakiegoś powodu uznamy, że to mimo wszystko nie to auto chcieliśmy i wolelibyśmy inny samochód używany z oferty Das WeltAuto, to też nie ma problemu – do tygodnia od daty pierwotnego zakupu mamy możliwość wymiany auta na inne. Mam jedynie nadzieję, że podobnego typu punktów i sprzedawców będzie się w naszym kraju pojawiać coraz więcej…

Samochód ma jeździć, a nie brzmieć!

Obserwuję pojawiające się w Internecie kolejne „recenzje” trzeciej generacji Forda Focusa ST z mieszaniną podziwu i niesmaku. Naprawdę doskonale rozumiem, że jakiś ktoś dostał do testów taki wóz i coś musi o nim napisać nawet wtedy, gdy nie ma zbyt wielkiego o tym pojęcia. Spory niesmak budzi we mnie w tym kontekście fakt, że chyba wszyscy „recenzenci” powtarzają jak papugi to, co już wcześniej napisał ktoś inny, tyle tylko, że ubierają to w nieco inne sformułowania.

pomarańczowy ford focus st mk3

Tak właśnie prezentuje się nowy Ford Focus ST Mk3 (źródło obrazka: Ford.pl)

Zdaję sobie sprawę, że nowy Focus ST nie musi się każdemu podobać – wygląd zewnętrzny samochodu to przecież kwestia gustu. jednym podobają się sylwetki raczej sportowe, inni nie wsiądą do auta, które nie ma miliona przetłoczeń, jeszcze kolejni kierowcy będą jak ognia unikać wszystkiego, co nie ma na tylnej klapie spojlera wielkości motolotni… Bardzo jednak byłbym wdzięczny wszystkim z Bożej łaski „recenzentom”, żeby to mnie (i innym kierowcom zainteresowanym zakupem tego konkretnego modelu) pozostawili decyzję, czy się nam podoba, czy nie. Bardzo mnie irytuje, kiedy ktoś w tak niewybredny sposób nakazuje mi, co mam myśleć i czuć.

Zwróćcie przy tej okazji uwagę na pewien bardzo istotny detal: jak już wsiądziecie do samochodu, to go nie widzicie i tak naprawdę o niebo ważniejsze od wyglądu jest to, czy auto jest bezpieczne, ile pali, czy jest wam w nim wygodnie i tak dalej. Kiedy kupuję samochód, wygląd nie ma dla mnie absolutnie żadnego znaczenia, bo jak jadę w trasę, to bardziej mnie obchodzi, jak się będę czuł przez te kilka godzin…

Druga ważna sprawa to opisywane przez wszystkich brzmienie silnika 2,0 litra w nowym Focusie ST – a ja wam powiem, że (jak napisałem w tytule) samochód ma jechać, a nie brzmieć! Gdyby zależało mi na tym, żeby poruszać się pojazdem o głębokim, basowym ryku silnika, to kupiłbym sobie jakiś pochodzący z wojskowego demobilu transporter opancerzony z homologacją do ruchu drogowego, a nie usportowioną wersję najzwyklejszego w świecie auta! Dla mnie to nawet lepiej, że Focus ST (sprawdź) trzeciej generacji ma cichszy silnik, bo się tak nie męczę, kiedy jadę kilka godzin po autostradzie…

Tak więc mała prośba do tak zwanych „recenzentów” aut: dajcie sobie spokój z próbami prostowania potencjalnym klientom danej marki światopoglądu na siłę. Zamiast tego uszanujcie nasze prawo do posiadania własnego zdania na temat, w którym wy czujecie się absolutnie nieomylni…

Dom Volvo – najlepszy warszawski dealer Volvo

Pisałem niedawno o tym, że w końcu na rynku samochodów używanych zaczęło się dziać coś pozytywnego i może w końcu po naszych drogach przestaną jeździć kilkunastoletnie sterty złomu, które jakiś polski mechanik-artysta pieczołowicie zrekonstruował do stanu jezdnego. Ten nowy trend nie wziął się jednak znikąd: najpierw bowiem na rynku pojawili się sprzedawcy, których zasadniczą ofertą były poleasingowe auta znanych marek.

Jedną z pierwszych firm tego typu był Dom Volvo – warszawski dealer Volvo, specjalizujący się w sprzedaży kilkuletnich aut szwedzkiej marki, który po dziś dzień wyznacza standardy w branży (sprawdź). Najprawdopodobniej to właśnie od tego dealera przejęli podejście do handlu używanymi samochodami sprzedawcy niezwiązani wyłącznie z jedną marką, co akurat jest bardzo dobrą wiadomością dla wszystkich kupujących takie auta.

zdjęcie statuetki mobilizator dla dom volvo w warszawie

Dom Volvo jest laureatem prestiżowej nagrody „Mobilizator”, przyznaną przez Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów (źródło obrazka: Domvolvo.volvocars-partner.pl)

Ponieważ jednak realia rynku zmieniają się dość dynamicznie, Dom Volvo nie spoczął na laurach i od chwili debiutu rynkowego stale poszerza ofertę oraz dopasowuje się do bieżących trendów oraz wymagań swych klientów. Niedawno została rozpoczęta poważna rozbudowa salonu i serwisu, po której zakończeniu klienci będą mieli jeszcze lepszy dostęp do oferowanych przez tego warszawskiego dealera usług.

Warto wspomnieć o tym, że w Domu Volvo można również swoje Volvo ubezpieczyć – oferowany pakiet jest naprawdę szeroki i ciekawie skomponowany (we współpracy z PZU i Allianz), a wykupić go można nawet dla samochodu używanego. Warunek jest jeden: musi to być auto, które w przeszłości zostało kupione w salonie Volvo jako samochód nowy.

Dodam od siebie, że w Domu Volvo można obecnie kupić już nie tylko samochody używane, ale także i nowe modele szwedzkiej marki w atrakcyjnych cenach, ale na tym nie koniec. Można na przykład do końca lipca (czyli już wcale nie tak długo!) wybrać się do Domu Volvo na Puławską i za niecałe 100 złotych sprawdzić stan techniczny swojego Volvo. Jeśli się na to zdecydujemy, możemy liczyć na 15% upust na zakupione na miejscu części hamulcowe oraz aż 30% rabatu na ich wymianę. Oferta jest o tyle ciekawa, że trwa w pełni sezon urlopowy i dobrze jest przed dłuższym wakacyjnym wyjazdem zainwestować niewielkie bądź co bądź pieniądze we własne bezpieczeństwo na drodze.

Volvo XC90 – prawdziwy król szos

Kiedy po 12 latach od premiery modelu XC90 Volvo zdecydowało się wypuścić na rynek jego drugą generację, wielu miłośników tej marki zastanawiało się, jaki tak naprawdę cel miał w tym szwedzki koncern. Poprzednia generacja, choć już dość wiekowa, sprzedawała się bowiem całkiem dobrze i zbierała pozytywne opinie, a kolejne nowe modele były przyjmowane dość ciepło lub nawet entuzjastycznie. Dziś, po pewnym czasie od premiery, można bez jakichkolwiek wątpliwości stwierdzić, że Volvo XC90 to była inwestycja w przyszłość firmy (sprawdź).

czarne volvo xc90

Trzeba przyznać, że nowe Volvo XC90 prezentuje się naprawdę elegancko (źródło obrazka: Volvocars.com)

Dodajmy, że nie była to inwestycja mała: opracowanie tego SUV-a pochłonęło 11 miliardów (!) dolarów, a prace nad nową platformą, na której jest oparta konstrukcja tego modelu, trwały cztery lata. Dzięki temu Volvo ma do dyspozycji uniwersalną, w pełni elastyczną modułową płytę podłogową SPA (Scalable Product Architecture), której największą zaletą jest to, że w żaden sposób nie ogranicza projektantów i stylistów. Po prostu nie muszą się już oni martwić o takie detale, jak zwisy, rozstaw osi albo wysokość nadwozia.

Kolejna ważna kwestia to sprawa powinowactwa z poprzednią generacją – zazwyczaj jest tak, że młodsza generacja dziedziczy coś po starszej (najczęściej jest to płyta podłogowa i część podzespołów). W przypadku Volvo XC90 drugiej generacji jest to… zero elementów! Tak, to nie pomyłka: nowy SUV Szwedów został opracowany całkowicie od podstaw i żaden podzespół czy śrubka ze starej wersji nie zostały użyte w nowej, co w normalnych warunkach byłoby czystym szaleństwem, ale przecież mówimy o Volvo. I faktycznie, „tajny” plan jest bardzo prosty: zarówno platforma, jak i liczne podzespoły projektowane dla XC90 docelowo znajdą się również w aż 7 kolejnych modelach szwedzkiego producenta.

Czym jeszcze wyróżnia się nowy SUV Volvo? Można byłoby powiedzieć, że luksusem, ale to zdecydowanie nie oddaje prawdy do końca – to jest hiperluksus. No bo w jakim innym aucie dźwignia zmiany biegów została wykonana częściowo z kryształu? Albo ma szlifowane przyciski na tablicy rozdzielczej? Dodam jeszcze tylko, że w standardowym wyposażeniu wersji Excellence jest jeszcze lodówka, unikatowe kieliszki oraz (i to jest ewenement na skalę światową) fotele posiadające funkcję masażu! Takie rzeczy w swoich autach montują tylko Szwedzi…

Nowy Focus ST – sportowy kompakt w dobrej cenie

Od samochodów ze sportowym zacięciem zazwyczaj wymagam znacznie więcej niż tego, żeby miały dynamiczną, usportowioną sylwetkę i odpowiednio „rasowo” brzmiący silnik. Trudno jednak zaprzeczyć, że nowy Focus ST (kliknij) charakteryzuje się zarówno jednym jak i drugim, a także wieloma innymi, bardziej istotnymi z perspektywy potencjalnego kierowcy cechami. Jedną z najważniejszych jest dostępność niesamowitego i ekstremalnie wręcz wydajnego silnika EcoBoost o pojemności 2 litrów, który generuje niewiarygodne 250 KM mocy i pozwala przyspieszyć od 0-100 km/h w nieco ponad 6 sekund oraz osiągnąć 248 km/h prędkości maksymalnej. Ale na tym nie koniec.

czerwony ford focus st 2016

Naprawdę sportowa sylwetka to nie jedyny atut nowego Forda Focusa ST (źródło obrazka: ford.pl)

Dużą nowością jest pojawienie się w gamie dostępnych jednostek napędowych silnika wysokoprężnego, który też ma 2 litry pojemności, ale finalna moc generowana przez tę jednostkę jest niższa i wynosi „zaledwie” 185 koni mechanicznych. Po przełożeniu tych informacji na praktykę okazuje się, że choć silnik benzynowy umożliwia przyspieszenie od 0-100 km/h w 6,5 sekundy (Diesel robi to w 8,1 sekundy), to jest także bardziej paliwożerny od swojego wysokoprężnego odpowiednika. „Benzyniak” średnio w mieście zużywa 8,8 litra/100 km przy założeniu, że cały czas działa system auto-start-stop (jeśli jest wyłączony, zużycie paliwa sięga około 10 litrów/100 km), natomiast Diesel w tych samych warunkach spali jedynie około 5 litrów. To spora różnica dla tych, którzy przeliczają wszystko na paliwo.

Wrażeń z jazdy nie da się jednak tak prosto przełożyć i pod tym względem zdecydowanie wygrywa klasyczny silnik benzynowy – wprawdzie moment obrotowy w Dieslu jest odrobinę wyższy i wynosi 400 Nm (jednostka benzynowa generuje 360 Nm), ale mimo to dynamika jazdy jest wyższa w przypadku benzyny.

Przy okazji wypuszczenia na rynek III generacji modelu Ford Focus ST doczekał się kilku istotnych zmian, jak na przykład uporządkowanie deski rozdzielczej i poprawienie jej czytelności dzięki zastosowaniu dużego, ośmiocalowego, dotykowego ekranu centralnego.

Nowy Focus ST ma także nieco bardziej czuły układ kierowniczy, usprawniony system kontroli trakcji, lepsze zawieszenie, ale przede wszystkim za 116 tysięcy złotych dostaniemy w Polsce w standardzie wyposażenie, które poza granicami naszego kraju będzie opcjonalne – dokładniej rzecz biorąc chodzi o skórzane fotele Recaro, sterowanie odtwarzaczem CD/mp3 umieszczone na kierownicy, podgrzewane lusterka, skórzaną kierownicę, dwustrefową klimatyzację, automatyczne wycieraczki i kilka innych, bardziej lub mniej przydatnych udogodnień. Dlaczego? Ponieważ sprzedawcy Forda stwierdzili, że takiej gołej, bazowej wersji nikt u nas nie kupi – i chwała im za takie podejście. Oby inni brali przykład!

Drapieżny SUV zaatakuje salony już w październiku!

W ubiegłym miesiącu pisałem o najnowszym SUV-ie Skody, czyli o modelu Kodiaq, którego oficjalna premiera została zaplanowana na październik bieżącego roku podczas Międzynarodowego Salonu Samochodowego w Paryżu. Wiadomo już także z całą pewnością, że bazową jednostką napędową ma być silnik TSI o pojemności 1,4 litra, generujący 125 koni mechanicznych mocy, czyli całkiem sensownie jak na SUV-a. Nie wiadomo natomiast tak do końca, jak ostatecznie Skoda Kodiaq będzie wyglądać, bo chociaż sam producent powoli ujawnia kolejne informacje i choć udało się sfotografować poruszające się po drogach egzemplarze Kodiaqa, to nie ma pewności, że są to już wersje finalne.

zamaskowana zieloną płachtą skoda kodiaq oraz niedźwiedź kodiak

Wciąż tak naprawdę nie wiadomo, jak będzie ostatecznie wyglądać kompaktowy SUV Skody… (źródło obrazka: skoda-auto.pl)

Garść dodatkowych informacji podał Jozef Kabaň, główny projektant Skody, który przede wszystkim szerzej skomentował sam design Kodiaqa. Czyste, klarownie poprowadzone linie nadwozia, według niego bardzo konkretnie wyróżniają Skodę Kodiaq spośród innych samochodów na drodze, a ponadto są bezpośrednią kontynuacją stylistyki zaprezentowanej w Skodzie Superb.

Dodatkowym (choć może mało zauważalnym dla przeciętnych obserwatorów) detalem definiującym Skodę Kodiaq jest design przednich reflektorów, które są swoistym hołdem złożonym tradycyjnym czeskim wyrobom ze szkła kryształowego. W praktyce przekłada się to na fakt, że w reflektorach znajdują się elementy wykonane z rżniętego szkła, które mają odbijać światło podobnie jak robią to kryształowe żyrandole.

Zastosowana w Kodiaqu stylistyka ma też pewien całkowicie zamierzony efekt uboczny – najnowszy SUV Skody ma relatywnie krótkie zwisy z przodu i z tyłu, co oznacza, że wewnątrz samochodu ilość dostępnego dla pasażerów miejsca jest większa niż by się to mogło wydawać sądząc jedynie na podstawie wymiarów. Trudno się w tym kontekście dziwić bardzo pewnie głoszonej przez Skodę tezie, że w ogólnym rozrachunku Skoda Kodiaq (sprawdź) stanowić będzie na rynku najlepszą propozycję jeśli chodzi o relację między przestronnym wnętrzem a kompaktowymi rozmiarami zewnętrznymi. Kabaň zresztą chyba najlepiej podsumował swoje najmłodsze dziecko mówiąc, że Skoda Kodiaq to samochód, który udowadnia, że funkcjonalność może być atrakcyjna. I patrząc na dostępne dane na temat możliwych specyfikacji, zdjęcia prototypu pre produkcyjnegooraz zdjęcia szpiegowskie trudno się z nim nie zgodzić.

Start-stop: system nie tylko dla ekologów

Jedną z najbardziej chyba problematycznych kwestii jeśli chodzi o współczesne samochody są normy, które bezwzględnie należy spełnić, aby móc wypuścić dany model na określonym rynku. Wymagania te są bardzo rygorystyczne i każdego roku są coraz bardziej obostrzane z uwagi na postępującą degradację środowiska naturalnego na skalę globalną. Trudno się dziwić, że podejmowane są liczne działania, by możliwie skutecznie zredukować ilość dwutlenku węgla emitowanego codziennie do atmosfery – szczególnie dotyczy to zakładów przemysłowych oraz samochodów.

znak systemu start-stop firmy Skoda

Bardzo często nie wiemy nawet, jak działa system start-stop, a mimo to jesteśmy jego przeciwnikami – warto zmienić to nastawienie (źródło obrazka: skoda.co.uk)

W tym drugim przypadku sprawa jest o tyle bardziej skomplikowana, że niektóre nowości nie są przyjmowane przez kierowców tak entuzjastycznie, jak zakładali ich twórcy, choć z ogólniejszej perspektywy bezsprzecznie w bardzo wymiernym stopniu przekładają się na poprawę stanu ziemskiej atmosfery.

Do innowacyjnych rozwiązań tego typu należy system start-stop, odpowiedzialny zasadniczo za to, by po zatrzymaniu auta na skrzyżowaniu pracujący na jałowym biegu silnik został wyłączony, tym samym oszczędzając paliwo i redukując emisję CO2 do atmosfery. Skuteczność tego rozwiązania byłaby zdecydowanie większa gdyby nie to, że bardzo wielu kierowców ma różnego rodzaju obiekcje, z których największą jest potencjalnie szybsze zużycie silnika oraz wyższe spalanie.

Obawy te wynikają jednak przede wszystkim z tego, że duża liczba właścicieli samochodów po prostu nie ma pojęcia, jak działa start-stop i powtarza opinie znalezione gdzieś w Internecie lub zasłyszane od innych, podobnie konserwatywnie nastawionych kierowców. Warto jednak pamiętać, że system start-stop nigdy nie pozwoli na wyłączenie silnika, jeśli miałoby to zagrażać jego żywotności – muszą zostać zachowane określone warunki, czyli silnik musi być rozgrzany do właściwej temperatury, akumulator wystarczająco naładowany, a żadne obecnie działające urządzenie w aucie nie będzie wymagać stałego źródła zasilania.

Warto poczytać nieco więcej na temat tego jak działa start-stop (kliknij), ponieważ w dłuższej perspektywie wszyscy powinniśmy brać możliwie czynny udział w działaniach proekologicznych – szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę liczbę samochodów na całym świecie, które każdego dnia wyjeżdżają na ulice i generują spaliny. Warto zatem myśleć globalnie i działać lokalnie, by nasza planeta była w stanie zapewnić nam warunku do życia jeszcze przez długi, długi czas…

Volvo S90, czyli nadlimuzyna

Odkąd na rynek samochodów luksusowych weszło w styczniu bieżącego roku nowe Volvo S90 (sprawdź), sytuacja dla osób chcących sobie kupić auto z tego segmentu stała się najprawdopodobniej odrobinę bardziej klarowna, bo w porównywalnej cenie praktycznie nie ma możliwości znalezienia u konkurencji samochodu wyposażonego podobnie bogato. W marcu pisałem już o nowym flagowcu Volvo i podałem garść podstawowych informacji, dziś zatem pora je nieco rozszerzyć.

wnętrze volvo s90

Od wielu lat limuzyny Volvo to synonim luksusu – nie inaczej jest z modelem S90 (źródło obrazka: Volvo)

Samochody luksusowe (a do tej klasy bez dwóch zdań Volvo S90 się zalicza) z reguły są wyposażone w bardzo szeroką gamę różnego rodzaju systemów wspomagających kierowcę, nic zatem dziwnego, że i w tej konstrukcji znalazło się miejsce na wszystko to, co szwedzcy konstruktorzy uznali za niezbędne w aucie z górnej półki cenowej. W praktyce przekłada się to na obecność takich ciekawostek, jak choćby kamera obejmująca 360 stopni wokół pojazdu (jej przydatność podczas parkowania jest niewątpliwa), Park Assist Pilot (który sam zaparkuje naszą limuzynę) oraz poduszka powietrzna dla pieszego (zakrywająca przednią szybę i zmniejszająca siłę uderzenia w przypadku kolizji z pieszym), o takich trywialnych wynalazkach, jak systemy wczesnego ostrzegania przed zderzeniem z rowerzystą, pieszym czy dużym zwierzęciem czy adaptacyjny tempomat nawet nie wspominając.

Biorąc pod uwagę fakt, że szwedzcy projektanci są bardzo przywiązani do konsekwentnego trzymania się zasady „żadnych zbędnych elementów w naszych autach” można byłoby się nawet w kontekście ilości dodatkowego wyposażenia w nowych Volvo S90 posunąć się do stwierdzenia, że konstruktorów ta reguła nie dotyczy, ale bardzo szybko okazałoby się, że ten samochód nie ma żadnego zbędnego systemu. Wszystkie są potrzebne, każdy z nich został przewidziany do działania w określonych warunkach i osobiście nie mogę się oprzeć wrażeniu, że Szwedzi coraz skuteczniej tworzą auta, których systemy bezpieczeństwa są zaplanowane na możliwie wszystkie sytuacje mogące się przytrafić mniej fortunnemu kierowcy.

Prawdę mówiąc myślę nawet, że Szwedom bez najmniejszego problemu uda się dopiąć swego i od 2020 roku nikt nie straci życia w nowym samochodzie marki Volvo – jeśli jest ktokolwiek, kto może tego dokonać, to są to bez dwóch zdań ludzie, którzy prawie 60 lat temu wymyślili trzypunktowe pasy bezpieczeństwa, a potem zamiast zrobić na nich biznes udostępnili je za darmo wszystkim innym producentom samochodów. Bo ludzkie życie jest przecież najważniejsze…

Volvo jeszcze bardziej na bogato

Niejednokrotnie podkreślałem przy chyba każdej nadarzającej się okazji, że projektanci Volvo przyjęli odgórnie założenie, iż nawet najtańsza wersja wyposażeniowa ma mieć w standardzie wszystko. Nadal tę opinię podtrzymuję, bo z faktami nie da się dyskutować, okazuje się jednak, że da się swoje Volvo wyposażyć dodatkowo w rzeczy, o których projektanci pomyśleli, ale uznali, że nie są one niezbędne każdemu kierowcy, który kupił sobie Volvo. Zupełnie przy okazji przekonałem się, jak bardzo takie dodatkowe wyposażenie może ułatwić życie i podróżowanie autem – zwłaszcza w niektórych przypadkach.

zestaw kosmetyków samochodowych dla aut marki volvo

Lakiery i inne podobne dodatki to nie jedyne akcesoria, jakie można kupić do swojego Volvo… (źródło obrazka: volvocars.com)

Przeglądając akcesoria Volvo, na które natrafiłem przekopując się przez zawartość strony Domu Volvo, doszedłem do dosyć oczywistego wniosku, że spora część z nich jest raczej standardowa – zasłony przeciwsłoneczne, siatki do mocowania zakupów w bagażniku, uchwyty i stojaki na rowery to całkiem zwyczajne wyposażenie. Ale nie wszystko, co da się kupić, kwalifikuje się do tej kategorii. Bardzo dobrym przykładem tego rodzaju wyposażenia dodatkowego jest na przykład pozycja opisana jako „drzwiczki dla psa”, choć prawdę powiedziawszy jest to raczej kompletna (i bardzo funkcjonalnie pomyślana) klatka dla psa przewożonego w bagażniku. Jej największą zaletą jest to, że dzięki wspomnianym drzwiczkom znajdujący się w niej pies nie może wyskoczyć z auta w chwili, gdy tylko otworzymy tylną klapę, co zdecydowanie zwiększa bezpieczeństwo potencjalnych przechodniów (i psa także).

To tylko jeden przykład, bo pełna gama dostępnych akcesoriów dla dowolnego modelu Volvo jest tak szeroka, że bez problemu każdy znajdzie coś, czego w jego samochodzie nie ma, a powinno być. Maniacy osiągów mogą sobie nawet zafundować optymalizację oprogramowania, dzięki czemu auto zyska na dynamice, a tym samym na bezpieczeństwie podczas manewrów wymagających pewnego zapasu mocy – czyli przede wszystkim w trakcie wyprzedzania.

Można również wymienić sobie system audio, uagresywnić stylistykę, kupić nowy zestaw kół czy zamienić standardowy ekran z centralnej konsoli na większy – wszystko zależy wyłącznie od naszych potrzeb i zasobności kieszeni, a pełną listę akcesoriów Volvo dostępnych obecnie w sprzedaży można znaleźć tutaj Polecam szczególnie tym, którzy uważają, że ich Volvo jest niewystarczająco wyposażone!

System start-stop: dlaczego jest tak popularny?

Spośród wszystkich nowoczesnych wynalazków montowanych standardowo w coraz większej liczbie modeli różnych producentów system start-stop wzbudził chyba najwięcej mieszanych uczuć wśród kierowców, choć moim zdaniem pojawienie się tego systemu jest naturalnym następstwem obostrzania norm emisji spalin zarówno w Unii Europejskiej, jak i na świecie. Co najciekawsze przeciwnicy start-stopu jako jeden z głównych zarzutów podają negatywny wpływ na silnik (w sensie szybszego zużycia), ale ten właśnie argument jest ich przysłowiowym ostatnim gwoździem do trumny, bo pokazuje, że nawet nie zapoznali się z zasadą działania systemu, którego są wrogami. Gdyby to bowiem zrobili, wiedzieliby, że system nie zadziała, jeśli istnieje ryzyko dla silnika. Jak zatem działa system start-stop w praktyce?

korek uliczny w dużym mieście

System start-stop doskonale zdaje egzamin w korkach – znacznie redukuje zużycie paliwa i emisję dwutlenku węgla do atmosfery (źródło obrazka: Pixabay)

Idea jest bardzo prosta: system ma wyłączać silnik wtedy, gdy jego praca jest zbędna – czyli głównie podczas stania w korkach i na skrzyżowaniach. Samochód się zatrzymuje, a system wyłącza silnik. Proste. Tyle tylko, że przeciętne auto ma jeszcze różne systemy, które potrzebują zasilania, a przy wyłączonym silniku nie działa alternator, więc zasilanie pobierane byłoby z akumulatora, co mogłoby bardzo szybko doprowadzić do jego rozładowania. Projektanci przewidzieli jednak ten kłopot: pracą systemu start-stop steruje komputer, który nie wyłączy silnika, jeśli ma on za niską albo zbyt wysoką temperaturę, podobnie zachowa się także i wtedy, gdy działają różne systemy zasilane alternatorem, a akumulator nie byłby w stanie wygenerować odpowiedniego napięcia. Same akumulatory zresztą są pojemniejsze i wytrzymalsze, a turbosprężarka (jeśli jest, a przeważnie w nowych autach już są w standardzie) ma wsparcie w postaci oddzielnej, zasilanej wyłącznie elektrycznie pompy wymuszającej obieg cieczy nawet przy zatrzymanym silniku.

Plusy? Przede wszystkim mniejsze zużycie paliwa (w mieście nawet do kilkunastu procent, rzecz jasna w zależności od stylu jazdy i wielkości korków) i co za tym idzie, niższa emisja dwutlenku węgla do atmosfery. W dłuższej perspektywie zatem dodatkowym zyskiem jest mniej destrukcyjny wpływ na warunki życia na naszej planecie, a to przecież rzecz zupełnie bezcenna.