System coming home, czyli co tak naprawdę jest potrzebne w samochodzie?

Przyznaję szczerze, że jeszcze do niedawna uważałem sporą część co bardziej wymyślnych i przydających się jedynie w określonych sytuacjach systemów montowanych w samochodach za niepotrzebny balast. W mojej opinii były to takie „zapchajdziury”, którymi producenci kompensowali brak czegoś, co naprawdę wyróżniłoby dany model na tle konkurencji albo po prostu dodawali coś na siłę tylko po to, żeby lista funkcji wyglądała bardziej imponująco. Z doświadczenia wiem też, że podobne przekonanie ma niemała liczba polskich kierowców, ale spieszę z informacją, że ja już zdanie w tej materii zmieniłem. I wcale nie trzeba było jakichś powalających argumentów albo dyskusji z szanowanym na świecie autorytetem motoryzacyjnym – wystarczyła zwykła kałuża o średnicy około 50 cm, głęboka tak mniej więcej do kostki…

samochód oświetlający drogę w nocy

System coming home potrafi oszczędzić wielu problemów – szczególnie, jeśli w okolicy nie ma innych źródeł dobrego oświetlenia (źródło obrazka: pixabay.com)

Pewnego wieczoru najzwyczajniej w świecie nie zauważyłem takiego zbiornika wodnego tuż po wyjściu z auta, a ponieważ się mocno spieszyłem na ważne spotkanie biznesowe, to nie zawracałem sobie głowy detalami w rodzaju wyciągnięcia telefonu i świecenia sobie latarką pod nogi. Było ciemno, bo latarnie nie świeciły, ale ponieważ był też chodnik, to automatycznie założyłem, że jest bezpiecznie. Niestety, nie było, bo akurat spory kawałek tego chodnika był w remoncie i po niedawnym deszczu w miejscach, z których wyjęto płytki, powstały dość głębokie kałuże. Ta „moja” po ciemku była praktycznie nie do uniknięcia.

Na spotkanie się wprawdzie nie spóźniłem, ale przez cały czas siedziałem spięty zastanawiając się, czy bardzo widać, że prawą nogawkę spodni prawie do pół łydki mam utytłane w błocie i co sobie o mnie pomyśli potencjalny wspólnik. Jak się później okazało nie zwrócił na to uwagi (zapytałem, kiedy już doszliśmy do porozumienia w interesach), ale mnie dyskomfort pozostał. I wtedy właśnie zacząłem doceniać te „niepotrzebne” systemy.

Gdyby w moim samochodzie była zainstalowana funkcjonalność coming home (albo leaving home, nazewnictwo zależy od konkretnego producenta), zauważyłbym kałużę od razu i ominąłbym ją, bo przez dobrych kilkanaście sekund auto doświetlałoby mi drogę. Niby drobiazg, ale jednak bardzo przydatny (sprawdź). A kiedy szukając opcji zamontowania w swoim aucie jakiegoś gotowego systemu coming home trafiłem na setki postów dotyczących tego, jak sobie samemu takie coś złożyć, doszedłem do słusznego chyba wniosku, że nawet jeśli taki system przydaje się tylko raz na miesiąc, to i tak warto. Koszt niewielki, a wygoda ogromna. I odkąd korzystam z tej funkcji regularnie (bo już ją mam), to nie mam pojęcia, jak mogłem się bez niej obyć wcześniej…

Przyszłość samochodów – garść refleksji

Od momentu wynalezienia samochód sukcesywnie zyskiwał na popularności, by wreszcie w XXI wieku stać się absolutnie nieodłączną częścią życia praktycznie każdego człowieka. Nawet ci, którzy nie mają własnego auta, korzystają przecież z komunikacji miejskiej czy międzymiastowej, a nawet jeśli nie, to czerpiemy z istnienia samochodów benefity pośrednio – na przykład dzięki temu, że rozbudowana sieć drogowa i transportowa umożliwia dostarczenie do sklepów każdego dnia towarów niezbędnych nam do codziennego funkcjonowania.

Oczywiście nieustanny rozwój technologiczny ma duży udział w tym, że auta oprócz niewątpliwych zalet posiadają również dość istotne wady. Jedną z największych jest ogromny negatywny wpływ na stan atmosfery naszej planety – spaliny emitowane każdego dnia przez miliony samochodów dramatycznie zwiększają w niej poziom dwutlenku węgla, co jest główną przyczyną postępującego globalnego ocieplenia.

korek uliczny

System start stop przydaje się szczególnie podczas brnięcia przez korki w mieście (źródło obrazka: pixabay.com)

Na szczęście inżynierowie z branży motoryzacyjnej intensywnie pracują nad tym, by silniki spalinowe emitowały jak najmniej CO² i osobiście uważam, że jednym z najciekawszych współczesnych rozwiązań w tej materii jest system start stop. W jaki sposób dokładnie on działa, można przeczytać np. tutaj, ja natomiast chciałbym się podzielić z czytelnikami przekonaniem, że najprawdopodobniej już w najbliższej przyszłości redukcja emisji do atmosfery gazów cieplarnianych będzie najpewniej w branży motoryzacyjnej polegać na coraz częstszym wdrażaniu silników ekologicznych – elektrycznych, wodorowych, być może nawet słonecznych.

Nie jest to wcale mrzonka: jednostki hybrydowe i elektryczne są już w powszechnym użyciu, silniki wodorowe testują obecnie co najmniej dwa poważne koncerny motoryzacyjne, a ogniwa słoneczne także udowadniają swoją skuteczność jako źródło zasilania dla jednostki napędowej. Fakt, jeszcze nie są tak wydajne, aby konkurować z innymi rodzajami „paliw alternatywnych”, ale kluczowe jest tu słowo „jeszcze”. Ja wierzę głęboko, że w przyszłości ogniwa słoneczne będą napędzać samochody tak samo wydajnie, jak współczesne paliwa – pozostaje tylko czekać (i doczekać) do tego momentu…

Auto prawie idealne, czyli Ford Focus kombi po liftingu

Zdaję sobie dość dobrze sprawę z tego, że wciąż dla wielu polskich kierowców nazwa Ford Focus kombi jest czymś w rodzaju motoryzacyjnego oksymoronu – Focus ma przecież być mały i miejski, a wszystkie inne wersje to po prostu herezja. Na szczęście od pewnego czasu to myślenie się zmienia w naszym kraju, a najnowsza odsłona Focusa właśnie w odmianie kombi to najlepszy dowód na to, że na globalnym rynku jest wystarczająco duże zapotrzebowanie na ten model (sprawdź).

Trudno się zresztą dziwić, bo Ford Focus kombi jest sprzedawany w niemal stu pięćdziesięciu krajach na świecie i chyba nigdzie nie został źle przyjęty. To głównie zasługa świetnych właściwości jezdnych, którymi Focus charakteryzował się od chwili wprowadzenia do sprzedaży w 1998 roku i które dziś są już cechą wyróżniającą tego modelu. Nie ma co jednak ukrywać, że pod względem stylistycznym najnowsza generacja wyglądała dość kiepsko – zbyt masywnie, zbyt ciężko, zbyt nieproporcjonalnie… Niedawny lifting zlikwidował wszystkie te bolączki bardzo skutecznie, dodając Focusowi lekkości, wysmuklając sylwetkę i sprawiając, że nawet wersja kombi wygląda bardzo dynamicznie. Za to u mnie Ford ma dużego plusa.

błękitny ford focus kombi na drodze w mieście

Tak się prezentuje Ford Focus kombi po liftingu – zmiany były spore, ale wszystkie na plus (źródło obrazka: ford.pl)

Sporo zyskała także ergonomia wnętrza nowego Focusa: przede wszystkim na desce rozdzielczej jest zauważalnie mniej przycisków, co w ogólnym rozrachunku jest rozwiązaniem dobrym, bo pomaga się nie rozpraszać w trakcie jazdy. Oprócz tego sam panel też zyskał na przejrzystości z uwagi na zamontowanie w nim dużego ekranu dotykowego, który jest bardzo intuicyjny w obsłudze.

Ford Focus kombi ma ponadto całkiem interesującą gamę systemów wspomagających (w tym np. Lane Assist, Active Park Assist oraz Active City Stop), został także wyposażony w adaptacyjne reflektory biksenonowe, system auto-start-stop, kilkanaście jednostek napędowych do wyboru i (co najważniejsze) jest dostępny w dobrej cenie. Jedyne, czego brakuje, to jego obecności w garażach większej liczby Polaków…

Skoda Octavia kombi, czyli nowe oblicze klasyki

Zupełnie niedawno pisałem o Skodzie Octavii kombi w kontekście wyboru tego modelu jako bazy dla floty firmowej i nadal uważam, że to dobry wybór. Dziś jednak postanowiłem przyjrzeć się bliżej nowej odsłonie rodzinnej Octavii z perspektywy przeciętnego Kowalskiego, który chciałby kupić dla swojej rodziny samochód, ale nie jest do końca przekonany do żadnego dostępnego na rynku modelu. Dlaczego więc właśnie Octavia kombi powinna wzbudzić szczególne zainteresowanie naszego Kowalskiego?

brązowa skoda octavia kombi w wersji laurin & klement zaparkowana na chodniku

Skoda Octavia kombi jest także dostępna w ekskluzywnej wersji wyposażeniowej Laurin & Klement (źródło obrazka: skoda-auto.pl)

Jednym z najważniejszych powodów będzie bez wątpienia przestronność i ergonomia tego auta. Nowa Skoda Octavia kombi ma bardzo pojemny bagażnik (610 litrów), który pomieści wszystkie potrzebne rzeczy, a jeśli miejsca zabraknie, to wystarczy złożyć tylną kanapę i mamy o ponad 1000 litrów więcej przestrzeni ładunkowej. 1740 litrów to naprawdę dużo. A przy tym żadna z podróżujących Octavią kombi osób nie będzie narzekać na brak miejsca – wnętrze jest ergonomicznie zaprojektowane i bardzo wygodne. Rozstaw osi wynoszący niemal 2,7 metra ma niemały udział w poziomie komfortu jazdy tym autem.

Skoda Octavia kombi w najnowszej wersji modelowej to również auto bardzo bezpieczne – najuboższe wyposażenie obejmuje między innymi 7 poduszek powietrznych, ABS, ESP, komputer pokładowy i światła do jazdy dziennej. Sporą ciekawostką jest dostępny także w standardzie hamulec antykolizyjny (Multi-Collision Brake), który uruchamia się w chwili, gdy już dojdzie do kolizji i auto wpada w niekontrolowany poślizg będący jej wynikiem. Zadaniem hamulca antykolizyjnego jest jak najskuteczniejsze i jak najszybsze wyhamowanie auta, by nie dochodziło do kolizji wtórnych.

Silników do wyboru jest bardzo szeroka paleta, obejmująca również ekologiczne silniki CNG, dzięki czemu nasz Kowalski będzie mógł wybrać dla siebie i swojej rodziny taki, który najbardziej odpowiada ich potrzebom. Chciałbym też podkreślić to, o czym pisałem już wcześniej, a mianowicie fakt, że po liftingu nowa Skoda Octavia kombi prezentuje się nie tylko bardziej elegancko, ale też bardziej drapieżnie (sprawdź). I choć może sam w sobie nie jest to wystarczający powód, żeby się na Octavię przesiąść, to wymienione wcześniej zalety auta powinny Kowalskiego przekonać. Zwłaszcza, że niecałe 68 tysięcy złotych to całkiem przystępna cena…

Volvo XC90, czyli ekologia po szwedzku

Tytułowy bohater pojawia się tu już po raz kolejny i jak zawsze jest po temu ważny powód. Pisałem już o tym, że to auto bezpieczne, opisałem pokrótce najważniejsze cechy i systemy, ale udało mi się pominąć milczeniem fakt bardzo istotny, czyli to, jak bardzo Volvo XC90 jest przyjazny dla środowiska. Ten wielki SUV (sprawdź), wyposażony w niebagatelną moc (w najsłabszej specyfikacji silnik wysokoprężny generuje 225 KM, a w najmocniejszej około 400!) został bowiem opracowany od podstaw jako auto ekologiczne. Tyle tylko, że według Szwedów słowo „ekologia” ma najwyraźniej znacznie szersze znaczenie, niż uważa chyba cała reszta świata. Dlaczego tak twierdzę?

To proste: jeszcze nie udało mi się znaleźć na rynku samochodu z podobnego segmentu, który w tak dużym stopniu nadaje się do recyklingu, jak właśnie Volvo XC90. Dla jasności dodam, że przez recykling rozumiem nie tylko to, że można auto oddać na szrot (bo to można zrobić z każdym wozem), ale fakt, że według szwedzkich konstruktorów ponad 95% masy XC90 da się odzyskać, a 85% bez problemu nadaje się do recyklingu właśnie. A to przecież nie jest jakieśtam pierwsze lepsze z brzegu auteczko miejskie, które na dobrą sprawę mogłoby przecież być zrobione z zupełnie ekologicznej tektury, tylko luksusowy SUV, który pod względem poziomu bezpieczeństwa zapewnianego pasażerom i liczby zastosowanych systemów zostawia konkurencję daleko, daleko w tyle. Szwed potrafi, nie ma co do tego wątpliwości.

czarne volvo xc90

Elegancki, luksusowy, potężny, ekologiczny i… niemal w całości zdatny do recyklingu – takie jest nowe Volvo XC90! (źródło grafiki: volvocars.com)

Żeby pokazać, do jakiego stopnia Szwedzi poszli w ekologię w przypadku Volvo XC90 wystarczy tylko jeden drobny, ale za to znaczący przykład – otóż postanowili do malowania karoserii zastosować lakiery wodne. A żeby dodatkowo zredukować ewentualny poziom ich szkodliwości dla środowiska naturalnego, najpierw zadbali o to, żeby lakiernie, w których malowane są produkowane przez nich samochody, stały się jednymi z najczystszych (o ile nie najczystszymi) na świecie. To się nazywa kompleksowe podejście do ekologii…

Już tak na marginesie dodam, że nie tylko mnie się podoba to, jak spece z Volvo podchodzą do sprawy zaprojektowania dobrego auta – nagrody przyznane przez miesięcznik „Auto Moto”, tygodnik „Auto Świat”, magazyn „Auto Motor i Sport” czy wreszcie wygrana w plebiscycie „The Best Car of the Year” organizowanym przez portal Onet.pl są chyba wystarczającym potwierdzeniem tego, że naprawdę jest się czym zachwycać…

Wyprzedaż rocznika – czy to się opłaca?

Bardzo często spotykam się z przekonaniem, że jeśli któryś znany producent aut decyduje się na wprowadzenie promocji na wybrane modele z danego rocznika jeszcze przed zakończeniem aktualnego roku modelowego, to musi w tym być jakiś haczyk. Prawda jest jednak taka, że tego typu opowieści są wyssane z palca, bo ani sprzedawane w ten sposób samochody nie odstają jakością od tych, które trafiły wcześniej do salonów, ani też nie jest to sposób, żeby wypchnąć jakieś buble czy inne niedoróbki. Bardzo dobrze pokazała to wyprzedaż rocznika 2014 w salonach Volkswagena (sprawdź), gdzie popularne modele w ofercie „first minute” były tak atrakcyjnie przecenione, że szły jak przysłowiowe ciepłe bułeczki.

niebieski volkswagen sharan zaparkowany przed domem nad morzem

Wyprzedaż rocznika 2014 obejmowała także i ten popularny model – VW Sharan, który można było kupić o 15 000 zł taniej (źródło obrazka: volkswagen.de)

Przykład z wyprzedażą rocznika 2014 przywołuję tylko dlatego, żeby udowodnić, że tak naprawdę promocje tego typu opierają się o bardzo prostą zasadę: lepiej sprzedać za mniej niż nie sprzedać za więcej. Każdy producent (nie tylko samochodów) widząc, że będzie zmieniać asortyment w sklepach na nowszy, chciałby odzyskać przynajmniej część środków zainwestowanych w produkcję zalegających na magazynie towarów. Tak samo dzieje się w przypadku aut – przy czym tu jest o tyle lepsza sytuacja, że zanim wejdzie nowy rok modelowy, jest jeszcze kilka miesięcy na to, żeby skutecznie sprzedać choć część wozów.

Wyprzedaż rocznika 2014 była dla Volkswagena tak dużym sukcesem z jeszcze jednego powodu: połączono możliwość zakupu ze zniżką nowego samochodu tej marki z ofertą zaopatrzenia się w pakiet ubezpieczeniowy w równie przystępnej cenie. Tego rodzaju łączone oferty zawsze cieszą się dużym wzięciem wśród kierowców, a jeśli dorzuci się do tego kilka różnych opcji finansowania, to przynajmniej niektóre firmy również się zakupem aut w takiej promocji zainteresują.

To wszystko sprawia, że wyprzedaże roczników są nadal stałym punktem w motoryzacyjnym kalendarzu zakupowym. Jeśli zatem zależy nam na tym, by uzyskać niemałą zniżkę na wymarzony model (w 2014 roku można było kupić np. VW Scirocco FL o 21 000 złotych taniej!), należy na bieżąco monitorować aktualności na stronach ulubionych producentów. Ja jestem całkowicie pewny, że i w tym roku Volkswagen zaskoczy wszystkich naprawdę dobrze przemyślaną ofertą promocyjną na bieżące modele…

Das WeltAuto, czyli samochody używane w dobrej cenie

Co jakiś czas piszę na blogu o tym, że coraz więcej w naszym kraju jest miejsc, w których można kupić używany samochód praktycznie bezpośrednio od producenta, dzięki czemu nie ponosimy ryzyka nabicia w butelkę przez nieuczciwego handlarza. Może się to komuś wydawać trochę absurdalne, ale dla każdego, kto choć raz kupował używane auto na giełdzie i został oszukany, jest to naprawdę dobra wiadomość. Dlatego też dziś chciałem podzielić się informacją, że w Wielkopolsce jest kolejne miejsce funkcjonujące w ramach programu Das WeltAuto.

samochody używane w programie Das WeltAuto w Auto Park Piła

Samochody używane w Pile najlepiej kupować w Das WeltAuto (źródło obrazka: dasweltauto.pl)

Samochody używane w Pile (bo o tym mieście dzisiaj mowa) można kupić przy ulicy Siemiradzkiego 23, a oferta jest naprawdę ciekawa (sprawdź). Znajdą tu coś dla siebie zarówno ci, którzy potrzebują niedużego, ekonomicznego auta miejskiego, jak i osoby, którym marzy się coś zdecydowanie większego. Ceny są skalkulowane rozsądnie, a jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że kupujemy auto z pełną i niezafałszowaną historią, to i na ceny patrzy się troszkę inaczej.

Prawda jest bowiem taka, że na giełdzie trzeba byłoby zapłacić pewnie tyle samo albo tylko nieznacznie mniej, ale kupowalibyśmy kota w worku i do kupionego wozu trzeba byłoby w krótkiej perspektywie czasowej doinwestowywać – doświadczenie pokazuje, że zwykle niemało. Samochody używane kupione w Pile w ramach programu Das WeltAuto to natomiast inwestycja bezpieczna: są to auta sprawdzone pod kątem technicznym, w których ewentualne wadliwe lub niesprawne części wymieniono na oryginalne podzespoły, a nie najtańsze chińskie podróbki.

To oznacza również, że sprzedawane w Auto Park Piła samochody używane spełniają jeden z najważniejszych wymogów, jakie stawiam każdemu pojazdowi kupowanemu z drugiej ręki – są bezpieczne i w krytycznej sytuacji ich systemy bezpieczeństwa zadziałają zgodnie z przeznaczeniem. Tego nie da się powiedzieć o znakomitej większości sprzedawanych na giełdach „rozbitków” z wyciętymi poduszkami powietrznymi i innymi tego typu niespodziankami…

Dodam jeszcze na koniec, że spora część aut z opisywanej oferty to samochody z rocznika 2016, mające niewielkie przebiegi i dobre wyposażenie, co w moim odczuciu jest tylko dodatkowym argumentem za tym, żeby skorzystać z nadarzającej się okazji. Drugiej szansy na zakup samochodów używanych w Pile w tak atrakcyjnych cenach może bowiem nie być – warto się zapoznać z ofertą i wybrać coś dla siebie, póki jeszcze jest z czego wybierać…

Flota pojazdów na 2017 rok – propozycja Skody

Koniec roku zaczyna się zbliżać coraz większymi krokami, trudno się więc dziwić, że przynajmniej w niektórych firmach rozpoczęto już podejmowanie decyzji co do kształtu floty pojazdów na następny rok. Rzecz jasna często tego rodzaju kwestie rozwiązywane są bardzo szybko poprzez proste stwierdzenie „nic nie zmieniamy”, ale w tym roku warto wziąć pod uwagę, że np. Skoda wchodzi w 2017 roku na rynek z nową odsłoną jednego z bardziej popularnych aut flotowych, czyli Skody Octavii.

ciemnografitowa skoda octavia sedan 2017

Tak prezentuje się nowa Skoda Octavia w wersji na 2017 rok. Flota pojazdów tego typu już niedługo stanie się najprawdopodobniej standardem w branży… (źródło obrazka: skoda-auto.pl)

Nie będzie chyba szczególnym zaskoczeniem, że nowa oferta dotyczy zarówno wersji sedan, jak i kombi, a zmiany są całkiem gruntowne. Najważniejszą modyfikacją wizualną jest znaczące uproszczenie linii nadwozia, a zwłaszcza jego przedniej części – w połączeniu z nowym projektem reflektorów oraz poszerzonym logiem producenta daje to naprawdę dobry efekt. Flota pojazdów (kliknij) składająca się z nowych Octavii na pewno będzie przykuwać wzrok.

Zmiana wyglądu to jednak nie wszystko: nowa Octavia będzie oferować również bardzo dużą przestrzeń bagażową (standardowo 610 litrów w wersji kombi, po złożeniu tylnej kanapy aż 1740 litrów) oraz pakiet funkcjonalności znanych dotąd wyłącznie z modeli klasy wyższej, czyli np. wspomaganie cofania z przyczepą. Najogólniej rzecz biorąc funkcja ta sprawia, że przy powolnym cofaniu z podpiętą przyczepką komputer pokładowy Octavii sam obliczy potrzebne parametry toru jazdy i będzie sterował samochodem tak, by manewr został wykonany prawidłowo i bezpiecznie bez udziału kierowcy.

Ponadto nowa Octavia będzie wyposażona także w podgrzewaną kierownicę, składane stoliki dla pasażerów tylnej kanapy czy (co może się okazać bardzo ważnym argumentem dla firm posiadających niedużą flotę pojazdów, z których korzysta wielu kierowców) personalizowany kluczyk pozwalający zapisać na nim ustawienia samochodu dla kilku różnych osób korzystających z tego samego samochodu.

Podsumowując, zapowiada się całkiem ciekawy rok: obecne firmowe floty pojazdów przynajmniej częściowo zostaną wymienione na modele nowe, co z kolei zagwarantuje dopływ na rynek wtórny sporej liczby używanych aut w niezłej cenie. Warto się więc powoli szykować na upolowanie jakiejś okazji na nowy rok…

Nowa Fabia – auto zaskakujące, nowoczesne i niedrogie

Osobiście bardzo lubię być zaskakiwany przez producentów znanych i popularnych modeli samochodów – szczególnie wtedy, gdy idą nieco w poprzek obowiązujących w danym momencie trendów. Bardzo dobrym przykładem tego jest nowa Fabia (kliknij), która w momencie premiery bardzo mocno wyróżniała się na tle obłej do granic absurdu konkurencji swymi charakterystycznymi, kanciastymi kształtami i sportową sylwetką. Wyróżnia się zresztą do dziś.

Na tle innych samochodów ze swojego segmentu nowa Fabia to prawdziwy drapieżnik. Nie ma tu łagodnych zaokrągleń, jest za to sporo kątów ostrych, bardzo wysoko poprowadzona linia tornado, a także wyraziście zaznaczone nadkola i grubo ponad setka opcji kolorystycznych do wyboru. To sprawia, że nawet pośród innych Fabii nasza będzie bezproblemowo zauważalna.

niebieska nowa skoda fabia 2016

Tak wygląda nowa Fabia – nieduże, zgrabne auto ze sportowym pazurem (źródło obrazka: skoda-auto.pl)

Jak na tak niewielkie auto jest to wóz dość pojemny – do dyspozycji pasażerów jest bagażnik mający aż 330 litrów pojemności i warto dodać, że w tej klasie to wynik najwyższy. To zresztą nie jest jedyna najwyższa nota nowej Fabii: w testach Euro NCAP otrzymała ona 5 gwiazdek na 5 możliwych, udowadniając, że auto sprzedawane w przystępnej cenie może oferować wysoki poziom bezpieczeństwa, o ile tylko jest odpowiednio zaprojektowane.

Na korzyść tego modelu przemawiają również kwestie czysto ekonomiczne: dostępna gama oszczędnych i ekologicznych silników (moc od 60 do 110 KM) pozwala dobrać jednostkę napędową do własnych potrzeb, a moc generowana przez silnik w zupełności wystarcza do bezpiecznego wykonywania wszelkich manewrów. Z ekonomii jazdy nową Fabią będą szczególnie zadowolone te osoby, które kupiły ją jako samochód typowo miejski – dzięki systemowi start-stop, wydajnej turbosprężarce oraz systemowi odzyskiwania energii hamowania koszty eksploatacji są znacząco niższe niż w przypadku innych aut tej samej klasy. Spalanie na poziomie 4 litrów/100 km nie jest w tym samochodzie niczym szczególnym, a możliwe jest uzyskanie lepszego wyniku.

Krótko rzecz biorąc nowa Fabia to dobre, niedrogie i bezpieczne auto dla wszystkich tych, którzy cenią sobie komfort i ekonomię jazdy w ruchu miejskim, choć oczywiście na krótkie wypady poza miasto nowa odsłona Fabii również się nadaje.

Jakość, komfort, bezpieczeństwo – Volvo XC 70

Spośród wymienionych w tytule trzech sztandarowych cech charakterystycznych dla praktycznie każdego modelu Volvo wypuszczanego na rynek dziś nieco więcej uwagi chciałbym poświęcić tej ostatniej. Powód jest prosty: w moim odczuciu bezpieczeństwo to najważniejsza cecha dobrego samochodu, która zdecydowanie przeważa nad innymi względami. Bezpieczeństwo jest też bez dwóch zdań czymś w rodzaju nieustannego wyzwania dla szwedzkiego koncernu, który robi wszystko, by wypełnić deklarację dotyczącą minimalizacji liczby wypadków ze skutkiem śmiertelnym w nowych samochodach marki Volvo do zera od roku 2020.

brązowe volvo xc 70 w lesie

Volvo XC 70 – przestronne, bezpieczne i ekonomiczne auto dla każdej rodziny (źródło obrazka: volvocars.com)

Opisywane już pokrótce wcześniej przeze mnie Volvo XC 70 jest doskonałym przykładem tego, jak bezpieczne może być kombi – zastosowane w nim systemy bezpieczeństwa pokazują też bardzo wyraźnie sposób myślenia szwedzkich konstruktorów. Najkrócej rzecz biorąc wszystko sprowadza się do tego, by unikać kolizji, jeśli to tylko możliwe. Kiedy jednak już do niej dojdzie, to najważniejsze jest, by samochód przejął na siebie możliwie największą ilość energii kinetycznej, chroniąc w ten sposób pasażerów.

Przykładem pierwszego rodzaju technologii jest zastosowany w Volvo XC 70 (i w wielu innych autach szwedzkiego producenta) system City Safety (sprawdź). Jego zasada działania jest banalnie prosta: zestaw laserowych czujników stale monitoruje obszar wokół auta i w razie wykrycia nieuchronnej kolizji (przy prędkości nie wyższej niż 50 km/h) automatycznie przygotowuje układ hamulcowy tak, by był bardziej responsywny. Jeżeli kierowca nie użyje hamulca, City Safety samodzielnie je włączy, a na dodatek „zdejmie nogę z gazu” poprzez dezaktywację przepustnicy. W wielu przypadkach pozwala to nie tylko zredukować efekty kolizji, ale nawet jej całkowicie uniknąć.

Do drugiej grupy technologii należą np. poduszki i kurtyny powietrzne oraz systemy SIPS (ogranicza skutki zderzenia bocznego) oraz WHIPS (chroni kręgosłup przed urazami w odcinku szyjnym). Wymienione technologie współdziałając ze sobą nie tylko znacząco redukują ilość energii przekazywanej do wnętrza przedziału pasażerskiego, ale też zapewniają podwyższony poziom bezpieczeństwa znajdującym się w nim osobom dzięki wykorzystaniu najnowszych zdobyczy techniki. Niezwykle wytrzymała stal borowa zastosowana w Volvo XC 70 do konstrukcji drzwi oraz ram siedzeń to zaledwie jeden z przykładów tego rodzaju rozwiązań, które we współpracy ze sobą oferują najbardziej kompleksową ochronę, jaką może obecnie zapewnić samochód.